Między wymaganiami Zachodu a przetrwaniem: jakiego systemu podatkowego potrzebuje Ukraina
Wojna zawsze obnaża prawdziwą naturę państwa — tak samo jak prawdziwą naturę relacji z tymi, którzy tworzą ekonomiczne podstawy jego istnienia. Dziś Ukraina znajduje się w punkcie, w którym relacje te przechodzą próbę wytrzymałości. Państwo finansuje bezprecedensowe wydatki wojskowe, z trudem utrzymuje sferę socjalną, łata zniszczoną infrastrukturę, a jednocześnie stara się nie dopuścić do całkowitego załamania gospodarki. W tym kontekście ze strony międzynarodowych partnerów oraz części krajowych komentatorów pojawiają się propozycje rozszerzenia bazy podatkowej, ograniczenia uproszczonego systemu dla FOP-ów, podniesienia stawek do „poziomu europejskiego” i tym podobne.
Na pierwszy rzut oka brzmi to logicznie — państwo potrzebuje pieniędzy, a w wielu krajach Europy podatki rzeczywiście są wysokie i nikogo to nie dziwi (choć też nikogo specjalnie nie cieszy). Wystarczy jednak chwilę się zastanowić, by dostrzec, jak niebezpieczne może być mechaniczne przenoszenie tych modeli na ukraiński grunt — szczególnie w obecnych realiach.
Jakiego więc systemu podatkowego naprawdę potrzebuje Ukraina i dlaczego pomysł „zróbmy jak w Europie” jest dziś błędny i niebezpieczny? Publicysta polityczny UA.News Mykyta Traczuk wspólnie z ekspertami przeanalizował tę kwestię.
„Trzeba zrobić jak w Europie” — dlaczego to złudna idea
U podstaw postulatów zwiększenia obciążeń podatkowych leży kilka motywów. Po pierwsze, jest to presja międzynarodowych partnerów, dla których stabilność budżetowa Ukrainy stanowi gwarancję, że ich pomoc nie zostanie zmarnowana. Po drugie, część polityków i ekspertów uważa, że niskie podatki są oznaką „niedojrzałości” systemu, którą należy przezwyciężyć poprzez „dojrzewanie” instytucji fiskalnych. Po trzecie, niektórzy szczerze wierzą, że wysokie podatki automatycznie oznaczają wysoką jakość usług publicznych — właśnie tak postrzegany jest model państw skandynawskich.
Problem polega jednak na tym, że wysokość podatków to jedynie wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się całe „ciało” umowy społecznej: zaufanie do urzędników i władzy, niezależność sądów, jakość opieki zdrowotnej, dostępność kredytów czy choćby poczucie fizycznego bezpieczeństwa. To właśnie dlatego Szwecja, Dania, Finlandia czy Holandia mogą sobie pozwolić na bardzo wysokie podatki bez katastrofalnych skutków dla aktywności gospodarczej. Ich obywatele nie uciekają do szarej strefy nie dlatego, że podobają im się stawki podatkowe, lecz dlatego, że rozumieją, za co płacą i gdzie trafiają ich pieniądze. Ukraina natomiast funkcjonuje w rzeczywistości, w której państwo przez lata nie zapewniało nawet podstawowych gwarancji, dlatego biznes stworzył własny „system podtrzymywania życia”, którego symbolem stał się uproszczony system opodatkowania.
Ukraiński mały i średni biznes historycznie rozwijał się nie dzięki państwu, lecz pomimo niego. Wysokie oprocentowanie kredytów, brak ochrony prawa własności, nieprzejrzyste regulacje, chroniczna korupcja i całkowity brak długoterminowego planowania wypychały dosłownie miliony ludzi w stronę samozatrudnienia. Status FOP-u przekształcił się nie tylko w formę prowadzenia działalności gospodarczej, ale wręcz w sposób przetrwania przedsiębiorczości w — mówiąc delikatnie — nieprzyjaznym środowisku instytucjonalnym.
Obecnie w kraju zarejestrowanych jest prawie 2,2 miliona FOP-ów. Informatycy, designerzy, prywatni lekarze, właściciele kawiarni i warsztatów samochodowych, przewoźnicy czy dziennikarze — wszystkich łączy jedna logika: płacić stały albo proporcjonalnie niski podatek od obrotu, minimalizować obciążenia administracyjne i nie być zależnym od ciężkiej machiny administracji podatkowej. Mechanizm ten przez długi czas pozwalał ukraińskiej gospodarce utrzymywać się na powierzchni nawet w okresach najgłębszych kryzysów, w tym podczas pełnoskalowej wojny.
Oczywiście uproszczony system stwarza pole do nadużyć. Duże firmy często „rozbijają” zespoły na FOP-ów i w ten sposób optymalizują podatki. Mimo to system w jakiś sposób działa. Jeśli jednak zlikwidować go teraz — w sytuacji, gdy wojna i tak drenuje zasoby, a dostęp do taniego kapitału praktycznie nie istnieje — pozostanie pustka, której państwo nie będzie w stanie wypełnić. Naiwnością byłoby sądzić, że wszyscy natychmiast przejdą do „białego”, wysoko opodatkowanego systemu. Ludzie albo przejdą do szarej strefy, albo wyprowadzą resztki kapitału za granicę, albo po prostu zamkną działalność.

Europa: dlaczego tam to działa
W tym miejscu warto odwołać się do porównań, na które tak często powołują się zwolennicy wysokich podatków. Najczęściej jako przykład podawane są państwa Europy Północnej i Zachodniej: Szwecja, Dania, Finlandia, Belgia czy Francja.
Szwecja jest bezdyskusyjnym liderem pod względem poziomu redystrybucji dochodu narodowego poprzez budżet państwa. Łączne obciążenie podatkowe obywatela może tam sięgać nawet 55–60% dochodu. Jednocześnie jednak szwedzkie państwo zapewnia podatnikowi praktycznie wszystko — od bezpłatnego szkolnictwa wyższego i dostępu do nowoczesnej opieki medycznej po skuteczną ochronę praw konsumenta i inwestora. Sprawy sądowe rozstrzygane są w ciągu miesięcy, a nie lat, natomiast korupcja traktowana jest jako sytuacja nadzwyczajna, a nie codzienna norma. Co więcej, Szwecja od XIX wieku nie doświadczyła wojny na swoim terytorium, co zapewniło jej wyjątkową stabilność instytucjonalną.
Podobna sytuacja panuje w Danii. Owszem, duński pracodawca może stosunkowo łatwo zwolnić pracownika, jednak osoba zwolniona nie zostaje bez środków do życia — państwo gwarantuje wysokie świadczenia, które mogą stanowić znaczną część wcześniejszego wynagrodzenia, a także finansuje przekwalifikowanie zgodne z aktualnymi potrzebami rynku pracy. Taki system jest bardzo kosztowny, lecz Duńczycy świadomie akceptują wysokie podatki, ponieważ widzą bezpośredni związek między swoimi składkami a poziomem bezpieczeństwa socjalnego.
Finlandia inwestuje ogromne środki w edukację i naukę, tworząc środowisko, w którym biznes otrzymuje wysoko wykwalifikowaną siłę roboczą, a obywatel — stabilną ścieżkę kariery. Jest to możliwe wyłącznie dlatego, że presja podatkowa rekompensowana jest jakością państwa i świadczonych przez nie usług. We wszystkich tych przypadkach wysokie podatki nie są przyczyną dobrobytu społecznego, lecz jego konsekwencją.
Nie wszystkie europejskie przykłady są jednak tak idealne. Francja od dziesięcioleci zmaga się z tym, co ekonomiści nazwali „pułapką wysokich podatków”. Łączne obciążenie funduszu wynagrodzeń, wraz ze składkami socjalnymi, zbliża się tam do połowy kosztów ponoszonych przez pracodawcę na zatrudnienie pracownika. W rezultacie biznes przenosi się do sąsiednich państw oferujących bardziej konkurencyjne warunki, francuski budżet od lat pozostaje deficytowy, a każda próba podwyższenia podatków spotyka się z silnym oporem społecznym.
Belgia stanowi jeszcze bardziej wyrazisty przykład — poziom obciążeń podatkowych należy tam do najwyższych na świecie. Przedsiębiorcy skarżą się na nadmierne regulacje, a państwo nieustannie poszukuje równowagi między potrzebami budżetowymi a koniecznością nieduszenia wzrostu gospodarczego. Nawet w warunkach trwałego pokoju, dostępu do taniego kredytu i stabilnych instytucji nadmierna presja fiskalna staje się hamulcem dla gospodarki.

Ukraińska rzeczywistość: podatki pod ostrzałem rakiet
Dziś Ukraina funkcjonuje w trybie przetrwania. Biznes działa pod stałym ryzykiem fizycznego zniszczenia. Mobilizacja drenuje rynek pracy, zakłócając łańcuchy dostaw i obniżając wydajność. Logistyka jest utrudniona przez działania wojenne, zamknięte granice i decyzje polityczne. Do tego dochodzą całkowicie niekonkurencyjne stopy kredytowe, załamanie popytu wewnętrznego spowodowane wyjazdem milionów ludzi za granicę oraz całkowita niepewność nawet w perspektywie kilku miesięcy.
W takich „doskonałych” warunkach jedynym czynnikiem podtrzymującym resztki aktywności przedsiębiorczej pozostaje minimalna przewidywalność fiskalna i relatywnie niskie podatki. Jeśli państwo zacznie w najbliższym czasie dodatkowo podnosić podatki choćby dla FOP-ów, zgodnie z oczekiwaniami Zachodu, motywacja biznesu do pozostawania w legalnym obiegu gwałtownie spadnie. To elementarne prawo ekonomii: kiedy rosną koszty i ryzyko, a nie pojawiają się żadne dodatkowe korzyści, uczestnik rynku zaczyna szukać sposobów minimalizacji strat. W ukraińskich realiach będzie to oznaczać albo przejście na rozliczenia gotówkowe bez jakiejkolwiek sprawozdawczości, albo relokację resztek biznesu do Europy, albo po prostu zamknięcie działalności gospodarczej.

Dlaczego partnerzy wywierają presję i czy warto ich słuchać
Logika MFW, UE i innych kredytodawców jest całkowicie przejrzysta. Państwo otrzymujące dziesiątki miliardów euro pomocy powinno wykazywać zdolność do przynajmniej częściowego samofinansowania, a stabilność budżetowa stanowi standardowy wymóg każdego programu wsparcia finansowego. Partnerzy oczekują przewidywalnych ram makroekonomicznych. Z perspektywy księgowego siedzącego w Brukseli brzmi to jasno i logicznie.
Jednak narodowego interesu Ukrainy nie można sprowadzać wyłącznie do zrozumiałej brukselskiej księgowości. Państwo, które poprzez podwyższanie podatków niszczy resztki własnej bazy podatkowej, nie zbliża się do stabilności finansowej — przeciwnie, przybliża się do zapaści zamaskowanej chwilowym wzrostem dochodów budżetowych. Oczywiście należy brać pod uwagę argumenty partnerów, ponieważ kraj jest od nich zależny, jednak decyzje powinny być podejmowane przede wszystkim w oparciu o krajowe realia.
Doświadczenia państw, którym udało się dokonać skutecznego skoku gospodarczego w trudnych warunkach, pokazują jedno: w okresach kryzysowych podatki powinny mieć charakter stymulujący, a nie konfiskacyjny. Irlandia postawiła swego czasu na niski podatek korporacyjny i stworzyła warunki do przyciągnięcia międzynarodowych gigantów technologicznych, przekształcając się z biednego kraju rolniczego w „celtyckiego tygrysa”. Państwa Europy Środkowej po upadku komunizmu przeszły etap liberalizacji gospodarczej, zanim dostosowały swoje systemy podatkowe do ogólnoeuropejskich standardów. Wszystkie dały biznesowi czas na wzmocnienie pozycji, zgromadzenie kapitału i uwierzenie, że zasady gry nie zmienią się następnego ranka jednym podpisem urzędnika.
Ukraina znajduje się dziś w znacznie trudniejszej sytuacji niż którekolwiek z wymienionych państw nawet w swoich najcięższych okresach. Dlatego potrzebuje nie kopiowania modelu szwedzkiego czy duńskiego, lecz własnych rozwiązań dostosowanych do konkretnej sytuacji. Przede wszystkim oznacza to zachowanie uproszczonego systemu podatkowego przy jednoczesnym zwiększaniu przejrzystości jego funkcjonowania i stopniowym eliminowaniu mechanizmów nadużyć — ale bez zwiększania ogólnej presji fiskalnej.
Kolejnym krokiem powinna być przewidywalność podatkowa zagwarantowana ustawowo przynajmniej na kilka lat, a nie jedynie na poziomie obietnic, w które i tak nikt już nie wierzy. Wreszcie najważniejsze — konieczne są inwestycje w instytucje, bez których każdy system podatkowy pozostanie fikcją: niezależne sądownictwo, deregulację, realną walkę z korupcją oraz dostępne kredytowanie poprzez programy państwowe.
Opinie ekspertów
Ekspert ekonomiczny Jurij Hawryłeczko jest przekonany, że Ukraina rzeczywiście powinna „zrobić jak w Europie”. Jednak przede wszystkim chodzi o europejski poziom wynagrodzeń i ogólnie europejski standard życia.
„Naprawdę musimy obniżać podatki do europejskiego poziomu — i jednocześnie podnosić wynagrodzenia do poziomu europejskiego. Obecnie Ukraina ma najwyższą stawkę opodatkowania dochodów osób fizycznych w Europie. Nigdzie indziej, w żadnym kraju europejskim, nie ma stawki wyższej niż 23%. Wprowadzanie nowych podatków w Ukrainie nie jest potrzebne. Trzeba obniżać istniejące i zmniejszać ich liczbę. Jeśli chodzi o deregulację — tutaj jeszcze trochę nam brakuje do Unii Europejskiej, choć obecnie poziom regulacji jest tam nawet wyższy. Aby się rozwijać, potrzebujemy takiej sytuacji regulacyjnej i takiego poziomu obciążeń regulacyjnych, jaki istniał w Europie w czasach rozwoju kapitalizmu. Mówię o XVII, XVIII i XIX wieku. Właśnie do poziomu opodatkowania z tamtych czasów powinniśmy dążyć. Przypomnę, że maksymalne obciążenie podatkowe wynosiło wtedy 10%. Kiedy w Ukrainie obciążenie podatkowe osiągnie poziom 10%, jak w Europie w okresie narodzin kapitalizmu, dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że rząd zrobił cokolwiek, by gospodarka zaczęła rosnąć” — przekonuje Jurij Hawryłeczko.
Innego zdania jest jednak ekonomista i dyrektor Klubu Dyskusji Ekonomicznych Ołeh Pendzyn.
„20-procentowy VAT dla FOP-ów to plan na 2028 rok. Mało prawdopodobne, by ktoś już teraz zwiększał obciążenia podatkowe. Dlatego nie ma potrzeby rozhuśtywać łodzi. To, że obecnie istnieją dwa projekty ustaw dotyczące opodatkowania, w tym opodatkowania marketplace’ów — przypomnę, że te podatki zgodnie z Kodeksem Podatkowym powinniśmy byli płacić od pierwszego dnia jego obowiązywania. Głównym problemem nie jest samo określenie podatków, lecz ich administracja. Załóżmy, że poszliście w gości i pomogliście dziecku jako korepetytor, otrzymując za to 1000 hrywien bez zapłacenia podatku. Jak to administrować? Nijak. Nasz problem polega na tym, że podatków po prostu nie da się skutecznie administrować. Jeśli chodzi o marketplace’y — to właśnie platforma powinna organizować pobór podatków od uczestników procesów gospodarczych: identyfikować ich, śledzić operacje i tak dalej. A urząd skarbowy będzie kontrolował już sam marketplace. Czyli obecnie nie chodzi o nowe podatki, ale o nowe mechanizmy administracyjne. Na razie nie ma żadnych nowych rewolucyjnych zmian podatkowych. Owszem, podatki dla FOP-ów będą rosły. Ale do 2028 roku trzeba jeszcze dożyć. Dlatego nie widzę powodów do niepokoju” — zaznaczył Ołeh Pendzyn.
Podsumowując, Ukraina próbuje dziś zmieścić się w swoistym łożu Prokrusta między wymaganiami kredytodawców a własnym ekonomicznym przetrwaniem. Porównania z sycącą się dobrobytem, stabilną i pokojową Europą są głęboko nieadekwatne: państwa te budowały swoje systemy podatkowe przez dziesięciolecia na fundamencie wysokiego zaufania do instytucji.
Prawdziwym zadaniem ukraińskiej polityki podatkowej nie jest dziś dogonienie bogatszych krajów pod względem wysokości stawek, lecz stworzenie takich warunków, w których płacenie podatków będzie opłacalne i bezpieczne. Wymaga to nie ślepego kopiowania europejskich praktyk, ale budowy instytucji, co możliwe jest wyłącznie przy istnieniu politycznej woli. I dopóki trwa wojna, dopóki nie ma niezależnych sądów, dopóki przedsiębiorca nie będzie czuł, że państwo jest jego partnerem, a nie zagrożeniem, każde podnoszenie podatków będzie prowadziło wyłącznie do skutków odwrotnych od zamierzonych.
Czytaj nas na Telegram i Sends