Śledztwo w sprawie „Midas”: przesłuchania Żumadilowa i Szewcowa ujawniły luki w zamówieniach publicznych w sektorze obronnym
20 maja 2026 16:28Wieczór. W przytulnym mieszkaniu w ekskluzywnym budynku przy ulicy Hrushevskoho 9a kolację spożywają wpływowe osoby. Przy stole siedzą biznesmen Timur Mindich, minister obrony Rustem Umerow oraz inni goście, których tożsamości bada obecnie NABU. Przy brzęku kieliszków i lekkich przekąskach omawiają kontrakt obronny o wartości 200 milionów hrywien. „Niech po prostu podpiszą protokół odbioru i tyle. Ale to dla ciebie jeden telefon *bana w gębę” – przekonuje ministra biznesmen Mindicz, co zostało zarejestrowane na nagraniach przez detektywów.
Ten dialog mógłby stać się epilogiem kolejnej udanej transakcji. Jednak historia potoczyła się zupełnie inaczej.
Anatomia schematu: izraelska broń zamieniła się w brak
Krótko przypomnijmy chronologię zdarzenia, które stało się już przedmiotem śledztwa TSK i NABU.
Obietnica kontyngentu
Na początku 2025 roku biznesmeni Timur Mindich i Wasyl Vesely (sp. z o.o. „Milicon”) otrzymują nieoficjalne zapewnienia na najwyższym szczeblu, że mogą ubiegać się o „swój kontyngent” w dostawach kamizelek kuloodpornych dla Sił Zbrojnych Ukrainy.
Pierwsza dostawa i skandal
Biznesmeni szybko sprowadzają partię środków ochronnych o wartości około 5–7 milionów dolarów. Ministerstwo Obrony początkowo planowało podpisać akty, ale w procesie zakupów wybucha skandal. Niższe szczeble kontrolerów odmawiają przyjęcia towaru.
Szturm na ministerstwo
Zdając sobie sprawę, że miliony są w zawieszeniu, Mindich i Vesely dwukrotnie próbują przepchnąć te kamizelki kuloodporne przez różne firmy, które mają pod kontrolą. Jedna z nich, jak ustaliła komisja śledcza, została wykupiona zaledwie dwie doby przed przetargiem.
Dlaczego wstrzymano realizację kontraktu
Jak wyjaśnił później przed komisją śledczą generał Szewcow, powierzchnia płyt ceramicznych zdecydowanie nie odpowiadała warunkom technicznym. A kiedy nową partię wysłano na testy balistyczne, płyty nie wytrzymały strzałów.
Szczegóły przetargu, w którym chińskie płyty podano za izraelskie
Tymczasowa komisja śledcza Rady Najwyższej pod przewodnictwem Jarosława Żelezniaka ujawniła szczegóły prawdopodobnego schematu związanego z zakupem kamizelek kuloodpornych dla Sił Zbrojnych Ukrainy za 1,6 mld hrywien. W centrum uwagi znajduje się firma „Milicon.ua”, pośrednik bez doświadczenia w tej branży, który uzyskał dostęp do przetargu dzięki specjalnej poprawce w warunkach zakupu. To właśnie ta „gwiazdka” pozwoliła uwzględnić nie doświadczenie uczestnika, ale doświadczenie zagranicznego producenta, którego dokumenty wykorzystała firma.
Podczas posiedzenia komisji śledczej posłowie zadali przedstawicielom Departamentu Zaopatrzenia bezpośrednie pytanie: czy warunki przetargu nie zostały specjalnie dostosowane do konkretnej firmy. W końcu „Milicon” miał kapitał zakładowy wynoszący zaledwie 160 tysięcy hrywien, a sama firma, jak się okazało, była powiązana ze strukturami, które wcześniej próbowały już wziąć udział w tym przetargu za pośrednictwem innej firmy — „Forteca ochrony”.
Pomimo deklarowanego izraelskiego pochodzenia kamizelek kuloodpornych, podczas testów wyszły na jaw zupełnie inne szczegóły: część płyt okazała się chińską produkcją, która nie wytrzymywała strzałów.
Szczególny rozgłos wywołały „nagrania Mindicha”, które zostały odtworzone na posiedzeniu komisji. Z rozmów wynikało, że osoby zamieszane w tę aferę doskonale wiedziały o problemach z kamizelkami kuloodpornymi jeszcze przed ostateczną porażką dostaw.
„Wyobraź sobie, jak byśmy nawalili przy 40 000 kamizelek kuloodpornych... Dobrze, że dali tylko 10 000” – czytamy w jednym z transkrypcji.
Mimo to uczestnicy rozmów nadal omawiali milionowe „wkłady” i kontakty wewnątrz Ministerstwa Obrony.
Po skandalu umowa z „Milikonem” została rozwiązana, a firmie naliczono karę w wysokości ponad 97 mln UAH. Jednak w komisji śledczej otwarcie stwierdzono: szanse na rzeczywiste odzyskanie tych pieniędzy są niemal zerowe.
Jednocześnie główne pytanie pozostaje otwarte – gdzie są teraz tysiące wadliwych kamizelek kuloodpornych, które sprowadzono na Ukrainę, ale nigdy nie zwrócono. Jak podkreślili posłowie, cena tej historii to nie tylko setki milionów hrywien, ale także półroczne opóźnienie w dostawach środków ochrony dla wojska w czasie wojny.
„Przywieźli tandetę”: jak Ministerstwo Obrony wyjaśniało skandal
„To znaczy, że nie przywieźli nowych. To wszystko... Pośrednik powiedział: »Zajmiemy się dostawcami«” – generał Mykoła Szewcow na posiedzeniu komisji śledczej faktycznie potwierdził: w centrum skandalu obronnego znalazła się firma pośrednicząca, która, według jego słów, „nie miała nawet żadnego związku z wyposażeniem wojskowym i nie rozumiała, co robi”.

Podczas przesłuchania były wiceminister obrony przyznał, że już w maju 2025 roku poinformowano go o poważnych problemach z partią kamizelek kuloodpornych o wartości 200 milionów hrywien. Według Szewcowa ceramiczna osłona nie spełniała wymagań technicznych, a sam towar nie mógł zostać dopuszczony do wojska.
„Nie mamy żadnego prawa przyjmować takiego towaru” – stwierdził.
Jednak, jak wynika z protokołu, minister Rustem Umerow nalegał, by „uporządkować” sytuację ze względu na delikatność stosunków z „Izraelczykami”. Jeszcze bardziej wymowny był moment, w którym Gonczarenko odczytał przechwyconą rozmowę między Umerowem a Szewcowem. Minister dzwoni rano, pyta o kamizelki kuloodporne, a w odpowiedzi słyszy: „Przywieźli bzdury”.
Według Szewcowa pierwsza partia całkowicie nie spełniła wymagań technicznych. Po przeróbce nowe płyty również nie przeszły testów balistycznych.
Jednocześnie w Ministerstwie Obrony, jak się wydaje, do ostatniej chwili próbowano utrzymać kontrakt przy życiu. Szewcow opowiedział, że dostawcom dano szansę na wymianę wszystkich 10 tysięcy kamizelek kuloodpornych i ponowne przejście testów.
„Zgodziłem się, ale ostrzegłem, że postępowanie reklamacyjne i naliczanie kar przebiega zgodnie z procedurą prawną” – wyjaśnił.
Jednak nawet po tym, jak twierdzi, nowe egzemplarze nie przeszły testów balistycznych i kontrakt musiał zostać rozwiązany.
Najbardziej niepokojąca jest sytuacja wokół samego przetargu. Szewcow otwarcie przyznał, że firma „Milikon”, która otrzymała wielomilionowe zamówienie, okazała się zwykłym pośrednikiem. A o tym, że firma została przepisana na nowych właścicieli dosłownie dwa dni przed przetargiem, wiceminister dowiedział się dopiero po tym, jak skandal wybuchł w przestrzeni publicznej.
„W tamtym momencie nie wiedziałem o tym” – powiedział posłom.
Osobno generał próbował zdystansować się od wszelkich wewnętrznych ustaleń. Oświadczył, że nigdy nie widział Timura Mindicha, nie bywał w mieszkaniu przy ulicy Hrushevskoho, gdzie, według innych świadków, odbywały się nieformalne kolacje z Umerowem, a o powiązaniach Mindicha z kamizelkami kuloodpornymi dowiedział się dopiero po opublikowaniu „nagranych rozmów NABU”.
„Świadomie unikałem nieformalnych kontaktów, dlatego lobbyści mnie omijali” – zapewnił komisję Szewcow.
W rezultacie setki milionów hrywien przeznaczonych na obronność przepływały przez firmę bez odpowiedniego doświadczenia, a wadliwy towar dwukrotnie próbowano doprowadzić do odbioru już po wykryciu problemów.
„Niech po prostu podpiszą odbiór i tyle”
Właśnie to zdanie, które pojawiło się na nagraniach z rozmowy Timura Mindicha z Rustemem Umerowem, stało się podstawą przesłuchania szefa DOT Arsena Żumadilowa na posiedzeniu TSK. Według jego słów chodziło o partię izraelskich kamizelek kuloodpornych o wartości ponad 200 milionów hrywien, które początkowo nie przeszły odbioru z powodu niezgodności rozmiarów, a po „przeróbce” – nie przeszły testów balistycznych.

Szczególny oddźwięk wywołały zakulisowe próby „rozwiązania sprawy”. Żumadilow potwierdził, że wiosną 2025 roku minister obrony Rustem Umerow osobiście zabrał go na zamkniętą kolację do prywatnego mieszkania, gdzie przy stole czekał już Timur Mindicz i izraelski rozmówca. To właśnie tam, według szefa DOT, Mindicz bezpośrednio interesował się losem kontraktu na problematyczne kamizelki kuloodporne: „Mamy kontrakt na te izraelskie kamizelki kuloodporne, zainwestowaliśmy w niego, co z tym będzie?”.
„Nie ma dla mnie znaczenia, kto i gdzie zadaje takie pytania, moja odpowiedź jest zawsze taka sama: jeśli przejdą odbiór – przyjmiemy towar i zapłacimy, jeśli nie – zamkniemy kontrakt” – wyjaśnił Żumadilow.
Arsen Żumadilow wyjaśnił również, że pod koniec 2023 roku sytuacja w zakresie zaopatrzenia Sił Zbrojnych Ukrainy była krytyczna – potrzeby były pokrywane jedynie w 20%. Aby obniżyć monopolistyczne ceny i rozszerzyć rynek, DOT zaangażowało zagranicznych dostawców. Dzięki temu w 2025 roku udało się obniżyć średnią cenę jednej kamizelki kuloodpornej z 27 000 do 21 000 hrywien.
W kwietniu firma dostarczyła pierwsze 5 000 kamizelek kuloodpornych. Przetrwały one ostrzał w laboratorium, ale DOT nie przyjął ich z powodu naruszenia wymiarów płyt, które nie odpowiadały ukraińskim standardom. Dostawca zabrał partię rzekomo w celu przeróbki.
W sierpniu firma zwróciła kamizelki. Tym razem wymiary były prawidłowe, ale podczas testów balistycznych płyty nie wytrzymały ostrzału i zostały przebite pociskami kalibru 7,62 mm. W rzeczywistości, pod pozorem poprawionej pierwszej partii, dostawcy próbowali dostarczyć armii już inne materiały. Następnie kontrakt o wartości 200 milionów hrywien został ostatecznie rozwiązany bez wypłaty środków budżetowych. Żumadilow przyznał:
„Za drugim razem podsunęli już zupełnie inne płyty, które nie wytrzymały testów strzeleckich”.
Mimo to na nagraniach Mindicha słychać zdanie: „Niech po prostu podpiszą odbiór i tyle”.
Przewodniczący TSK Oleksij Gonczarenko odczytał kolejny fragment nagrań, w którym Timur Mindicz żąda od Rustema Umerowa „jednego polecenia”, aby odpowiednie służby po prostu podpisały protokoły odbioru towaru. Na pytanie posłów, kto dokładnie miał wykonać to polecenie z pominięciem DOT, Żumadilow podał nazwisko szefa Centralnego Zarządu Kontroli Jakości Ministerstwa Obrony Leszczenka.
Co mamy w rezultacie
Schemat z „izraelskimi” kamizelkami kuloodpornymi został zatrzymany nie z powodu decyzji politycznej, ale dzięki stanowisku ekspertów, kontrolerów jakości i laboratorium balistycznego. Dostawcy dwukrotnie próbowali dostarczyć towar: najpierw partię odesłano z powodu niezgodności wymiarów płyt, a po ponownej dostawie nowe próbki nie przeszły testów balistycznych. W rezultacie umowa została rozwiązana bez wypłaty środków budżetowych — nie dokonano przedpłaty zgodnie z umową.
Jednak kwestia dalszego losu partii wadliwych kamizelek kuloodpornych pozostaje nadal otwarta. Według danych przedstawionych na posiedzeniu komisji śledczej towar nie został zwrócony producentowi, a informacji o jego oficjalnym przechowywaniu również nie ma. A jeśli wadliwy towar po prostu przepakowano zgodnie z nowymi dokumentami i sprzedano innemu organowi siłowemu z pominięciem Ministerstwa Obrony?
Czytaj nas na Telegram i Sends