$ 44.47 € 50.78 zł 11.73
+13° Kijów +14° Warszawa +25° Waszyngton
„Pół paczki pieniędzy”: Ołeksij Babenko planuje „uścisnąć dłoń” śledczym Państwowego Biura Śledczego

„Pół paczki pieniędzy”: Ołeksij Babenko planuje „uścisnąć dłoń” śledczym Państwowego Biura Śledczego

08 lipca 2026 15:02

Państwowe Biuro Śledcze przeprowadziło wczoraj, 7 lipca, przeszukania u współwłaściciela wydania internetowego „Babel” i CEO firmy produkującej drony Vyriy Industries, Ołeksija Babenki. Jest on podejrzewany o rzekome fikcyjne umowy oraz zawyżanie cen bezzałogowców. Babenko po przeżytych czynnościach śledczych ogłosił konferencję prasową, której organizacji początkowo odmówiono w lokalu w CWK „Parkowy”, w związku z czym, z godzinnym opóźnieniem, rozpoczęła się ona na Chreszczatyku o ósmej wieczorem.

Pełna sala dziennikarzy oczekiwała na ostre wyznania dotyczące przyczyn przeszukań, tymczasem Babenko ze śmiechem powtórzył to samo, co wcześniej opublikowały kanały w aplikacji Telegram. Mówca uparcie nazywał je „telegramowymi śmietnikami” i wspomniał o jednej z wersji, która była aktywnie powielana w przestrzeni medialnej.

Według słów Ołeksija, początkowo w firmie na poważnie rozważano ślad znanego w kuluarach Sejara Kurszutowa, którego wiąże się z Romanem Krawcem — byłym właścicielem skandalicznego kanału „Dżoker” na Telegramie. Ponieważ Kurszutow jest objęty sankcjami za przemyt, a jednocześnie ma własne interesy w ukraińskiej produkcji dronów, zespół Babenki przypuszczał banalną próbę wyeliminowania silnego konkurenta rękami służb mundurowych.

Jednak skala operacji specjalnej DBR zmusiła producentów dronów do zwątpienia w tę „konspiracyjną” teorię. 

Jak zauważył sam Babenko: „Kiedy zrozumiałem, że to przeszukania nie tylko u mnie, ale że jest ich 70, tam, czy 40, czy ileś, to zrozumiałem, że, na pewno, jakoś za grubo jak na gościa, który siedzi w Austrii”.

Co wydarzyło się 7 lipca: przeszukania w firmie Vyriy Industries
 

Pracownicy Państwowego Biura Śledczego 7 lipca przeprowadzili przeszukania u właściciela firmy produkującej drony Vyriy Industries i współwłaściciela wydania „Babel” Ołeksija Babenki. Czynności śledcze odbyły się również u jego bliskich oraz w biurze firmy.

Służby badają możliwe nadużycia podczas zakupów bezzałogowców za środki budżetowe. Według danych śledztwa, w 2025 roku prywatna firma zawarła z „Agencją Zamówień Obronnych” kontrakty na dostawę BSP różnych typów i modyfikacji na łączną kwotę 6,95 mld UAH.

Główna wersja śledczych opiera się na prawdopodobnym sztucznym zawyżaniu ceny końcowej dronów dostarczanych państwu. Jak zaznacza Biuro, wartość bezzałogowców mogła być bezpodstawnie podnoszona poprzez wliczanie w koszty własne zawyżonych wydatków produkcyjnych, administracyjnych i innych kosztów towarzyszących. Właśnie weryfikacja tych okoliczności stała się podstawą do wszczęcia postępowania i przeprowadzenia czynności śledczych.

Według wstępnych danych organów ścigania, do dokumentowania operacji finansowo-gospodarczych i wyprowadzania środków mogły być wykorzystywane umowy z firmami-nierezydentami, ukraińskimi podmiotami prawnymi, a także z siecią prywatnych przedsiębiorców (FOP).

Obecnie ustalono ponad 150 FOP-ów, które mogły być zaangażowane w tę działalność. Według ujawnionych informacji, wśród zarejestrowanych przedsiębiorców znaleźli się studenci, manicurzystki, pracownicy sklepów oraz inne osoby, których realny poziom życia absolutnie nie odpowiadał zadeklarowanej wielomilionowej skali ich działalności.

W ramach śledztwa przeprowadzono już pierwsze czynności procesowe: Podczas przesłuchań co najmniej dziesięciu przedsiębiorców (FOP) oświadczyło, że faktycznie nie prowadzili działalności gospodarczej, a własne dokumenty do rejestracji przekazali osobom trzecim w zamian za wynagrodzenie pieniężne.

Osobno śledczy weryfikują podejrzane operacje finansowe na kwotę ponad 197 mln UAH — śledztwo ustala, czy środki te mogły być kierowane na dalsze wyprowadzanie gotówki i legalizację dochodów pochodzących z przestępstwa.

Podczas przeszukań w miejscach prowadzenia działalności gospodarczej ujawniono znaczne kwoty w gotówce, która — według wersji DBR — nie została należycie wykazana w pierwotnej sprawozdawczości finansowej. Śledczy przypuszczają możliwość wykorzystania schematów służących unikaniu opodatkowania oraz transferowaniu środków bezgotówkowych przez kontrolowane struktury.

Obecnie w postępowaniu karnym trwają intensywne czynności śledcze i procesowe. Służby zlecają kompleksowe ekspertyzy i prowadzą szczegółową analizę zabezpieczonej dokumentacji finansowo-gospodarczej. Kwestia postawienia zarzutów konkretnym osobom powiązanym ze sprawą będzie rozstrzygana wyłącznie na podstawie wyników śledztwa i oficjalnych wniosków DBR.

Олексій Бабенко. Прес-конференція


„Śmieszna” historia zdaniem Babenki
 

„To bardzo śmieszna historia. Wszyscy myślą, że jesteśmy oskarżonymi, ale nie. Jesteśmy świadkami. Fajne jest też to, że przyszli bez nakazu sądu. To znaczy, nie było żadnego nakazu sądowego na przeszukania, to po prostu przeszukania w ramach, jak to się poprawnie nazywa? Czynności niecierpiących zwłoki. To wszystko to czynności niecierpiące zwłoki, wszystkie przeszukania, bez sądu, bez niczego, po prostu wjechali na 70 lokalizacji. W całej Ukrainie, wjeżdżali do takich wiosek, że nawet nie wiedziałem, że mieszka tam jakiś chłopak, który coś dla nas składa. Dzwonili do mnie w panice i pytali, co się dzieje, przecież normalnie pracowaliśmy.

Oficjalnie jesteśmy świadkiem i nie wiemy, kto jest oskarżonym. Nie wiem, może nas oskarżą, może nie oskarżą, może tak i zostaniemy świadkiem, bo obiektywnie rzecz biorąc, ludzie nic nie znaleźli, ponieważ nic nie ma” — opowiedział założyciel Vyriy.

„Pół paczki pieniędzy”: co zabezpieczyło DBR podczas przeszukań w Vyriy Industries
 

Ołeksij Babenko opowiedział, co dokładnie funkcjonariusze zabezpieczyli podczas masowych przeszukań w firmie i u jej podwykonawców. Według jego słów, część gotówki, o której informowano wcześniej, została mu już zwrócona.

Jednocześnie, jak twierdzi przedsiębiorca, zabezpieczono gotówkę przeznaczoną na wypłaty dla pracowników. To, jak mówi, stworzyło dla firmy problem prawny. 

„Zabezpieczyli, na pewno, pieniądze na wypłaty. Jeśli oglądają nas nasi pracownicy — sory. Wszystko wypłacimy, po prostu nie wiem, kiedy je odzyskamy. My teraz nawet prawnie nie możemy kolejny raz wyprowadzić pieniędzy na pensje, bo one już zostały wyprowadzone. To taka mała kolizja, no ale co poradzisz”.

Ponadto, według Babenki, mundurowi zabezpieczyli jego osobiste pieniądze, które znajdowały się w biurze. 

„Zabezpieczyli moje osobiste pieniądze, które były w biurze. Tam nie ma nawet 'żałosnej paczki pieniędzy', tam jest pół paczki pieniędzy. To są tysiące dolarów, nie dziesiątki tysięcy. Nawet nie dziesięć, z tego co pamiętam”.

Oprócz gotówki śledczy zabrali ogromny potok dokumentacji, dokumenty osobiste niektórych pracowników, dokumenty przedsiębiorców (FOP) współpracujących z firmą, a także telefony komórkowe.

Przy tym Babenko zwrócił uwagę na procesowy aspekt przeprowadzania przeszukań. Jak wyjaśnił, ponieważ czynności śledcze odbywały się bez uprzedniego nakazu sądu, teraz DBR musi zwrócić się do sądu, aby zalegalizować już zajęty majątek. 

„Dopiero dzisiaj dowiedziałem się, że taka procedura jest uznawana za normalną, kiedy najpierw robisz przeszukanie, a potem składasz wniosek do sądu: 'pozwólcie przeprowadzić wczorajsze przeszukanie'. Brzmi fajnie. Rozumiem, jakie są z tego plusy, ale minusy też rozumiem”.

Według jego słów obecnie firma oczekuje na dalsze procesowe decyzje sądu dotyczące zabezpieczonych rzeczy. Zdaniem Babenki organy ścigania mogłyby najpierw zadać pytania przedstawicielom firmy, a dopiero potem, w razie potrzeby, podejmować działania siłowe. 

„Chciałbym jeszcze, żeby wezwano mnie na przesłuchanie. Bo jakoś tak, no, może można było najpierw normalnie zapytać, a potem, jeśli już ktoś nie odpowiada, to coś robić. Jeśli są jakieś konkretne pretensje — można je po prostu wyartykułować, przegadać i zrozumieć, że u nas wszystko jest w porządku. Ale skoro zrobili to 'przed', to zróbmy chociaż 'po'. Chciałoby się nawiązać normalną komunikację, bo póki co jej nie ma”.

O przedsiębiorcach (FOP) i „Diia.City”
 

Osobno Ołeksij Babenko odniósł się do kwestii rzekomego wyprowadzania środków przez sieć jednoosobowych działalności gospodarczych (FOP). Według niego takie przypuszczenia nie uwzględniają specyfiki modelu podatkowego, w jakim działa firma.

Wyjaśnił, że rezydenci „Diia.City” płacą 9% podatku od wygranego (wyprowadzonego) kapitału, a wypłaty dla osób fizycznych prowadzących działalność są dodatkowo opodatkowane stawką ryczałtu (podatku jednolitego). W rezultacie, jak podaje Babenko, łączne obciążenie podatkowe wynosi około 14%, dlatego wykorzystywanie FOP-ów do tzw. „keszowania” (prania gotówki) nie daje żadnej przewagi ekonomicznej. 

„Jeśli mówimy o legalnym wypłacaniu środków, to w 'Diia.City' istnieją do tego absolutnie zgodne z prawem mechanizmy. Mogę po prostu zwiększyć sobie pensję i zapłacić wszystkie niezbędne podatki. To będzie tańsze i prostsze niż jakiekolwiek schematy przez FOP-y” — zaznaczył.

Babenko zasugerował, że autorzy podejrzeń mogli nie wziąć pod uwagę specyfiki opodatkowania rezydentów „Diia.City”, przez co — w jego opinii — wersja o wyprowadzaniu pieniędzy przez przedsiębiorców jest bezpodstawna.

O zawyżonych kosztach produkcji dronów w firmie Vyriy Industries
 

DBR podejrzewa Babenkę o rzekome zawyżanie kosztów produkcyjnych, administracyjnych i innych, wliczanych w koszt własny bezzałogowców.

Babenko wyjaśnił, że cena produktów w sektorze obronnym jest kształtowana według określonej zasady: do produkcyjnego kosztu własnego dodaje się 25% zysku. 

„Jest koszt własny towaru, produkcyjny, narzucamy na niego 25% zysku — i to daje cenę. Logicznie rzecz biorąc, jeśli chcemy zawyżyć zysk, musimy pompować koszt własny. I wtedy nasz dron staje się droższy, odpowiednio koszt własny w nim jest wyższy i zysk większy”.

Babenko przekonuje jednak, że taka logika nie może dotyczyć jego firmy, ponieważ jej produkty, jak twierdzi, są jednymi z najtańszych na ukraińskim rynku. 

„To jest naprawdę tak absurdalna teza. Do wielu podmiotów mogłaby być zastosowana bezprawnie, ale do nas jest nie tylko bezprawnie zastosowana — jest zastosowana nielogicznie. Kiedy masz jeden z najtańszych dronów na rynku, bardzo trudno jest podpiąć narrację, że gdzieś zawyżyłeś ceny. To brzmi naprawdę jak absurd”.

Według szefa firmy, przypuszcza on, że śledztwo opiera się na wersji o kupowaniu towarów od FOP-ów po zawyżonych cenach z późniejszym wyprowadzaniem gotówki. 

„Rozumiem to tak, że ich logika polegała na tym, iż niby kupujemy u FOP-ów po zawyżonych cenach, a potem wyprowadzamy pieniądze. No, tak mi się wydaje, że taka była logika”.

Babenko podkreślił również, że wszelkie kalkulacje wartości produktów były uzgadniane z państwowym zamawiającym jeszcze przed zawarciem kontraktów. 

„Kiedy zawierany jest kontrakt, składamy wszystkie dokumenty. Inaczej się nie da. Po prostu nie możemy podpisać kontraktu bez wszystkich zatwierdzeń”.

Według jego słów firma dostarczała bezzałogowce państwu różnymi drogami — na mocy rozporządzenia nr 1975, poprzez bezpośrednie umowy z jednostkami wojskowymi, w ramach pomocy międzynarodowej oraz przez fundacje wolontariackie.

Skutki dla firmy Vyriy Industries
 

Osobno Babenko opowiedział również o skutkach ostatnich przeszukań dla działalności firmy. Według jego słów, biuro, w którym przeprowadzano czynności śledcze, trzeba będzie przenieść, co stanie się dla przedsiębiorstwa poważnym wyzwaniem ze względu na duże powierzchnie produkcyjne i liczbę pracowników.

Jednocześnie same hale produkcyjne, według jego informacji, nie ucierpiały, choć niektórzy dostawcy po ostatnich wydarzeniach również będą musieli poszukać nowych lokalizacji.

Oprócz tego firma planuje istotnie zweryfikować wewnętrzne zasady bezpieczeństwa. Babenko przypuszcza, że działalność przedsiębiorstwa mogła być obserwowana jeszcze przed przeprowadzeniem przeszukań, dlatego teraz środki ochrony informacji i pracowników trzeba będzie znacznie wzmocnić. 

„W związku z tym, jeśli potrafili śledzić nasi, to niewykluczone, że mogą śledzić też Rosjanie. Co jeszcze można powiedzieć o bezpieczeństwie? To, że teraz będziemy mieć mnóstwo gnoju (problemów), mnóstwo rzeczy trzeba będzie przepracować” — podsumował.

image


Jak więc firmie udaje się sprzedawać drony taniej niż wielu konkurentów, wykazując przy tym rentowność? Oraz na co przeznaczane są zarobione środki?

Według słów Ołeksija Babenki, rentowność firmy w ubiegłym roku wynosiła około 17–18%, a większa część tych środków nie jest wyprowadzana, lecz reinwestowana w produkcję, rozwój nowych projektów oraz skalowanie ukraińskich rozwiązań. 

„W co inwestujemy? O rany, portfolio produktów — to jest to, na co dawaliśmy pieniądze. Głównie są to pieniądze na rozwój, w kapitał obrotowy. Jeśli mam odpowiedzieć bardzo krótko — to w obrotówkę.

Jeśli trochę szerzej, to na przykład firma 'Sokił' albo firma 'Błyskawka'. Kupujemy dla nich komponenty; to parę osób, które stworzyły własny produkt i chcą się skalować. Dajemy swoje pieniądze, które zarobiliśmy wcześniej, na skalowanie tych produktów. Z perspektywy wojny to tak naprawdę najbardziej racjonalna historia.

Ale jeśli wziąć największą kwotę, którą reinwestujemy, to jest to po prostu rozbudowa głównej firmy. To skalowanie dronów FPV. Skalowanie FPV pochłania tak gigantyczne pieniądze, że ilebyśmy kredytów nie wzięli, na jakikolwiek procent, to i tak będzie za mało. Bo zawsze można kupić coś taniej tylko dzięki temu, że dysponujesz długim pieniądzem”.

Osobno Babenko wyjaśnił, że niska cena produktów to efekt twardej konkurencji, a nie specjalnych warunków współpracy z państwem. Jak zauważył, w 2023 roku firma prawie nie miała kontraktów państwowych i była zmuszona działać na otwartym rynku, gdzie głównymi zamawiającymi były fundacje wolontariackie oraz jednostki wojskowe. 

„W 23. roku w ogóle prawie nie mieliśmy zamówień państwowych. Pracowaliśmy na rynku z fundacjami. A w 24. roku mieliśmy minimalne zamówienie państwowe, zanim jeszcze ruszył DOT-Chain, punkty i tak dalej.

Kiedy pracujesz na rynku, z wolontariuszami, z jednostkami, tam nikt nie patrzy, jaką masz marżę. Tam patrzą, jaka jest cena. Im jest absolutnie wszystko jedno, czy kupujesz podzespoły po 10 tysięcy hrywien, czy po 20 tysięcy. Jeśli inny dron jest sprzedawany za 16 tysięcy, to albo sprzedawaj za 15 900, albo od ciebie nie kupimy.

I kiedy działasz na normalnym rynku, gdzie panuje zdrowe środowisko konkurencyjne, to rozwija cię jako normalny biznes. Bo te firmy, które pracują bez takiej konkurencji, po prostu nie mają bodźca, by kupować taniej i obniżać cenę — bo od nich i tak kupią.

A my, jako firma, od której i tak nie kupowano, byliśmy zmuszeni radzić sobie na rynku. Głównie była to konkurencja z chińskimi dronami, które na początku były naprawdę tańsze. I trzeba było mocno kombinować. Niektóre dostawy realizowaliśmy z marżą na poziomie 5%. To niewiele, ale dawało chociaż jakąś możliwość wzrostu.

Co i uczyniło firmę taką, jaka jest teraz. Nie dlatego, że inni są jacyś źli, a my dobrzy. Po prostu od początku mieliśmy za zadanie dostarczać maksymalną liczbę jakościowych dronów. A jeśli mówimy o maksymalnej liczbie, to i cena musi być minimalna. Dlatego to, w gruncie rzeczy, zasługa rynku. Rynek zawsze wszystkich wyrównuje i zawsze staje się jasne, kto jak potrafi pracować”.

Mówi się: roszady medialne, „Agencja Zamówień Obronnych” i amerykańskie sankcje
 

Wcześniej w środowisku medialnym pojawiły się informacje podające w wątpliwość przejrzystość finansowania oraz niedawną zmianę właścicieli znanego portalu internetowego „Babel”. Oczywiście, nie można tego stwierdzić z pełną pewnością, ponieważ brak jest oficjalnych wyroków sądu, niemniej ukraińscy dziennikarze śledczy wysuwają poważne przypuszczenia.

W szczególności przedstawiciele Inicjatywy Społecznej „Stop-pasyt” zainteresowali się pytaniem: „czy środki z produkcji dronów mogły być wykorzystywane do dalszego wyprowadzania i legalizacji dochodów pochodzących z przestępstwa?”. Według dostępnych informacji, w czerwcu 2026 roku aktywiści oficjalnie zwrócili się w tej sprawie do Państwowej Służby Monitoringu Finansowego oraz Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

Zgodnie z wersją śledczych, sytuacja wokół redakcji rozwijała się według dość zawiłego scenariusza. Mówi się, że do lutego 2026 roku faktycznym (choć ukrytym) właścicielem „Babla” pozostawał objęty sankcjami oligarcha Ihor Kołomojski, który założył portal jeszcze w 2018 roku. Do zarządzania wydaniem i kontroli operacyjnej angażowano menedżerów „1+1 Media” oraz zarejestrowaną na Słowacji firmę „IG”, zapisaną na zaufane osoby.

Prawdopodobnie w celu ukrycia powiązań z toksycznym beneficjentem oraz znalezienia alternatywnych źródeł finansowania, szefowa portalu Kateryna Kobernyk w 2023 roku zarejestrowała NGO (stowarzyszenie) „Babel”. Według danych aktywistów, na konta tej organizacji wpływały solidne środki od międzynarodowych donatorów (Międzynarodowa Fundacja „Odrodzenie”, USAID itd.):

  • 2023 rok: 1 315 000 UAH

  • 2024 rok: 8 335 600 UAH

  • 2025 rok: 7 875 300 UAH

Przy tym śledczy zauważają, że próby weryfikacji tych projektów przez MSZ Danii czy uzyskania szczegółowych raportów od fundacji „Odrodzenie” jak na razie nie przyniosły jasnych rezultatów, co rodzi dodatkowe pytania.

Najgłośniejsza część tej historii dotyczy lutowej transakcji z 2026 roku. Możliwe, że pod presją śledztw dotyczących realnych właścicieli, Kobernyk pilnie potrzebowała „czystego” inwestora i takowego znalazła. To 28-letni Ołeksij Babenko — w przeszłości utalentowany połykacz ognia, organizator fireshow i tancerz, który uznał, że kręcenie płonącymi poiami i kręcenie milionami w zbrojeniówce to w zasadzie ten sam poziom trudności.

Dziś pan Babenko jest właścicielem firmy „Vyriy Industry”, specjalizującej się w produkcji zaawansowanych technologicznie dronów FPV sterowanych przez światłowód. I, sądząc po wszystkim, biznes rozpalił w nim taką pasję do sztuki wyższej, że postanowił dokupić sobie całe medium intelektualne.

Przypuszczenia śledczych: mówi się, że geniusz tańca i bezzałogowców wykupił 75% udziałów w Sp. z o.o. „Babel” (których nominalna wartość w kapitale zakładowym wynosi skromne 150 tys. UAH) za kwotę 1 miliona dolarów. Aktywiści społeczni przypuszczają, że płatność za ten aktyw medialny przeszła misternie przez podstawione osoby w zagranicznej jurysdykcji, bez zbędnych sentymentów w postaci płacenia podatków — a wszystko to wyłącznie po to, by pomóc Ihorowi Wałerijowyczowi [Kołomojskiemu] obejść uciążliwe sankcje.

Jednak najwięcej ironii (oraz pytań ze strony organów ścigania) budzi źródło nagłego bogactwa byłego tancerza. Ponieważ jako jedyne źródło dochodu Babenko wskazuje zamówienia dla armii, środki na zakup mediów zostały prawdopodobnie elegancko zapożyczone z budżetu państwa. Mowa tu o hojnej zaliczce od przedsiębiorstwa państwowego Ministerstwa Obrony Ukrainy „Agencja Zamówień Obronnych” na kosmiczny kontrakt obejmujący 100 tysięcy dronów (o łącznej wartości około 7 mld UAH). Dronów front w wyznaczonych terminach podobno tak i nie zobaczył, za to pan Ołeksij ma teraz swój własny, przytulny portal informacyjny.
 

Przebiegłe kłopoty na horyzoncie?
 

Jeśli przypuszczenia ukraińskich śledczych oraz materiały przekazane do SBU i Służby Monitoringu Finansowego potwierdzą się, nowo upieczonego magnata medialnego i jego wspólniczkę mogą czekać surowe konsekwencje:

  • Poziom krajowy: Postępowania ze strony Biura Prokuratora Generalnego oraz Państwowego Biura Śledczego (DBR) w sprawach sprzeniewierzenia środków obronnych i legalizacji brudnych pieniędzy. Taniec na dywaniku u śledczego to jednak nie to samo, co skakanie z ogniem.

  • Poziom międzynarodowy: Ponieważ Ihor Kołomojski znajduje się pod sankcjami USA od 2021 roku, rozliczenia za jego aktywa w amerykańskiej walucie narodowej poprzez zagraniczne jurysdykcje mogą mocno rozczarować Departament Skarbu USA. A amerykańskie sankcje to nie jest ten rodzaj „ognistego śladu”, z którym chce się mieć do czynienia.

Na tle tych wydarzeń analitycy zwracają uwagę na nagłe „przejrzenie na oczy” portalu „Babel”, który niedawno z pasją publikował głośne materiały o naruszeniach i torturach w pułku „Skeła”. Krytycy sugerują, że ta nagła praworządność kierownictwa mediów to prewencyjny krok taktyczny: być może Kobernyk po prostu przygotowuje grunt, by w przypadku oficjalnych zarzutów od DBR i wywiadu finansowego szybko założyć koronę cierniową i ogłosić się „ofiarą nacisków na niezależne słowo”.

Obecnie Państwowa Służba Monitoringu Finansowego, według doniesień aktywistów, szczegółowo bada już finansowe poufałości tej zawiłej spółki. Czekamy, czym zakończy się ten obronno-medialny performans.
 

Nowe finansowe pas w wykonaniu Ministerstwa Obrony: cieliste schematy „Vyriia” i „rosyjski ślad”
 

Wokół firmy Vyriy („Vyriy Industry”) rozgrywa się obecnie prawdopodobnie jedna z najgłośniejszych historii korupcyjnych w sektorze obronnym.

Jak łączą się zerwane dostawy dla frontu, luksusowe auta i słupy z rosyjskimi paszportami — rozkładamy na czynniki pierwsze detale, które aktualnie ostro rozpracowuje DBR oraz inne służby.
 

Tańce na przetargach: jak zerwać dostawę 200 tysięcy dronów
 

Według informacji dziennikarzy branżowych (w szczególności wiosną 2026 roku mówił o tym znany dziennikarz śledczy Jurij Nikołow), Sp. z o.o. „Vyriy Industry” od 2023 roku otrzymuje miliardowe zamówienia od Agencji Zamówień Obronnych (AZO). Jednak zamiast masowych dostaw bezzałogowców na front, firma wypracowała prawdopodobnie bardzo specyficzną taktykę: podczas jednego z wielkich przetargów AZO na kwotę 2,057 mld UAH, podzielonego na 11 lotów (części), „Vyriy” wygrał w 8 lotach. Jednak w ostatniej chwili firma po prostu odmówiła podpisania kontraktów, tłumacząc się... „przeciążeniem mocy produkcyjnych”. W efekcie front w jednej chwili niedoszacował około 75 tysięcykrytycznie ważnych dronów.

Na początku 2026 roku Babenko podpisuje kolejny superkontrakt — na ponad 110 tysięcy innowacyjnych dronów światłowodowych. Suma kontraktu przekroczyła 7 miliardów hrywien. „Vyriy” sukcesywnie pobiera z budżetu państwa ogromną zaliczkę, ale terminy całkowicie zawala. Front na trzy miesiące zostaje w ogóle bez światłowodowych FPV. Sam Ołeksij wyjaśnił to bardzo prosto: rzekomo Chiny nagle podniosły ceny na światłowody, no i co zrobisz.

Łącznie, według szacunków dziennikarzy śledczych, w krótkim czasie Babenko i jego struktura zdołali zerwać dostawę prawie 200 tysięcy dronów. Ale to nie przeszkodziło mu żyć na bogato.
 

Sukces pasmami sukcesów
 

Podczas gdy wojskowi na linii frontu czekali na obiecane bezzałogowce, zaliczkowe środki państwowe były prawdopodobnie konsumowane na zupełnie innych kierunkach.

Jak wskazują informatorzy, jednego i tego samego dnia na początku 2026 roku Ołeksij Babenko nie tylko szerokim gestem wykupił 75% akcji portalu internetowego „Babel” od menedżerów Kołomojskiego za 1 milion dolarów, ale i sprawił sobie prezent w postaci nowiutkiego, luksusowego SUV-a PORSCHE Macan.
 

Podatkowy „szarak” i rosyjskie „dropy”
 

Piękna bajka nie mogła trwać wiecznie i teraz za Babenkę poważnie wzięły się organy ścigania. Z danych, które wyciekają z DBR, wynika, że śledczym udało się ustalić wykorzystanie ponad 150 fikcyjnych jednoosobowych działalności (FOP), przez które prawdopodobnie wyprowadzano środki państwowe i realizowano masowe unikanie opodatkowania.

Lwia część komponentów do dronów była sprowadzana do Ukrainy według „szarych” schematów, bez oficjalnego oclenia. Jednak największym szokiem będzie udowodnienie przez służby istnienia sieci tak zwanych „dropów” (kont/kart tranzytowych), przez które Babenko próbował kupować i sprowadzać podzespoły. Komponenty wprawdzie są chińskie, ale pieniądze za nie prawdopodobnie przelewano obywatelom Federacji Rosyjskiej. Ten fakt finansowania osób z kraju-agresora podczas wojny jest obecnie intensywnie dokumentowany przez służby specjalne.

image


„Parkowy” odmówił, a o naciskach na „Babel” dowiedział się z artykułu
 

Na początku konferencji prasowej Ołeksij Babenko wyjaśnił, dlaczego wydarzenie ostatecznie nie odbyło się w Centrum Kongresowo-Wystawienniczym „Parkowy”, gdzie było pierwotnie zapowiadane. Według jego słów administracja obiektu w ostatniej chwili odmówiła organizacji wydarzenia, apelował jednak, by nie doszukiwać się w tym podtekstu politycznego.

„Wszyscy przecież wiedzieliście, że zapraszano was do 'Parkowego'. 'Parkowy' zabronił nam przeprowadzenia wydarzenia. Co zabawne — to może od razu naprowadzić wielu na jakieś teorie spiskowe. Staraliśmy się wyjaśnić wszystko tak szczegółowo, jak to możliwe. Powiedzmy tak: na 99% nie ma w tym żadnej konspiracji. Po prostu administracja 'Parkowego' trochę pękła (zasrała się) i sama podjęła genialną decyzję o zakazie organizacji spotkania z dziennikarzami. Dlatego dla tych, którzy już chcieli wymyślić, że to zbrodnicza władza nam czegoś zabrania — na 99% tak nie było”.

Osobno Babenko skomentował przypuszczenia o możliwym związku między publikacją portalu „Babel” na temat sytuacji w 425. Osobnym Pułku Szturmowym „Skeła” a przeszukaniami w firmie. Zapewnił, że nie miał żadnego wpływu na politykę redakcyjną mediów.

Według słów przedsiębiorcy, o powstaniu śledztwa dowiedział się zaledwie dzień przed jego publikacją.

„Na śledztwo 'Babla' nie mieliśmy wpływu do tego stopnia, że o tym, iż się ukaże, dowiedziałem się od 'Skeły' dzień przed jego publikacją. Dokładnie aż tak”.

Jednocześnie przyznał, że w ostatnim czasie na kanałach w aplikacji Telegram aktywnie próbowano powiązać go z konfliktem wokół publikacji i wykorzystać to jako sposób nacisku na redakcję.

„W Telegramie już od dawna próbowano wciągnąć mnie w ten konflikt i przeze mnie próbować naciskać na 'Babel', na redakcję, na Katię. Wmawiano, że to wojna Ołeksija, więc 'Babel' też jest w to zamieszany. Były takie wrzutki”.

Babenko podkreślił, że jego firma nie prowadzi żadnych wojen informacyjnych. Przy tym nie podjął się oceny wiarygodności śledztwa dotyczącego pułku „Skeła”, przyznał jednak, że opisane fakty wyglądają na niezwykle poważne.

„To, co wydarzyło się w 'Skele', sądząc po artykule, to jest, jakby to ująć, pdec. Tu w ogóle nie ma o czym dyskutować. Wiadomo, że wszystko trzeba udowodnić, ale historia jest bardzo nieprzyjemna”.

Obecna na konferencji prasowej redaktor naczelna „Babla” Kateryna Kobernyk również podkreśliła, że redakcja nie wyciągała wniosków co do czyjejkolwiek winy w tych wydarzeniach.

„W moim poście było napisane, że nie mamy wystarczająco dużo informacji, aby wyciągać jakiekolwiek wnioski. Po prostu opowiedzieliśmy całą historię, która poprzedzała dzisiejsze wydarzenia. Stwierdzenie w tym momencie, że stoi za tym 'Skeła' czy ktoś inny, jest zdecydowanie niemożliwe”.
 

„Ktoś się trochę zj*bał”. Babenko oczekuje, że po przeszukaniach DBR wszyscy „ścisną sobie dłonie”
 

Dlaczego akurat Państwowe Biuro Śledcze prowadzi czynności wobec firmy — przedsiębiorca przyznał, że nie ma ostatecznej odpowiedzi, przedstawił jednak własną wersję wydarzeń. Początkowo przypuszczał, że sprawa trafiła do DBR przez przypadek.

„Dlaczego DBR? Nie wiem. Może mamy z nimi lepsze relacje. Nie wiem. To mogła być i Policja Narodowa, i DBR, i SBU. Jakoś tak wyszło”.

Po licznych rozmowach z przedstawicielami władz Babenko doszedł do innego wniosku. Przypuszcza, że sytuacja mogła być wynikiem czyjegoś błędu lub nadmiernego gorliwości urzędniczej, a nie zaplanowanej kampanii wymierzonej w jego firmę.

„Realnie to, co z tego wynika, wygląda tak, jakby ktoś się po prostu trochę... no... zj*bał (przestrzelił). Oczywiście na pierwszy rzut oka wygląda to jak celowy najazd, żeby przeszkodzić w biznesie. Ale samo przeszkadzanie w biznesie nikogo przecież nie interesuje. Ktoś chce przepchnąć swoje interesy. Ktoś chce kogoś wygryźć naszym kosztem. Ktoś chce najechać na 'Babel' uderzając w właściciela. Ale szczerze, teraz najbardziej wygląda to na to, że ktoś chciał ugrać jakiś swój drobny interes i trochę przedobrzył”.

Na zakończenie przedsiębiorca wyraził nadzieję, że po zakończeniu śledztwa strony będą w stanie zażegnać konflikt bez dalszej eskalacji. Faktycznie oświadczył, że oczekuje uznania błędu ze strony organów ścigania.

„Myślę, że wszystko rozwiąże się pokojowo. Wszyscy uściśniemy sobie dłonie za jakiś czas. Wszyscy, którzy powinni, przeproszą. Ci, którzy nie powinni — nie przeproszą. Z wszystkimi się pogodzimy, ponieważ, obiektywnie rzecz biorąc, w tym kraju z nikim nie chce się wojować. Realnie nasza główna hipoteza jest taka, że po prostu trochę się zj*bali. Teraz wszyscy się połapią i powiedzą, że jesteśmy w porządku. To łagodna odpowiedź, ale taka jest rzeczywistość”.

Tym samym Babenko nie widzi oznak masowej kampanii wymierzonej w biznes, lecz liczy na zakończenie całej historii bez nowych konfliktów.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację