Jakim był Bogdan Stupka poza sceną: niezwykłe fakty dotyczące aktora i jego najważniejszych filmów
27 sierpnia Bogdan Stupka skończyłby 85 lat. Aktorowi, którego jeszcze za życia nazywano aktorem nr 1 Ukrainy, udało się dokonać rzadkiej rzeczy: pozostać równie rozpoznawalnym zarówno w roli hetmana, jak i wiejskiego chłopa, króla, generała czy Tevye’ego – mleczarza.
Jego filmografia liczy ponad sto ról, a dorobek teatralny – dziesiątki ról, wśród których znalazły się postacie z dzieł Szekspira, Czechowa, Franko, Szolem Aleichema i Sofoklesa. Jednak same suche liczby niewiele wyjaśniają fenomen Stupki. Znacznie ciekawsze jest to, że kariera aktorska mogła w ogóle nie mieć miejsca: przyszły artysta ludowy chciał zostać chemikiem, pracował w obserwatorium i liczył zmienne gwiazdy.
Następnie przez dziesięciolecia poszukiwał charakterystycznych gestów dla swoich postaci na meczach piłkarskich, tak bardzo wczuwał się fizycznie w postać Ryszarda III, że po przedstawieniu przyjaciele musieli mu rozmasowywać rękę, został ministrem kultury, a później przyznał, że kierowanie teatrem było trudniejsze niż ministerstwem.
UA.News opowiada, jaki był Bogdan Stupka poza klasyczną biografią, jak tworzył swoje role i jakie filmy z tym aktorem warto obejrzeć.
Dorastał za kulisami teatru, ale nie od razu został aktorem
Teatr pojawił się w życiu Stupki na długo przed pierwszą rolą.
Urodził się 27 sierpnia 1941 roku w Kulykowie na terenie obwodu lwowskiego w rodzinie ściśle związanej ze sceną. Ojciec Sylwester śpiewał w chórze Opery Lwowskiej, wujek był solistą, a ciotka pracowała jako akompaniatorka.
Ojciec często zabierał małego Bogdana na przedstawienia. Stupka wspominał, że od siódmego roku życia praktycznie wszystkie soboty i niedziele spędzał w Operze Lwowskiej. Co prawda, pierwszym prawdziwym doświadczeniem scenicznym nie była dla niego wcale opera. W wieku dziesięciu lat zagrał Dziadka Mroza na szkolnym koncercie noworocznym, a później żartował, że prawdopodobnie właśnie wtedy polubił „grać na scenie”.
Nawet po takim dzieciństwie droga do aktorstwa nie była oczywista. Po ukończeniu szkoły Stupka chciał dostać się na wydział chemii Uniwersytetu we Lwowie, ale nie zdał egzaminów.
Bogdan Stupka mógł zostać astronomem
Po nieudanych egzaminach wstępnych Stupka zatrudnił się na Uniwersytecie Lwowskim jako laborant-obliczeniowiec. Zajmował się gwiazdami zmiennymi. Jeden z profesorów nawet przekonywał młodego Bogdana, że uczyni z niego astronoma.
Tak się jednak nie stało. Stupka zapisał się do szkoły teatralnej przy Teatrze im. Marii Zankoweckiej, którą ukończył w 1961 roku, i od tego czasu scena ostatecznie zwyciężyła nad gwiaździstym niebem.
Jednak historia związana z astronomią znalazła piękną kontynuację niemal pół wieku później.
W 2008 roku, w 67. urodziny aktora, pracownicy Obserwatorium Astronomicznego w Andruszywie nazwali na jego cześć asteroidę odkrytą w nocy z 26 na 27 sierpnia. Ciało niebieskie otrzymało oficjalną nazwę 269252 Bogdanstupka.
Potrafił znaleźć swoją rolę nawet na meczu piłki nożnej
Stupka nie należał do aktorów, którzy czekali na nagłą inspirację.
Sam mówił, że większość ról wymagała od niego ciężkiej pracy. Dla każdej postaci aktor szukał innego sposobu poruszania się, maniery mówienia, siedzenia i patrzenia.
Jeden z najciekawszych przykładów wiąże się z Walerijem Łobanowskim. Pracując nad postacią Mykoły Zadorożnego w filmie „Skradzione szczęście”, Stupka zauważył, jak trener kijowskiego „Dynamo” kołysze się na ławce podczas meczu piłki nożnej. Aktor zapamiętał ten ruch, a następnie wykorzystał go w końcowej scenie swojego bohatera.
Takie szczegóły dobrze wyjaśniają, dlaczego jego postacie tak bardzo się od siebie różniły.
Stupka potrafił zagrać postać historyczną, którą zna każdy uczeń, ale nie zamieniał jej w pomnik z brązu. Potrafił też zagrać zwykłego człowieka tak, że kilka ruchów lub intonacji zapadało w pamięć mocniej niż długie monologi.
Z powodu roli Ryszarda III po spektaklu musiał ćwiczyć rękę
Stupka był gotów posunąć się szczególnie daleko w fizycznej przemianie.
Sam aktor wyjaśniał: prawdziwa przemiana w postać zaczynała się dla niego wtedy, gdy odnajdywał ekspresję ruchową całkowicie odmienną od własnej. Pracując nad Ryszardem III, Stupka nieustannie utrzymywał rękę w pozycji zdeformowanej zgodnie z wizerunkiem swojego bohatera. Chował ją nawet pod płaszczem, aby efekt wydawał się naturalny.
Po przedstawieniu ręka tak mu drętwiała, że przyjaciele musieli pomagać mu przywrócić ją do normalnego stanu.
O zawodzie aktora Stupka mówił zresztą bez zbędnego romantyzmu. Dla niego był to nie tylko talent, ale także ciągłe „przemoc wobec samego siebie”: konieczność zmiany nawyków, głosu, chodu i ciała dla innej osoby.
Pierwszy duży film – i od razu bojownik UPA
Do kina Stupka trafił stosunkowo późno — mając prawie 30 lat. Jednak jego debiut okazał się tak znaczący, że niektórym aktorom wystarczyłby na całą karierę.
W filmie Jurija Iljenko „Biały ptak z czarną plamką” Stupka zagrał Oresta Dzwonara — jednego z braci z rodziny rozdzielonej przez wojnę. Jego bohater wstępuje do UPA.
Co ciekawe, do roli Oresta początkowo rozważano Iwana Mykołajczuka. Jednak radzieckie kierownictwo partyjne nie chciało widzieć popularnego Mykołajczuka w roli ukraińskiego powstańca. Ostatecznie rolę otrzymał Stupka.
Dla aktora był to ryzykowny, ale niezwykle mocny początek kariery.
Film stał się klasykiem ukraińskiego kina poetyckiego, a dziś znajduje się na liście 100 najlepszych ukraińskich filmów według wyników ankiety przeprowadzonej wśród krytyków filmowych przez Centrum im. Dowżenki.
Mógł być Chmielnickim, Mazepą i Bruchowieckim
W filmografii Stupki pojawia się niezwykłe zjawisko: zagrał on jednocześnie kilku ukraińskich hetmanów.
W polskim wielkim projekcie Jerzego Hoffmanna „Ognem i mieczem” aktor wcielił się w rolę Bohdana Chmielnickiego. W filmie „Modlitwa za hetmana Mazepę” Jurija Iljenko – Iwanem Mazepą. A w „Czarnej Radzie” – Iwanem Bruchowieckim.
Postacie te różnią się od siebie tak bardzo, że sam zestaw ról wygląda jak aktorski eksperyment z różnymi wersjami historii Ukrainy.
Stupka nie próbował uczynić ze swoich historycznych postaci identycznych „wielkich mężów stanu”. Bardziej interesował go człowiek – z władzą, ambicjami, strachem, słabościami i sprzecznościami.
Właśnie dlatego jego Chmielnicki w „Ogniem i mieczem” zapadł w pamięć nawet polskiej publiczności, dla której postać ta była tradycyjnie postrzegana zupełnie inaczej.
Teatr był dla Stupki ważniejszy niż status gwiazdy filmowej
Pomimo popularności w kinie głównym miejscem działania Stupki pozostawała scena.
Po pracy we Lwowie pod koniec lat 70. przeniósł się do Kijowa wraz z reżyserem Siergiejem Danczenkiem i został aktorem Teatru im. Iwana Franka.
To właśnie tam pojawiły się jego role: Tewje w „Tewje-Teweli”, Wojnycki w „Wujku Wani”, król Lear, król Edyp, Ryszard III, Mykoła Zadorożny w „Skradzionym szczęściu” oraz wiele innych postaci.
Trzy spektakle Stupka uznawał za wyjątkowe dla siebie: „Skradzione szczęście”, „Wujaszek Wania” i „Tevye-Tevel”. Wyjaśniał to tym, że wszystkie trzy jego postacie w pewnym momencie prowadzą rozmowę z Bogiem.
Aktor w ogóle nie dzielił swoich ról na te, z których był dumny, i te, o których wolałby zapomnieć. Porównywał je do dzieci: z żadnej nie rezygnował.
Bycie ministrem okazało się łatwiejsze niż kierowanie teatrem
W biografii Stupki znalazła się również polityka.
W latach 1999–2001 pełnił funkcję ministra kultury i sztuki Ukrainy. Sam aktor mówił później, że nie uważał tego okresu za stracony i postrzegał go jako szansę na zwiększenie widoczności kultury ukraińskiej na świecie.
Stupka nie pozostał jednak urzędnikiem na długo. Po śmierci Siergieja Danczenki w 2001 roku stanął na czele Teatru Franka i kierował nim do końca życia.
Za kadencji Stupki w repertuarze pojawiały się nietypowe inscenizacje, a w 2002 roku otwarto eksperymentalną scenę „Teatr w foyer”, gdzie mogli pracować młodzi reżyserzy, aktorzy i dramaturdzy.
I właśnie tam Stupka wygłosił dość wymowne wyznanie: łatwiej mu było pełnić funkcję ministra kultury niż dyrektora artystycznego teatru.
Być może dlatego, że w teatrze decyzje trzeba było podejmować nie w odniesieniu do abstrakcyjnego systemu, ale do ludzi, z którymi codziennie wychodzi się na tę samą scenę.
Urodziny Stupki wiązały się ze szczególnym zbiegiem okoliczności rodzinnych
Jest jeszcze jeden szczegół, który sprawia, że 27 sierpnia jest wyjątkową datą w historii rodziny Stupki.
W tym samym dniu co Bogdan urodziła się jego matka Maria. Według wspomnień bliskich, więź z nią pozostawała dla aktora niezwykle ważna przez całe życie.
Nawet jedną ze swoich głównych ról teatralnych – Wojnickiego w „Wujasie Wani” – Stupka w pewnym stopniu wiązał z matką. Opowiadał, że mogła zostać aktorką, ale tak się nie stało, i to właśnie jej niezrealizowane życie pomogło mu lepiej wczuć się w bohatera Czechowa, który z bólem myśli o zmarnowanych latach.
Jakie filmy z Bogdanem Stupką warto obejrzeć
Filmografia aktora jest tak obszerna, że obejrzenie wszystkich filmów zajmie nie jeden tydzień. Jest jednak kilka obrazów, które najlepiej pokazują, jak różnorodny potrafił być Stupka.
„Biały ptak z czarną plamką” — 1971

Logicznie jest zacząć właśnie od debiutu. Film Jurija Iljenka przenosi widza na Bukowinę lat 30. i 40. XX wieku i pokazuje rodzinę, którą wojna rozdziela po różne strony konfliktu politycznego i militarnego.
Stupka wciela się w rolę Oresta Dzwonara — temperamentnego i niebezpiecznego bohatera, który dołącza do UPA.
Rola ta pozostała ważna w karierze aktora nawet w kolejnych dziesięcioleciach.
„Skradzione szczęście” — 1984

Ekranizacja dramatu Iwana Franka.
Stupka wciela się w postać Mykoły Zadorożnego — męża Anny, do życia której powraca jej dawny kochanek Mykhajło.
Ta rola jest szczególnie interesująca właśnie ze względu na detale aktorskie: ten sam fizyczny wizerunek postaci, którego część Stupka podchwycił u Walerego Łobanowskiego.
„Ognem i mieczem” — 1999

Jeden z największych polskich projektów filmowych swoich czasów.
Stupka otrzymał rolę Bogdana Chmielnickiego. Co więcej, w polskiej ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza ukraiński hetman mógł z łatwością stać się jednowymiarowym antagonistą.
Stupka uczynił tę postać znacznie bardziej złożoną.
„Modlitwa za hetmana Mazepę” — 2001

Jeden z najbardziej radykalnych ukraińskich filmów historycznych początku XXI wieku.
Jurij Illienko stworzył nie klasyczny film biograficzny, ale eksperymentalne, symboliczne kino o Mazepie, Piotrze I i ukraińskiej pamięci historycznej.
Stupka wciela się tu w postać Mazepy — starego, ironicznego, tragicznego, a jednocześnie bardzo żywego.
„Kierowca dla Wiery” — 2004

W tym dramacie Stupka wcielił się w rolę radzieckiego generała Serowa.
Epoka historyczna znów ma tu znaczenie, ale postać ma już zupełnie inną skalę: nie jest to hetman ani bohater mitu narodowego, lecz wpływowa osoba w zamkniętym świecie radzieckiej nomenklatury.
Za tę rolę Stupka otrzymał od razu kilka nagród filmowych.
„Swoi” — 2004
Jedno z najwyżej ocenianych późnych dzieł filmowych Stupki.
Akcja rozgrywa się w czasie II wojny światowej. Bohater grany przez aktora, sołtys wsi Iwan Blinow, ukrywa jeńców wojennych przed nazistami.
Za tę rolę Stupka został nominowany do nagrody Europejskiej Akademii Filmowej, a na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie otrzymał nagrodę aktorską.
„Taras Bulba” — 2009

Film Władimira Bortka nie może być dziś oglądany poza kontekstem rosyjskiej, imperialnej interpretacji historii Ukrainy.
Jednak to właśnie kreacja aktorska Stupki pozostaje jedną z najbardziej znanych w jego późnej karierze.
Uczynił z Bułby postać monumentalną, surową, a jednocześnie tragiczną. Za tę rolę Stułka otrzymał nagrodę „Złotego Orła”.
„Platon Anioł” — 2010

Jedna z ważnych ukraińskich ról z ostatnich lat życia aktora.
Film powstał na podstawie sztuki Oleksija Kolomijca „Dzikiego Anioła”. Stupka gra Platona Anioła — głowę wielkiej rodziny, który stara się żyć zgodnie z własnymi zasadami odpowiedzialności i sprawiedliwości.
Film ten jest interesujący również dlatego, że stanowi powrót aktora od postaci historycznych do zwykłej historii rodzinnej.
Aktor, który nie starał się być „wielkim aktorem”
Pomimo wszystkich tytułów, nagród i statusu Stupka podchodził do swojego zawodu dość trzeźwo. Mówił, że nawet znakomita gra aktorska nie uratuje złego filmu: jeśli obraz jest przeciętny, widz i tak odbierze go jako przeciętny.
To dobrze opisuje samego Stupkę. Jego siła nie polegała wyłącznie na głosie, rozpoznawalnej twarzy czy umiejętności zagrania hetmana tak, by cała sala na niego patrzyła. Znacznie ważniejsza była ciekawość wobec osoby, którą miał zagrać.
Potrafił podglądać ruchy na ławce rezerwowych podczas meczu piłki nożnej. Potrafił przez lata wracać do tej samej postaci w teatrze. Potrafił po dziesiątkach ról powiedzieć, że na podsumowania jest jeszcze za wcześnie.
Jedno ze swoich ulubionych powiedzeń Stupka zapożyczył od Franka: „Daj mi pracować, pracować, pracować, w pracy umrzeć”.
Wygląda na to, że nie było to tylko piękne motto. Ostatnie dziesięciolecia jego życia wyglądały właśnie tak: teatr, kino, próby, nowe role, kierowanie Teatrem Franka – i ciągła niechęć do zamieniania własnej kariery w muzeum.
Bogdan Stupka zmarł 22 lipca 2012 roku w Kijowie. Miał 70 lat.
Jednak lista jego bohaterów jest tak długa i tak różnorodna, że nawet po latach trudno przypiszć Stupce jedną konkretną postać. Dla kogoś na zawsze pozostanie Tevye. Dla kogoś — Chmielnickim. Dla kogoś — Orestem z „Białego ptaka”, generałem Sierowem lub Mykołą Zadoroznym.
Czytaj nas na Telegram i Sends