Na Filipinach strażacy weszli na spalony prom, 84 osoby zaginęły
Na Filipinach strażacy zdołali wejść na pokład spalonego promu, który płynął z Manili do prowincji Palawan. Pożar na statku pochłonął życie co najmniej pięciu osób, a 84 osoby uznaje się za zaginione.
Jak podaje Cyprus Mail, gęsty dym i wysoka temperatura uniemożliwiały strażakom wejście na statek przez ponad dobę po wybuchu pożaru. Według manifestu na pokładzie znajdowało się 117 pasażerów i 17 członków załogi. Straż przybrzeżna skorygowała liczbę zaginionych z 86 do 84: dwóch ludzi, którzy początkowo zostali wpisani na listę, w rzeczywistości nie było na statku. Uratowano 43 osoby.
Operacja poszukiwawcza trwa
Na ujęciach z powietrza widać, że górne pokłady promu zostały zwęglone przez ogień. Nad statkiem zawisł śmigłowiec straży przybrzeżnej, a dym nad nim był znacznie słabszy niż dzień wcześniej. Na górnym pokładzie znajdowało się dwóch strażaków.
Do poszukiwań zaangażowano pięć jednostek straży przybrzeżnej oraz nurków. Pomoc zapewniają także wojskowe łodzie ratunkowe, rybacy i właściciele prywatnych kurortów. Przedstawicielka straży przybrzeżnej Noemi Cayabyab oświadczyła, że do rejonu operacji zostanie również skierowana większa jednostka.
Więcej aktualnych wiadomości na kanale UA.News w Telegramie Telegram.
Ustalana jest przyczyna pożaru
Przyczyna pożaru nie została dotąd ustalona. Ogień wybuchł, gdy prom zbliżał się do końca trwającego ponad 20 godzin rejsu do Coronu, popularnego miejsca turystycznego na północy Palawanu. Administracja Przemysłu Morskiego, powołując się na zeznania ocalałych, poinformowała, że wewnątrz statku rozległy się dwie następujące po sobie eksplozje, po których rozpoczął się pożar.
Według straży przybrzeżnej prom, mogący pomieścić do 330 osób, przewoził pięć motocykli, pojazd elektryczny, wózek widłowy, pick-up oraz głównie ładunki. Jeden z uratowanych pasażerów powiedział stacji GMA News, że niewielka ilość dymu w ciągu kilku sekund przerodziła się w silny pożar, a on i inne osoby utrzymywali się na wodzie przez niemal dwie godziny, zanim zostali uratowani.
Firma będąca właścicielem promu, Atienza Inter-Island Ferries, oświadczyła, że w pełni współpracuje z organami państwowymi prowadzącymi dochodzenie w sprawie incydentu.
Czytaj nas na Telegram i Sends