Dziś Ukraina wspomina wydarzenia, które 12 lat temu zmieniły bieg jej historii. 20 lutego 2014 roku był najtragiczniejszym dniem Rewolucji Godności — właśnie wtedy na ulicy Instytuckiej w Kijowie zginęła największa liczba protestujących. Od tamtej pory minęła ponad dekada — okres wystarczający, by spróbować zrozumieć to, co się wydarzyło, bez emocjonalnych uniesień, ale z zachowaniem szacunku dla pamięci poległych.
Czas jest najlepszym filtrem prawdy. Odsiewa propagandę, pozostawiając fakty. Obnaża nie tylko heroizm, ale i rażące błędy. Dziś, gdy kraj пережив pełnoskalową inwazję, gdy linia frontu rozciągnęła się na tysiące kilometrów, spojrzenie na Majdan lat 2013–2014 nieuchronnie staje się inne. Nie mniej jednak — wciąż niezwykle istotne.
Jaki był tamten dzień i co można powiedzieć 12 lat później? Redakcja UA.News przyjrzała się temu zagadnieniu.
Przeczucie rewolucji: dlaczego ludzie wyszli na ulice
Aby zrozumieć istotę Majdanu, warto wrócić do listopada 2013 roku. Ówczesny prezydent Wiktor Janukowycz oraz jego rząd na ostatnim etapie przygotowań odmówili podpisania Umowy Stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Formalnym powodem miała być niekorzystność warunków oraz konieczność odbudowy relacji gospodarczych z rosją. Jednak dla milionów Ukraińców decyzja ta stała się ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy.
Warto przypomnieć: Janukowycz objął władzę w 2010 roku w sposób legalny, w demokratycznych wyborach. Jednak jego rządy coraz bardziej nabierały cech autorytaryzmu. Sprawa przeciwko Julii Tymoszenko, którą kraje zachodnie uznawały za motywowaną politycznie, uzurpacja władzy, ograniczanie swobód demokratycznych — wszystko to tworzyło podłoże dla społecznego niezadowolenia. Prawdziwym katalizatorem stała się jednak właśnie zdrada obietnic w polityce zagranicznej.
21 listopada 2013 roku na Majdan Niepodległości w Kijowie wyszło kilkadziesiąt osób — zaledwie tyle. Nie domagali się obalenia władzy, lecz realizacji obietnic dotyczących integracji europejskiej. Pierwsze dni protestu miały pokojowy, niemal świąteczny charakter: studenci, działacze społeczni, dziennikarze — wszyscy po prostu stali z flagami Unii Europejskiej.
Reakcja władz okazała się niewspółmiernie brutalna. W nocy z 29 na 30 listopada oddział specjalny „Berkut” brutalnie rozpędził młodzież, która przebywała na Majdanie. To właśnie ta noc zmieniła wszystko. Rankiem na Majdan wyszły już nie setki, lecz setki tysięcy kijowian.

Luty 2014 roku: chronologia krwawego starcia
Na początku lutego 2014 roku Majdan trwał już niemal trzy miesiące. Protestujący kontrolowali nie tylko centralny plac, ale także część przyległych ulic, gdzie wzniesiono barykady. Rząd Janukowycza z kolei próbował zdławić protest metodami administracyjnymi, jednak bezskutecznie.
Prawdziwa konfrontacja rozgorzała jednak 18 lutego. Tego dnia nastąpił ostateczny przełom: od pokojowych akcji do zbrojnego starcia. Rada Najwyższa odmówiła rozpatrzenia kwestii powrotu do konstytucji z 2004 roku, która ograniczała uprawnienia prezydenta. Kolumny protestujących ruszyły w stronę parlamentu. Doszło do pierwszych starć z milicją, które szybko przerodziły się w krwawą jatkę.
19 lutego Kijów przypominał miasto przyfrontowe. Rozlegały się wybuchy granatów hukowo-błyskowych używanych przez „Berkut”, płonął Dom Związków Zawodowych. Władze ogłosiły „operację antyterrorystyczną”. Po mieście kursowały autobusy z tzw. „tituszkami” — najemnikami zwożonymi z regionów w celu zastraszania protestujących. Siły bezpieczeństwa zepchnęły demonstrantów aż na sam Majdan.
20 lutego 2014 roku stał się dniem, który na zawsze zapisał się w historii jako dzień Niebiańskiej Sotni. Rano na ulicy Instytuckiej nieznani snajperzy zaczęli strzelać do ludzi. Zabijano nie tylko aktywistów, ale także medyków, milicjantów i przypadkowych przechodniów. Kule trafiały precyzyjnie w głowę i serce — pluton egzekucyjny wiedział, co robi. Tego dnia zginęło ponad 50 osób.
Nagrania, na których mężczyźni i kobiety leżą zastrzeleni w samym centrum Kijowa, obiegły wszystkie światowe media. Do dziś nikt nie wyjaśnił: kim byli ci „czarni snajperzy”? Kto rozstrzelał Majdan? Dlaczego ginęli nie tylko demonstranci, ale także policjanci? Czy ktoś świadomie nie próbował sprowokować konfliktu obywatelskiego, strzelając do obu stron starcia? Pytania bez odpowiedzi.
To właśnie 20 lutego doszło do kluczowego przegrupowania sił. Europejscy dyplomaci pilnie przylecieli do Kijowa. Pod presją społeczności międzynarodowej oraz z powodu niezdecydowania Janukowycza, który ponad wszystko w swoim życiu bał się krwi i śmierci, siły bezpieczeństwa zaczęły się wycofywać. Już 21 lutego podpisano Porozumienie o uregulowaniu kryzysu z udziałem ministrów spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji. Janukowycz zobowiązał się do przeprowadzenia przedterminowych wyborów. Jednak kilka dni później uciekł z kraju, a Rada Najwyższa przegłosowała jego odsunięcie od władzy.
Rewolucja zwyciężyła. Ale czy było to zwycięstwo?

Zwycięstwo, które przerodziło się w wojnę
Dla milionów Ukraińców zwycięstwo Majdanu stało się świętem, choć trzeba przyznać, że dla równie wielu — nie. Jednak wówczas, w słoneczne lutowe dni 2014 roku, wydawało się, że kraj wreszcie zrzucił ciężar skorumpowanej władzy i rozpoczyna nowe życie. Tymczasowy rząd obiecywał reformy, integrację europejską oraz walkę z korupcją.
Cena zwycięstwa Majdanu okazała się jednak niezwykle wysoka. Już kilka dni po ucieczce Janukowycza rosja rozpoczęła brutalną aneksję Krymu. „Zielone ludziki” bez oznaczeń zajęły parlament półwyspu, a następnie przeprowadzono tzw. „referendum”, którego wyników świat nie uznał, co jednak nie przeszkodziło putinowi w przejęciu Krymu. W tym samym czasie w Donbasie wybuchł ruch separatystyczny wspierany rosyjską bronią i najemnikami. Kraj pogrążył się w wojnie, która trwa do dziś — 12 lat później.
W tym miejscu warto się zatrzymać i zastanowić. Czy można było tego uniknąć? Czy nowa władza popełniła błędy? Oczywiście, że tak. Jedni twierdzą, że wojna była nieunikniona, ponieważ putin przygotowywał ją od dawna, inni wskazują, że tymczasowe władze działały chaotycznie, nie potrafiły nawiązać dialogu ze wschodem Ukrainy, pozwoliły radykałom wpływać na proces decyzyjny itd. Prawda, jak zwykle, leży gdzieś pośrodku.
Dziś, w lutym 2026 roku, gdy Ukraina od czterech lat znajduje się w stanie pełnoskalowej wojny, pytanie o rezultaty Majdanu brzmi szczególnie ostro. Co możemy powiedzieć po 12 latach? Czy Rewolucja Godności osiągnęła swoje cele?
Odpowiedź będzie rozczarowująca dla tych, którzy oczekiwali szybkich zmian. Tak, Ukraina podpisała Umowę Stowarzyszeniową z UE. Tak, otrzymaliśmy ruch bezwizowy, choć obecnie brzmi to szczególnie ironicznie dla mężczyzn w wieku poborowym. Tak, kraj zbliżył się do Europy i NATO — choć ani tu, ani tam wciąż nie chcą nas przyjąć. Jednak przemiany wewnętrzne okazały się znacznie trudniejsze.
Korupcja, przeciwko której wychodzili ludzie, nie zniknęła. Wręcz przeciwnie — stała się jeszcze bardziej wszechobecna. Oligarchowie, choć stracili znaczną część wpływów politycznych, zachowali władzę ekonomiczną. Reforma sądownictwa utknęła w martwym punkcie. Reforma decentralizacyjna została w praktyce ograniczona. Prawo działa na rzecz poszczególnych grup interesów, a nie społeczeństwa. Tę listę można by ciągnąć bez końca.
Główny problem Majdanu polegał na tym, że zmienił on elitę rządzącą, ale nie zmienił systemu. Zastąpił jedną elitę inną. Ludzie, którzy doszli do władzy po lutym 2014 roku, byli przedstawicielami tej samej starej kultury politycznej. Potrafili pięknie mówić o europejskich wartościach, lecz nie potrafili (i nie chcieli) budować europejskich instytucji.
Z drugiej strony to właśnie Majdan stworzył warunki do ukształtowania się społeczeństwa obywatelskiego. Ruch wolontariacki, który narodził się na Majdanie, później uratował armię w 2014 roku i stał się fundamentem oporu w 2022 roku. Bez Majdanu nie byłoby tego poziomu samoorganizacji, jaki zobaczyliśmy podczas pełnoskalowej inwazji.

Opinia eksperta
Politolog, kierownik centrum „Trzeci Sektor” Andrij Zołotariow jest przekonany: zwyciężył nie Majdan, lecz jego scena.
„Faktycznie, zasłaniając się hasłami, które popierało społeczeństwo — a społeczeństwo domagało się przede wszystkim modernizacji — ludzie, którzy doszli do władzy w wyniku Majdanu, ograniczyli się jedynie do działań zewnętrznych. Zmieniali mosty, tabliczki z nazwami ulic, burzyli pomniki, zajmowali się dekomunizacją, dekolonizacją, derusyfikacją. Ale nie ma organizacji. Niestety system pozostał taki, jaki był. A u podstaw tego systemu — niezależnie od tego, co by kto mówił — nadal leży przekonanie, że władza jest źródłem własnego wzbogacenia i pomnażania majątku, a nie narzędziem realizacji idei politycznych i programów, tym bardziej modernizacji kraju. I niestety, te ofiary, ci ludzie, którzy zginęli podczas Majdanu — faktycznie na ich kościach do władzy doszli jawni nikczemnicy, którzy wykorzystali sprzyjającą okazję. Tu właściwie nie ma nic więcej do dodania” — uważa Andrij Zołotariow.

Pamięć bez kanonizacji
Kiedy mówimy o Niebiańskiej Sotni i ofiarach Majdanu, ważne jest, by unikać dwóch skrajności: cynicznego zapomnienia oraz nadmiernej sakralizacji tego wydarzenia. Ci, którzy zginęli na Majdanie, nie są świętymi w rozumieniu kościelnym. Byli zwykłymi ludźmi ze swoimi słabościami, wadami i sprzecznościami. Nie prosili i z pewnością nie chcieliby, aby ich „kanonizowano”. Ukraina to nie rosja po 1917 roku, kiedy Lenin i jego towarzysze tworzyli „panteon rewolucji”. Polegli na Majdanie po prostu chcieli żyć w innym kraju. Nie wybierali bycia bohaterami w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.
12 lat później mamy pełne prawo zadawać niewygodne pytania. Czy wszyscy, którzy dziś przychodzą oddać hołd przy memoriale Niebiańskiej Sotni, robią to, za co tamci ludzie oddali życie? Czy dla niektórych polityków Majdan nie stał się swoistą „indulgencją”, pozwalającą unikać odpowiedzialności za własne porażki? Czy retoryka o „godności” nie zamieniła się w pusty, propagandowy slogan?
Te pytania nie umniejszają czynu poległych. Przeciwnie — zmuszają do refleksji nad tym, że prawdziwy szacunek dla ofiar to nie kwiaty i smutne twarze raz w roku, lecz codzienna praca nad sobą i nad krajem. Jeśli po 12 latach wciąż mamy skorumpowane sądy, słabe instytucje i całkowite lekceważenie prawa przez elity — to znaczy, że każdego dnia przegrywamy Majdan. To oznacza, że Majdan nie osiągnął swoich celów.

Podsumowując — co można powiedzieć o Majdanie po 12 latach? Przede wszystkim to, że Rewolucja Godności nie została zakończona. Ona trwa — na froncie, na zapleczu, w salach sądowych, w szkołach, w szpitalach. Jej główny cel — budowa sprawiedliwego państwa — wciąż nie został nawet w przybliżeniu osiągnięty.
Majdan był i pozostaje największym przejawem obywatelskiej solidarności w najnowszej historii Ukrainy. Pokazał, że ludzie są zdolni do poświęcenia dla wspólnego celu. Udowodnił, że Ukraińcy są narodem europejskim nie dzięki paszportom czy ruchowi bezwizowemu, lecz dzięki wartościom, za które są gotowi umierać. Jednak mało kto zauważył, że za wartości powinno się nie umierać, lecz żyć.
Majdan obnażył również problemy systemowe, które przez 12 lat nigdzie nie zniknęły. Najważniejszym z nich jest niezdolność elit do porozumienia między sobą, zasadnicza nieumiejętność stawiania interesu państwa ponad interesem własnym. Rewolucje nie zmieniają ludzi automatycznie. Tworzą warunki do zmian, ale same zmiany muszą dokonać się w każdym z osobna, w przeciwnym razie rewolucja po prostu nie zadziała, a „wolność, równość i braterstwo” zamienią się w restaurację starego reżimu, jak to miało miejsce we Francji w XVIII wieku.
Dziś, 20 lutego 2026 roku, warto wspomnieć nie tylko poległych — im już w żaden sposób nie można pomóc. Warto pamiętać o żywych. O tych, którzy pozostali w Ukrainie mimo wszystko.
Historia nie zna trybu przypuszczającego. Nigdy nie dowiemy się, co by było, gdyby Janukowycz podpisał umowę z UE. Albo gdyby „Berkut” nie pobił studentów. Albo gdyby 20 lutego nieznani kaci — czy kiedykolwiek ktoś nam odpowie, kim byli? — nie nacisnęli na spust, rozstrzeliwując wolność i dążenie do lepszej przyszłości przez celowniki snajperskie.
Jedno jednak wiemy: w tamtych dniach Ukraińcy dokonali wyboru. A konsekwencje tego wyboru musimy dziś przemyśleć, 12 lat później.
Wieczna pamięć poległym na Majdanie. Wszystkim: zarówno protestującym, jak i funkcjonariuszom sił porządkowych, ponieważ wszyscy byli obywatelami Ukrainy. Jedni mieli polityczną wolę i pragnienie zmian, inni — rozkaz i przysięgę, za której niedotrzymanie groziło więzienie. Niestety te dwa kategoryczne imperatywy zderzyły się ze sobą w lutym 2014 roku w Kijowie.
Wieczna pamięć oraz nieustanne zobowiązanie wobec żywych sprowadza się do jednego: być godnymi ich ofiary. Nie tylko 20 lutego, lecz każdego dnia.