Kalendarz polityczny Rosji w ostatnich latach coraz częściej wpływa na „harmonogram” działań wojennych i maj bieżącego roku nie jest wyjątkiem. Na kilka dni przed 9 maja — datą Dnia Zwycięstwa, która w rosyjskim dyskursie oficjalnym dawno utraciła charakter upamiętnienia tragedii II wojny światowej, stając się wyłącznie demonstracją siły militarnej — Kreml wystąpił z niespodziewaną propozycją. Putin zaproponował Ukrainie (za pośrednictwem Trumpa) ogłoszenie krótkotrwałego, jednodniowego rozejmu na cześć tego kluczowego dla rosyjskiego reżimu święta.
Inicjatywa ta pojawiła się w obliczu kilku bardzo wymownych okoliczności. Po pierwsze — oficjalnej decyzji o przeprowadzeniu parady w Moskwie i innych miastach w okrojonej formie, bez sprzętu wojskowego, co motywowane jest „względami bezpieczeństwa” oraz „ochroną przed ukraińskim terrorem”. Po drugie — w nocy na 4 maja bezzałogowiec uderzył w budynek przy ulicy Mosfilmowskiej, znajdującej się około 8 km od Placu Czerwonego, gdzie planowana jest parada.
Zbieżność tych czynników sprawia, że propozycja rozejmu nabiera zupełnie innych barw. Dlaczego Putinowi nagle zależy na przerwaniu ognia, czy jest to potrzebne Ukrainie i czy Kijów powinien wyrazić zgodę? Analityk polityczny UA.News, Mykyta Traczuk, wraz z ekspertami podjął próbę wyjaśnienia tej kwestii.
Co stoi za propozycją Kremla?
Kiedy strona, która rozpętała wojnę, występuje z nagłą inicjatywą tymczasowego zawieszenia broni, logiczne jest założenie, że motywy takiego „porywu serca” nie leżą w sferze humanitarnej, lecz w czysto politycznej i militarnej. W przypadku majowego rozejmu motywy te można podzielić na dwa poziomy — zewnętrzny i wewnętrzny.
Poziom zewnętrzny jest skierowany przede wszystkim do audytorium międzynarodowego, a głównym odbiorcą sygnału jest prezydent USA. Moskwa próbuje w ten sposób utrwalić swój wizerunek jako strony otwartej na dialog i propozycje pokojowe. W tym sensie nawet symboliczne zawieszenie broni służy jako element pozycjonowania dyplomatycznego.
Nie oznacza to jednak realnej gotowości do ustępstw. Sama logika — zatrzymanie wyczerpujących działań wojennych dokładnie na jeden dzień, by następnie kontynuować je w dotychczasowym trybie — budzi poważne pytania o adekwatność proponującego. Wojna nie staje się mniej rujnująca czy krwawa z powodu jednej krótkiej pauzy. Ten format ma wymowę czysto symboliczną i informacyjną; to gest obliczony na odbiór zewnętrzny, pozbawiony merytorycznej treści wewnętrznej.
Motyw wewnętrzny, związany wyłącznie z paradą 9 maja, wydaje się znacznie bardziej konkretny. Wygląda na to, że rosyjska obrona przeciwlotnicza nie jest w stanie w pełni zagwarantować bezpieczeństwa nawet w stolicy, co potwierdziło dzisiejsze uderzenie drona w centrum Moskwy.
Parada wojskowa na Placu Czerwonym nie jest jedynie ceremonią, lecz narzędziem legitymizacji władzy i głównym „spoiwem” (tzw. skrepą) kremlowskiego reżimu. Jakikolwiek incydent podczas jej trwania zadałby potężny cios wizerunkowy. To właśnie chęć uniknięcia kompromitacji, a nie nagłe dążenie do pokoju, jest z dużym prawdopodobieństwem prawdziwym powodem propozycji Putina. Rozejm jest mu potrzebny po to, aby na jeden dzień zagwarantować brak incydentów mogących zepsuć obraz głównego święta rosyjskiego militaryzmu.
Podsumowując, rosyjska inicjatywa to kombinacja sygnału geopolitycznego oraz czysto pragmatycznej potrzeby zabezpieczenia kluczowego wydarzenia propagandowego. Żaden z tych motywów nie ma związku z realną chęcią zakończenia wojny.

Choć jeden dzień без strzałów: ukraiński wymiar rozejmu
Patrząc на sytuację z ukraińskiej perspektywy, sprawa wydaje się nieco mniej jednoznaczna. Z jednej strony władze stoją przed oczywistą pokusą odrzucenia inicjatywy właśnie ze względu na powody, którymi jest podyktowana: akceptowanie reguł gry narzuconych przez Kreml w jego własnym interesie wydaje się wątpliwą strategią. Z drugiej strony istnieje kilka racjonalnych argumentów, które nakazują potraktować tę propozycję całkowicie poważnie.
Pierwszą i kluczową kwestią jest to, że nawet jeden dzień przerwania ognia to doba, w której nie będą ginąć ludzie (lub przynajmniej liczba takich przypadków drastycznie spadnie). To dzień, w którym ukraińskie miasta nie zostaną ostrzelane, a ludzie będą mogli spokojnie spać w nocy. Dla ludności cywilnej to doba bez alarmów przeciwlotniczych i ryzyka znalezienia się pod ostrzałem, a dla żołnierzy na linii frontu – pauza dająca możliwość choćby minimalnego wytchnienia i regeneracji sił. Jeśli zatem istnieje prawdopodobieństwo, że dzięki temu dniowi nie zginie ani jedna osoba lub zginie ich znacznie mniej niż podczas zwykłej doby działań wojennych – ignorowanie takiej szansy byłoby zbrodnią.
Istnieje także aspekt psychologiczny, którego nie należy lekceważyć. Pauza w działaniach wojennych tworzy kontrast między stanem wojny a stanem ciszy. Dla ludzi, którzy od lat przebywają w środowisku nieustannego zagrożenia, doba bez strzałów może stać się przypomnieniem, jak wygląda normalne życie. Działa to po obu stronach linii frontu. Dla ukraińskich wojskowych to okazja do odpoczynku. Dla rosyjskich – być może powód do refleksji nad tym, że wojna nie jest stanem naturalnym i że można ją po prostu zatrzymać. Oczywiście nie należy przeceniać tego efektu, gdyż jeden dzień raczej nie zmieni świadomości armii działającej od lat w logice agresji i permanentnej ofensywy, ale nie wolno go całkowicie pomijać.
Kolejnym istotnym czynnikiem jest płaszczyzna polityczna. Ukraina znajduje się w sytuacji, w której każda odmowa rozejmu – nawet zaproponowanego w wątpliwych intencjach – zostanie natychmiast wykorzystana przeciwko niej. Rosyjska propaganda oraz lojalne wobec Moskwy głosy na Zachodzie błyskawicznie skonstruują narrację o tym, że Kijów odrzuca pokojowe gesty i jest nastawiony wyłącznie na kontynuowanie wojny. Nie jest to sygnał, który warto wysyłać międzynarodowym partnerom. Ponadto, skoro działania wojenne toczą się na terytorium Ukrainy, to właśnie Ukraina z obiektywnych przyczyn jawi się jako strona najbardziej zainteresowana jakimkolwiek obniżeniem intensywności rozlewu krwi. Odmowa nawet krótkotrwałej ciszy byłaby sprzeczna z tą logiką.
W związku z tym, z ukraińskiego punktu widzenia, należy zgodzić się na rozejm. Należy to zrobić nie dlatego, że Putin chce przeprowadzić swoją paradę, ale dlatego, że korzyści z jednego dnia ciszy przeważają nad kosztami, a ryzyko polityczne odmowy jest dość namacalne. Jednak zgoda ta nie powinna być bezwarunkowa, lecz oparta na jasnej, własnej strategii.

Pauza jako instrument wpływu
W rzeczywistości kluczowe pytanie, przed którym stoją władze, nie brzmi: przyjąć czy odrzucić propozycję Kremla. Pytanie brzmi: jak dokładnie ją przyjąć i jaki wykonać następny krok. Zwykłe powiedzenie „tak” i wstrzymanie ognia na dobę, by następnego ranka wojna wróciła do poprzedniego trybu, byłoby nierozsądne. Istnieje jednak możliwość przekształcenia tej sytuacji w coś większego.
Jeśli Rosja proponuje wstrzymanie działań wojennych na jeden dzień, Ukraina ma pełne prawo zapytać: a dlaczego tylko na jeden? Jeśli jesteśmy w stanie zapewnić zawieszenie broni na dobę — czy istnieją obiektywne przeszkody, by przedłużyć je na tydzień? Jeśli uda się na tydzień — co stoi na przeszkodzie, by spróbować na miesiąc? A dalej — na rok? W perspektywie — czy nie oznaczałoby to, że strony są zdolne porozumieć się w sprawie pełnowymiarowego, stałego zawieszenia broni, które mogłoby stać się fundamentem politycznego uregulowania konfliktu?
Takie postawienie sprawy niesie ze sobą kilka korzyści:
Po pierwsze: demonstruje, że Kijów nie odrzuca inicjatyw pokojowych, lecz przeciwnie — jest gotów je rozwijać. To silna pozycja wobec audytorium zewnętrznego: Ukraina występuje nie jako strona godząca się na cudze warunki, lecz jako podmiot proponujący rozszerzenie ram dyskusji.
Po drugie: jest to test wiarygodności intencji Moskwy. Jeśli Kreml naprawdę chce zademonstrować dążenie do pokoju, trudno będzie mu wyjaśnić, dlaczego jest gotów zatrzymać wojnę na jeden dzień, ale nie chce rozmawiać o dłuższym terminie. Jeśli odpowiedzią będzie odmowa lub uniki — a właśnie tego należy się spodziewać — stanie się to dodatkowym dowodem na to, że nie chodziło o pokój, lecz o realizację taktycznego zadania związanego z 9 maja.
Ukraińskie władze już działają w tej logice. Oczywiście liczenie na to, że Moskwa zgodzi się na prolongatę rozejmu, byłoby skrajnym optymizmem. Jednak to właśnie jest sensem kontrpropozycji: przenosi ona dyskusję z płaszczyzny symbolicznych gestów na płaszczyznę konkretnych zobowiązań. Nawet jeśli Federacja Rosyjska odmówi, Kijów znajdzie się na wygranej pozycji w sferze informacyjnej. Pokaże, że jest gotowy na realne zawieszenie broni, a nie tylko na jednodniowe przedstawienie polityczne.

Opinie ekspertów
Politolog i dyrektor Instytutu Polityki Światowej, Jewhen Mahda, uważa, że sytuacja z prośbą o rozejm oraz paradą 9 maja w Moskwie jest jednocześnie paradoksalna i intrygująca.
„To będzie pierwsza parada bez sprzętu wojskowego od momentu inwazji, co jest bardzo wymowne. Mówienie o demilitaryzacji Ukrainy i organizowanie parady bez sprzętu wojskowego jest, delikatnie mówiąc, osobliwe. Rosjan to jednak nie przeraża, bo mają oni swoją własną prawdę. Ciekawy jest też wątek rozmowy Trumpa z Putinem: Putin chciał, by inicjatywa wyszła od niego, ale Trump, jako miłośnik głośnych deklaracji, ogłosił to jako własną propozycję. Wreszcie, dzisiejsze uderzenie ukraińskiego drona w Moskwę radykalnie zmienia sytuację. Pokazuje to, że Rosja i sama stolica nie są skutecznie chronione, mimo ogromnej liczby systemów OPL. Choć dla rosyjskich obywateli żyjących w próżni informacyjnej nie będzie to punktem zwrotnym, to dla naszych zachodnich partnerów – zdecydowanie tak. Musimy o tym mówić jak najgłośniej” – twierdzi Jewhen Mahda.
Z kolei politolog i dyrektor służby socjologicznej „Ukraiński Barometr”, Wiktor Nebożenko, uważa, że rozejm jest Putinowi potrzebny z zupełnie innych powodów niż sama parada.
„To sposób otoczenia Putina na przemycenie do opinii publicznej samej idei zawieszenia broni. Skoro można przerwać ogień na 1–2 dni, to można i na miesiąc czy trzy. Tak robiono kiedyś na Cyprze, w Wietnamie czy Korei. Wcześniej rosyjska strategia zakładała bombardowanie Ukrainy przy jednoczesnych negocjacjach, co stawiało Kijów w gorszej pozycji. Obecnie proces pokojowy nie istnieje, a do realnych rozmów potrzebny jest rozejm. Myślę, że na Kremlu szukają drogi do zawieszenia broni, bo wojna zbyt mocno się przeciąga. Chodzi o to, by oswoić rosyjskie społeczeństwo z myślą o pokoju.
Sytuacja wewnątrz FR nie jest idealna, dochodzą do tego skuteczne ukraińskie ataki. Nie sądzę, by Putin szczególnie bał się czegoś akurat 9 maja. Jeśli chodzi o Ukrainę, potrzebujemy rozejmu na co najmniej trzy miesiące i powrotu do negocjacji. Co więcej, ściąganie systemów OPL do Moskwy jest dla nas korzystne, bo odsłania inne ważne odcinki. Nie musimy bombardować Moskwy – są znacznie ważniejsze cele priorytetowe!” – zauważył Wiktor Nebożenko.

Podsumowując, na propozycję przerwania ognia 9 maja warto przystać — ponieważ nawet jednego dnia bez masowej śmierci i ostrzałów miast nie sposób przecenić. Jednak zgoda musi wiązać się z presją: nie zatrzymujmy się tylko na dobę, lecz przedłużmy tę pauzę. Sprawdźmy, czy jesteśmy w stanie nie strzelać przez tydzień, miesiąc, a może rok. Jakakolwiek będzie odpowiedź Moskwy (a możemy się jej domyślać), w ten sposób piłka znajdzie się po jej stronie kortu. A to już zupełnie inna gra.