$ 44.63 € 52 zł 12.06
+16° Kijów +16° Warszawa +29° Waszyngton
Ile kosztuje państwo jedno dziecko: jak świat walczy ze spadkiem liczby urodzeń

Ile kosztuje państwo jedno dziecko: jak świat walczy ze spadkiem liczby urodzeń

26 sierpnia 2026 17:31

Singapur postanowił znacznie zwiększyć wsparcie dla rodzin z dziećmi. Zgodnie z nowym modelem państwo planuje przeznaczyć na jedno dziecko w wieku do 17 lat około 70 tysięcy dolarów singapurskich, czyli ponad 50 tysięcy dolarów. Nie chodzi tu o jednorazową wypłatę, ale o cały system: pieniądze przy narodzinach, roczne zasiłki, wpłaty na konta medyczne i edukacyjne, wsparcie dla przedszkoli i opieki nad dziećmi.

Powód jest prosty: w Singapurze gwałtownie spada liczba urodzeń. W 2025 roku łączny wskaźnik dzietności spadł do 0,87 dziecka na jedną kobietę, podczas gdy do zapewnienia prostych pokoleń potrzeba około 2,1. W kraju urodziło się około 27,5 tysiąca dzieci będących rezydentami — to najmniejsza liczba w całej historii obserwacji. Sam rząd nazywa tę sytuację wyzwaniem egzystencjalnym.

Singapur nie jest tu bynajmniej wyjątkiem. Korea Południowa, Japonia, Chiny, Francja, Węgry i inne kraje już od lat wydają miliardy, aby przekonać ludzi do posiadania dzieci. Jednak nawet bardzo wysokie świadczenia nie gwarantują odwrócenia tendencji demograficznej.

UA.News wyjaśnia, dlaczego kryzys demograficzny stał się jednym z głównych problemów świata rozwiniętego, w jaki sposób różne kraje próbują go przezwyciężyć oraz jakie wnioski Ukraina może wyciągnąć z ich doświadczeń.

Kryzys demograficzny: dlaczego problemem nie jest już to, że jest zbyt wielu ludzi

Jeszcze w drugiej połowie XX wieku jednym z głównych globalnych strachów było przeludnienie. W 1960 roku liczba ludności Ziemi wynosiła około 3 mld ludzi, w 2000 roku – już ponad 6 mld, a dziś przekracza 8 mld. Jednak w ramach tej ogólnej liczby zachodzi zupełnie inny proces: w wielu krajach rozwiniętych maleje liczba osób w wieku rozrodczym, narodziny odkładane są na późniejszy wiek, a część ludności w ogóle rezygnuje z posiadania dzieci.

Aby utrzymać liczbę ludności bez uwzględnienia migracji, łączny wskaźnik dzietności powinien wynosić około 2,1 dziecka na jedną kobietę. Jednak według danych OECD średni wskaźnik w krajach tej organizacji spadł już do około 1,4.

image

Różnica ta jest szczególnie widoczna w Azji. Korea Południowa przez kilka lat pozostawała absolutnym światowym rekordzistą w tej niekorzystnej kategorii. W 2023 roku wskaźnik dzietności wynosił tam zaledwie 0,72, po czym nastąpiło niewielkie ożywienie – do 0,75 w 2024 roku i około 0,80 w 2025 roku.

W Japonii wskaźnik utrzymuje się nieco powyżej jedności. W Singapurze spadł do 0,87. Nawet we Francji, którą przez dziesięciolecia uważano za jeden z najbardziej udanych przykładów demograficznych w Europie, liczba urodzeń stopniowo spada.

Stwarza to długoterminowy problem, który nie zawsze jest od razu widoczny. Na początku po prostu zmniejsza się liczba dzieci w szkołach. Za 15–20 lat — zmniejsza się liczba młodych pracowników. Jeszcze po kilku dziesięcioleciach pojawia się sytuacja, w której niewielka liczba osób w wieku produkcyjnym musi finansować emerytury, opiekę medyczną i usługi socjalne dla coraz większej liczby osób starszych.

W Singapurze władze podają nawet niezwykle prosty przykład demograficzny: jeśli wskaźnik urodzeń na poziomie 0,87 utrzyma się przez kilka pokoleń, to hipotetyczne 100 obecnych osób będzie miało około 44 dzieci, a te z kolei – zaledwie około 19 wnuków. Jest to uproszczony model, ale dobrze pokazuje, jak szybko może zmniejszać się liczba ludności.

Właśnie dlatego polityka demograficzna przestaje już być wyłącznie kwestią społeczną. Jest to kwestia przyszłości rynku pracy, systemu emerytalnego, wzrostu gospodarczego, zdolności obronnej, a nawet znaczenia politycznego państwa.

Singapur, Korea Południowa i Japonia: pieniądze nie są już głównym narzędziem

Singapur przez lata próbował stymulować przyrost naturalny za pomocą systemu Baby Bonus, ulg podatkowych, programów mieszkaniowych i dotacji. Jednak w ciągu dziesięciu lat współczynnik dzietności i tak spadł z około 1,24 w 2015 roku do 0,87 w 2025 roku.

Dlatego nowy system wsparcia nie wygląda już jak zwykły dodatek z tytułu narodzin, ale jako próba częściowego przejęcia przez państwo kosztów wychowania dziecka.

W ramach nowego pakietu SG Child Support Package dziecko otrzymuje wsparcie przez 17 lat. Przewidziano 10 tys. S$ przy urodzeniu, regularne roczne wypłaty, wpłaty na konta medyczne i edukacyjne oraz kolejne 10 tys. S$ na dalszą edukację w wieku nastoletnim. W połączeniu z innymi programami łączna kwota pomocy państwowej może sięgać nawet 70 tys. dolarów singapurskich.

To ważny zwrot. Rząd faktycznie uznał, że największym problemem nie są wydatki finansowe w pierwszych miesiącach po urodzeniu, ale cała dalsza struktura życia rodziny.

Przedszkole w Singapurze może kosztować setki dolarów miesięcznie, a opieka nad niemowlęciem – ponad tysiąc. Do tego dochodzą drogie mieszkania, wysokie tempo pracy i ostra konkurencja w edukacji. Dlatego dla wielu młodych ludzi dziecko oznacza nie tylko dodatkowy wydatek, ale całkowitą zmianę stylu życia.

Do podobnego wniosku stopniowo doszła również Korea Południowa.

W ciągu ostatnich około dwóch dekad władze koreańskie wydały na programy demograficzne dziesiątki miliardów dolarów. Gminy oferowały zasiłki z tytułu narodzin, dofinansowywały mieszkania, leczenie niepłodności oraz opiekę nad dziećmi. Jednak wskaźnik urodzeń nadal spadał.

Dopiero w ostatnich latach polityka zaczęła się zmieniać. Państwo skupia się teraz bardziej na płatnych urlopach rodzicielskich, elastycznych godzinach pracy, wsparciu dla pracodawców zatrudniających zastępstwo za pracowników przebywających na urlopie macierzyńskim oraz dostępności opieki nad dziećmi.

Jest to istotne ze względu na specyfikę Korei Południowej. W kraju tym panują bardzo długie godziny pracy, drogie mieszkania, silna konkurencja na rynku pracy oraz wysokie koszty prywatnej edukacji. Dla wielu kobiet urodzenie dziecka nadal oznacza ryzyko faktycznego wykluczenia z kariery zawodowej.

I właśnie tutaj pojawia się główna teza współczesnej polityki demograficznej: można zapewnić człowiekowi wsparcie finansowe, ale trudno jest przekonać go do posiadania dzieci, jeśli uważa on, że w konsekwencji straci dotychczasowe życie, karierę lub stabilność finansową.

Japonia poszła jeszcze dalej w tej kwestii. W 2025 roku urodziło się tam zaledwie około 671 tysięcy dzieci – najmniej w całej współczesnej historii statystyki. Współczynnik dzietności spadł do około 1,14.

Tokio zwiększa zasiłki na dzieci, inwestuje w przedszkola, stara się ograniczyć nadmierny czas pracy oraz tworzy specjalne instytucje państwowe zajmujące się sprawami dzieci i rodzin.

Jednak Japonia stanęła w obliczu innego efektu: spadek demograficzny trwa już tak długo, że nawet wzrost liczby urodzeń nie przynosi szybkich rezultatów. Kobiet w wieku rozrodczym jest po prostu znacznie mniej niż 20–30 lat temu.

Oznacza to, że jeśli kraj zbyt długo odkłada rozwiązanie problemu, pewnego dnia bardzo trudno będzie mu odwrócić tę tendencję, nawet przy użyciu ogromnych środków finansowych.

Od Francji po Chiny: kraje stosują różne metody, ale nie ma uniwersalnej recepty

image

Kraje europejskie od dziesięcioleci budują własne modele wsparcia rodzin, a różnią się one znacznie między sobą.

Węgry stawiają na bezpośrednie korzyści finansowe. Władze oferują preferencyjne kredyty mieszkaniowe, ulgi podatkowe dla rodzin oraz stopniowo rozszerzają zwolnienie matek z podatku dochodowego. Dla rodzin wielodzietnych może to oznaczać bardzo znaczące oszczędności przez wiele lat.

Francja tradycyjnie stosuje inny model.

Nie ma tam jednej ogromnej „premii na dziecko”, za to istnieje rozbudowany system świadczeń rodzinnych, ulg podatkowych, opieki przedszkolnej, wsparcia dla samotnych rodziców oraz płatnych urlopów.

Właśnie model francuski przez długi czas uważano za dowód na to, że infrastruktura działa lepiej niż jednorazowe wypłaty. Przez dziesięciolecia Francja miała jeden z najwyższych wskaźników dzietności w Europie.

Jednak nawet ona boryka się obecnie ze spadkiem. Według danych INSEE w 2025 roku w kraju urodziło się około 644 tysięcy dzieci – o około jedną czwartą mniej niż w 2010 roku.

Pokazuje to, że nawet bardzo rozwinięta polityka rodzinna nie jest w stanie w pełni zrekompensować zmian w zachowaniach społecznych.

Młodzi ludzie później rozpoczynają samodzielne życie, dłużej się uczą, odkładają zawarcie małżeństwa, więcej inwestują w karierę i częściej decydują się na jedno dziecko zamiast dwóch lub trzech. Szczególnie wymowna stała się historia Chin.

Przez dziesięciolecia kraj ten rygorystycznie ograniczał przyrost naturalny poprzez politykę „jednego dziecka”. W wielu przypadkach za drugie dziecko rodzina mogła zostać ukarana grzywną lub innymi sankcjami. Obecnie sytuacja uległa odwróceniu.

Liczba ludności Chin zaczęła spadać, społeczeństwo szybko się starzeje, a młodzież nie spieszy się z zakładaniem rodzin nawet po całkowitym zniesieniu dawnych ograniczeń.

W 2025 roku Chiny wprowadziły ogólnokrajowe dodatki na opiekę nad dziećmi – około 3600 juanów rocznie na dziecko w wieku do trzech lat. Program ma objąć ponad 20 mln rodzin.

W niektórych regionach do tego dochodzą lokalne świadczenia, dotowane mieszkania oraz wsparcie przy urodzeniu drugiego lub trzeciego dziecka. Jednak przykład chiński dobrze ilustruje główny problem: państwo jest w stanie zmienić prawo w ciągu jednego dnia, ale nie jest w stanie równie szybko zmienić stylu życia całego pokolenia.

Ci młodzi Chińczycy, którzy dorastali w małych rodzinach, mieszkają w drogich metropoliach, ponoszą wysokie koszty związane z mieszkaniem i edukacją oraz pracują w środowisku o ostrej konkurencji, nie zaczynają masowo mieć dzieci tylko dlatego, że władze teraz tego chcą.

Ukraiński kryzys demograficzny rozpoczął się na długo przed wybuchem wojny na pełną skalę

Ukraina różni się od Singapuru, Korei czy Francji tym, że nasz problem demograficzny składa się jednocześnie z kilku kryzysów. Niski wskaźnik urodzeń istniał już przed 2022 rokiem.

Według danych Państwowego Urzędu Statystycznego łączny współczynnik dzietności na Ukrainie wynosił w 2012 roku około 1,53 dziecka na kobietę, ale już w 2021 roku spadł do około 1,16.

Liczba urodzeń również malała. O ile na początku lat 90. na Ukrainie rodziło się co roku ponad pół miliona dzieci, o tyle jeszcze przed pełną inwazją wskaźnik ten był kilkakrotnie niższy.

Po 24 lutego 2022 r. do dotychczasowych problemów doszły: wojna, śmierć żołnierzy i ludności cywilnej, okupacja terytoriów, miliony Ukraińców za granicą, rozdzielone rodziny oraz gwałtowny wzrost niepewności.

Dlatego też sytuacji demograficznej Ukrainy nie można sprowadzać wyłącznie do wskaźnika urodzeń.

Znaczenie ma to, ilu Ukraińców powróci po wojnie. Ilu młodych ludzi pozostanie w kraju. Jaka będzie śmiertelność. Ile mieszkań zostanie odbudowanych. Jak będzie wyglądała opieka medyczna. Czy weterani będą mogli w pełni powrócić do pracy i życia rodzinnego.

Właśnie dlatego rządowa Strategia rozwoju demograficznego Ukrainy do 2040 roku ma znacznie szerszy zakres niż zwykłe „zasiłki na dziecko”.

Wśród jej kierunków działania znajdują się: zwiększenie liczby urodzeń, zmniejszenie przedwczesnej śmiertelności, powrót Ukraińców z zagranicy, adaptacja migrantów, wsparcie rodzin, rozwój polityki mieszkaniowej oraz stworzenie warunków, w których ludzie będą ogólnie chcieli mieszkać na Ukrainie.

Ma to zasadnicze znaczenie.

W przypadku Singapuru główne pytanie brzmi mniej więcej tak: jak przekonać młodych ludzi do urodzenia drugiego dziecka?

W przypadku Ukrainy jest to znacznie szersze zagadnienie: jak sprawić, by ludzie w ogóle pozostali w kraju lub zechcieli tu wrócić po wojnie?

Co Ukraina już robi i dlaczego same świadczenia nie wystarczą

W 2026 roku wsparcie dla rodziców na Ukrainie znacznie się rozszerzyło.

W przypadku dzieci urodzonych po 1 stycznia jednorazowy zasiłek porodowy wynosi 50 tysięcy hrywien. Przewidziano również comiesięczny zasiłek na opiekę nad dzieckiem do ukończenia pierwszego roku życia – 7 tysięcy hrywien, a w przypadku dzieci z niepełnosprawnością – 10,5 tysiąca.

Osobno funkcjonuje program „єЯсла”, który ma pomóc rodzicom w powrocie do pracy po ukończeniu przez dziecko pierwszego roku życia. Środki te można przeznaczyć na opłacenie opiekunki lub placówki opieki nad dziećmi.

image

Z demograficznego punktu widzenia narzędzie to jest nawet bardziej interesujące niż jednorazowa wypłata. Jak pokazują przykłady Korei Południowej i Singapuru, dla wielu rodzin głównym problemem nie jest koszt wózka dziecięcego czy ubranek, ale fakt, że jedno z rodziców na kilka lat wypada z rynku pracy.

Kolejnym kierunkiem jest medycyna reprodukcyjna. Leczenie niepłodności z wykorzystaniem technologii wspomaganego rozrodu jest finansowane w ramach Programu Gwarancji Medycznych. Według danych Ministerstwa Zdrowia tylko od początku 2026 roku z tej możliwości skorzystało ponad 6 tysięcy Ukrainek.

Jest to ważny obszar, ponieważ polityka demograficzna polega nie tylko na przekonaniu ludzi, by zapragnęli mieć dziecko, ale także na pomocy tym, którzy już tego pragną, ale nie mogą go mieć. Jednocześnie nawet zwiększone świadczenia raczej nie są w stanie samodzielnie znacząco zmienić sytuacji demograficznej na Ukrainie.

Dla rodziny, która myśli o dziecku, 50 tysięcy hrywien ma znaczenie. Znacznie ważniejsze jest jednak to, czy ma ona mieszkanie, pracę, schronienie w pobliżu domu, szpital, przedszkole, szkołę i przewidywalną przyszłość.

Właśnie tutaj zaczynają się wnioski płynące z doświadczeń innych państw.

Co Ukraina może przejąć od Singapuru, Korei, Francji i Japonii

Od Singapuru Ukraina powinna przejąć zasadę długoterminowego wsparcia.

Pomoc dla rodziny nie powinna kończyć się kilka miesięcy po narodzinach dziecka. Państwo może nie wypłacać dziesiątek tysięcy dolarów, ale jest w stanie rozłożyć wsparcie na lata: dofinansowując przedszkole, wyżywienie, opiekę medyczną, edukację lub mieszkanie.

To zapewnia to, co najważniejsze — przewidywalność.

Korea Południowa pokazuje, że należy chronić karierę rodziców. Dla Ukrainy po wojnie będzie to szczególnie ważne, ponieważ kraj ten prawie na pewno zmierzy się z niedoborem siły roboczej.

image

Jeśli kobieta musi wybierać między drugim dzieckiem a karierą, żadna jednorazowa wypłata nie rozwiąże problemu. Właśnie dlatego żłobki, opiekunki, elastyczny harmonogram pracy, praca zdalna oraz odpowiednia polityka urlopowa mogą przynieść większy efekt niż podwyższenie zasiłku porodowego o kolejne kilka tysięcy hrywien.

Lekcja z Francji – polityka rodzinna musi stanowić spójny system. Nie chodzi o pojedynczy program na kilka lat, ale o stabilnie funkcjonujące od dziesięcioleci przedszkola, szkoły, opiekę medyczną, wsparcie społeczne i mechanizmy podatkowe.

Ludzie planują życie rodzinne na 10–20 lat. Dlatego polityka, której zasady zmieniają się po każdym budżecie lub wraz z nowym rządem, nie daje poczucia bezpieczeństwa.

Japonia daje Ukrainie najbardziej nieprzyjemną lekcję: nie można czekać. Jeśli wskaźnik urodzeń jest niski przez dziesięciolecia, pewnego dnia nawet jego odbudowa nie będzie w stanie szybko zrekompensować spadku liczby ludności, ponieważ pokolenie potencjalnych rodziców stanie się już zbyt małe.

Dla Ukrainy oznacza to, że odkładanie polityki demograficznej całkowicie „na czas po wojnie” jest niebezpieczne. Jest jednak jeszcze jedna lekcja, która łączy praktycznie wszystkie kraje.

Pieniądze pomagają urodzić dziecko tym, którzy już tego pragną. Rzadko jednak przekonują do posiadania dzieci tych, którzy nie widzą ku temu normalnych warunków. Właśnie dlatego prawdziwa polityka demograficzna nie zaczyna się od wysokości świadczeń.

Zaczyna się od mieszkania, pracy, bezpieczeństwa, opieki zdrowotnej, przedszkoli, szkół i pewności co do przyszłości. Dla Ukrainy po wojnie będzie to szczególnie ważne, ponieważ nasza konkurencja demograficzna będzie toczyć się nie tylko o noworodki.

Ukraina będzie konkurować o samych Ukraińców – o tych, którzy będą decydować, czy wrócić z Polski, Niemiec czy Czech, czy też tam pozostać; o młodzież, która będzie wybierać kraj na studia i karierę; o rodziny, które będą decydować, gdzie będą dorastać ich dzieci.

Dlatego główna lekcja, jaką Ukraina może wyciągnąć z doświadczeń Singapuru, nie polega na tym, że za dziecko trzeba zapłacić 55 tysięcy dolarów. Chodzi o to, że państwo powinno sprawić, by narodziny dziecka nie były ekonomicznym wyczynem, lecz normalną częścią życia.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację