„To już jakiś western”: Wołyń uznano за najbardziej skandaliczny region z powodu działań TCK (terytorialnych centrów rekrutacji)
07 lipca 2026 12:10
Strzelaniny do chłopów, pościgi za ciężarówkami, szturmy na sieci ciepłownicze, a nawet sołtys, który z kamieniem w ręku z rozbiegu wskakuje na maskę służbowego busa — to nie scenariusz kryminalnego filmu akcji o Dzikim Zachodzie, ale realna codzienność mobilizacji na Wołyniu, którą analizowano na posiedzeniu Tymczasowej Komisji Śledczej (TSK) Rady Najwyższej.
Słuchanie raportów wojskowych było naprawdę fascynujące: w jednym rejonie przyłapano komendanta, który sprzedawał „miesięczne abonamenty od mobilizacji” za 20 tysięcy hrywien. W innym — mężczyzna tak uciekał przed patrolem, że wylądował w szpitalu, a TCC z pełną powagą zapewnia deputowanych: „On po prostu się przestraszył i spadł z drzewa, a my go ratowaliśmy!”. Z kolei historia o tym, jak były komendant zatrudnił skazanego przemytnika, aby ten woził jego ciężarówką towary, co skończyło się taranowaniem samochodów TCC i żądaniem 20 tysięcy dolarów „za uszkodzone mienie” — to już materiał na osobny serial.
Jednak szef Wołyńskiego Obwodowego TCC, pułkownik Rusłan Nemaszkalo, odpowiadał na zarzuty z absolutnym spokojem. Jego stanowisko jest proste: na wojnie jak na wojnie, plany trzeba realizować, a białe rękawiczki w tej profesji nie działają.
„Ochotników, którzy sami pójdą służyć, dzisiaj, niestety, nie ma. A planów mobilizacyjnych nikt nie odwołał. Ludzie nie chcą, uciekają, stawiają opór — stąd te wszystkie codzienne kłótnie i pościgi. Chętnie będziemy pracować według innych reguł, ale dopóki nam ich nie dano — wykonujemy swoją robotę tak, jak jesteśmy do tego zmuszeni”.
Co ważne, około 50% personelu Wołyńskiego Obwodowego TCC posiada doświadczenie bojowe. Według pułkownika Nemaszkalo, obejmuje to zarówno tych, którzy walczyli podczas pełnoskalowej inwazji, jak i weteranów ATO/OOS. Około 30% składu to osoby przeniesione z jednostek bojowych ze względu na stan zdrowia, ponieważ nie mogą już wykonywać zadań na linii frontu. Jednocześnie w grupach powiadamiania, które pracują bezpośrednio na ulicach, odsetek osób z doświadczeniem bojowym wynosi około 70%. Same grupy powiadamiania stanowią około 20% całego personelu TCC.
Sam pułkownik Nemaszkalo nie brał udziału w działaniach bojowych. Na stanowisko szefa Wołyńskiego Obwodowego TCC został powołany w kwietniu 2025 roku. Wcześniej kierował Szewczenkowskim Rejonowym TCC we Lwowie, a przedtem — Złoczowskim Rejonowym TCC oraz Brodzkim Wydziałem TCC w obwodzie lwowskim. Został zmobilizowany w lutym 2022 roku. Przed pełnoskalową wojną pracował w prokuraturze wojskowej. Rok przed inwazją przeszedł do prokuratury cywilnej — pracował w obwodzie odeskim. Na trzy dni przed wybuchem wojny przeniósł się do prokuratury obwodu kijowskiego.
Przed żołnierzami TCC broniono się łopatami
Zeznania pułkownika Nemaszkalo rozpoczęły się od szczegółowej analizy incydentu, do którego doszło 9 czerwca 2026 roku we wsi Werbka w rejonie kowelskim. Nagranie, na którym cywile z łopatami i siekierami szturmują ludzi w kamuflażu, obiegło wszystkie media społecznościowe.
Przewodniczący TSK Ołeksij Honczarenko natychmiast ogłosił, że dysponuje oficjalną odpowiedzią szefa policji Wołynia, Ołeha Slipczuka, w której ten zapewnia: funkcjonariuszy w ogóle nie było na miejscu zdarzenia. TCC ma jednak swoją wersję: policja była, ale... postanowiła pełnić rolę widzów.
„Nikt nie kłamie — wyjaśnił od razu Rusłan Nemaszkalo. — To zwykłe nieporozumienie, które łatwo doprecyzować dodatkowym zapytaniem. Kiedy Narodowa Policja przygotowywała odpowiedź na wasz wniosek o udostępnienie nagrań z kamer osobistych, miała na myśli jedynie to, że patrole nie były bezpośrednio obecne w samym epicentrum konfliktu podczas wjazdu na podwórko i zadawania ciosów. To znaczy, podjechali 20–30 sekund później... Ale ich udział w grupie powiadamiania jest oficjalnie zarejestrowany”.
Według wersji wojskowych, patrol w samochodzie Volkswagen LT próbował zatrzymać podejrzanego białego busa, który zignorował wezwanie i zaczął uciekać. W pogoń za nim ruszyły dwie załogi TCC. Gdy uciekinierzy zostali osaczeni pod ogrodzeniem, wojskowi przystąpili do szturmu na prywatną posesję. Na pytanie, dlaczego żołnierze bez przeszkód weszli na cudzy teren, podczas gdy patrole policji czekały w samochodzie, podpułkownik Nemaszkalo wyjaśnił:
„Z wyjaśnień ośmiu chłopaków z tej grupy powiadamiania wynika, że kiedy biały bus skręcił za ogrodzenie, ocenili ten teren jako wolną (niezabudowaną) przestrzeń. Chłopcy byli pod wpływem emocji z powodu pościgu i pomyśleli, że to droga tranzytowa, którą bus jedzie dalej. Nie mieli zamiaru wtargnąć na prywatną posesję. Pierwszy wojskowy wbiegł tam, by po prostu zwrócić się do obywateli, ale natychmiast wywiązała się bójka”.
Deputowani próbowali ustalić, jak to się stało, że policjanci z patrolu, którzy jako jedyni z mocy prawa mają prawo do dokonywania zatrzymań, po prostu przyglądali się z okien służbowego auta, jak chłopi biją wojskowych.
„Ponieważ dochodzenie służbowe trwa do 11 lipca, nie ma jeszcze ostatecznych wniosków. Jednak ze słów samych chłopaków z grupy powiadamiania wynika, że policjanci w tym momencie po prostu nie zaryzykowali interwencji w konflikt i pójścia przeciwko wściekłemu tłumowi uzbrojonemu w łopaty, łomy i siekiery. Patrol wezwał jednak wsparcie” — zaznaczył Nemaszkalo.
Sami przedstawiciele TCC mieli na sobie czarne kominiarki (bałakławy), co jest zabronione rozkazami Ministerstwa Obrony. Honczarenko podkreślił: kiedy gonią cię dwa cywilne busy, z których wyskakują uzbrojeni ludzie w maskach bez dokumentów, każdy racjonalny obywatel chwyci za łopatę, by bronić swojego domu przed bandytami.
Rusłan Nemaszkalo ripostował, że „w kraju nie ma głupich” i wszyscy doskonale wiedzieli, kto przyjechał, a maski wojskowi zakładają z powodu presji psychologicznej:
„Chłopcy robią to wyłącznie z obawy o własne bezpieczeństwo i bezpieczeństwo swoich rodzin. Służba w TCC nie jest obecnie, delikatnie mówiąc, zbyt popularna w społeczeństwie, i boją się konsekwencji oraz rozpoznawalności na ulicach”.
TCC podkreśla jednak, że chłopi bronili kierowcy i pasażerów nie bez powodu. Oprócz dwóch ojców wielodzietnych, którzy nie podlegają mobilizacji, w samochodzie — według danych śledztwa — ukrywano prawdziwego dezertera.
„Trzeci mężczyzna, którego próbowali ukryć i wywieźć, to wojskowy, który dopuścił się samowolnego oddalenia się z jednostki (AWOL) i był poszukiwany. Właśnie dlatego stawiali tak zaciekły opór” — podsumował pułkownik.
Opór ośmioosobowej grupie stawiały dwie osoby w busie oraz kolejne trzy-cztery osoby narodowości romskiej przebywające na terenie posesji. Była tam również kobieta trzymająca w rękach siekierę i nóż. Na pytanie, jak dwóm ludziom z łopatami, kilku lokalnym mieszkańcom i kobiecie z siekierą udało się rozgonić ośmiu uzbrojonych lub przynajmniej przeszkolonych wojskowych TCC, pułkownik odpowiedział bardzo szczerze: „Nasi pracownicy odwrócili się i wycofali, ponieważ nie zamierzamy wdawać się w walkę z ludnością cywilną. To nie jest nasza funkcja”.
Obecnie kropkę nad „i” w tej historii postawi sąd. Prokuratura skierowała już akty oskarżenia: cywilom zarzuca się artykuł 350 Kodeksu Karnego Ukrainy (utrudnianie działalności funkcjonariuszom publicznym), a uciekinierowi z armii — artykuł 407 KKU (AWOL). Wojskowi zapewniają, że wyciągnęli wnioski i od teraz bez realnego wsparcia policji nie ruszają się na ulice.
„Polowania” w pizzeriach i „Epicentrze”: TCC szturmuje lokale w Łucku
Następna kolejka pytań od TSK do pułkownika Nemaszkalo dotyczyła marcowych nalotów z 2026 roku na punkty handlowe i lokale gastronomiczne w Łucku. Deputowani żądali wyjaśnień w sprawie nagrania z 9 marca, na którym grupa ludzi w kamuflażu dosłownie „wyciąga” pracownika łuckiej pizzerii prosto ze stanowiska pracy i pakuje do busa, a także świeższego incydentu z 15 mężca — z przepychankami i niszczeniem witryn w jednym z marketów.
W obu przypadkach na zarejestrowanych kadrach nie ma najmniejszego śladu obecności policji, która jako jedyna ma prawo do zatrzymań administracyjnych, i znowu widać samych anonimowych sprawców w kominiarkach.
Szef Wołyńskiego Obwodowego TCC natychmiast odrzucił roszczenia prawne dotyczące „nalotów”, argumentując, że obiekty komercyjne to nie prywatne mieszkania:
„Lokal gastronomiczny to nie prywatne mieszkanie, lecz miejsce publiczne, dlatego wojskowi mają prawo tam wchodzić. Przedstawiciel policji był w składzie tej grupy, ale podczas samego incydentu prawdopodobnie znajdował się w samochodzie służbowym. Tak, niestety, funkcjonariuszy nie zawsze widać na nagraniach, czasem zostają w autach, przez co wydaje się, że TCC działa samodzielnie. Wojskowi po prostu wykazują bardziej aktywną postawę”.
Według podpułkownika, zatrzymany pizzaiolo jeszcze tego samego dnia pomyślnie przeszedł VLC i obecnie opanowuje rzemiosło wojskowe w jednostce. A ponieważ ani od niego, ani od właścicieli restauracji nie wpłynęły oficjalne skargi, nikt nie wszczynał kontroli służbowej.
Podobne wyjaśnienia dowództwo wojskowe przedstawiło w sprawie demolki w sklepie z 15 marca, gdzie żołnierze w maskach doprowadzili do prawdziwego chaosu między półkami. Według Nemaszkalo, dwaj zatrzymani tam mężczyźni „byli po prostu poszukiwani jako osoby naruszające zasady ewidencji wojskowej, a teraz już służą”.
Jeśli chodzi o zniszczone mienie sklepu, wojskowi musieli zrekompensować straty „gotówką” z własnej kieszeni. „Obecnie administracja sklepu nie ma żadnych pretensji — zapewnił Nemaszkalo i postanowił częściowo usprawiedliwić surowe metody swoich podwładnych: — Około 90% wszystkich takich skandalicznych przypadków w internecie dotyczy osób, które realnie były poszukiwane, unikały rejestracji, a ze względu na stan zdrowia są całkowicie zdolne do służby... Tak, forma mobilizacji wygląda niehumanitarnie i wymaga reform, przyznaję to, ale obecnie realne rezultaty daje właśnie taka praca, ponieważ plan łagodnego rekrutowania jest niezwykle trudny do wykonania — zmotywowanych ludzi jest bardzo mało”.
Jednak Ołeksij Honczarenko nie przejął się wyznaniem Nemaszkalo i zgłosił żądanie natychmiastowego wszczęcia pełnego dochodzenia służbowego w sprawie marcowego incydentu, co pułkownik skwitował krótko: „Zadanie przyjęte”.
Dzikie sceny na rybach: gaz, przebite opony i złamany palec 60-letniego emeryta
Incydent, do którego doszło 27 marca 2026 roku w rejonie kowelskim. Materiały oficjalnego śledztwa DBR (Państwowego Biura Śledczego) porażają: trzej pracownicy ratnieńskiego wydziału TCC rzucili się na 60-letniego starszego człowieka, który po prostu łowił ryby nad stawem. Emerytowi, który ze względu na wiek w ogóle nie podlega mobilizacji, pryśnięto w oczy gazem pieprzowym, złamano kość w dłoni i niczym pospolici bandyci — pocięto nożem opony w jego samochodzie.
W Wołyńskim Obwodowym TCC fakt prowadzenia postępowania karnego jest uznawany, ale wojskowi upierają się, że poszkodowany wędkarz sam sprowokował żołnierzy niewybrednymi wulgaryzmami. Według podpułkownika Rusłana Nemaszkalo, w regionie istnieje systemowy problem — agresja ze strony tych, którzy mają „immunitet” przed armią:
„Konflikty zazwyczaj prowokują właśnie ci ludzie, którzy dokładnie wiedzą, że nie podlegają mobilizacji — objęci rezerwacją pracowniczą, posiadający odroczenie lub ci po sześćdziesiątce. Zaczynają celowo chamować, manipulować i przeciągać czas. Na rozmowę z nimi grupa powiadamiania składająca się z 7–8 osób i dwóch policjantów marnuje czasem godzinę cennego czasu, zamiast szukać realnych dezerterów”.
Stanowisko wojskowych sprowadza się do tego, że patrol chciał jedynie sprawdzić dokumenty, które leżały w samochodzie wędkarza, aby potwierdzić jego zaawansowany wiek. Jednak cywil miał jako pierwszy uderzyć wojskowego w twarz, po czym wywiązała się bójka, a starszy mężczyzna zabarykadował się we własnym aucie. Nóż, jak się okazało, wojskowi puścili w ruch wyłącznie z powodu urażonych uczuć.
„Jeśli chodzi o przebitą oponę — nasz żołnierz wyjaśnił później w śledztwie, że był w stanie silnego wzburzenia emocjonalnego z powodu uderzenia w twarz, dlatego postanowił w taki sposób zaszkodzić starszemu mężczyźnie. Obecnie DBR wszczęło postępowanie karne z artykułu 122 KKU (umyślne spowodowanie średniego uszczerbku na zdrowiu). Co prawda, stwierdzono tam nie złamanie samej ręki, a pęknięcie (nadpęknięcie) kości palca” — przedstawił wersję podwładnego szef TCC.
Głównym podejrzanym w sprawie jest szeregowy Słuka — weteran wojenny o ograniczonej zdolności do służby i uczestnik działań bojowych. Obecnie przebywa w areszcie domowym, a jego sprawa została już skierowana do sądu, którego posiedzenie zaplanowano na 31 lipca. Pomimo statusu oskarżonego o przestępstwo kryminalne, szeregowy Słuka... nadal oficjalnie pozostaje w kadrach Wołyńskiego TCC. Kierownictwo czeka na wyrok, ale już sugeruje, że w przypadku ugody i pojednania z poszkodowanym, weteran zostanie po prostu przeniesiony do pracy papierkowej na tyłach, ponieważ brakuje „weryfikowalnych kadr”.
Przewodniczący TSK Ołeksij Honczarenko oburzył się praktyką „partyzantki” po krzakach i brzegach rzek, przypominając, że w innych obwodach mobilizacja odbywa się przez cywilizowane punkty kontrolne (tzw. blokposty). Na to Rusłan Nemaszkalo odpowiedział, że Wołyń to specyficzny, „ślepy” region, gdzie nie ma tranzytowego przepływu ludzi, zasoby są ograniczone, dlatego grupy powiadamiania szukają poborowych tam, gdzie fizycznie się znajdują.
Efektem ubocznym takiej taktyki stał się gwałtowny wzrost społecznego niezadowolenia. Według danych przedstawionych na posiedzeniu przez Rzecznika Praw Obywatelskich, tylko w 2025 roku na działania wołyńskich komisarzy wojskowych wpłynęło ponad 6 000 oficjalnych skarg.
Broniąc podwładnych, Nemaszkalo zaprzeczył używaniu paralizatorów (twierdząc, że nie ma ich na wyposażeniu, a gaz łzawiący chłopcy kupują sami do samoobrony) i zapewnił, że TCC nie prowadziło wewnętrznego śledztwa, całkowicie oddając sprawę w ręce DBR. Obecnie strony procesu karnego prowadzą rozmowy o rekompensacie finansowej dla starszego wędkarza w zamian za umorzenie sprawy z powodu pojednania.
Łucki marzec: gaz przeciwko absolwentom przy „Dreamtown” i upadek dziewczyny z jadącego busa
Koniec marca 2026 roku w Łucku zapisał się dwoma głośnymi epizodami siłowej mobilizacji w odstępie zaledwie jednego dnia. Oba przypadki wiązały się z nagraniami, które błyskawicznie rozeszły się po sieci, i ponownie — przy całkowitej pasywności organów ścigania.
Pierwszy incydent zarejestrowano 29 marca na terenie elitarnego kompleksu mieszkaniowego „Dreamtown”. Na opublikowanym wideo widać, jak wojskowi używają gazu pieprzowego wobec grupy młodych ludzi. Scenariusz rozwijał się klasycznie: przechodzień zamknął się w swoim aucie, odmawiając okazania dokumentów. Gdy okazało się, że mężczyzna jest już czynnym żołnierzem Sił Zbrojnych Ukrainy, grupa TCC straciła nim zainteresowanie i zamierzała odjechać. Jednak w sytuację wmieszali się postronni świadkowie.
Pułkownik Rusłan Nemaszkalo przekonuje, że nastolatkowie sami dokonali chuligańskiego napadu na pojazd służbowy:
„Moim zdaniem byli to chłopcy, którzy ukończyli ostatnią klasę szkoły lub koledżu i wracali z tej imprezy mocno pod wpływem alkoholu... Szli z balu maturalnego w białych koszulach, nasi chłopcy mówią, że niektórzy mieli alkohol w rękach. Zaczęli uderzać w autobus i próbowali wyrwać drzwi. Jak należało ich odgonić od samochodu? Ktoś z wojskowych wewnątrz salonu po prostu użył przez okno gazu łzawiącego, aby powstrzymać te chuligańskie działania”.
Ponieważ nie wpłynęły oficjalne zawiadomienia od rodziców nieletnich, TCC uznało zdarzenie za „drobną prowokację” i nie zarządziło dochodzenia służbowego.
Już następnego dnia, 30 marca, na ulicy Rówieńskiej w Łucku rozegrała się jeszcze bardziej dramatyczna scena. Przechodnie nagrali, jak wojskowi dogonili mężczyznę i siłą wepchnęli go do busa. Jego cywilna żona próbowała zablokować samochód, uczepiła się klamki drzwi, ale mikrobus gwałtownie ruszył. Dziewczyna upadła przy dużej prędkości, mocno uderzając głową o asfalt.
Podpułkownik Nemaszkalo zapewnił komisję, że incydent został zażegnany, a kobieta nie doznała poważnych obrażeń:
„Później kontaktowaliśmy się i rozmawialiśmy z tą kobietą. Na szczęście nie stwierdzono żadnych poważnych urazów głowy ani zagrożenia dla zdrowia. Jeśli chodzi o jej męża, przeszedł komisję lekarską, obecnie jest już oficjalnie zmobilizowany i odbywa służbę wojskową. Ani ten mężczyzna, ani jego cywilna żona nie mają żadnych pretensji ani skarg do Wołyńskiego TCC”.
Przewodniczący TSK Ołeksij Honczarenko ponownie zwrócił uwagę, że podczas obu brutalnych zatrzymań funkcjonariusze policji w ogóle nie pojawili się w kadrze. Deputowani wprost zapytali, dlaczego stróże prawa na Wołyniu odgrywają rolę zwykłych „widzów w teatrze walk bez reguł”.
Odpowiadając na ten zarzut, Rusłan Nemaszkalo faktycznie przyznał, że policja świadomie odsuwa się od zatrzymań ulicznych, zostawiając całą „brudną robotę” wojskowym:
„Powiedzmy tak: policja w tym procesie zajmuje daleko nie najbardziej aktywną postawę. Nasze stanowisko jest zawsze bardziej stanowcze i wytrwałe, ponieważ stoi przed nami jasne zadanie państwowe dotyczące mobilizacji i musimy je wykonać wbrew wszystkiemu. Dla nich działania mobilizacyjne to tylko dodatkowe, czasem niepożądane obciążenie. A dla nas to podstawowy i jedyny rodzaj działalności, dlatego poziom naszego zainteresowania końcowym rezultatem jest znacznie wyższy”.
Podsumowując marcowe przypadki, komisja stwierdziła: praktyka „busyfikacji” bez udziału policji i zamykanie wewnętrznych dochodzeń z powodu „braku skarg” stały się dla Wołyńskiego TCC codzienną normą. Ponieważ zatrzymani sprawnie zasilają szeregi ZSU, a poturbowani krewni nie piszą wniosków, system nadal funkcjonuje według zasady „cel uświęca środki”.
Parkour na niedokończonej budowie: szturm dachu i mobilizacja po upadku
Jeden z najbardziej widowiskowych, a zarazem tragikomicznych epizodów wołyńskiej mobilizacji wydarzył się 23 kwietnia 2026 roku we wsi Strumówka pod Łuckiem. Nagranie, na którym przedstawiciele Łuckiego Rejonowego TCC doganiają mężczyznę na dachu budynku, skąd ten ostatecznie spada razem z wojskowym, stało się prawdziwym „hitem” sieci. Ten przypadek wywołał ostrą dyskusję na posiedzeniu TSK, ponieważ zatrzymaniu towarzyszyły krzyki cywilów „Gdzie jest policja?”, groźby otwarcia ognia oraz tradycyjne kominiarki na twarzach żołnierzy.
Szef Wołyńskiego Obwodowego TCC pułkownik Rusłan Nemaszkalo próbował od razu zmienić akcenty prawne, oświadczając, że szturm na budynek nie był naruszeniem nienaruszalności mieszkania:
„Chcę zauważyć, że to nie był zamknięty teren prywatny — to niedokończona budowa, obiekt w stanie budowy, czyli otwarta przestrzeń. Nie usprawiedliwiam działań podwładnych w tym epizodzie i obecnie wobec tych pracowników wszczęto już postępowanie karne”.
W sprawie incydentu na budowie Główny Zarząd Narodowej Policji w obwodzie wołyńskim pod kierownictwem prokuratury wojskowej prowadzi obecnie śledztwo przygotowawcze. Zachowanie przedstawicieli TCC wstępnie kwalifikuje się jako przekroczenie uprawnień służbowych lub z artykułu 146 KKU (bezprawne pozbawienie wolności lub uprowadzenie człowieka). Osobną ocenę śledczy muszą wydać w sprawie zarejestrowanych na wideo gróźb użycia broni palnej.
Jednak pomimo powagi artykułów kodeksu karnego i rezonansu, jak dotąd nie ma żadnych realnych konsekwencji dla figurantów w mundurach.
„W wyżej wymienionym postępowaniu karnym sąd nie podejmował dotychczas żadnych decyzji procesowych dotyczących środka zapobiegawczego. Oficjalnego ogłoszenia zarzutów nie wręczono, obecnie trwa aktywne zbieranie materiału dowodowego. On nadal wykonuje swoje obowiązki, ponieważ jest czynnym wojskowym” — stwierdził Nemaszkalo, dodając, że wewnętrzne dochodzenie służbowe TCC zostało ponownie zablokowane z powodu otwartej sprawy karnej.
Co więcej, podpułkownik nie potrafił przypomnieć sobie nazwiska swojego podwładnego, który urządził niebezpieczny „parkour” na dachu, i nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć, czy ten żołnierz nadal patroluje ulice miasta w składzie grup powiadamiania.
Za to los cywilnego „kaskadera” rozstrzygnął się błyskawicznie. Pomimo ekstremalnego upadku z wysokości niedokończonej budowli, mężczyznę uznano za absolutnie zdrowego. Według szefa obwodowego TCC, „tego samego dnia pomyślnie przeszedł wojskową komisję lekarską (VLC) i został zmobilizowany do szeregów ZSU”.
Tymczasowa Komisja Śledcza postawiła wobec Wołyńskiego Obwodowego TCC oficjalne żądanie: niezwłocznie przekazać dane personalne wojskowego Łuckiego Rejonowego TCC figurującego na nagraniu oraz zaraportować o jego całkowitym odsunięciu od patrolowania ulic.
„Tarzan” z rejonu włodzimierskiego: nie spadł, a został uratowany
Analiza incydentu, do którego doszło 13 czerwca w miejscowości Mańków w rejonie włodzimierskim. Przewodniczący komisji Ołeksij Honczarenko zaprezentował zgromadzonym reportaż telewizji „Avers”, w którym zszokowani świadkowie opisują obraz brutalnego wypadku drogowego z udziałem wojskowych. Według zeznań mieszkańców wsi, dwa samochody TCC (Opel Zafira oraz biały bus T4) urządziły prawdziwe polowanie na ich współmieszkańca Petra, osaczyły go, potrąciły i dosłownie przejechały, po czym napastnicy „wyciągali mężczyznę spod podwozia za nogi” i pośpiesznie wywieźli w kierunku Łucka.
Pułkownik Nemaszkalo zaprzeczył temu kategorycznie.
„O tym przypadku dowiedziałem się właśnie z reportażu telewizji 'Avers'. Dane, które oni podają na antenie, delikatnie mówiąc, daleko nie zawsze odpowiadają rzeczywistości. Według oficjalnych danych, które pisemnie zaraportował mi szef Nowowołyńskiego Wydziału TCC, ten obywatel spadł z drzewa. I wszystkich swoich ciężkich obrażeń ciała doznał wyłącznie wskutek upadku z wysokości. Mężczyzna, widząc z daleka patrol TCC, przestraszył się, wszedł na drzewo, nie utrzymał się na gałęzi i spadł. A nasi pracownicy, którzy akurat przejeżdżali obok, faktycznie go uratowali: zabrali, sprawnie załadowali do samochodu i przetransportowali do szpitala”.
Na uwagę deputowanych ludowych, że postronni świadkowie nie mają żadnego interesu w tym, by kłamać przed kamerą o człowieku pod kołami, pułkownik Nemaszkalo odpowiedział, że media po prostu „robią hype dla podbicia ratingów”.
Co więcej, jak się okazało, postępowanie karne w sprawie okaleczenia człowieka nawet się nie rozpoczęło, ponieważ TCC sprawnie uzyskało od kontuzjowanego Petra odpowiednie dokumenty.
„Postępowanie karne nie zostało wszczęte. Ten mężczyzna osobiście napisał oficjalne pisemne oświadczenie o braku jakichkolwiek roszczeń wobec TCC i złożył wyjaśnienia śledczym, że rzeczywiście spadł z drzewa samodzielnie. O ile mi wiadomo, istnieje nawet nagranie wideo, na którym sam to potwierdza przed kamerą” — zaznaczył szef obwodowego TCC.
Poszkodowany Petro, który wcześniej był poszukiwany, przebywa obecnie na leczeniu stacjonarnym. Według ironicznego sformułowania pułkownika, po spotkaniu z patrolem TCC i upadku mężczyzna stał się „jeszcze bardziej niezdolny”, dlatego ze względu na swój obecny stan zdrowia nie podlega mobilizacji w najbliższym czasie.
Operacja specjalna koło Włodzimierza: pościg za ciężarówką komendanta, taranowanie aut służbowych i szantaż na 20 000 dolarów
Kolejny przypadek przeanalizowany na posiedzeniu TSK pod względem napięcia i absurdalności przewyższył przeciętny hollywoodzki film akcji. Przewodniczący komisji Ołeksij Honczarenko przedstawił wersję, która wcześniej wstrząsnęła przestrzenią medialną: na przedmieściach Włodzimierza wspólny patrol policji i TCC urządził brutalny pościg za ciężarówką należącą do weterana ZSU. Według początkowych doniesień właściciela, kierowca okazał wszystkie dokumenty, ale po żądaniu udania się do komendy uzupełnień żołnierze rzekomo bezpodstawnie użyli gazu łzawiącego, wybili przednią szybę, staranowali ciężarówkę i wysłali kierowcę na łóżko szpitalne.
Jednak według wersji p.o. szefa Wołyńskiego Obwodowego TCC, podpułkownika Rusłana Nemaszkalo, była to siłowa likwidacja przestępstwa kryminalnego na drodze, gdzie „zamknęło się koło” korupcji i kolesiostwa.
Jak się okazało, trzytonowa ciężarówka została zatrzymana do kontroli. Kierowca oświadczył, że jest skreślony z ewidencji ze względu na stan zdrowia. Baza „Oberih” to potwierdziła, ale mocna postura chłopaka wzbudziła wątpliwości patrolu i postanowili oni zweryfikować dane z rejestrami Ministerstwa Zdrowia.
„Słysząc to, kierowca zachował się skrajnie agresywnie. Gwałtownie nacisnął gaz, staranował jeden samochód TCC stojący z przodu, zahaczył ststycznie drugi samochód służbowy, skręcił kierownicę i z szaloną prędkością ruszył w stronę miasta Włodzimierz. Funkcjonariusze policji natychmiast włączyli sygnały świetlne, syreny i rozpoczęli oficjalny pościg za przestępcą. Urządzili pogoń na dystansie kilku kilometrów ulicami miasta. Dopiero gdy ciężarówka została zablokowana ze wszystkich stron przez trzy samochody, zatrzymał się” — opowiedział podpułkownik Nemaszkalo.
Wojskowi potwierdzili, że aby zatrzymać kierowcę, który zabarykadował się w kabinie i stawiała wściekły opór, musieli faktycznie wybić szybę i użyć gazu. Jednak szczegóły dotyczące tożsamości właściciela ciężarówki oraz biografia samego kierowcy mocno zaskoczyły żołnierzy.
Według szefa obwodowego TCC, „weteran ZSU”, który podniósł raban w prasie — to były szef turyjskiego wydziału TCC, podpułkownik Aksentiuk, który w 2024 roku odszedł ze służby, a całą pełnoskalową wojnę przesiedział w gabinecie na tyłach. Co więcej, na swoją ciężarówkę były komendant posadził osobę z bogatą przeszłością kryminalną.
„Ten kierowca jest oficjalnie skazany z artykułu Kodeksu Karnego Ukrainy za nielegalne przeprawianie osób przez granicę państwową (otrzymał 5 lat pozbawienia wolności z okresem próby na 3 lata). Jako dodatkową karę sąd na 2 lata surowo zakazał mu zajmowania się przewozami towarowymi i pasażerskimi. To znaczy, skazany nielegalny przewoźnik 'uchylających się' bez prawa jazdy w nocy wiózł ładunek ciężarówką urzędującego podpułkownika TCC! Właśnie dlatego tak panicznie przestraszył się weryfikacji rejestrów i zdecydował się na taranowanie samochodów” — podsumował podpułkownik Nemaszkalo.
Wyrazistym finałem dramatu stała się próba byłego szefa TCC załatwienia sprawy w stylu lat 90. Według danych Wołyńskiego Obwodowego TCC, podpułkownik Aksentiuk przyjechał do urzędującego szefa włodzimierskiego pododdziału i postawił ultimatum: albo wypłacą mu 20 000 dolarów za uszkodzony sprzęt, albo uruchamia masową kampanię medialną o „pobiciu kierowcy-weterana”.
Wojskowi nie ulegli szantażowi i przekazali wszystkie materiały organom ścigania. Obecnie policja wystawiła protokoły administracyjne z artykułu 124 KUpAP wobec obu kierowców — zarówno TCC, jak i ciężarówki, a prokuratura wojskowa domaga się już na drodze apelacji odwołania wyroku w zawieszeniu dla kierowcy-przemytnika i osadzenia go za kratami. TCC przygotowuje również pozwy cywilne o odszkodowanie za zniszczone samochody służbowe.
Biorąc pod uwagę napięty scenariusz sprawy, Tymczasowa Komisja Śledcza oficjalnie zażądała od komendantów harmonogramu posiedzeń w Sądzie Rejonowym we Włodzimierzu, aby wysłać tam swoich przedstawicieli w celu monitorowania procesu.
Epilepsja od „suchego prawa” i szturm sołtysa na busa
Kolejna dyskusja objęła dwa głośne incydenty, w których figurowały ciężkie ataki medyczne, strzelaniny z ronieniami oraz otwarty szturm na samochody wojskowe pod wodzą lokalnych władz.
Incydent 1: Atak w Łuckim TCC — konwulsje czy „syndrom odstawienia”
Pierwszy przypadek dotyczył wydarzeń z 23 sierpnia 2025 roku, kiedy do sieci trafiły kadry z Łuckiego TCC. Na nagraniu uwieczniono mężczyznę wijącego się w konwulsjach na podłodze stołówki, podczas gdy wojskowi próbują go przytrzymać przy krzykach świadków o presji psychologicznej. Przewodniczący TSK Ołeksij Honczarenko ostro zapytał, jak osobę z epilepsją w ogóle można było zmobilizować.
Pułkownik Rusłan Nemaszkalo zaprzeczył oskarżeniom o przemoc, zaznaczając, że personel po prostu udzielał pierwszej pomocy, aby obywatel nie doznał urazów podczas drgawek. Jednak najbardziej zaskoczyła oficjalna interpretacja diagnozy:
„W wyniku VLC został uznany za 'częściowo zdolnego'. Zgodnie z obowiązującym rozkazem Ministerstwa Obrony, pewne rodzaje epilepsji nie stanowią bezwzględnej podstawy do uznania za niezdolnego. Został zmobilizowany do jednego z pododdziałów tyłowych. Ponadto, jak mi później zameldowano, u tego obywatela nie był to klasyczny przypadek medyczny, ale tak zwany 'zespół abstynencyjny' — reakcja organizmu na długotrwały brak alkoholu podczas pobytu w TCC. Obecnie od około roku nie pije alkoholu, jego stan całkowicie się ustabilizował, służba wyszła mu na dobre”.
Incydent 2: Sołowicze — partyzancki opór pod wodzą sołtysa
Prawdziwa bitwa uliczna rozegrała się 7 sierpnia 2025 roku w miejscowości Sołowicze w rejonie kowelskim. Tam próba sprawdzenia dokumentów zakończyła się masowym buntem chłopów, na czele którego stanął... sołtys wsi, Jurij Zełenczuk. Wersje stron się rozeszły: sołtys oświadczył w mediach o swoim pobiciu z powodu obrony osoby niepełnosprawnej, podczas gdy wojskowi zarejestrowali masowe niszczenie sprzętu służbowego.
Z materiałów TCC wynika, że sytuacja wyglądała jak zaplanowany atak grupy osób:
„Mężczyzna, który przedstawił się jako sołtys wsi (Jurij Zełenczuk), wskoczył na maskę służbowego samochodu TCC i kamieniem rozbił przednią szybę. Dołączyła do niego kobieta, która weszła na dach busa i zaczęła zadawać w niego ciosy. Kolejny cywil, uzbrojony w metalowy klucz francuski, rozbił boczne szyby auta i trzykrotnie uderzył naszego kierowcę w rękę. Następnie ruch samochodu został zablokowany przez prywatne ciężarówki, a tłum około 10 osób otoczył pojazd”.
Podczas gdy rozjuszona społeczność niszczyła transport, zmobilizowany skutecznie zniknął w nieznanym kierunku. Obecnie najagresywniejszy uczestnik z kluczem czeka na proces z paragrafu 4 artykułu 296 Kodeksu Karnego Ukrainy (chuligaństwo z użyciem przedmiotu przystosowanego do zadawania obrażeń ciała), co grozi realnym wyrokiem więzienia. Kontrola służbowa TCC uznała działania swoich pracowników w Sołowiczach za zgodne z prawem.
Wołyński antyrekord: Dlaczego obwód stał się epicentrum skandali mobilizacyjnych
Analizując ogólny obraz w regionie, Tymczasowa Komisja Śledcza doszła do niepokojących wniosków. Przewodniczący TSK Ołeksij Honczarenko wprost oskarżył kierownictwo Wołyńskiego Obwodowego TCC o niezdolność do kontrolowania podwładnych, podkreślając, że pod względem poziomu napięcia na ulicach obwód stał się bezdyskusyjnym liderem na Ukrainie:
„Powiem wam szczerze, nasza TSK analizuje obwód po obwodzie, ale takiego zagęszczenia skandalicznych przypadków jak w obwodzie wołyńskim nie widzieliśmy jeszcze w żadnym innym regionie. Jesteście obecnie absolutnymi antyrekordzistami. I to jest przede wszystkim pytanie do kierownika. Udzielam panu osobistej nagany. Nie wiem, jak na takie wskaźniki patrzy Ministerstwo Obrony czy Naczelny Dowódca ZSU, ale kiedy pojawia się taka liczba systemowych problemów, to pan musi podać jasne wyjaśnienia. Tym bardziej że jest pan zawodowym prokuratorem wojskowym w przeszłości, doskonale zna pan ustawodawstwo i wie, czym są prawa człowieka. Mając tak poważne zaplecze, dopuszcza pan do takiej sytuacji w obwodzie. Co więcej, nie widzę żadnej dynamiki spadkowej w konfliktach — co miesiąc nowy skandal: marzec, kwiecień, czerwiec...”.
Wnioski TSK: Mobilizacyjny ślepy zaułek, reforma „przez kolano” i wołyński syndrom AWOL
Szczegółowa analiza wołyńskich przypadków z udziałem podpułkownika Rusłana Nemaszkalo dobitnie wykazała: uliczne starcie między TCC a cywilami weszło w krytyczną fazę, w której agresja rodzi zwrotną agresję, a metody realizacji planów państwowych balansują na granicy Kodeksu Karnego.
Honczarenko stwierdził, że przedstawione fakty to nie pojedyncze ekscesy wykonawców, ale faktycznie kronika wewnętrznych działań wojennych, które totalnie niszczą autorytet Sił Zbrojnych Ukrainy i grają na korzyść wroga:
„Tego nie powinno być w zasadzie. To jest Konstytucja. Wojskowi mają bronić kraju przed zewnętrznym agresorem na froncie, a wszelkie środki przymusu wewnątrz państwa to wyłączna funkcja Narodowej Policji. To, co dzieje się teraz, totalnie niszczy autorytet Sił Zbrojnych Ukrainy, demoralizuje społeczeństwo i gra na korzyść wroga. Cały czas obiecuje nam się reformę TCC, ale gdzie są jej konkretne szczegóły?”.
Kierownictwo Wołyńskiego Obwodowego TCC odrzuca oskarżenia o dążenie do przemocy, ale przyznaje: system wyczerpał swoje zasoby, a sami komisarze wojskowi stali się zakładnikami próżni prawnej oraz kolosalnej presji psychologicznej. Podpułkownik Nemaszkalo po raz pierwszy wyartykułował radykalną propozycję, która jest obecnie wypracowywana na poziomie Ministerstwa Obrony — całkowite pozbawienie TCC funkcji karnych i przymusowych:
„My sami jako pierwsi opowiadamy się za zmianą reguł gry. Obecnie nie mamy wystarczających uprawnień prawnych... Moja osobista opinia, którą omawialiśmy również na komisji branżowej: funkcje poszukiwania i zatrzymywania poborowych należy całkowicie przekazać osobnemu, nowo utworzonemu specoddziałowi (być może w strukturze MSW lub Narodowej Policji). Oddział ten powinien mieć jasne prawa, obowiązki, środki przymusu bezpośredniego oraz gwarancje prawne, aby dokonywać zatrzymań z minimalną szkodą dla praw człowieka”.
Podczas posiedzenia deputowani ludowi przytoczyli badania socjologiczne z centrów szkoleniowych (m.in. 184. Centrum Szkoleniowego), gdzie przymusowo zmobilizowani wprost deklarują: zuchwałe deptanie ich praw w pierwszym dniu „polowania” uruchamia psychologiczny mechanizm obronny. Kiedy człowiek jest rzucany na asfalt i pakowany do busa bez wyjaśnień, znika w nim jakakolwiek chęć do walki za taki system, co staje się głównym zapalnikiem dla późniejszych masowych ucieczek i samowolnych oddaleń (AWOL) już z poligonów.
Jednak szef obwodowego TCC uważa takie oświadczenia poborowych za manipulacyjne, przerzucając odpowiedzialność na samych uchylających się:
„Ci ludzie w jednostkach trochę kokietują. Wojna trwa piąty rok i każdy miał wystarczająco dużo czasu, aby zmobilizować się w normalny, przez centra rekrutacyjne lub samodzielnie. Jeśli rozmawiasz spokojnie i okazujesz książeczkę wojskową – reakcja jest absolutnie adekwatna. A te przypadki, które trafiają na nagrania wideo, są prawie zawsze wynikiem wcześniejszej prowokacji, próby ucieczki lub fizycznego ataku na wojskowych ze strony obywateli, którzy doskonale wiedzą, że podlegają mobilizacji, ale próbują jej uniknąć za wszelką cenę”.
Oficjalne żądania terytorialnej komisji śledczej (TŚK) po zakończeniu posiedzenia:
Pełna sprawozdawczość: Wołyński Obwodowy TCK (Terytorialne Centrum Rekrutacji) jest zobowiązany do przekazania TŚK w określonych terminach wszystkich materiałów z dochodzeń służbowych dotyczących każdego z omówionych incydentów (od kowelskich „jeży” po upadki z dachów i drzew).
Czystka kadrowa: Przeprowadzenie natychmiastowej rewizji etatów na tyłach. Pracowników TCK bez doświadczenia bojowego przenieść do jednostek bojowych, zastępując ich rannymi weteranami.
Likwidacja anonimowości: Kategoryczny zakaz noszenia kominiarek i masek przez patrole TCK na ulicach miast. Zapewnienie 100% włączenia kamer nasobnych (bodycam) podczas akcji, zgodnie z rozkazami Ministerstwa Obrony.
Kontrola parlamentarna: TŚK przygotowuje inspekcję wyjazdową na Wołyń w celu weryfikacji ponad 6 000 skarg obywateli, zarejestrowanych przez Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich (Ombudsmana).
Sytuacja na Wołyniu została uznana za krytyczną. Ostateczna ocena działań urzędników TCK oraz Policji Narodowej, która uchyliła się od wykonywania swoich obowiązków, zostanie przedstawiona w raporcie końcowym TŚK dla Rady Najwyższej Ukrainy.
Czytaj nas na Telegram i Sends