$ 43.15 € 50.92 zł 12.06
-7° Kijów 0° Warszawa +2° Waszyngton
1419 dni wojny: dlaczego to szczególna data

1419 dni wojny: dlaczego to szczególna data

12 stycznia 2026 17:30

Kalendarz jest najbardziej uczciwym rejestratorem rzeczywistości. Rejestruje, ale nie interpretuje. Być może nie ma nic bardziej nieubłaganego niż kalendarz. Czas płynie wyłącznie naprzód, nie dając odwrotu ani jednej minuty.

Dziś w kalendarzu widnieje data 12 stycznia 2026 roku. To 1419. doba pełnoskalowego konfliktu zbrojnego z federacją rosyjską. Sama ta liczba niewiele znaczy, jednak staje się faktem wymagającym refleksji, gdy uświadomimy sobie, że od dziś wojna ta pod względem długości trwania przewyższyła największe zbrojne starcie w historii ludzkości — 1418 dni II wojny światowej na froncie wschodnim, znanej w radzieckiej i współczesnej rosyjskiej historiografii jako „Wielka Wojna Ojczyźniana”.

Od razu zaznaczmy: w ukraińskiej nauce historycznej termin „Wielka Wojna Ojczyźniana” od dawna nie jest używany i uznaje się go za część ogólnej II wojny światowej. Wydarzenia te bywają również określane mianem „wojny niemiecko-radzieckiej”. W tym tekście sięgamy jednak po stare pojęcie WWO, z dwóch powodów: dla przejrzystości porównania oraz dlatego, że w rosji termin ten wciąż pozostaje w użyciu, a to właśnie rosja rozpętała wojnę przeciwko Ukrainie — podobnie jak hasła w rodzaju „Możemy powtórzyć!” pojawiające się 9 maja są wyłącznie rosyjskim wynalazkiem.

To właśnie to arytmetyczne zrównanie długości trwania wojen staje się soczewką, przez którą można dostrzec nie tylko różnice w skali czy taktyce, lecz także fundamentalną transformację samoświadomości społeczeństwa uwikłanego w długotrwały konflikt. Wspomniane rosyjskie hasło „Możemy powtórzyć!” w tym kontekście nabiera wyjątkowo złowrogiej aktualności, ukazując powrót fenomenu długiej, wyniszczającej wojny jako narzędzia polityki.

„Wielka Wojna Ojczyźniana” trwała 1418 dni. Jednak o ile wówczas w ciągu tych 1418 dni konflikt przeszedł drogę od katastrofalnych klęsk ZSRR i błyskawicznego blitzkriegu hitlerowskich Niemiec do bezdyskusyjnego triumfu Armii Czerwonej, o tyle dziś w tym samym przedziale czasu debaty społeczne nieustannie krążą wokół pozycyjnych walk o miasta, których często nie sposób od razu odnaleźć na mapie. Wtedy wojska radzieckie dotarły do Berlina, przechodząc przez całą Europę — dziś natomiast rosyjscy okupanci nie zdołali dotrzeć nawet do granic obwodu donieckiego.

Jak patetyczne hasło „Możemy powtórzyć!” stało się elementem państwowej polityki rosji i jakie paralele można przeprowadzić między tymi dwiema wojnami? Temu zagadnieniu przyjrzał się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.

Mechanika „możemy powtórzyć”: wspólne w niepodobnym
 

Porównywanie dwóch wojen oddzielonych od siebie 80 latami wydaje się na pierwszy rzut oka nielogiczne. Były to bowiem różne epoki, technologie, podstawy ideologiczne oraz konteksty geopolityczne. Jednak sama próba „powtórzenia”, czyli użycia siły do osiągnięcia celów politycznych, ujawnia pewne archetypowe stałe. Przede wszystkim są to cierpienia ludności cywilnej, niszczenie infrastruktury oraz głęboka traumatyzacja społeczeństwa. Zarówno w latach 40., jak i dziś wojna pozostaje najwyższą formą przemocy politycznej, niosącą ze sobą wyłącznie zniszczenie i śmierć.

Jednak mechanika tej przemocy uległa zasadniczej zmianie. II wojna światowa na froncie wschodnim była wojną milionowych armii, głębokich przełamań operacyjnych i zakrojonych na szeroką skalę okrążeń. W ciągu 1418 dni linia frontu przesunęła się o tysiące kilometrów, zamieniając w ruiny połowę Europy.

Współczesna konfrontacja w Ukrainie jest natomiast w dużej mierze wojną pozycyjną, technologiczną i wyniszczającą. Charakteryzuje się ona wysoką gęstością środków rozpoznania, brakiem selektywności ognia oraz istotną rolą infrastruktury okopowej. Front raczej „tli się”, niż „płonie”, lecz ta faza tląca się może trwać latami.

Dlatego pytanie o kontrolę nad Pokrowskiem czy Kupiańskiem nie jest jedynie szczegółem taktycznym. To symptom nowego typu wojny, w której zasadniczo brak jednoznacznej klarowności co do przebiegu linii frontu. Strony konfliktu mogą zwyczajnie nie wiedzieć, co dokładnie kontrolują w danym momencie. Tym bardziej nie wiedzą tego obserwatorzy wojskowi i eksperci.

Zamiast wyraźnej linii istnieją strefy stałego oddziaływania ogniowego, czasowej okupacji oraz aktywnych działań dywersyjnych. Można więc mówić nie o linii, lecz o „pasie” frontu, pozostającym w nieustannej dynamice. W ten sposób „powtórzony” został jedynie czas trwania wojny, lecz nie jej głęboka istota.

W latach 1941–1945, w ciągu 1418 dni, konflikt przeszedł drogę od katastrofalnego odwrotu ZSRR do bezdyskusyjnego triumfu — od obrony Moskwy po szturm Berlina. Front był dynamiczny, cele stron miały charakter totalny i egzystencjalny, a geografia działań bojowych obejmowała cały kontynent.

Dziś, po 80 latach, w tym samym przedziale czasowym obserwujemy zupełnie inny obraz. Zamiast marszów na tysiące kilometrów — zacięte walki o pojedyncze wzgórza i bezimienne wsie. Zamiast wyraźnej linii frontu — „szare strefy”. Symbolem tego stanu są codzienne komunikaty o sytuacji wokół Pokrowska czy Kupiańska. putin chełpi się rzekomym zdobyciem Kupiańska tak, jakby osobiście szturmował Reichstag. Najzabawniejsze jest to, że później okazuje się, iż miasto wciąż pozostaje pod kontrolą Sił Zbrojnych Ukrainy.

Ten kontrast świadczy o fundamentalnej zmianie paradygmatów. Wojna XXI wieku, przynajmniej w jej ukraińskiej odsłonie, okazała się nie wojną wielkoskalowych operacji strategicznych, lecz wojną na wyniszczenie, wojną technologii, informacji i odporności psychologicznej. rosja „powtórzyła” jedynie gotowość pogrążenia Ukrainy w ciemności i beznadziei, lecz okazała się niezdolna do odtworzenia logiki konfliktu z przeszłości. Skala zniszczeń i liczba ofiar na szczęście nie osiągają poziomu połowy XX wieku, jednak sama wojna jako zjawisko przekształciła się z wydarzenia mającego początek i koniec w stan permanentny — w tło naszego beznadziejnego istnienia.

Ostatecznie tamta wojna jest w miarę zrozumiała. Związek Radziecki bynajmniej nie był państwem pokojowym ani niewinnym. Był to czas nowych imperiów, gdy geopolityka stała się stałą wszystkich światowych mocarstw. Trudno jednak zaprzeczyć oczywistemu faktowi: hitlerowska Rzesza napadła na Związek Radziecki w celu jego okupacji oraz fizycznej eksterminacji milionów ludzi w imię zdobycia „przestrzeni życiowej” dla „rasy aryjskiej”. Owszem, ZSRR wraz z Niemcami wcześniej dokonał rozbioru Polski (przyłączając przy tym do Ukrainy nasze dzisiejsze terytoria zachodnie), wcześniej prowadził wojnę z Finlandią itd.

Jednak 22 czerwca 1941 roku wszystko się zmieniło i atak Trzeciej Rzeszy stał się dla Związku Radzieckiego wojną egzystencjalną. Nie bez powodu śpiewano wówczas: „wojna ludowa, wojna święta”. Tymczasem na współczesną rosję nikt nie napadł, nikt jej nie zagrażał — to ona wystąpiła w roli agresora. Dlatego wszelkie porównania tej wojny z tamtą, dokonywane przez rosyjski oficjalny przekaz i propagandę, wyglądają co najmniej dziwnie i wyjątkowo cynicznie.

Кто и зачем придумал лозунг «Можем повторить»? Специальный выпуск «Сигнала»  — новой ежедневной рассылки «Медузы» — Meduza


Psychologia nieskończoności i adaptacja do wojny
 

Najważniejsza konsekwencja porównania dwóch wojen leży nie na płaszczyźnie operacyjnej, lecz psychologicznej. Dla pokoleń połowy XX wieku wojna, mimo całego swojego okrucieństwa, pozostawała odrębnym, choć ogromnym w skali, epizodem życia. Miała ona swój początek i, co istotne, oczekiwany koniec w postaci totalnego zwycięstwa nad nazizmem.

Obecny konflikt od dawna nabrał cech stanu permanentnego. Przez 1419 dni wojna zdążyła wrosnąć w tkankę codzienności: w politykę, gospodarkę, edukację, planowanie oraz życie kulturalne. Całe pokolenie dzieci urodziło się i dorastało w warunkach, w których alarmy lotnicze, rozmowy o froncie oraz przerwy w dostawach energii elektrycznej stanowią normę życia — oczywiście „normę” w cudzysłowie. Zrodziło to zjawisko adaptacji, w którym wojna stała się „nową normalnością”. Stres przestał być ostry, a stał się chronicznym, tłem codzienności, które wyczerpuje nie nagłością, lecz długotrwałością.

I tu pojawia się kluczowa różnica. W 1418. dniu II wojny światowej na froncie wschodnim sytuacja, mimo wszystkich ofiar, niewiele już przypominała początkową katastrofę. Nastąpił zasadniczy przełom i o ile na początku wojny wojska niemieckie stały zaledwie 20 kilometrów od Moskwy, o tyle w niespełna cztery lata później armia radziecka szturmowała już Berlin.

Dziś natomiast konflikt ma charakter cykliczny: aktywne działania ofensywne lub obronne ustępują miejsca okresom wyniszczającej walki pozycyjnej, po czym cykl się powtarza. Tworzy to poczucie „rozciągniętego” czasu, braku wyraźnego horyzontu wydarzeń, braku jakichkolwiek perspektyw — co psychologicznie może być nawet trudniejsze niż okres intensywnych, lecz względnie krótkotrwałych działań bojowych. Społeczeństwo nauczyło się przetrwać, jednak pytanie „jak żyć w warunkach nieskończonej wojny?” pozostaje otwarte. Trudno bowiem uczciwie nazwać to pełnowartościowym życiem.

РУССКАЯ ЭМИГРАЦИЯ В ГОДЫ ВЕЛИКОЙ ОТЕЧЕСТВЕННОЙ ВОЙНЫ 1941 -1945 гг. |  Воронежский областной краеведческий музей


Mit, zwycięstwo i znaczenie przestrzeni symbolicznej
 

Przekroczenie psychologicznego Rubikonu 1418 dni ma również wymiar symboliczny. Oznacza ono faktyczne wyjście poza ramy czasowe jednego z najsilniejszych historycznych narratywów, które kształtowały tożsamość w przestrzeni postsowieckiej. Zmusza to do rewizji utrwalonych kategorii, w szczególności pojęcia zwycięstwa.

W kontekście II wojny światowej zwycięstwo było totalne i jednoznaczne: bezwarunkowa kapitulacja przeciwnika, zajęcie jego stolicy, wyzwolenie całego terytorium okupowanego przez nazistów. Co prawda, w pewnym sensie można powiedzieć, że Auschwitz został zastąpiony przez GUŁag, jednak mimo to był to wynik jasny i zrozumiały dla wszystkich.

W obecnych warunkach wyobrażenie pożądanej końcowej fazy konfliktu jest znacznie bardziej złożone i rozproszone. Dla różnych grup — od polityków i wojskowych po ludność cywilną — zwycięstwo może oznaczać coś innego: od pełnego przywrócenia integralności terytorialnej, przez uzyskanie gwarancji bezpieczeństwa, osądzenie agresora, aż po zwykłą możliwość życia bez codziennych ostrzałów i długotrwałych przerw w dostawach energii elektrycznej. Zwycięstwo przestaje być jednym uroczystym wydarzeniem, rozmywając się w szeregu odmiennych celów.

Україна: війна до переможного кінця чи поступки заради миру? - SWI  swissinfo.ch


Podsumowując, przekroczenie symbolicznej granicy 1418 dni to nie tylko liczby. To setki tysięcy ofiar śmiertelnych, miliony uchodźców, zniszczone miasta oraz pokolenia dzieci dorastających przy akompaniamencie alarmów lotniczych. Najważniejsze jest jednak coś innego — utracony czas. Czas potrzebny na rozwój państwa i społeczeństwa. Wojna przestała być czymś, co ma wyraźny początek i koniec oraz jasno określone ramy czasowe. Przekształciła się w tło, w stały tryb istnienia, w którym pojęcie „normalności” zostało de facto utracone.

Ta nowa rzeczywistość rodzi fundamentalne pytania, na które brak odpowiedzi. Jak społeczeństwo może funkcjonować w warunkach niekończącej się mobilizacji, nie tylko militarnej, lecz także ekonomicznej, psychologicznej i informacyjnej? Jak zachować kapitał społeczny oraz dążenie do przyszłości, gdy jest ono permanentnie przyćmiewane przez niepewność teraźniejszości? Klasyczna dyplomacja i strategia, operujące kategoriami zwycięstwa lub porażki, okazują się nieadekwatne wobec konfliktu pozbawionego wyraźnego finału.

Ironia hasła „Możemy powtórzyć!” polega na tym, że powtórzony został jedynie najbardziej prymitywny parametr — czas trwania wojny. Jednak o ile tamta wojna była prowadzona przez rosję i inne republiki ZSRR o własną przyszłość i samo przetrwanie, o tyle dzisiejsza wojna jest jej zaprzeczeniem: jest głęboko niesprawiedliwa, nieuzasadniona i agresywna, a nie obronna.

Tym samym 1419. dzień wojny nie dotyczy przeszłości. Dotyczy przyszłości, która jest nam odbierana. Przyszłości, która z każdym kolejnym dniem rozlewu krwi staje się coraz bardziej odległa.

Czytaj nas na Telegram i Sends