
W ostatnim czasie coraz częściej mówi się o możliwej nowej rosyjskiej ofensywie. Przez ostatnie kilka miesięcy tempo natarcia wojsk rosyjskich stopniowo zwalniało, a miejscami niemal całkowicie się zatrzymało. Nie trwało to jednak długo, bo teraz niemal wszyscy eksperci wskazują na nowe przygotowania rosji do działań ofensywnych. Mówią o tym zarówno prezydent Wołodymyr Zełenski, ukraińscy wojskowi, analitycy wojskowi, jak i zachodnie media.
Jednak wśród ukraińskich ekspertów i polityków nie ma jednomyślności co do skali i terminu takiej ofensywy. Na przykład deputowany Fedir Wenisławski, członek Komisji Obrony, uważa, że rosjanie nie dysponują obecnie wystarczającymi zasobami do przeprowadzenia operacji na dużą skalę. Podobnego zdania jest Andrij Bilecki, dowódca 3. Korpusu Szturmowego, który przewiduje, że rosja będzie kontynuować strategię "tysiąca cięć" i lokalnych ataków zamiast jednej wielkiej ofensywy.
Kto więc w tym przypadku ma rację? Czy należy spodziewać się nowego uderzenia rosjan? Gdzie najprawdopodobniej ono nastąpi? Analityk polityczny UA.News, Mykyta Traczuk, wraz z ekspertami przyjrzał się tej kwestii.
Czy rosja uderzy ponownie? Opinie ekspertów
Prezydent Zełenski jest przekonany, że nowa rosyjska ofensywa jest kwestią najbliższych tygodni. W wywiadzie dla francuskiego "Le Figaro" powiedział, że może ona rozpocząć się już w tym miesiącu.
"Widzimy przygotowania do tej operacji. Podzieliliśmy się informacjami wywiadowczymi z naszymi sojusznikami... putin przygotowuje nową ofensywę, szczególnie w obwodach sumskim i charkowskim" – powiedział Zełenski.
Dodał również, że rosja planowała rozpocząć ten atak już osiem miesięcy temu, ale ukraińska armia pokrzyżowała te plany dzięki operacji w obwodzie kurskim. Jednak Kreml nie porzucił swoich celów.
Podobne ostrzeżenia wystosował Władimir Fokin, dowódca 1. Batalionu Szturmowego 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej, który również wskazuje, że rosja przygotowuje ofensywę na kwiecień. Według niego, Moskwa może skoncentrować swoje siły na kierunkach charkowskim i sumskim.
Z kolei niektórzy eksperci, w tym Kostiantyn Maszowiec z grupy "Informacyjny Opór", twierdzą, że głównym celem rosjan może być front zaporoski. Wskazuje na to koncentracja znacznych sił wojskowych w tym regionie. Południowy front wydaje się być kluczowym strategicznym celem Kremla.
Są jednak eksperci, którzy sceptycznie podchodzą do prognoz o dużej ofensywie. Deputowany Fedir Wenisławski uważa, że doniesienia o nadchodzącym ataku to bardziej element wojny informacyjnej niż rzeczywista strategia rosji. Jego zdaniem rosyjskie siły nie są obecnie w stanie przeprowadzić skutecznej ofensywy.
"Z wyjątkiem pierwszych tygodni wojny rosjanie nie osiągnęli żadnych strategicznych ani nawet operacyjnych sukcesów... To nie jest czynnik decydujący. Ukraińska armia jest w stanie zniwelować każde zagrożenie na tym poziomie" – powiedział Wenisławski.
Podobnego zdania jest Andrij Bilecki, który uważa, że rosja będzie kontynuować taktykę "tysiąca cięć", zamiast decydować się na jedną dużą operację.

Od czego zależy rosyjska ofensywa?
Ostateczna decyzja w sprawie nowej ofensywy należy do władimira putina. Aby lepiej przewidzieć rozwój wydarzeń, warto zrozumieć jego strategię.
Są dwie możliwości: albo putin dąży do pokoju, albo do dalszej eskalacji konfliktu. Odpowiedź wydaje się oczywista – nic nie wskazuje na to, aby rosja chciała zakończyć wojnę. W tej sytuacji można się spodziewać kolejnych ataków.
Ciekawym aspektem pozostaje reakcja prezydenta USA Donalda Trumpa na ewentualną ofensywę. Już teraz wyraził niezadowolenie z przebiegu procesu pokojowego i zagroził Moskwie nowymi sankcjami, w tym wymierzonymi w "cienisty" rosyjski handel ropą. Nie jest jednak jasne, czy te groźby powstrzymają Kreml przed dalszą eskalacją.
Pytanie nie brzmi "czy", ale "gdzie i kiedy" rozpocznie się nowa ofensywa Rosji. Analizy wskazują, że najbardziej prawdopodobnym celem pozostaje kierunek zaporoski.
Na tym odcinku frontu rosja zgromadziła już znaczne siły: według różnych szacunków może to być od 65 do 70 tysięcy żołnierzy, około 700 pojazdów opancerzonych, 300 czołgów oraz ponad 600 systemów artyleryjskich.
Nie oznacza to jednak, że rosja zdecyduje się na frontalny atak. Bardziej prawdopodobna jest strategia wielokierunkowych mini-ofensyw, mająca na celu rozproszenie ukraińskich sił obronnych i znalezienie ich słabych punktów.
Taka taktyka była już wielokrotnie stosowana przez rosjan, zwłaszcza w Donbasie, gdzie w najgorętszych momentach ofensywy prowadzili jednocześnie działania na 10-12 kierunkach. Choć spowalnia to tempo natarcia, pozwala zachować rezerwy i wywierać stałą presję na ukraińską obronę.

Sytuacja na kierunku zaporoskim
Przypomnijmy, że już jesienią 2022 roku Zaporoże i obwód zaporoski zostały „włączone do składu federacji rosyjskiej”. Moskwa formalnie zaanektowała te tereny, które z punktu widzenia rosyjskiego prawa i konstytucji stały się „własnością” rosji.
Jednak południowy front ma strategiczne znaczenie – znajdują się tam duże ośrodki przemysłowe, kluczowe szlaki transportowe i centra logistyczne. Wszystko to sprawia, że ten kierunek jest jednym z najbardziej logicznych dla ofensywnych działań wroga. W ostatnim czasie front południowy zaczyna się „odmrażać”, a rosjanie przeprowadzili już kilka ataków – niestety, część z nich zakończyła się sukcesem.
Pod koniec marca rosyjskie siły zbrojne przełamały linię frontu między Kamjanske a Orichiwem. W wyniku tego Ukraina, według dostępnych danych, straciła kontrolę nad wsiami Szczerbaki i Małe Szczerbaki, co potwierdzają mapy DeepState. Obecnie te miejscowości znajdują się w tzw. szarej strefie. Niejasna pozostaje sytuacja w Stepowem.
Tym przełamaniem rosja stworzyła przyczółek, który może zostać wykorzystany do dalszego natarcia na wspomniane wcześniej Orichiw i Kamjanske. Obie miejscowości mają kluczowe znaczenie operacyjne na kierunku zaporoskim.
Obecnie Orichiw nie jest bezpośrednio zagrożony. Logistyka funkcjonuje tam sprawnie, a miasto jest osłonięte umocnieniami od południa i zachodu – w rejonie Nowoandrijiwki, Nowodaniliwki i Małej Tokmaczki. Mało prawdopodobne, by rosjanie przeprowadzili frontalny szturm na te miejscowości, choć takiego scenariusza nie można całkowicie wykluczyć.
Nieco inaczej wygląda sytuacja w Kamjańskem. Przez tę miejscowość przebiega droga M-18 prowadząca do Zaporoża. Walki toczą się już na podejściach do miejscowości, a jej utrzymanie przez Siły Zbrojne Ukrainy stoi pod znakiem zapytania.
Upadek Kamjańskiego stworzyłby zagrożenie dla Stepnohirska – osiedla typu miejskiego, które leży zaledwie 20 km od przedmieść Zaporoża. To dystans, z którego rosyjska artyleria mogłaby skutecznie ostrzeliwać miasto. Na północ od Stepnohirska znajduje się duży zbiornik wodny, który byłby trudny do obrony. W konsekwencji rosyjskie postępy w kierunku Kamjańskiego i potencjalny dalszy marsz na Stepnohirska mogłyby w przyszłości stworzyć realne zagrożenie dla Zaporoża – miasta liczącego 700 tysięcy mieszkańców.
Opinie ekspertów
Ekspert wojskowy i analityk grupy „Informacyjny Opór” Kostiantyn Maszowiec uważa, że obecne działania rosjan na kierunku zaporoskim mają charakter taktyczny. Jednak w przyszłości, jeśli sprzyjać im będą inne okoliczności, mogą nabrać znaczenia strategicznego.
„Najbliższymi celami wysuniętych jednostek przeciwnika w tym rejonie jest posuwanie się w stronę drogi Kamjańske – Orichiw na odcinku Stepne – Szczerbaki oraz zdobycie ukraińskich punktów oporu w tych miejscowościach. W wyniku intensywnych ataków szturmowych oraz silnego ostrzału przeciwnikowi udało się przesunąć (wedrzeć) na wspomnianych kierunkach na głębokość do 2 km. rosjanie kontynuują natarcie, jednak wyraźnie napotykają trudności w utrzymaniu tempa ofensywy na dotychczasowym poziomie. Tempo ich postępów jest minimalne, a wysunięte jednostki, próbując posuwać się naprzód, ponoszą znaczne straty.
Obecnie rosyjskie siły starają się umocnić na południowych obrzeżach Małych Szczebraków, a także dotrzeć do wspomnianej drogi M-18 (na odcinku około 3 km frontu, między Stepowem a Małymi Szczebrakami). Toczą się tam ciężkie walki. Wydaje się, że rosyjskie dowództwo zdołało skoncentrować w tym rejonie przeważające siły i środki, zwłaszcza pod względem liczby żołnierzy zdolnych do działań szturmowych. Rosjanie stosują taktykę małych grup piechoty wspieranych intensywnym ostrzałem artyleryjskim i w ten sposób osiągnęli pewne sukcesy na poziomie taktycznym” – podsumował Maszowiec.
Jednak według eksperta kwestia skuteczności dalszych działań Rosjan – zwłaszcza w kontekście zwiększenia tempa natarcia i rozszerzenia taktycznej penetracji ukraińskiego systemu obronnego – nadal pozostaje otwarta.
„Obecnie ofensywa rosjan na kierunku zaporoskim ma bardzo ograniczony, taktyczny charakter. Na tym poziomie ma pewne znaczenie, ale na razie nie możemy mówić o większym zagrożeniu. Co innego, jeśli przeciwnik równolegle rozpocznie działania na Naddnieprzańszczyźnie, na sąsiednim kierunku orichowskim lub gwałtownie zwiększy intensywność szturmów na całym froncie zaporoskim” – dodał Maszowiec.
Ekspert wojskowy Ołeh Żdanow uważa, że rosjanie mogą podjąć próbę ataku na Zaporoże bliżej lata lub w jego trakcie. Jego zdaniem może to stać się kluczowym elementem rosyjskiej kampanii letniej. Jednak obecnie bardziej logicznym celem wydaje się kierunek Łymańsko-Siewierski w obwodzie charkowskim.
„Musimy rozróżnić, co dokładnie mamy na myśli. Mamy dwa elementy, dwie próby federacji rosyjskiej, które mogą nastąpić w najbliższej przyszłości. Pierwsza z nich dotyczy kwietnia – wtedy mogą spróbować posunąć się naprzód na kierunku limanśko-siewierskim. Jest to północna brama aglomeracji Słowiańska i Kramatorska. Dlaczego kwiecień? Ponieważ putin musi mieć coś do ogłoszenia z trybuny Placu Czerwonego 9 maja. Liman jest także strategicznym kierunkiem z punktu widzenia logistyki – przebiegają tamtędy szlaki w kierunku Charkowa i Dniepru. Jeśli odniosą sukces na tym odcinku, odetną Siwersk... Nie zdziwiłbym się więc, gdyby w kwietniu próbowali osiągnąć coś właśnie w tym rejonie.
Jeśli chodzi o kierunek zaporoski, uważam, że nastąpi tam pewna aktywizacja działań, ale głównie w celu rozciągnięcia naszych sił, abyśmy nie mogli skutecznie manewrować rezerwami i wojskami. rosjanie zostali już zatrzymani w rejonie Szczerbaków i na razie nie posuwają się dalej. Jednak federacja rosyjska aktywnie koncentruje tam swoje siły. Sądzę więc, że jeśli zdecydują się na ofensywę w kierunku zaporoskim, będzie to uderzenie drugorzędne. Alternatywnie może jednak stać się ich główną ofensywą strategiczną, zaplanowaną na koniec maja lub początek czerwca, co oznaczałoby rozpoczęcie szeroko zakrojonej letniej kampanii.… TTak więc ofensywa letnia na Zaporoże jest możliwa. Jednak w tej chwili rosjanie prawdopodobnie skoncentrują się na ataku w kierunku Łymanu” – powiedział Ołeh Żdanow.
Podsumowując: trudno przecenić strategiczne znaczenie zarówno obwodu zaporoskiego, jak i samego Zaporoża. Nawet samo zbliżenie się rosjan do historycznej stolicy ukraińskiego kozactwa stworzyłoby ogromne zagrożenie logistycznego paraliżu południowego frontu.
Jednak warto uspokoić mieszkańców: obecnie miastu nie grozi ani okupacja, ani nawet szturm. Aby tak się stało, rosyjskie zgrupowanie w tym rejonie musiałoby być co najmniej 2–3 razy liczniejsze i silniejsze.
Zarówno strategiczne, jak i symboliczne znaczenie Zaporoża dla obu stron pozostaje ogromne. Dlatego, biorąc pod uwagę logikę wojskową, w najbliższej przyszłości można spodziewać się ruchów rosjan w tym kierunku.
Mykyta Traczuk