Rumunia jest jednym z kluczowych sojuszników Ukrainy w Unii Europejskiej, wspierającym naszą integrację europejską oraz pomoc wojskową w ramach NATO. Do tej pory krajowi udawało się utrzymać proeuropejskie rządy i nie dopuścić do władzy skrajnie prawicowej partii AUR, znanej z promowania rosyjskich narracji. Jednak po wyjściu z koalicji politycznej jednego z uczestników (Partii Socjaldemokratycznej — PSD), krajowi grozi kryzys rządowy, a w przyszłości — możliwe wzmocnienie eurosceptyków i skrajnej prawicy.
Co obecnie kształtuje nastroje polityczne w Rumunii? Dlaczego wewnątrz UE ujawnia się „wschodnioeuropejski blok sceptyków”? Jak siły proeuropejskie i UE powinny reagować na potrzeby społeczne w dobie spowolnienia gospodarczego? Jak bardzo wewnętrzne procesy polityczne w krajach UE wpływają na pomoc dla Ukrainy? I dlaczego Europejczycy nie powinni lekceważyć potężnych zasobów, które Rosja kieruje na ataki hybrydowe i dezinformację?
O tym wszystkim w wywiadzie dla UA.News opowiedziała Elena Calistru, prezeska i współzałożycielka stowarzyszenia obywatelskiego Funky Citizens, które przeciwdziała dezinformacji i koordynuje projekty edukacji medialnej obejmujące Rumunię, Bułgarię i Mołdawię. Od września 2020 roku Elena Calistru, jako przedstawicielka społeczeństwa obywatelskiego Rumunii, zasiada w organie doradczym Unii Europejskiej — Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym (EKES).
EKES pełni rolę doradczą w kształtowaniu różnych kierunków wspólnej polityki europejskiej, gromadzi i analizuje opinie przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego ze wszystkich państw członkowskich UE.

Jakie wyzwania są obecnie najniebezpieczniejsze dla ruchów obywatelskich w Rumunii i innych krajach UE?
Elena Calistru: W wielu krajach europejskich i, niestety, w wielu innych zakątkach świata, społeczeństwo obywatelskie mierzy się z wyzwaniami związanymi z atakami na same fundamenty demokracji. Przecież to właśnie aktywna opinia publiczna jest jednym z głównych podmiotów funkcjonującego społeczeństwa demokratycznego.
Niepokojące tendencje obserwujemy w wielu państwach. Nasila się fala wystąpień przeciwko społeczeństwu obywatelskiemu, której towarzyszą liczne oszczerstwa i oskarżenia. Rozpowszechniane są negatywne narracje, niemal identyczne w wielu krajach: że wszyscy liderzy społeczni to „ludzie Sorosa” lub ktoś w tym rodzaju. Ogólnie rzecz biorąc, stajemy przed szeregiem wyzwań wspólnych dla innych grup, takich jak media, niezależni dziennikarze i działacze antykorupcyjni.
Moim zdaniem, w rozwiązaniu tych problemów kluczowe jest następujące:
Po pierwsze, konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa obrońcom praw człowieka, aktywistom obywatelskim i dziennikarzom.
Po drugie, zapewnienie wystarczających i niezależnych zasobów, które pozwolą społeczeństwu obywatelskiemu skutecznie wypełniać jego funkcje.
Z drugiej strony, według mnie, jest też pozytywny aspekt: te wyzwania świadczą o tym, że ruchy obywatelskie w Rumunii i innych krajach rzetelnie wykonują swoją pracę. Nikt nie atakuje organizacji, które nie mają znaczącego wpływu. Jest to więc bezpośredni dowód na ich istotny wkład i realne oddziaływanie na społeczeństwo.
Pani zdaniem, co spowodowało pewien spadek zaufania do sił proeuropejskich, który widzimy w Rumunii? Jak siły proeuropejskie i UE powinny reagować na te potrzeby społeczne?
Elena Calistru: Po pierwsze, uważam, że położenie geograficzne nam nie sprzyja. Oczywiste jest, że w naszym regionie i w Unii Europejskiej ogółem trwa zaplanowana operacja prokremlowskich wpływów. W krajach takich jak Rumunia, Polska i inne, które w przeszłości znajdowały się pod radziecką kontrolą polityczną i wojskową, nie można otwarcie chwalić Rosji. Można jednak podważać zaufanie obywateli do projektu europejskiego.
Moim zdaniem jest to jedno z głównych wyzwań dla społeczeństwa obywatelskiego, które obserwujemy w Rumunii. Niestety, taka narracja jest budowana na realnych potrzebach ludzi i problemach, zwłaszcza ekonomicznych. Podsyca ona gniew, który część społeczeństwa odczuwa wobec korupcji, nierówności ekonomicznych czy niedostatecznej jakości usług socjalnych.
Zatem mamy do czynienia z połączeniem realnych problemów oraz operacji wpływów mających na celu obniżenie zaufania do sił proeuropejskich. Oczywiście nie pomaga nam fakt, że oferta polityczna dotycząca rozwiązania tych kwestii nie jest zbyt „błyskotliwa”.
W mojej opinii, kiedy mowa o tym, jak siły proeuropejskie i Unia Europejska powinny reagować na te społeczne potrzeby, należy rozpatrywać tę kwestię w różnych wymiarach:
Walka z korupcją musi wyjść poza sferę rozmów i pięknych słów — potrzebne są realne działania, w szczególności w kształtowaniu systemu sądownictwa. To zawsze był jeden z głównych priorytetów rumuńskiego społeczeństwa.
Kluczowe znaczenie ma edukacja oraz zapewnienie ludziom wiarygodnych informacji. Nie da się walczyć z tak wyrafinowanymi kampaniami dezinformacji wyłącznie za pomocą komunikatów prasowych czy słownych utarczek, gdy politycy po prostu pojawiają się w telewizji lub mediach społecznościowych i wymieniają wzajemne oskarżenia.
Trzeba działać bardziej aktywnie. Należy wyjaśniać ludziom znaczenie Unii Europejskiej i unikać sytuacji, w których wina za wszystkie problemy jest zrzucana na UE. To zbyt łatwe wyjście dla wielu lokalnych polityków, którzy w rzeczywistości sami powinni odpowiadać za stan społeczno-ekonomiczny we własnym kraju.

Z uwagi na kryzys polityczny, który wybuchł w Rumunii w kwietniu, istnieje ryzyko zablokowania reform i utraty części środków z funduszy UE. Pani zdaniem, w jakim stopniu Unia Europejska powinna uzależniać finansowanie od stabilności politycznej i reform w państwach członkowskich?
Elena Calistru: To jest właściwie jeden z argumentów, które przytoczyłam wcześniej, mając na myśli, że Unia Europejska jest ostatecznie obwiniana za wpadki i błędy popełnione przez naszych polityków. Powiązanie z finansowaniem unijnym, czy też potencjalny wpływ na fundusze UE, jest najbardziej widocznym skutkiem tej sytuacji.
Moim zdaniem bardzo trudno jest bezpośrednio i rygorystycznie powiązać finansowanie ze stabilnością polityczną i reformami. Jest to ryzykowne. Zdecydowanie popieram zasadę warunkowości w zakresie praworządności. Warunkowość ta powinna chronić pieniądze UE przed korupcją, owszem, ale fundusze regionalne i fundusze spójności nie powinny być zakładnikami działań rządu centralnego.
Jednocześnie istnieje zagrożenie podważenia samego zaufania do projektu europejskiego, ponieważ pojawia się ryzyko pożywki dla populistów, którzy mówią: „Spójrzcie, co Unia Europejska nam robi! Zobaczcie, jak nas traktują, jak kolonię: próbują nam coś narzucić”. Zatem zbyt silny związek między stabilnością polityczną a reformami i wsparciem finansowym niesie ryzyko zachwiania równowagi sił.
Oczywiście reformy są niezbędne i powinny być częścią negocjacji między Unią Europejską a krajami otrzymującymi finansowanie. Musimy jednak upewnić się, że warunki te są spełniane. Podam przykład z działalności Instrumentu na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności (RRF). Ponieważ rząd centralny w dużej mierze zarządza tymi środkami, zdarzały się przypadki, gdy alokacje dla niektórych polityków opozycyjnych lub burmistrzów z opozycji były, powiedzmy, karą za bezczynność rządu centralnego.
Dlatego uważam, że niektóre rodzaje finansowania, na przykład regionalne i w ramach polityki spójności, nie powinny być powiązane z wynikami działań rządu centralnego. Istnieje bowiem ryzyko podważenia komponentu „oddolnego”, który może dostarczyć ważnych argumentów na rzecz ruchu proeuropejskiego.
Jeśli chodzi o stabilność polityczną – nie sądzę, by było to coś, za czym może opowiadać się UE. Ostatecznie jest to demokracja, która czasami, niestety, bywa chaotyczna i niestabilna.
Część sił politycznych w Rumunii (w tym skrajnie prawicowa AUR) otwarcie sprzeciwia się pomocy wojskowej dla Ukrainy. Czy istnieje ryzyko, że wewnętrzne procesy polityczne w krajach UE zaczną bezpośrednio wpływać na zakres wsparcia dla Ukrainy?
Elena Calistru: Zdecydowanie. I jest to naprawdę przykre. Trzeba wyraźniej wyjaśniać, że wspieranie Ukrainy to wspieranie Europy i wszystkich jej państw, ponieważ Ukraińcy bronią nie tylko swojego kraju, ale całej Unii Europejskiej. Jednak oczywiście polityka wewnętrzna przeważa. Jak to się mówi, „cała polityka to polityka lokalna” (All politics is local).
Każdemu premierowi czy prezydentowi kraju europejskiego, który obecnie boryka się być może z gospodarczymi skutkami wojny na Bliskim Wschodzie, bardzo trudno jest ogłosić przeznaczenie środków dla Ukrainy, nie spodziewając się negatywnej reakcji. Dlatego musimy lepiej tłumaczyć, dlaczego jest to konieczne dla nas wszystkich.

Jak widzimy, gospodarka europejska stoi obecnie przed wieloma wyzwaniami: kryzysem energetycznym, rosnącymi wydatkami na obronność oraz konkurencją ze strony USA i Chin. Jaka priorytetowa decyzja na poziomie UE może pomóc uniknąć fragmentacji gospodarczej między krajami bloku?
Elena Calistru: Obecnie głównym priorytetem jest przygotowanie Wieloletnich Ram Finansowych, czyli budżetu UE na kolejne siedem lat po roku 2027. Ma to kluczowe znaczenie, ponieważ pozwoli instytucjom europejskim porozumieć się nie tylko co do ram określających priorytety, ale także takich, w których będziemy mogli uwzględnić możliwe rozszerzenie Unii o Mołdawię, Ukrainę i być może kraje Bałkanów Zachodnich.
Moim zdaniem jest to najważniejszy priorytet, ponieważ może on objąć wszystkie inne cele. Ponadto musimy nie tylko mówić, ale i działać, aby upewnić się, że fragmentacja gospodarcza rzeczywiście nie stanie się czynnikiem podkopującym sam projekt UE.
Diagnoza naszych obecnych problemów została już postawiona. Wszyscy wiedzą, na czym one polegają: obronność, energetyka, konkurencyjność itd. Teraz musimy się upewnić, że mamy wystarczające zasoby, aby je rozwiązać.
Na przykład w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym zdecydowanie popieramy stanowisko Parlamentu Europejskiego dotyczące zwiększenia odpowiednich zasobów w następnym budżecie UE. Następnie należy przeznaczyć więcej środków także na poziomie lokalnym i regionalnym oraz upewnić się, że nikt nie zostanie pominięty. Chodzi o to, aby wszystkie kraje, zwłaszcza w Europie Wschodniej i Południowej, gdzie istnieje – powiedzmy – nierówność ekonomiczna, mogły stać się częścią spójnej Unii Europejskiej. W przeciwnym razie tych problemów nie da się rozwiązać. Jesteśmy silni tylko razem. Wiem, że brzmi to jak banał, ale ten banał jest prawdą.

Wybory na Węgrzech i w Bułgarii pokazały siłę partii nacjonalistycznych i populistycznych. Czy dostrzega Pani formowanie się „wschodnioeuropejskiego bloku eurosceptyków” wewnątrz UE? Jak bardzo zagraża to jedności Unii?
Elena Calistru: To rzeczywiście cała fala eurosceptycyzmu w regionie. Moim zdaniem wiąże się to z trzema czynnikami. Pierwszy z nich ma charakter poniekąd historyczny i wiąże się z faktem, że lokalni politycy w tych krajach na początku lat 90., tuż po upadku reżimów komunistycznych, w pewnym stopniu nie spełnili oczekiwań co do tego, co oznacza integracja z Unią Europejską.
Nie zdołali wyjaśnić obywatelom, że nie należy oczekiwać natychmiastowej, cudownej transformacji naszych krajów. Dlatego w tych społeczeństwach istnieje pewne rozczarowanie faktem, że usługi socjalne i gospodarka pozostają w tyle za standardami zachodnioeuropejskimi. Niezadowolenie budzą także zapaść demograficzna i migracja wielu ludzi do krajów Europy Zachodniej. Zatem z tej perspektywy eurosceptycyzm i podobne ruchy opierają się w pewnym stopniu na traumie historycznej, której doświadczyły kraje tego regionu.
Po drugie, wszystkie kryzysy, przez które przeszliśmy w ostatnich latach – od COVID-u po brutalną agresję Rosji na Ukrainę, a także późniejszy kryzys energetyczny i to, co obserwujemy teraz – inflację itd. – nieproporcjonalnie mocno uderzyły w kraje Europy Wschodniej. Wynika to z faktu, że ich gospodarki i instytucje państwowe nie były wystarczająco silne, by skutecznie stawić czoła tym wyzwaniom. Dlatego negatywny wpływ na nie jest dotkliwszy. A sceptycy i ruchy antyeuropejskie mają przez to jeszcze więcej podstaw do promowania tego rodzaju dyskursu.
I po trzecie, moim zdaniem, w tej części Europy istnieje pewne rozczarowanie tym, jak jesteśmy postrzegani – jakby traktowano nas jako państwa członkowskie drugiej kategorii. I tutaj siły antyeuropejskie aktywnie promują właśnie taką retorykę.
Niesie to ze sobą ogromne ryzyko, a naszym zadaniem jest zapewnienie edukacji i informowanie społeczeństwa poprzez wprowadzanie do dyskusji bardziej subtelnych argumentów. Rozumiem, że w dzisiejszych czasach jest to trudne. Nie sądzę jednak, abyśmy mieli inne wyjście niż bycie całkowicie szczerymi i transparentnymi w kwestii źródeł naszych problemów oraz możliwości poprawy integracji tych krajów z UE. Można to osiągnąć poprzez skuteczną politykę partnerstwa, rozwój społeczeństwa obywatelskiego, wzmacnianie instytucji itp.

Jak ocenia Pani skuteczność walki z dezinformacją i atakami hybrydowymi ze strony Rosji? Czy UE posiada wystarczające instrumenty w tym zakresie?
Elena Calistru: Moim zdaniem mamy skłonność do bycia zbyt krytycznymi wobec Unii Europejskiej. Nawet jeśli obecnie nie ma wystarczającej liczby instrumentów przeciwdziałania wpływom agresora, to z czasem zaczynają one powstawać, jest ich coraz więcej. Ponadto warto zrozumieć, że pytanie nie brzmi, jakie instrumenty są właściwe.
Oczywiście ogromne doświadczenie w tej kwestii mają Ukraina i Mołdawia, ale także kraje takie jak Rumunia, gdzie w wyniku masowej ingerencji FR unieważniono wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich. Wszyscy mamy wypracowane doświadczenie. Dobrze rozumiemy, że potrzebne jest kompleksowe połączenie weryfikacji faktów (fact-checking), przeciwdziałania dezinformacji, wysokiej jakości dziennikarstwa oraz rozwoju edukacji medialnej. Instrumenty są nam znane.
Według mnie kluczowe jest obecnie posiadanie odpowiedniej skali i zasobów, aby skutecznie przeciwstawić się tym zagrożeniom. Ataki hybrydowe ze strony Rosji nie są finansowane drobnymi kwotami. Oni dysponują naprawdę potężnymi zasobami. Musimy upewnić się, że kiedy mówimy o wydatkach na obronę, o silniejszej polityce obronnej UE, to mamy na myśli nie tylko ochronę w przestrzeni fizycznej, ale także w przestrzeni online, która nabiera coraz większego znaczenia, a czasem wręcz staje się priorytetowa.
Pani zdaniem, jaka może być strategia UE wobec Ukrainy: czy może to być tymczasowe, potężne wsparcie na czas wojny, czy jednak długofalowa integracja jako kluczowy element europejskiego bezpieczeństwa?
Elena Calistru: Jedno i drugie. Naiwnością byłoby sądzić, że możemy mieć albo jedno, albo drugie. Uważam, że jest to główna lekcja, którą powinniśmy wyciągnąć z tego, co stało się z Ukrainą. Bezpieczeństwo nie jest tanie i nie jest czymś, co można przyjąć za pewnik. Niestety, jest to coś, w co trzeba inwestować natychmiast i w perspektywie długoterminowej.
Odpowiedź może być bardzo, bardzo krótka: tak, potrzebujemy obu tych podejść. Chociaż, oczywiście, oznacza to, że musimy posiadać zasoby do ich realizacji. Ale to nie jest kwestia wyboru.
Nie możemy pozwolić sobie na utratę Ukrainy jako silnego państwa, zdolnego do zapewnienia własnego bezpieczeństwa, a w konsekwencji — bezpieczeństwa Unii Europejskiej.