Kijów od ponad czterech lat żyje w obliczu ostrzałów — a w ostatnich miesiącach sytuacja tylko się pogarsza. Alarmy stały się częścią codzienności mieszkańców i gości stolicy, a nocne ataki — niemal zwyczajnym tłem życia…
W takiej sytuacji wydawałoby się, że nie ma mowy o chodzeniu do teatru. Jednak wolne miejsca na spektakle w Teatrze na Podolu są wyprzedawane, bilety nie pozostają długo w sprzedaży, a aktorzy niemal za każdym razem widzą pełne sale. Mieszkańcy Kijowa i goście stolicy ubierają się elegancko, wychodzą z domów i udają się na Podol, by obejrzeć spektakle – pomimo wszystkiego, co dzieje się wokół.
Dlaczego tak jest? Co zatrzymuje zarówno widzów, jak i aktorów w tej przestrzeni, skoro wokół panuje tylko wojna, smutek i śmierć? Jak funkcjonuje teatr? Co dzieje się w środku, jak przebiegają próby, jak omawiane są nowe inscenizacje itp.? Jak to wszystko wygląda nie z perspektywy widza, ale właśnie z punktu widzenia sceny?
Dziennikarka UA.News Anita Violina porozmawiała o tym i o innych sprawach z aktorką Teatru na Podolu Darią Procenko. O debiucie w głównej roli wśród doświadczonych profesjonalistów, o tym, co dzieje się za kulisami podczas alarmu powietrznego, o atmosferze panującej w zespole oraz o tym, dlaczego teatr obecnie nie jest luksusem ani ucieczką od rzeczywistości, ale coś znacznie ważniejszego — przeczytajcie w naszym artykule.
Od ilu lat występuje Pani na scenie Teatru na Podolu – i czy pamięta Pani swój debiut w tym miejscu?
Daria Procenko: To mój czwarty sezon w Teatrze na Podolu. Zadebiutowałam w spektaklu litewskiej reżyserki Andry Kavaliuskajtė „Sen nocy letniej” w roli Hermiony. Niesamowite doświadczenie! Mogę powiedzieć, że to prawdziwe szczęście – od razu trafić pod skrzydła dobrej reżyserki, a do tego w głównej roli.
Było to jednak prawdziwe wyzwanie: jako osoba niedoświadczona znalazłam się wśród profesjonalistów. Zespół tak bardzo mnie wspierał i we mnie wierzył, że do dziś wspominam te nocne próby, nerwy i zmęczenie – i pragnę powtórzyć to doświadczenie. Pomimo wszystkich trudności, w ciągu jednego miesiąca – a to bardzo mało! – powstało godne dzieło. I, szczerze przyznaję, do dziś jest to moja ulubiona rola ze wszystkich lat spędzonych w teatrze!

Gdzie studiowałaś i co okazało się zupełnie inne niż mówili wykładowcy?
Daria Protsenko: Ukończyłam Charkowską Akademię Sztuk Scenicznych im. Kotłarewskiego i bardzo się cieszę, że otrzymałam wspaniałe charkowskie wykształcenie aktorskie. Chyba jedyną rzeczą, która nie pokrywała się z wytycznymi wykładowców, była wojna. Ostatnie dwa lata studiów odbywały się online i nie miałam doświadczenia w graniu przedstawień na scenie. Całą wiedzę czerpałam z ekranu, więc mogłam tylko zgadywać, jak to wszystko będzie wyglądało w rzeczywistości.
Teatr na Podolu działa nieprzerwanie przez cały czas trwania pełnej inwazji. Co, Pani zdaniem, powstrzymuje trupę przed tym, by po prostu się zatrzymać i przestać grać w tak trudnym czasie?
Daria Procenko: Uważam, że Teatr na Podolu, a także teatr w ogóle, jest nam wszystkim teraz potrzebny bardziej niż kiedykolwiek – zarówno aktorom, jak i widzom. Teatr nas jednoczy. Pozwala nam zastanowić się nad wspólnymi tematami, odprężyć się psychicznie i po prostu oderwać się od strasznej rzeczywistości. To przestrzeń szczerej rozmowy między nami, Ukraińcami. I nie tylko nasze miejsce oczyszczenia myśli i uczuć, ale także sposób komunikacji ze światem.

Na wiele spektakli waszego teatru bilety są stale wyprzedane. Dlaczego, waszym zdaniem, Ukraińcy tak bardzo potrzebują sztuki właśnie teraz? I czy odczuwacie tę potrzebę, stojąc bezpośrednio na scenie?
Daria Procenko: Sztuka, a w szczególności teatr, to terapia. Obecnie nieustannie znajdujemy się pod ostrzałem, nie wysypiamy się, jesteśmy zdenerwowani. Na poziomie fizycznym i psychicznym nie zaspokajamy naszych podstawowych potrzeb. I wydawałoby się, że w takich momentach wyprzedanie biletów na spektakl w ciągu kilku minut… Cóż, to dziwne.
Ale właśnie w takim stanie człowiek najbardziej potrzebuje sztuki. Podczas spektaklu doświadcza uzdrowienia – to swego rodzaju sesja u psychoterapeuty. Najciekawsze jest to, że dla nas, aktorów, działa to dokładnie tak samo. Ponieważ poprzez naszych bohaterów odzwierciedlamy widzów, a oni nas. To wzajemna wymiana, która utrzymuje nas, Ukraińców, na powierzchni.
Jak obecnie funkcjonuje teatr, co dzieje się wewnątrz, za kulisami? Opowiedz o próbach, nowych inscenizacjach, o atmosferze panującej w zespole.
Daria Procenko: Teatr działa na pełnych obrotach i obecnie przygotowujemy nowe premiery. Nie pracowałam w teatrze przed wybuchem wojny, ale mogę powiedzieć, że chciałam trafić właśnie do Teatru na Podolu. Nie tylko ze względu na wysokiej jakości spektakle, ale przede wszystkim ze względu na zespół, któremu udało się stworzyć atmosferę pełnej akceptacji – zarówno jako osoby, jak i aktora. Zostało to zapoczątkowane na długo przed moim pojawieniem się w teatrze i właśnie ta atmosfera pozwala na swobodę twórczą oraz szczerość wobec współpracowników.
Szczerze uważam, że właśnie w takiej atmosferze powinna rodzić się sztuka. Sztuka to synteza człowieczeństwa i profesjonalizmu. I za to bez wątpienia należy podziękować założycielowi Teatru na Podolu, Witalijowi Malachowowi.

Co dzieje się ze spektaklem podczas alarmu? Czy istnieje jakiś protokół, czy za każdym razem wszystko przebiega inaczej? I jak zachowuje się publiczność w takich momentach?
Daria Procenko: Podczas żółtego poziomu alarmowego, gdy wykryto zagrożenie ze strony dronów, spektakl nie zostaje przerwany – ale widzowie, jeśli chcą, schodzą do schronu na terenie naszego teatru. Podczas czerwonego poziomu alarmowego, gdy wykrywane jest już zagrożenie rakietowe, przedstawienie zostaje wstrzymane i wznawiane po odwołaniu alarmu. Widzowie, podobnie jak my, niestety przyzwyczaili się już do takiego przebiegu wydarzeń. Dlatego w sytuacji alarmu powietrznego wszystkich nas towarzyszy jedno pragnienie — aby jak najszybciej się skończył i mogliśmy jak najszybciej wznowić przedstawienie.

Czy ma Pani kolegów-aktorów, którzy obecnie służą w Siłach Zbrojnych Ukrainy? Czy powrócili oni do pracy po demobilizacji? Jak wygląda ten powrót na scenę i do zespołu?
Daria Procenko: Tak, mamy kolegów, którzy służą. Nie utrzymuję jednak z nimi bliskich kontaktów, dlatego wolałabym powstrzymać się od odpowiedzi na to pytanie.
Teatr to instytucja państwowa. Czy odczuwacie od wewnątrz presję finansową związaną z wojną – na produkcje, kostiumy, możliwości techniczne? Rzadko mówi się o tym publicznie, ale to przecież rzeczywistość.
Daria Procenko: Mam doświadczenie pracy w teatrze wyłącznie w czasie pełnej inwazji, dlatego nie jestem w stanie porównać warunków finansowych teatru sprzed wojny z obecnymi.
I na koniec: jaką rolę marzy Pani o zagraniu? Być może taką, która motywuje do budowania lepszej wersji siebie każdego dnia?
Daria Procenko: Zazwyczaj rola, o której marzę, to ta, nad którą pracuję w danej chwili, właśnie teraz. A obecnie jest to Marina z dramatu Panteleimona Kulisha „Sonata patetyczna”. A czy ta rola motywuje do poszukiwania lepszej wersji siebie – przekonacie się już wkrótce, podczas spektaklu „Opus 13” w Teatrze na Podolu, 10 i 11 października, na który serdecznie wszystkich zapraszam!
Czytaj nas na Telegram i Sends