Olena Kuryłowa, 12 tysięcy hrywien i policja: jak zakończyła się konsultacja u „medium”
11 września 2026 11:56„— Został rozerwany na strzępy. Nie ma go w jednym kawałku. Nie dostaniecie go… Dostaniecie tylko strzępy i fragmenty DNA, został rozerwany na strzępy.
— Ale pochowaliśmy go. Byłam na identyfikacji.
— Nie wierzę”.

Jasnowidzka Olena Kuryłowa
Za tę i inne „porady” dotyczące życia osobistego, o które Olena nawet nie pytała, zapłaciła Kuryłowej 12 000 hrywien. Podczas rozmowy znana „jasnowidzka” piła coś z filiżanki, a jej zachowanie i sposób mówienia nosiły wyraźne oznaki silnego upojenia alkoholowego.
Żadna z odpowiedzi „jasnowidzki” nie trafiła w sedno. Zamiast przeprosić, Kuryłowa za każdym razem wykręcała się, plątała się we własnych myślach, traciła wątek rozmowy i w końcu po prostu wysyłała klientkę „do diabła”. Jednak nawet w takim stanie zdążyła udzielić Olenie kilku „magicznych” rad:
„Weź sól, weź półlitrowy słoik, nasyp do niego soli. Weź świecę kościelną i codziennie czytaj 90. psalm. Słuchaj mnie uważnie, czytam ci to, aby wszystko się u ciebie spełniło i wszystko się utrzymało. Mogę to przeczytać, wszystko mogę”.
Na tym zakończyła się ezoteryczna część historii, a zaczęły się wydarzenia całkowicie przyziemne.

Od żądania zwrotu pieniędzy – do oskarżenia o „wymuszenie”
Po takiej konsultacji Olena Krasvitna nie zaczęła domagać się od Kuryłowej niczego nadzwyczajnego. Chciała jedynie odzyskać swoje 12 000 hrywien za usługę, która najwyraźniej została wykonana nieprawidłowo. Kobieta zwróciła się o pomoc do autorki projektu „Brzytwa ekstrasensów” Natalii Jakowlewej.
Śledczy przygotowali dla Kuryłowej oficjalne pismo. W piśmie tym opisali okoliczności konsultacji, poprosili o zwrot zapłaconych środków, przeprosiny wobec klientki oraz zrekompensowanie 20 000 hrywien za krzywdę moralną – pieniądze te Olena planowała przeznaczyć na psychoterapię. Do pisma dołączono fragmenty nagrania wideo z sesji.
Jednak Kuryłowa wybrała inny sposób odpowiedzi. Nie zaproponowała kolejnego rytuału, nie zaczęła „usuwania negatywnej energii” i nie podjęła się rozwiązania konfliktu za pomocą swoich szczególnych zdolności. Zwróciła się do Podilskiego Oddziału Policji Głównego Zarządu Policji w Kijowie ze zgłoszeniem, że padła ofiarą nacisków i „wymuszeń” ze strony nieznanych osób.
Policja wszczęła postępowanie przeciwko konsumentowi
Po złożeniu oświadczenia przez Kuryłową śledczy z Komendy Policji w Podolu, Ołeksij Semenchuk, wszczął postępowanie na podstawie części 1 art. 355 Kodeksu Karnego Ukrainy („Zmuszanie do wykonania zobowiązań cywilnoprawnych”). W prywatnych rozmowach ze świadkami i dziennikarzami śledczy wspominał również o ewentualnej zmianie kwalifikacji czynu na art. 189 Kodeksu karnego Ukrainy („Wymuszenie”). Olena Krasvitna oraz dziennikarze projektu „Brzytwa medium” otrzymali wezwania na przesłuchania do Kijowa.
Jednak adwokat Wasyl Charchuk podkreśla, że w tej sprawie nie ma żadnych podstaw do zastosowania żadnego z tych artykułów:
„Kurilowa jest osobą fizyczną prowadzącą działalność gospodarczą, podmiotem gospodarczym świadczącym określone usługi. W związku z tym osoba, która te usługi otrzymuje, jest konsumentem. Jeśli podczas świadczenia tych usług zarejestrowano sam proces, nie może to w żadnym wypadku być nagranie zawierające informacje prywatne lub poufne. Wniosek klienta o zwrot środków za nieprawidłowo wykonaną usługę stanowi sposób ochrony praw cywilnych, a nie przestępstwo. Groźba upublicznienia nagrania nie podlega przepisom art. 355 Kodeksu Karnego Ukrainy”.
Artykuł 355 Kodeksu Karnego Ukrainy dotyczy wymuszenia pod groźbą użycia przemocy lub zniszczenia mienia, których w wezwaniu nie było. Artykuł 189 Kodeksu Karnego Ukrainy przewiduje wymuszenie pod groźbą ujawnienia poufnych informacji dotyczących życia prywatnego, podczas gdy w tym przypadku chodziło o nagranie wideo przedstawiające działalność zawodową osoby prowadzącej jednoosobową działalność gospodarczą podczas płatnej wizyty.
Kiedy klient zwraca się na policję w związku z niewłaściwie wykonaną usługą, funkcjonariusze zazwyczaj odmawiają podjęcia działań i kierują sprawę do sądu cywilnego. W przypadku Kurilowej stało się jednak odwrotnie: jej skarga przerodziła się w sprawę karną przeciwko konsumentowi.
Natalia Jakowlewa zwróciła uwagę na taką reakcję organów ścigania:
„Kiedy rozmawiał z nami śledczy, powiedział nam wprost: jak to tak, że domagacie się zwrotu pieniędzy od wróżki, skoro w takiej sprawie musicie zwrócić się do sądu. To znaczy, próbował nam wmówić, że w takich przypadkach można domagać się zwrotu pieniędzy lub jakiejś rekompensaty za wyrządzoną krzywdę moralną wyłącznie na drodze sądowej. Chociaż to nieprawda. Można domagać się zwrotu w dowolny sposób, który nie jest zabroniony przez prawo Ukrainy. Zarówno negocjacje, jak i korespondencja w wiadomościach są jednym z takich sposobów. Sąd jest również jednym z takich sposobów. Widzicie więc, jak to działa w sposób jednostronny — tylko z tą propozycją, by iść do sądu”.
Problem polega na tym, że dla osoby, która już straciła pieniądze i znajduje się w stanie stresu, postępowania sądowe są nie do udźwignięcia zarówno pod względem finansowym, jak i emocjonalnym.
„Wniesienie sprawy do sądu to nie jest darmowa sprawa. Wymaga znacznych nakładów finansowych, ponieważ trzeba skorzystać z usług adwokata. To osoba, która zapłaciła 12 tysięcy za wizytę u wróżki, a potem, aby złożyć pozew, musi zapłacić, nie wiem ile, no może 30 tysięcy, prawdopodobnie. I jeszcze nie jest pewne, czy sąd wyda orzeczenie na jej korzyść.
Do wróżbitów udają się ludzie pogrążeni w smutku. Znajdują się w wrażliwym stanie psychiczno-emocjonalnym. A potem jeszcze przez rok, a może nawet dwa lata, muszą przeżywać proces sądowy. Chodzi mi o to, że organy ścigania, które kierują sprawy do sądu, doskonale rozumieją, że nikt tam nie pójdzie. Policja nie pomaga, nie jest w stanie chronić w takich sytuacjach przed tymi oszustami. A do sądu nikt nie pójdzie. I to wszystko”.
Zwykły sąd ludzki zamiast „astralu”: jak zakończyło się postępowanie
Dla Natalii Jakowlewej historia z Kurylovą tylko potwierdza ustaloną przez nią samą zasadę: „magiczne” zdolności pseudomedium kończą się tam, gdzie zaczynają się prawdziwe problemy. W obliczu trudności „czarownice” zwracają się nie do sił wyższych, lecz do policji i sądów.
„Magia… Bezsilna. To kolejne potwierdzenie, że magia nie istnieje. Bo klątw rzucanych na mnie i gróźb rzucenia uroków było, no cóż, bardzo wiele. Ale widzicie, jestem cała i zdrowa, żyję swoim najlepszym życiem.
Magowie uciekają się do zwykłych, nieco gangsterskich metod. Na przykład wywierają presję lub atakują za pośrednictwem organów ścigania albo sądu. Z jedną czarownicą toczyłam proces i wygrałam tę sprawę. To dość dziwne, gdy ktoś twierdzi, że jest czarownicą, a jednocześnie wnosi sprawę do zwykłego sądu. Nie do sądu astralnego, nie do sił wyższych, ale do zwykłego ludzkiego sądu. I przegrywa tę sprawę. Oto cała magia, jaką dysponują. I to nieudana” — powiedziała Natalia Jakowlewa dla UA.News.

Autorka reportażu Natalia Jakowlewa
Ostatecznie, pod presją argumentów prawnych i rozgłosu, sprawa Kuryłowej została zakończona na etapie postępowania sądowego. Autorka śledztwa i kanału „Brzytwa ekstrasensów” Natalia Jakowlewa poinformowała, że po jej zgłoszeniu poseł Jarosław Żelezniak skierował zapytanie dotyczące sprawy Kuryłowej do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Według jej słów sprawa karna została obecnie zamknięta. Kuryłowa zwróciła Olenie Kraswitnej 11 950 hrywien (po potrąceniu 50 hrywien opłaty bankowej). Postępowanie karne na podstawie części 1 art. 355 Kodeksu Karnego Ukrainy zostało umorzone z powodu braku znamion przestępstwa. Organy ścigania przeprosiły uczestników za bezpodstawne wezwania i wywieranie presji.

Krasvitna tak i nie otrzymała 20 000 hrywien z tytułu zadośćuczynienia moralnego, a Kuryłowa nie złożyła publicznych przeprosin.
Żerowanie na wojnie
Historia Oleny Krasvitnej nie jest pierwsza i na pewno nie ostatnia. Popyt na takie usługi jest ogromny. Problem nie polega jednak na tym, że ludzie są „niewtajemniczeni”. Chodzi o to, że syn zadzwonił przed wyjściem na pozycję – a od tygodnia nie ma z nim kontaktu. A w tym, że dowódca ogłosił „zaginął bez śladu”, a koledzy widzieli, jak na pozycję mężczyzny spadła bomba. A w tym, że zadzwonili koledzy i napisali: zginął, ale ciała nie ma.
W piekielnej rozpaczy i nadziei, kiedy zmuszeni są czekać, człowiek potrzebuje choćby jakiejś odpowiedzi, pewności tu i teraz. Właśnie wtedy pojawiają się ci, którzy są gotowi przekształcić ten ból we własne zyski. Wiele „przedsiębiorczych” osób nagle odkryło w sobie magiczne zdolności i bezwstydnie żeruje na najstraszniejszych tematach związanych z wojną. Zabici, zaginieni bez śladu, jeńcy — to najbardziej bolesne punkty dla ukraińskich rodzin i najbardziej dochodowe zapytania dla różnego rodzaju „wróżbitów”. Każdy, kto przedstawia się jako „obdarzony mocą”, uważa za swój obowiązek zarabiać na tym piekle: sprzedawać amulet „chroniący przed kulą” dla żołnierza lub talizman chroniący przed rakietą i „szahidem” dla cywilów. Natalia Jakowlewa podkreśla, że grunt pod to przygotowywano od lat:
„Wiara ukształtowała się na długo przed pełną inwazją. Ukształtowała się dzięki takim osobom jak Gordon, dzięki takim programom i projektom, jak te o medium, które pokazywano na kanale STB. Bez żadnego zastrzeżenia, że to fikcja, na przykład że zjawiska te są antonaukowe”.
Wojna na pełną skalę przekształciła to w prawdziwą maszynę do zarabiania. Oszuści oferują swoje „usługi” osobom znajdującym się w skrajnie trudnej sytuacji, a o sprawdzeniu opinii ludzie przypominają sobie dopiero po tym, jak zostali oszukani:
„Nie spotkałem jeszcze ani jednej osoby, która padła ofiarą oszustwa i powiedziałaby: »Zanim poszedłem na sesję, sprawdziłem opinie o tej wróżce«. Wszyscy sprawdzają opinie dopiero wtedy, gdy już wpadli w kłopoty. Post factum”.
Kuryłowa, Maria Tycha i Veljar: o kim jeszcze opowiedzą w programie „Brzytwa medium”
Właśnie dlatego program „Brzytwa ekstrasensów” traktuje te historie nie jako prywatne konflikty, ale jako część wielkiego rynku oszustw. Olena Kuryłowa nie jest bynajmniej jedyną osobą, której dotyczą te śledztwa. W swoim czasie projekt szczegółowo ujawnił działalność czarownicy Marii Tychiej. Po przekazaniu dowodów i odpowiednich zgłoszeń napływ jej klientów znacznie się zmniejszył, a sam mit o „wszechmocnej czarownicy” rozwiał się pod presją faktów. Wśród osób zdemaskowanych przez śledczych znajduje się również mag Veliyar, który również zbudował swój biznes na ludzkim nieszczęściu.
Obecnie ludzie masowo piszą do Natalii Jakowlewej i zespołu „Brzytwy ekstrasensów” o innych postaciach, które nadal sprzedają obietnice i amulety. Wśród pseudonimów i nazwisk, którymi zajmują się już śledczy, znajdują się: Viola Mirabilis (Czarownica z Południa) oraz chersoński znachor Jar Linski.
Dlaczego zwykłe ostrzeżenie to za mało
Zwykłe ostrzeżenie raczej tu nie zadziała, bo osoba w stanie rozpaczy jest gotowa oddać wszystko, byleby tylko uzyskać odrobinę nadziei:
„Oczywiście można udzielić ostrzeżenia. Brzmi ono bardzo prosto: »Wróżki to oszuści, nie ufajcie im«. Ale brzmi to tak banalnie. Żadna osoba, która wierzy w zjawiska nadprzyrodzone i chce skorzystać z takich usług, nie zareaguje na to ostrzeżenie”.
Incydent z Kurylovą dobitnie pokazał, co kryje się za głośnymi nazwiskami ezoteryków. Zamiast pomocy osoba ta doznała krzywdy, a zamiast polubownego rozstrzygnięcia – postępowania karnego. Jednak fakt zwrotu środków i zamknięcia sprawy dowodzi: jedyne, co naprawdę działa przeciwko pseudomagom, to rozgłos, wiedza prawna i krytyczne myślenie.
Czytaj nas na Telegram i Sends