Reformę służby kontraktowej w Ministerstwie Obrony wprowadzono jako eksperyment: żołnierzom obiecano jasno określone okresy służby, możliwość zwolnienia po wygaśnięciu umowy oraz odpowiednie odroczenia. Jednak podczas posiedzenia parlamentarnej komisji śledczej okazało się, że część tych gwarancji nadal nie została poparta zmianami w przepisach.
Wiceminister obrony Mścisław Banik przyznał, że zmiany legislacyjne były przygotowywane równolegle z eksperymentem. Natomiast przewodniczący komisji śledczej Oleksij Gonczarenko określił tę sytuację jako ryzyko, w wyniku którego żołnierze mogą odebrać działania państwa jako oszustwo.
„W ich oczach może to po prostu wyglądać jak oszustwo” – powiedział. A przedstawiciel Ministerstwa Obrony faktycznie nie zaprzeczył tej ocenie.
Nie wdrożono ustawy o okresach służby – zamiast tego uruchomiono eksperyment
Ministerstwo Obrony uruchomiło reformę służby kontraktowej jako projekt eksperymentalny. Jej cechą charakterystyczną jest to, że żołnierzom zaproponowano określone okresy obowiązywania umów oraz możliwość zwolnienia po ich wygaśnięciu. Jednak system zaczął funkcjonować, zanim pojawiły się odpowiednie gwarancje prawne.
To właśnie do Baniki członkowie Komisji Śledczej zwrócili się z pytaniem, dlaczego zamiast przestrzegać ustawy Ministerstwo zdecydowało się na rozporządzenie Rady Ministrów.
Chodzi o ustawę przyjętą przez Radę Najwyższą 11 kwietnia 2024 roku. Przewidywała ona, że Ministerstwo Obrony ma przygotować projekt ustawy dotyczącej okresów służby wojskowej do końca 2024 roku. Jednak ta część ustawy faktycznie nie została zrealizowana.
Banik wyjaśnił, że ministerstwo świadomie wybrało inną procedurę – najpierw przetestować nowy model w praktyce, a dopiero potem ugruntować go w ustawodawstwie.
„Zanim wprowadzimy zmiany w ustawodawstwie wspólnie z parlamentem, co musi nastąpić we wszystkich obszarach i według wszystkich kryteriów – od okresów służby po odroczenia i tym podobne – powinniśmy byli upewnić się, że te decyzje są rzeczywiście słuszne” — powiedział Mścisław Banik.
Jednocześnie członkowie Komisji Śledczej zwrócili uwagę na zasadniczy problem takiego podejścia. Projekt ustawy można było przedłożyć parlamentowi wcześniej, a podczas jego procedowania w Radzie Ministrów i Radzie Najwyższej i tak pozostałaby możliwość zmiany jego postanowień. Oznacza to, że eksperyment i proces legislacyjny, zdaniem członków komisji, niekoniecznie musiałyby się wzajemnie wykluczać. Jednak w tamtym momencie eksperyment już trwał. I to stworzyło główny problem reformy: żołnierze mogli podpisać kontrakt, licząc na określone w nim warunki zwolnienia i dalsze odroczenie, chociaż odpowiednie przepisy nie zostały jeszcze w pełni uregulowane w ustawodawstwie.
Banik zapewnił komisję śledczą, że zmiany ustawodawcze były przygotowywane równolegle. Według niego ministerstwo nie zamierzało czekać na zakończenie eksperymentu, aby dopiero potem rozpocząć prace nad projektem ustawy.
„Nie ignorowaliśmy inicjatywy ustawodawczej, lecz przygotowywaliśmy ją równolegle, aby zapewnić im gwarancję po zakończeniu eksperymentu” – powiedział wiceminister.
Problem polegał jednak na tym, że przygotowanie zmian ustawodawczych nie jest równoznaczne z ich uchwaleniem. Właśnie na to zwrócił uwagę przewodniczący komisji śledczej. Ministerstwo Obrony nie może przegłosować ustawy zamiast Rady Najwyższej, a zatem nie może również zagwarantować żołnierzowi wyniku głosowania parlamentarnego.
„Są ludzie, którzy zawarli umowy, a jest ich tysiące. Jednocześnie to, co jest w nich zapisane dzisiaj, nie odpowiada ramom prawnym Ukrainy. A parlament może to przyjąć, a może nie” — zauważył Ołeksij Honczarenko.
Jeśli żołnierz podpisał kontrakt, wierząc w warunki obiecane przez państwo, a następnie nie uzyskał przewidzianego mechanizmu zwolnienia lub odroczenia, to dla niego nie jest to już problem dotyczący wyłącznie Ministerstwa Obrony czy parlamentu.
„Żołnierze postrzegają to jako sprawę państwa. W ich oczach może to po prostu wyglądać na oszustwo. A kiedy obiecano im jedno, podpisali odpowiednie dokumenty, a potem po prostu nie jest to realizowane i nie ma kogo pociągnąć do odpowiedzialności” – podkreślił przewodniczący TSK.
W związku z tym, jak zauważył Gonczarenko, ci, którzy uruchomili ten mechanizm, nie mogli już ani ponosić odpowiedzialności za decyzję Rady Najwyższej, ani zapewnić jej przyjęcia przez parlament.

Liczba podpisanych kontraktów była wielokrotnie większa
Osobno zapytano Mścisława Banika o liczbę żołnierzy, którzy skorzystali z nowych umów. Wcześniej były szef sztabu Ołeksandr Syrski podawał liczbę około 2 tysięcy takich żołnierzy.
Bańk odmówił podania dokładnej liczby, powołując się na poufność informacji, poinformował jednak, że faktyczna liczba podpisanych umów jest kilkakrotnie większa niż podana przez Syrskiego liczba 2 tysięcy.
„Kilka razy więcej, powiedzmy tak, ale i tak jest to nawet kilka razy więcej. To znaczy około 1%, nie więcej” — powiedział wiceminister.
Jednocześnie przyznał, że w Ministerstwie Obrony liczyli na znacznie większą liczbę chętnych. Jako jeden z czynników, od których to zależy, Banik wymienił dowódców jednostek wojskowych. Tam, gdzie dowódcy sami wyjaśniają żołnierzom zalety nowych umów i odpowiadają na ich pytania, według niego odnotowuje się „bardzo dobre wyniki”. Szczególnie wyraźny wzrost liczby podpisanych umów obserwuje się wśród żołnierzy, którzy niedawno trafili do armii w wyniku mobilizacji. Po przybyciu z ośrodków szkoleniowych do jednostek wojskowych, jak twierdzi, dochodzi tam do „masowego podpisywania umów”.
Reforma TCC pozostała w fazie roboczej
Podczas posiedzenia komisji śledczej zapytano Banikę również o reformę TCC, którą zespół Michaiła Fiodorowa przygotowywał do prezentacji. Zastępca ministra obrony wyjaśnił, że koncepcja zakładała nie tylko zmianę zasad działania TCC, ale także redystrybucję ich funkcji między różne instytucje.
Proponowano utworzenie oddzielnych ośrodków rekrutacyjnych do tymczasowego zakwaterowania osób podlegających obowiązkowi wojskowemu, biur rezerwowych dla ochotników, przekazanie części usług administracyjnych do centrów obsługi obywateli (CNAP), a część funkcji TCC w ogóle zlikwidować jako przestarzałe. Osobno przewidziano rozdzielenie tras osób podlegających przymusowej mobilizacji, ochotników oraz rodzin poległych i zaginionych bez śladu.
„Dokładnie przeanalizowaliśmy wszystkie funkcje TCC i doszliśmy do wniosku, że niektóre z nich możemy wyodrębnić do centrów rekrutacyjnych, to możemy wyodrębnić jako biura rezerwy, to musimy przekazać do centrów obsługi obywateli, a te funkcje musimy zlikwidować, ponieważ są one, na przykład, przestarzałe” – wyjaśnił Banik.
Jednak po pytaniu, czy koncepcja ta została oficjalnie zatwierdzona, okazało się, że jej sformalizowanie pozostało na poziomie roboczym.
„To były wyłącznie robocze dokumenty i prezentacje” — powiedział Banik. Według niego materiały przygotowywał zespół Fedorowa, a sam Fedorow planował omówić je z prezydentem, po czym wyniki tych prac miały zostać włączone do konkretnego planu reform.
Po zwolnieniu Fiodorowa część pracy została przekazana Lubowi Galan. Na pytanie, czy otrzymała ona kompletny dokument, Banik odpowiedział, że posiada taki dokument: „Zdecydowanie mam kompletny dokument zatytułowany »Reforma TCC«”.
Należności AOZ: z 45 mld hrywien pozostało 16–16,5 mld
Następnie podczas posiedzenia poruszono kwestię należności Agencji Zakupów Obronnych. Chodziło o około 45 mld hrywien, które AOZ przelała dostawcom, ale nie otrzymała w zamian odpowiednich dostaw. Według rozmówcy kwota ta zmniejszyła się obecnie do 16–16,5 mld hrywien. Mścisław Banik wyjaśnił, że część dostawców stopniowo spłaca zadłużenie poprzez realizację kolejnych kontraktów. Jako przykład podał jednego z dłużników, który na początku roku miał zadłużenie w wysokości 8–11 mld hrywien, a obecnie – około 1,3 mld hrywien.
Jako największego dłużnika AOZ rozmówca wskazał państwową spółkę „Spetstekhnoeksport”. Według jego szacunków firma jest winna około 10 mld hrywien. Chodzi o umowy zawarte w latach 2023–2024. W niektórych sporach zapadły już orzeczenia sądowe o egzekucji środków, jednak, jak twierdzi urzędnik, jest to „skomplikowana umowa i skomplikowana sprawa sądowa”.
NRK: wojskowym proponowano to, czego nie potrzebowali
Zakupy naziemnych kompleksów zrobotyzowanych dla wojska. Wiceminister obrony zaprzeczył twierdzeniom byłego głównodowodzącego o niepowodzeniu zakupu NRK i wyjaśnił, że problem leżał w samym określeniu zapotrzebowania.
Jak powiedział, kiedy objął stanowisko, dowództwo w ogóle nie złożyło zamówienia na NRC. Później taki wykaz się pojawił, ale wzbudził wątpliwości w Ministerstwie Obrony.
„W wykazie znalazły się różne naziemne kompleksy robotyczne, na które nie ma popytu w wojsku, o których wojskowi mówią: »Pod żadnym pozorem nie kupujcie nam tego«” – powiedział Mścisław Banik.
Na liście znalazły się również systemy, które pozostawały aktualne, ale miały już znacznie tańszych konkurentów. Inne modele, wręcz przeciwnie, były potrzebne jeszcze rok temu, ale straciły na aktualności dla potrzeb frontu.
Jako odrębny problem wskazał fakt, że pierwotny wykaz nie uwzględniał rzeczywistych możliwości produkcyjnych rynku. Dlatego Ministerstwo Obrony wraz z AOZ i Zarządem Systemów Bezzałogowych Sztabu Generalnego przez kilka tygodni weryfikowało zapotrzebowanie — biorąc pod uwagę skuteczność sprzętu, zapotrzebowanie wojska oraz możliwości producentów.
Następnie sporządzono nową listę i ogłoszono zakrojone na szeroką skalę zamówienie na bezzałogowe statki powietrzne. Kolejne zamówienie planuje się ogłosić w najbliższym czasie.
Czytaj nas na Telegram i Sends