Logika nadzoru finansowego NBU: zasłona dymna dla Sens Banku oraz rekordowe kary dla EasyPay i City24
07 września 2026 16:55Narodowy Bank Ukrainy ponownie nałożył wielomilionową grzywnę na podmiot działający na rynku finansowym. 2 września NBU nałożył na ukraińską platformę internetową iPay grzywnę w wysokości 16,5 mln hrywien, a także wystosował do firmy pisemne upomnienie w związku ze stwierdzonymi naruszeniami wymogów dotyczących płatności. Platforma iPay ma zapłacić grzywnę w krótkim terminie — w ciągu pięciu dni roboczych od dnia doręczenia jej decyzji Komitetu NBU.
Takie działania w pełni wpisują się w deklarowaną przez NBU surową politykę zwalczania szarych schematów oraz spełniania wymagań międzynarodowych darczyńców. Jednak w kontekście licznych skandali korupcyjnych, takich jak „Midas” i „Forest Gump”, pojawia się coraz więcej pytań dotyczących obiektywności działań samego Banku Narodowego oraz jego prezesa Andrieja Pysznego.
Według doniesień mediów decyzje o niebotycznych karach nie zawsze wydają się uzasadnione i logiczne. Czasami kary są tak wysokie, że przewyższają zyski danej instytucji. A wywołane przez media skandale powodują u firm dodatkowo straty wizerunkowe. Ogólnie rzecz biorąc, taka praktyka może wyglądać na systematyczną presję ekonomiczną wywieraną na poszczególnych uczestników rynku.
Więcej szczegółów – w artykule UA.News.

Fala rekordowych kar
Od początku roku Narodowy Bank Ukrainy nałożył na szereg niebankowych instytucji finansowych rekordowe, wielomilionowe kary, których łączna kwota przekracza 374 mln hrywien. Ogółem mowa o 54 przypadkach nałożenia kar na firmy, przy czym niektórzy uczestnicy rynku byli karani wielokrotnie.
Wśród ukaranych znalazły się znane wiodące platformy płatnicze, duże firmy ubezpieczeniowe, a także „Ukrposhta”. NBU nie powstrzymało się nawet pomimo tego, że wokół niektórych decyzji dotyczących sankcji i kadr wybuchły szeroko zakrojone skandale. Doszło nawet do osobistej konfrontacji medialnej, jak na przykład w przypadku „Ukrposhty”, której dyrektor generalny Ihor Smilianskyj oświadczył o naciskach ze strony kierownictwa NBU oraz próbie zablokowania utworzenia banku „Ukrposhta Bank”.
Statystyki pokazują, że największe kary nałożono w maju — około 331,5 mln hrywien. Ich główna część została skierowana przeciwko firmom „Kontraktowy Dom”, „Swift Garant” i VUSO.
W wyniku majowych kontroli dwie największe sieci terminali płatniczych — EasyPay (sp. z o.o. „FK „Kontraktowy Dom”) oraz City24 (sp. z o.o. „Swift Garant”) — otrzymały ogromne kary: po 135 milionów hrywien każda. Jako oficjalną przyczynę NBU podał naruszenie przepisów dotyczących monitoringu finansowego. Mówiąc prościej, Narodowy Bank Ukrainy uważa, że firmy niedostatecznie weryfikowały pochodzenie środków przepływających przez ich terminale. Jednak szczegóły tych zarzutów wzbudziły pytania w mediach i doprowadziły do pojawienia się hipotezy, że głośne deklaracje o „walce z brudną gotówką” o wartości 270 mln hrywien mogą być częścią wielkiej gry administracyjnej i medialnej.

Surowe sankcje NBU i wyjście poza ramy zwykłego nadzoru
Zanim ogłoszono kary, w prasie aktywnie rozpowszechniano informacje, jakoby te sieci terminali były powiązane z biznesmenem Timur Mindičem oraz głośną sprawą „Midas”. Jednak fakty wskazują, że najprawdopodobniej nie ma żadnego powiązania prawnego ani finansowego między EasyPay, City24 a osobami objętymi dochodzeniami.
Obie firmy – EasyPay i City24 – działają całkowicie przejrzyście i w żaden sposób nie zostały przyłapane na współpracy z przedsiębiorstwami, które figurowały w sprawie „Midas”. Jednocześnie argument, że jakaś firma windykacyjna kiedyś wynajmowała biuro w tym samym budynku, w którym znajduje się fabryka Mindicha, wydaje się słaby. W dużym mieście sąsiedzi w centrum biurowym rzadko są wspólnikami w przestępstwie. Często takie adresy są wykorzystywane po prostu jako skrzynki pocztowe.
Obie firmy nie są stronami w sprawach karnych związanych z tym przedsiębiorcą, a organ nadzorczy nie przedstawił jednoznacznych dowodów na ich nielegalną współpracę.
Grzywna w wysokości 135 milionów dla firmy niebankowej to w rzeczywistości próba zniszczenia jej działalności. Jednocześnie zarzuty Narodowego Banku Ukrainy, zdaniem analityków finansowych, wydają się niejednoznaczne i zawierają kilka oczywistych manipulacji technicznych.
Zrzucanie odpowiedzialności: NBU zarzuca terminalom, że źle identyfikują osoby. Ale terminal to po prostu metalowa skrzynka do wpłacania pieniędzy. Większość transakcji to doładowania kart (np. Monobank czy PrivatBank). Kiedy ktoś wpłaca środki, podaje numer telefonu, otrzymuje SMS-a lub połączenie i potwierdza swoją tożsamość. Ostateczny nadzór finansowy i weryfikację dochodów przeprowadza właśnie ten bank, który wydał kartę i posiada pełną dokumentację klienta. Wymaganie od terminala powielania tej pracy, nie mając dostępu do baz bankowych ze względu na tajemnicę bankową, jest co najmniej nielogiczne.
Przewidziane prawem limity do 5 000 hrywien: Zgodnie z prawem drobne przelewy do 5 000 hrywien podlegają uproszczonej weryfikacji – wystarczy kod wysłany na telefon komórkowy. Próba ukarania firm za takie szybkie transakcje wygląda jak kara za działanie w granicach prawa.
„Cuda geograficzne”: Organ regulacyjny oburza się, że pod jednym numerem telefonu, w odstępie kilku minut, doładowywano karty w różnych miastach Ukrainy (co fizycznie jest niemożliwe do zrealizowania w tak krótkim czasie). Jednak w erze cyfrowej wszystko jest prostsze: osoba stoi przy terminalu w Kijowie, a jej krewny lub partner biznesowy ze Lwowa podaje jej kod, który otrzymał na swój telefon. Terminal to nie policja, nie ma prawa śledzić geolokalizacji mobilnego numeru finansowego, sprawdza jedynie poprawność wprowadzonych cyfr.
Kamery i „fikcyjne kolejki”: Zastrzeżenia inspektorów dotyczące szybkiego przetwarzania operacji na kamerach wideo wydają się nieco dziwne, ponieważ nowoczesne systemy cyfrowe przetwarzają dane w milisekundach. Ponadto analiza nagrań wideo w celu wykrywania przestępstw należy do zadań organów ścigania (BEB, Policji Narodowej), a nie cywilnych kontrolerów Banku Narodowego podczas planowej kontroli dokumentów.
Wojenne okoliczności siły wyższej: Obwinianie systemów płatniczych za to, że w latach 2024–2026 z powodu przerw w dostawie prądu i awarii łączności komórkowej niektóre SMS-y z potwierdzeniami docierały z opóźnieniem, jest co najmniej niesprawiedliwe. Przedsiębiorstwa robiły wszystko, co w ich mocy, aby w warunkach przerw w dostawie prądu ludzie mogli w ogóle opłacić media lub rachunki telefoniczne.
Osobną kwestią jest obiektywność decyzji NBU dotyczących nakładania sankcji. Ukraińska praktyka sądowa pokazuje, że organ regulacyjny często przegrywa z instytucjami finansowymi, jeśli jego inspektorzy kierują się własnymi przypuszczeniami, a nie literą prawa. Organ regulacyjny przegrywał już w sądach w podobnych sprawach dotyczących „RVS Banku”, „Międzynarodowego Banku Inwestycyjnego” oraz WayForPay.
Jak twierdzą nasze źródła w NBU, prawnicy wewnątrz samej instytucji doskonale rozumieją ryzyko: jeśli działa się wyłącznie pod wpływem emocji lub wewnętrznych instrukcji sprzecznych z prawem, sądy całkowicie podważają takie decyzje.

Po co osłabiać poszczególne firmy
Niezależne terminale zapewniają ogromny obieg gotówki — według szacunków ekspertów około 1 miliarda dolarów miesięcznie. Jeśli te sieci (które kontrolują ponad 70% rynku) przestaną działać, ludzie nie przestaną korzystać z usług. Pieniądze po prostu trafią w inne ręce.
Dlatego prawdopodobnie istnieją tutaj trzy wersje:
Monopol banków państwowych. Jeśli zlikwiduje się prywatne sieci, miliony Ukraińców udadzą się do kas i terminali banków państwowych. Pozwoli im to dyktować własne warunki i podnosić opłaty dla ludności. A to z kolei może świadczyć o tym, że NBU narusza decyzję MFW dotyczącą zmniejszenia udziału banków państwowych w gospodarce.
Miejsce dla „własnego” gracza. Jeśli EasyPay i City24 stracą swoje najlepsze lokalizacje w supermarketach i centrach handlowych, ich miejsce może szybko zająć nowy system płatniczy, potencjalnie lojalny wobec którejś z osób na wysokich stanowiskach.
Banalna presja i „opłata abonamentowa”. W kuluarach sektora finansowego aktywnie dyskutuje się przypuszczenie, że prawdziwym celem takich gigantycznych kar nie jest zamknięcie firm, lecz zwykłe zastraszanie. Być może po prostu próbuje się zmusić przedsiębiorców do płacenia nieoficjalnej „daniny” osobom sprawującym nadzór w gabinetach władzy w zamian za prawo do spokojnego kontynuowania działalności. Wygląda na to, że grzywny w wysokości 135 milionów stanowią swego rodzaju argument finansowy w tych negocjacjach.

Kierownictwo NBU w centrum skandali
politycznych
Kryzys reputacyjny w samym Narodowym Banku Ukrainy osiągnął prawdopodobnie swój szczyt podczas ujawnienia korupcji na najwyższym szczeblu w ramach operacji specjalnych „Midas” i „Forrest Gump”. Materiały upublicznione w wyniku obu dochodzeń antykorupcyjnych wykazały, że NBU coraz mniej przypomina niezależnego arbitra, przekształcając się w subiektywnego gracza na finansowo-politycznej scenie za kulisami.
Dochodzenia antykorupcyjne prowadzone przez NABU i SAP. Pomimo prób sztucznego wciągnięcia prywatnych systemów płatniczych EasyPay i City24 w tzw. „Mindichgate”, prawdziwe nagrania wskazują na coś innego – w rozmowach pojawia się bezpośrednio nazwisko prezesa NBU Andrieja Pysznego, o którym byli wysocy urzędnicy i lobbyści z cienia wspominają w kontekście koordynacji działań. Stwarza to oczywisty konflikt interesów, gdy organ regulacyjny próbuje w mediach „przesunąć palec wskazujący” na legalny biznes, aby zniwelować toksyczny ślad wokół własnego kierownictwa. Jeszcze większy rozgłos w kwestii logiki monitoringu finansowego NBU wywołały materiały dotyczące operacji „Forest Gump”. Jak wynika ze szczegółów sprawy, organizatorzy schematu korupcyjnego przejęli faktyczną kontrolę nad państwowym bankiem Sens Bank, a następnie „prali” przez niego czarną gotówkę. Chodziło przy tym o znaczne kwoty rzędu setek milionów hrywien. Ujawnienie tej sprawy wywołało pytania o ewentualne problemy w samym NBU, który nie dostrzegł zakrojonych na szeroką skalę nadużyć w banku państwowym.
Wybuchł otwarty konflikt publiczny między przewodniczącym komisji finansowej Rady Najwyższej Danyłem Hetmantsevem a Andrijem Pysznym. Istota sporu ponownie nawiązuje do „nagrań Mindicha” oraz wątpliwych działań związanych z znacjonalizowanym „Sens Bankiem”. Przewodniczący komisji podatkowej Rady Najwyższej Danyło Getmanczew wyraźnie stwierdził, że Andrij Pyszny rzekomo wiedział o schemacie prania pieniędzy w Sens Banku i nie podjął wcześniej niezbędnych działań. Poseł wskazał również na możliwy udział w tej aferze Iryny Mudrowej, którą nazwał bliską współpracowniczką Pysznego. Wspomniał też o jego powiązaniach z Wasylem Veselim oraz sześcioma najwyższymi rangą urzędnikami „Sens Banku”. Poseł wyraźnie wskazał, że nominacje na stanowiska w najwyższym kierownictwie banku były lobbowane i zatwierdzane przez kierownictwo NBU z pominięciem przejrzystych procedur i regulaminów, co podważa zaufanie do całego systemu bankowego.
Publiczna wojna NBU przeciwko „Ukrposcie” i jej szefowi Igorowi Smilanskiemu. Bank Narodowy systematycznie próbuje zablokować rozwój usług finansowych krajowego operatora pocztowego, wysuwając wobec niego wymyślone zarzuty regulacyjne. Jednak szczegółowe zaprzeczenia ze strony „Ukrposzty” wydają się znacznie bardziej uzasadnione niż papierowe żądania Banku Narodowego, co tylko potwierdza, że: organ regulacyjny prowadzi wybiórczą walkę ze wszystkimi graczami, którzy nie wpisują się w jego własny, zakulisowy model rynku.
Kiedy pod przykrywką „europejskich rozporządzeń” pokazuje się społeczeństwu wybiórcze karanie jednych i całkowite ignorowanie naruszeń popełnianych przez innych – jest to niepokojący sygnał. Przekształcenie NBU z technokratycznego organu regulacyjnego w narzędzie presji administracyjnej stanowi bezpośrednie zagrożenie dla stabilności finansowej państwa i naraża na szwank nasze perspektywy integracji europejskiej, ponieważ partnerzy międzynarodowi oczekują od Ukrainy przejrzystych zasad gry, a nie powrotu do praktyk ręcznego sterowania gospodarką.
Komentarz eksperta
finansowego
„Coraz bardziej niepokoi mnie nie sam fakt nałożenia kar, ale ich skala i logika. W monitoringu finansowym naruszenia mogą być zasadniczo różne. Jedną rzeczą jest sytuacja, gdy firma świadomie sprzyja praniu brudnych pieniędzy lub stwarza realne zagrożenie dla systemu finansowego. Zupełnie co innego, gdy mowa o niedociągnięciach w procedurach, dokumentacji czy kontroli wewnętrznej. Nie można karać za te rzeczy tak, jakby nie było między nimi żadnej różnicy” – podkreśla ekspert ukraińskiego rynku finansowego, który wolał pozostać anonimowy.
Według niego, jeśli naruszenia popełnione przez EasyPay i City24 były na tyle poważne, że każda z firm zasługiwała na grzywnę w wysokości 135 mln hrywien, to nasuwa się inne pytanie: dlaczego w ogóle pozwala się im kontynuować działalność?
„Jeśli działalność instytucji stanowi zagrożenie systemowe lub faktycznie sprzyja legalizacji środków pochodzących z przestępstwa, organ regulacyjny powinien zawiesić lub cofnąć licencję oraz przekazać materiały organom ścigania. Jeśli natomiast naruszenia można usunąć, grzywna, która może zrujnować firmę, wydaje się wyraźnie nieproporcjonalna.
W przypadku iPay sytuacja jest jeszcze mniej jasna. NBU publicznie mówi o niewłaściwej kontroli jakości i kompletności informacji towarzyszących operacjom płatniczym. Nie chodzi więc o udowodnione pranie pieniędzy, oszustwa czy wyrządzone komuś szkody, ale o braki w kontroli. Jednocześnie firma otrzymuje karę w wysokości 16,5 mln hrywien. Według dostępnych danych stanowi to niemal cały jej zysk netto za rok 2025. Nie jest to już zachęta do usunięcia naruszeń, lecz faktyczne odebranie wyników pracy firmy za cały rok — stwierdza ekspert rynku finansowego. — Taka praktyka ma bezpośrednie konsekwencje dla całego rynku. Przedsiębiorstwa zaczynają obawiać się wprowadzania nowych produktów i inwestowania, uwzględniają ryzyko regulacyjne w prowizjach, ograniczają zakres usług lub w ogóle opuszczają rynek. W rezultacie zmniejsza się konkurencja, a koszty ponoszą konsumenci.
Rygorystyczny nadzór nad rynkiem finansowym jest potrzebny. Jednak jego logika musi być zrozumiała: niebezpiecznego uczestnika wyklucza się z rynku, a temu, kto dopuścił się wykroczenia podlegającego naprawie, nakazuje się jego usunięcie i stosuje się proporcjonalną karę. Pozwolenie firmie na dalszą działalność, przy jednoczesnym pozbawianiu jej zasobów niezbędnych do rozwoju i wzmocnienia kontroli, oznacza nie uzdrowienie, lecz osłabienie biznesu”.
Czytaj także:
Osobista decyzja prezesa NBU Pysznego: absolutny rekord Ukrainy — kary dla EasyPay i City24 w wysokości 135 mln hrywien
Czytaj nas na Telegram i Sends