Od ukraińskiego „Dziadka do orzechów” i opery rockowej o prawdziwym patriotyzmie po kultowe arcydzieło „Jesus Christ Superstar”. Opera Kijowska (Kijowski Teatr Opery i Baletu dla Dzieci i Młodzieży) nadal realizuje najśmielsze pomysły na scenie i kształtuje repertuar na nowy sezon, subtelnie wyczuwając czas oraz nastroje społeczne.
Nawet nocny atak na Kijów z 24 maja, w wyniku którego uszkodzony został budynek teatru, nie zatrzymał pracy artystów — już następnego dnia Opera Kijowska wznowiła zaplanowany grafik spektakli.
Dlaczego teatr w czasie wojny nie może istnieć „poza polityką”, jak rodziła się opera rockowa „Patriota”, dlaczego wydarzenia w operze „Romeo i Julia” będą rozgrywać się w oktagonie oraz czy możliwe są próby rewanżu rosyjskiej kultury w Ukrainie — o tym wszystkim w wywiadzie dla UA.News opowiedział dyrektor i dyrektor artystyczny Opery Kijowskiej Petro Kaczanow. Poniżej przytaczamy jego wypowiedź.
O odbudowie teatru po ostrzale
Niestety, podczas zmasowanego ataku w nocy z 23 na 24 maja doszło do bezpośredniego uderzenia w Narodowe Muzeum „Czarnobyl”. Poważnie ucierpiała również Opera Kijowska.
W naszym budynku uszkodzony został dach, a 72 okna zostały wybite. 24 maja musieliśmy odwołać balet „Calineczka” i przenieść ten spektakl na czerwiec.
Całym zespołem sprzątaliśmy potłuczone szkło i gruz, wynosiliśmy powybijane ramy drzwiowe. I już w poniedziałek, 25 maja, teatr wznowił pełną pracę. Żaden z zaplanowanych spektakli nie zostanie przeniesiony ani odwołany.
Jak Opera Kijowska kształtuje repertuar
Moglibyśmy skupić się na inscenizacjach klasyków muzyki akademickiej — Verdiego, Rossiniego czy Mozarta. Takie spektakle odnoszą sukcesy w wielu teatrach na świecie. Nie mają jednak żadnego związku z ukraińskim kontekstem. My wybraliśmy inną drogę i staramy się odpowiednio komponować repertuar.
Z jednej strony wystawiamy „Falstaffa” (Giuseppe Verdiego), a z drugiej — operę rockową „Patriota”. Moim zdaniem ta opera rockowa jest absolutnie potrzebna i odpowiada współczesności. Teatr jest przecież jak barometr, który określa pogodę i musi reagować na wszystko, co dzieje się w społeczeństwie.
Osobiście uważam, że pomimo wojny na pełną skalę nie wszyscy Ukraińcy wyciągają wnioski. Odnosi się wrażenie, że ogólnie mamy problem z wyciąganiem wniosków. Do dziś mówimy, że język nie ma znaczenia, historia nie ma znaczenia, kultura nie ma znaczenia. Jakby były „poza polityką”, poza naszym realnym życiem. To nie jest do końca słuszne.
Weźmy balet „Skrzydło sójki” ukraińskiego kompozytora Anatolija Kos-Anatolskiego — to prawdziwe klasyczne arcydzieło. Przez całe 56 lat nie pojawiał się na scenie — po prostu zniknął. Nasz teatr przywraca to arcydzieło do życia. Napisaliśmy również muzykę do bajki „Dziadek do orzechów i Król Myszy” i teraz wystawiamy balet „Dziadek do orzechów Hoffmanna” nie rosyjskiego, ale naszego ukraińskiego kompozytora Iwana Nebesnego.

Zdjęcie: fragment baletu „Skrzydło sójki” (kompozytor Anatolij Kos-Anatolski)
Ale jest też druga strona medalu. Trzeba unikać nomenklaturowości. Bywa tak, że ludzie wykonują odgórne zalecenia, niespecjalnie przejmując się tym, co robią. My akurat głęboko to wyczuwamy. Jeszcze na długo przed uchwaleniem ustawy językowej tłumaczyliśmy nasze opery na język ukraiński. Do działania motywowała nas i skłaniała nie ustawa, lecz nasza głęboka świadomość tego, co się dzieje.
O pomyśle na operę rockową „Patriota”
W Ukrainie słowo „patriota” stało się pojęciem wykrzyknikowym i triggerującym. To bardzo przykre i niewłaściwe. Być może za 10–15 lat społeczeństwo dojdzie do punktu, w którym zacznie szanować słowo „patriota” i szczerze doceniać takich obywateli. Właśnie tak powinno być.
Obecnie nie ma tak naprawdę wielu ludzi, którzy potwierdzają swój patriotyzm realnymi czynami, a nie słowami, burzliwymi emocjami czy politycznymi hasłami. Nasza opera rockowa opowiada właśnie o tych, którzy patriotyzm mają w sercu, w duszy. Oni w większości uważają się za absolutnie niepotrzebnych temu krajowi i społeczeństwu.

image Zdjęcie: fragment opery rockowej „Patriota”
Być może po obejrzeniu naszej opery rockowej upewnią się, że mają właściwe kompasy moralne i okazują odpowiedzialną, emocjonalną miłość do kraju, w którym żyją. Przecież to właśnie tacy ludzie doskonale wiedzą, że język ma znaczenie, historia i kultura również mają znaczenie. Nawet bycie przedstawicielem określonego narodu i grupy ludzi ma ogromne znaczenie. I jest to potrzebne przede wszystkim państwu, w którym mieszkają.
Spektakl jest właśnie o tym. Pokazuje, że gdy pojawia się zagrożenie dla kraju, prawdziwi patrioci bez wahania i namysłu – co widzimy w naszym finale – stają w jego obronie, by chronić swoje rodziny i swoją wolność.
Muzyka pokoleń w operze rockowej „Patriota”
Początkowo pomysł zakładał oparcie całości na muzyce zespołu „Bracia Hadiukini” (Braty Hadiukiny). Potem jednak zagłębiliśmy się w materiał oraz libretto, które pisał Dmytro Todoriuk. Dużo rozmawialiśmy i analizowaliśmy, jak ta inscenizacja powinna wyglądać. Ostatecznie zrozumieliśmy, że na samej muzyce „Braci Hadiukinich” tego spektaklu nie zbudujemy.
Zaczęliśmy dobierać inne kultowe kompozycje. Na przykład utwór „Łysz wona, łysz wona” (Tylko ona, tylko ona) to moim zdaniem muzyka epoki dzisiejszych 40-latków, którzy pod koniec lata siedzieli gdzieś w swoich miastach na zachodzie Ukrainy, przygotowując się do wyjazdu na studia lub do pracy do Charkowa, Dniepropietrowska i innych rosyjskojęzycznych miast. Serce im pękało, że tam jadą i trafiają w zupełnie inną kulturę oraz środowisko. Brzmi u nas także utwór YARMAK-a „22”. Ten kawałek był praktycznie hymnem Majdanu w 2014 roku, choć wtedy wykonywano go jeszcze po rosyjsku. Teraz został przetłumaczony na język ukraiński i stał się częścią naszej produkcji.

Zdjęcie: fragment opery rockowej „Patriota”
Muzykę do finałowej pieśni opery rockowej, opartej na wierszach Ołeksandra Ołesia, napisał nasz dyrygent-inscenizator Jewhen Woronko. Oprócz tego w spektaklu rozbrzmiewa muzyka Marii Burmaki, Tarasa Petrynenki oraz Kuzmy Skriabina, która jest niezwykle bliska współczesnemu pokoleniu. Jest to szczególnie zauważalne w reakcjach publiczności: starsze pokolenie lepiej przyswaja twórczość „Braci Hadiukinich”, natomiast na Skriabina żywiej reaguje młodzież. Oto jakie kultowe utwory brzmią w naszym przedstawieniu. W gruncie rzeczy jest to retrospekcja naszego życia od czasów pierwszego festiwalu „Czerwona Ruta”. Pokazujemy niemal wszystkie kluczowe momenty w historii naszego kraju od lat 80. aż do roku 2022.
Zależało nam również na tym, aby spektakl kończył się – w naszym odczuciu – w sposób właściwy. Finał jest całkowicie niejednoznaczny. Daje on widzowi możliwość samodzielnego dopowiedzenia sobie, jak to wszystko się skończyło.
Jak wybiera się i unowocześnia dzieła klasyczne
Opera Kijowska zakończy season operą Charles'a Gounoda „Romeo i Julia”, która kiedyś była już wystawiana na naszej scenie, ale w zupełnie innej inscenizacji. Schowanie jej do archiwum i zaprzestanie pokazów byłoby zapewne zbrodnią. Kryje się w niej po prostu genialna muzyka. Czasami zastanawiam się, która opera z naszego repertuaru podoba mi się najbardziej pod względem muzycznym. Zdecydowanie jest to „Romeo i Julia”.


Zdjęcie: szkice kostiumów do spektaklu „Romeo i Julia” (projektant kostiumów Dmytro Kuriata)
Przedstawienie będzie absolutnym zaskoczeniem dla widzów, którzy widzieli je wcześniej. Nowa interpretacja — unowocześniona i oryginalna — zostanie wykonana w języku ukraińskim. Reżyserem-inscenizatorem jest Dmytro Todoriuk.
Otwarcie 45. sezonu teatralnego planujemy z kolei z kultową operą rockową „Jesus Christ Superstar”. Dzieło to jest napisane bardziej w gatunku musicalu, ale od dawna uważane jest za klasykę opery rockowej. Tę absolutnie legendarną operę rockową stworzyli brytyjski kompozytor Andrew Lloyd Webber i autor tekstów Tim Rice w 1970 roku.

image Zdjęcie: uczestnicy castingu do opery rockowej „Jesus Christ Superstar”
Ta produkcja będzie wyjątkowym wydarzeniem dla naszego teatru. Dla mnie osobiście to dawne marzenie, które w końcu udaje się zrealizować. Przez prawie pół roku przechodziliśmy długi i skomplikowany proces pozyskiwania licencji. Jednak teraz posiadamy już licencję i jesteśmy gotowi zaprezentować tę operę rockową naszej publiczności.

image Zdjęcie: uczestnicy castingu do opery rockowej „Jesus Christ Superstar”
O castingach do ról
Nieustannie przechodzimy przez te twórcze katusze. Kiedy wystawialiśmy operę „Falstaff”, niezwykle trudne, ostatnie dzieło Verdiego, z przerażeniem wyobrażaliśmy sobie, jak to będzie wyglądać na scenie. Główny bohater — Falstaff — to postać wielowymiarowa, która w zasadzie „rządzi całym tym balem”. Mamy dwóch Falstaffów — to czołowi soliści naszego teatru, Anton Perehuda i Serhij Makijenko. Poradzili sobie z tym zadaniem absolutnie mistrzowsko.

Zdjęcie: fragment z opery „Falstaff”
Kolejną pozycją będzie opera „Romeo i Julia”. Głównymi bohaterami są w niej bardzo młodzi Romeo i Julia, ale muzyka jest niezwykle skomplikowana. W Ukrainie nie jest ona wykonywana, a i na świecie brzmi bardzo rzadko. Wychodzi na to, że u Szekspira Julia to młodziutka dziewczyna, jednak Charles Gounod napisał dla tej postaci arie, które wymagają wirtuozerskiej techniki, szerokiej skali i ogromnej wytrzymałości. Młodej wokalistce trudno je wykonać. To samo dotyczy roli Romea.
W światowej sztuce operowej istnieje pewna dziwna, według mnie, interpretacja, kiedy partie nastoletnich Romea i Julii śpiewają dorośli wykonawcy w wieku 40–45 lat. Nie wygląda to zbyt organicznie. My również baliśmy się, że nie znajdziemy odpowiednich odtwórców tych ról. Ale nam się udało. Jestem przekonany, że widzowie, którzy odwiedzą nas na zamknięciu sezonu, będą mogli osobiście usłyszeć i docenić naszego Romea i naszą Julię.
Z operą rockową „Jesus Christ Superstar” sytuacja wygląda podobnie. Główna trudność partii wokalnych skupia się na dwóch postaciach – Jezusie Chrystusie i Judaszu. Jeśli uczestnicy, którzy przeszli casting, będą mogli wziąć udział w spektaklu i uzgodnimy wszystkie szczegóły, to wyjdzie nam z tego całkiem niezła produkcja.
Czym może zaskoczyć odświeżona opera „Romeo i Julia”
Jednoznacznie będzie to historia miłosna. Istnieją wieczne tematy, które pozostają niezmienne pomimo upływu stuleci. Miłość to jedno z tych uczuć, którego natury czas nie jest w stanie zniszczyć.
Jednocześnie społeczeństwo, moim zdaniem, zmienia się jedynie pod względem pewnych narzędzi czy otoczki, podczas gdy jego istota pozostaje taka sama. Nie stali sięśmy jeszcze na tyle szlachetni, duchowi i subtelni, aby twierdzić, że zmieniliśmy się w porównaniu do tego, jakimi ludźmi byliśmy kilka wieków temu.
Nie chcę zdradzać szczegółów inscenizacji, ale wyjawię Państwu małą tajemnicę: wszystkie wydarzenia będą rozgrywać się w oktagonie – ringu do walk bez reguł. To dalekie od akademickiego odczytania tej opery, ale u nas będzie to wyglądać właśnie tak.

Plany Opery Kijowskiej na nowy sezon
Do końca roku przygotowujemy jeszcze jedną premierę. To ponownie nawiązanie do różnorodności tematów w naszym repertuarze: tego, na ile jest on klasyczny, a na ile aktualny dzisiaj. Mowa o operze ukraińskiego kompozytora Julija Mejtusa „Jarosław Mądry”, którą chcemy wystawić w nowym sezonie.
To kolejna historia. Nie opowiada ona o miłości ani o współczesności, lecz o historii i wybitnych osobistościach z przeszłości. Ta produkcja przypomina nam, że musimy nieustannie skupiać się na tym, by cenić własną kulturę, kochać swój kraj i – co najważniejsze – zawsze bronić naszej wolności i niepodległości.

O widzu i społeczeństwie w czasie wojny
Widz jest częścią naszego społeczeństwa, która prowadzi zwyczajne życie, załatwia codzienne sprawy, ale pewnego wieczoru lub dnia kupuje bilet i idzie do teatru. Mogę mieć tylko nadzieję, że nasze społeczeństwo, przynajmniej w 2026 roku, stanie się bardziej świadome, bardziej patriotyczne i mądre. Jednak jak na razie moje nadzieje nie do końca się spełniają.
Tak, obecnie widzimy popyt na teatr. Chciałbym jednak, aby istniało zainteresowanie teatrem, który nie tylko robi coś ładnego i bawi publiczność.
Wyjaśnię to na przykładzie. Byliśmy we Lwowie, pojechaliśmy tam z naszą operą rockową „Patriota”. Szczerze mówiąc, poczułem lekkie rozczarowanie. Dzień wcześniej poszedłem na inny spektakl — swoistą koncertową wersję „Cabaretu”. I zobaczyłem, jak na tę produkcję we Lwowie lgną widzowie: młodsi, bardziej aktywni, ładniej ubrani. Byli bardziej zainteresowani obejrzeniem „Cabaretu”. Być może to dobry spektakl. Jednak to, jak został zaadaptowany dla lwowskiej publiczności, osobiście mi się nie podobało.
Dzisiejszy widz nie chce zagłębiać się w przeżycia, które niepokoją go w realnym życiu. Nie chce momentów, które zmuszają do refleksji, przeżywania silnych emocji, uronienia łzy czy nawet uśmiechu z radości i szczęścia. Publiczność przychodzi do teatru, by po prostu zapewniono jej rozrywkę. Rozumiem, że takie są realia czasów — komedia jako gatunek zawsze była i będzie bardziej popularna niż, powiedzmy, dramat. Nie twierdzę, że to źle. Jedynie stwierdzam fakt, że obecnie istnieje skłonność właśnie ku takiej formule przekazu.
Czy możliwa jest próba rewanżu rosyjskiej kultury i jak ją powstrzymać
Wciąż nie wyciągnęliśmy wniosków, albo wyciągnęła je tylko niewielka część społeczeństwa. Historycznie u nas zawsze tak bywa: po rewolucji lub zmianach na Majdanie następuje krótki okres odnowy, a potem znów „cofamy się” do punktu wyjścia. Na przykład w kwestii języka. Wielu Ukraińców nawet teraz świadomie nie rezygnuje z języka okupanta, ponieważ jest to dla nich trudne.
Przypuszczam, że są Ukraińcy, którzy siedzą i czekają na powrót Czajkowskiego, Puszkina, Dostojewskiego, bo tak jest dla nich wygodniej. Ich nie interesuje, jak wiele nieszczęść przynieśli nam rosyjscy carowie i sama Rosja na przestrzeni czterech stuleci. Im zależy na tym, by żyć tak, jak przywykli wcześniej. Tacy ludzie się nie zmienią. I to stwarza ryzyko, że kraj po pewnym czasie może częściowo powrócić do stanu, w jakim znajdował się przed wojną.
Niejednokrotnie podkreślałem: ta wojna w pewnym stopniu zaczęła się przez to, że nie odcięliśmy się od obcej kultury i obcego języka. Mamy to, na co pozwoliliśmy. Teraz jednak wszystko zależy od nas. Jeśli będziemy szanować swój kraj, jego prawa, język i zasady, to istnieje szansa, że ten okres rozciągniętego w czasie renesansu będzie miał przed sobą perspektywę.
Czytaj nas na Telegram i Sends