„Wystarczy po prostu powiedzieć, żeby się zatrzymali”: dlaczego policja na Wołyniu woli milcząco przyglądać się „bezprawiu” w TCC
02 września 2026 11:37„Czasami policjantowi wystarczy po prostu powiedzieć pracownikom TCC, żeby się zatrzymali” – właśnie w ten sposób pułkownik policji Siergiej Kozak opisał sytuacje, w których podczas wspólnych akcji ostrzegawczych pracownicy TCC zaczynają postępować niezgodnie z prawem. Według zastępcy komendanta Głównego Zarządu Policji w obwodzie wołyńskim policjant ma obowiązek zapobiegać oczywistym naruszeniom prawa — w tym nawet ze strony pracowników TCC — i nie ma prawa po prostu przyglądać się temu, co się dzieje.
„Czasami wystarczy słowo policjanta, a żołnierze TCC nie podejmują… żadnych tam aktywnych działań ani nie dopuszczają się naruszeń wobec obywatela” – wyjaśnił Kozak podczas posiedzenia komisji śledczej pod przewodnictwem Ołeksija Gonczarenka. Pułkownik nie był jednak w stanie podać konkretnej liczby takich przypadków na Wołyniu, ponieważ nie prowadzi takich statystyk.

Jednocześnie skalę problemu pokazują inne dane statystyczne, które przytoczył pułkownik: od 2024 roku policja na Wołyniu zarejestrowała 70 postępowań karnych związanych z działaniami pracowników lub żołnierzy TSK. W 2024 roku odnotowano trzy takie postępowania, w 2025 roku – 18, a w niepełnym 2026 roku – już 49.
Najwięcej postępowań, bo aż 41, dotyczyło nielegalnego pozbawienia wolności lub uprowadzenia osoby. Kolejne 17 dotyczyło lekkich obrażeń ciała, a 12 – chuligaństwa. Według Kozaka sześć spraw zostało skierowanych do sądu wraz z aktami oskarżenia. W przypadku kolejnych 52 spraw trwa dochodzenie przedprocesowe, 10 spraw zostało umorzonych, a dwie — zawieszone.
„Zapomniał” włączyć kamerę na ciele, a zatem ma coś do ukrycia?
Osobno podczas posiedzenia TSK poruszono kwestię kamer osobistych. Pułkownik podał konkretny przykład z wsi Verbka w powiecie kowelskim, gdzie 9 czerwca podczas konfliktu między lokalnymi mieszkańcami a pracownikami TSK obecnych było dwóch policjantów.
Kozak wyjaśnił, że po incydencie przeprowadzono dochodzenie służbowe. Stwierdzono w nim naruszenia ze strony obu funkcjonariuszy. Policjanci są bowiem zobowiązani do rejestrowania na kamerach osobistych wszystkich zdarzeń podczas interwencji wobec obywateli. Wyłączone urządzenie stanowi bezpośrednie naruszenie dyscypliny służbowej. Właśnie we wsi Werbka, właśnie z powodu wyłączonych kamer ciała podczas pościgu za obywatelami, policjanci otrzymali upomnienia
„W wyniku dochodzenia służbowego stwierdziliśmy uchybienia z ich strony i pociągnęliśmy ich do odpowiedzialności dyscyplinarnej — obaj policjanci otrzymali upomnienie za to, że podczas pościgu za obywatelami w pojeździe nie włączyli kamer osobistych, co stanowiło naruszenie instrukcji. Z tego powodu nie mogliśmy obejrzeć nagrania wideo zdarzenia z ich perspektywy”.
Jednocześnie pułkownik Kozak zapewnił, że w policji na Wołyniu nie ma problemów z wyposażeniem w kamery osobiste. Jednak nawet gdyby kamera osobista działała, szansa obywatela na udowodnienie swojej racji jest ograniczona czasowo. Nagrania z przenośnych rejestratorów policyjnych są przechowywane jedynie przez 30 dni, po czym są automatycznie usuwane.
„Jeśli w ciągu 30 dni nie wpłynie zgłoszenie od obywatela lub nie zostanie wszczęte postępowanie karne — nagranie zostaje usunięte z serwera. Po prostu znika” — wyjaśnił zastępca komendanta policji w Wołyniu.

Zastępca komendanta Głównego Zarządu Policji w obwodzie wołyńskim Siergiej Kozak
Kontrola „na ślepo”: bazy danych nie widzą wszystkiego
Pewne problemy pojawiają się czasem jeszcze przed przewiezieniem osoby do Centrum Tymczasowego Przechowywania, na etapie wstępnej kontroli dokumentów na ulicy. Zanim policjanci podejmą jakiekolwiek działania lub zastosują się do nakazu dostarczenia obywatela, są zobowiązani do sprawdzenia go w dostępnych systemach informatycznych. Chodzi o to, czy osoba ta jest poszukiwana, jaki ma status w zakresie obowiązku wojskowego oraz czy istnieją podstawy do odroczenia.
Jednak, jak przyznał pułkownik, możliwości techniczne baz danych są dalekie od ideału, a sami policjanci na miejscu nie zawsze mają pełny obraz stanu zdrowia danej osoby lub jej ewentualnej niepełnosprawności.
„Jeśli dana osoba zgłasza na miejscu niepełnosprawność lub ograniczenia zdrowotne, staramy się to zweryfikować. Niestety informacje o niepełnosprawności nie zawsze są odzwierciedlone w naszych rejestrach” – wyjaśnił Siergiej Kozak, dodając, że gdy mężczyzna nie ma przy sobie dokumentów w formie papierowej ani potwierdzenia w rejestrach elektronicznych, i tak kieruje się ją do Ośrodka Kwalifikacji Medycznej w celu „uzupełnienia danych”, gdzie komisja lekarska ma ustalić zdolność do służby. Właśnie ta rozbieżność między rejestrami najczęściej staje się przyczyną konfliktów bezpośrednio na ulicy.
Dość wymownym przykładem niedoskonałości baz danych może być niedawny incydent w miejscowości Bogoliuby. Tam pracownicy Centrum Kontroli Transportu (TCK) użyli gazu łzawiącego w kabinie taksówki, w której znajdowali się kierowca niepełnosprawny od dzieciństwa oraz kobieta w ciąży. Poszkodowani twierdzili, że w pobliżu znajdowali się również policjanci z wyłączonymi kamerami osobistymi, jednak pułkownik wyjaśnił, że na miejscu byli funkcjonariusze policji patrolowej, którzy podlegają bezpośrednio Kijowowi, a nie obwodowemu GUNP.
„Ponieważ nie byli to nasi pracownicy, nie przeprowadziliśmy dochodzenia służbowego” – oświadczył Kozak, dodając, że materiały dotyczące TCC przekazano do WSP, gdzie ostatecznie jednego z żołnierzy pociągnięto do odpowiedzialności administracyjnej.
„Pracujemy co drugą dobę”: dlaczego policjantom jest ciężko
Podsumowując przyczyny regularnych konfliktów i zakłóceń w pracy organów ścigania podczas działań mobilizacyjnych, Serhij Kozak skarżył się na chroniczne wyczerpanie i niedobór kadr w szeregach policji wołyńskiej.
Obecnie niedobór personelu w Głównym Zarządzie Policji regionu wynosi 14,7%. Sytuację komplikuje również fakt, że znaczna część policjantów wykonuje zadania bezpośrednio na linii frontu — 13% pracowników regionu jest zaangażowanych w wykonywanie zadań bojowych w składzie połączonych oddziałów i jednostek bojowych.
Pułkownik poinformował, że policjanci z Wołyńu pełnią służbę w składzie brygady szturmowej NPU „Lut”, brygadach policji patrolowej „Chizhak”, oddziale specjalnym KORD, a także w nowo utworzonych batalionach strzelców. Współpracują ściśle z Siłami Obrony — od Gwardii Narodowej i Państwowej Służby Granicznej po 425. oddzielny pułk szturmowy „Skała” i 225. OszB, w szczególności na kierunku Pokrowskim i na północnej granicy.
Z powodu takiego odpływu sił policjanci „w terenie” zmuszeni są pracować w trybie krytycznym — „co drugą dobę” lub nawet dwie doby z rzędu z jednym dniem odpoczynku na osiem dni, a napływu nowych kadr, ze względu na ograniczenia mobilizacyjne, nie przewiduje się.
Obciążenie pracą i ciągła presja na tyłach stwarzają dodatkowe ryzyko wypalenia zawodowego i popełnienia błędów podczas wykonywania codziennych obowiązków, choć nie zwalnia to funkcjonariuszy organów ścigania z odpowiedzialności za przestrzeganie prawa.
Na koniec zastępca komendanta Głównego Zarządu Policji w obwodzie wołyńskim zwrócił się nie do posłów, lecz do społeczeństwa. Jako największy problem pułkownik Kozak wskazał wzajemną agresję na ulicach.

Pułkownik Serhij Kozak
„Chciałbym zwrócić się do osób podlegających obowiązkowi wojskowemu, aby wykazywali mniej agresji wobec żołnierzy Centrum Kontroli Terytorialnej oraz policjantów. Niestety, wojna trwa już od dawna. Jak kiedyś mówiono, walczyć będą musieli wszyscy. Ale najlepsza część naszego społeczeństwa walczy teraz tam — na wschodzie i północy, w okopach. A pewna część z jakiegoś powodu próbuje walczyć z TCC i policją” — podsumował z odrobiną autoironii pułkownik — „Cóż, to moja osobista, subiektywna opinia. Jestem artystą, tak to widzę”.
Czytaj nas na Telegram i Sends