
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy podczas analizy wiadomości o wzroście liczby milionerów — to fakt, że mamy trzy grupy obywateli, które płacą podatki.
Istnieje duża kategoria Ukraińców z dochodami poniżej 1 miliona. Jest tak zwana klasa średnia — milionerzy, którzy stali się głównymi bohaterami tej wiadomości. I są tak zwani oligarchowie — bogaci ludzie z ogromnymi biznesami i oszczędnościami.
Ogólnie sytuacja jest dość absurdalna, gdy liczba milionerów rośnie w czasie wojny. Jeśli spojrzymy na źródła dochodów, to często brakuje tam wynagrodzeń. Prawie 50% to dochody zagraniczne. Czyli nie są to dochody z pracy lub działalności twórczej. To inwestycje pieniędzy w aktywa za granicą i zyski z tych inwestycji. Wychodzi na to, że źródłem opodatkowania są aktywa zagraniczne, a nie gospodarka Ukrainy? Dziwna sytuacja.
Drugie źródło dochodów to spadki. To nie są dochody z zarobionej pracy. Spadki i dochody zagraniczne stanowią 70% największych kwot dochodów zadeklarowanych przez obywateli — według słów szefa Państwowej Służby Podatkowej Krawczenki. Czyli nie są to zarobione w bezpośrednim sensie dochody, a raczej redystrybucja już posiadanego majątku.
Na ile te środki pracują w Ukrainie — to wielkie pytanie. Często jest to tak zwany „kapitał pasożytniczy”.
Ogólnie nasze społeczeństwo jest bardzo spolaryzowane pod względem dochodów. Mamy ogromną nierówność społeczną. A dochody są skoncentrowane w rękach niewielkiej liczby osób. Nierozwiązany problem sprawiedliwości społecznej to zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego państwa po wojnie.
Wadym Syrota