Serwery kontra ludzie: dlaczego w USA protestuje się przeciwko centrom danych
05 sierpnia 2026 18:03Jeszcze kilka lat temu centra danych pozostawały niemal niewidoczną częścią gospodarki cyfrowej. Ludzie korzystali z wyszukiwarek, sieci społecznościowych, aplikacji bankowych i pamięci w chmurze, nie zastanawiając się, gdzie fizycznie przechowywane są ich zdjęcia, wiadomości i dokumenty.
Jednak rozwój generatywnej sztucznej inteligencji przekształcił kompleksy serwerowe w ogromne obiekty przemysłowe, które wymagają elektrowni, podstacji, wodociągów i setek hektarów ziemi.
18 lipca 2026 r. przeciwnicy gwałtownej budowy centrów danych zorganizowali w Stanach Zjednoczonych 142 akcje protestacyjne w 42 stanach. Jak podała agencja Reuters, była to pierwsza skoordynowana ogólnokrajowa kampania przeciwko rozbudowie infrastruktury sztucznej inteligencji. Protestujący domagali się przejrzystości, ochrony zasobów wodnych, udziału społeczności w procesie zatwierdzania projektów oraz pociągnięcia firm do odpowiedzialności za niespełnione obietnice.
Zgodnie z sondażem Reuters/Ipsos tylko 14% Amerykanów jest gotowych poprzeć budowę centrum danych AI w swojej społeczności.
W niecałe trzy tygodnie problem ten stał się przedmiotem debaty na szczeblu polityki stanowej. 4 sierpnia gubernator Teksasu Greg Abbott nakazał wstrzymanie zatwierdzania nowych centrów danych, które chcą podłączyć się do sieci energetycznej stanu, dopóki nie przejdą specjalnego audytu. Operator teksańskiego systemu energetycznego ERCOT rozpatruje wnioski o podłączenie nowych odbiorców o łącznej mocy około 474 gigawatów.
Około 90% tego potencjalnego zapotrzebowania przypada na centra danych, a zadeklarowana moc ponad pięciokrotnie przewyższa rekordowe obciążenie szczytowe całego Teksasu.
UA.NEWS wyjaśnia, dlaczego centra danych stały się jednym z głównych konfliktów infrastrukturalnych ostatnich lat, ile energii elektrycznej i wody zużywają oraz czego obawiają się lokalne społeczności.
Czym jest centrum danych i dlaczego bez niego nie funkcjonuje cyfrowy świat

Centrum danych to specjalnie wyposażony budynek lub kompleks budynków, w których znajdują się serwery, systemy przechowywania danych, sprzęt sieciowy, akumulatory, generatory rezerwowe oraz systemy chłodzenia.
Dzięki centrom danych działają wyszukiwarki, sieci społecznościowe, serwisy wideo, chmury danych, bankowość internetowa, rejestry państwowe i systemy korporacyjne. Kiedy użytkownik wysyła wiadomość, ogląda serial lub zadaje pytanie chatbotowi, zapytanie to jest przetwarzane nie w abstrakcyjnej „chmurze”, ale na fizycznym sprzęcie.
Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej w nowoczesnym centrum danych średnio około 60% energii elektrycznej zużywają serwery. Systemy przechowywania danych pochłaniają około 5%, a sprzęt sieciowy – kolejne 5%. Na chłodzenie przypada od około 7% w najbardziej wydajnych kompleksach hiperskalowych do ponad 30% w starszych lub mniej wydajnych centrach korporacyjnych.
Problem nie polega na samym istnieniu centrów danych, ale na tym, jak szybko się one rozrastają. Z usług cyfrowych mogą korzystać miliony ludzi w różnych krajach, podczas gdy energia elektryczna, woda, hałas i nowe linie energetyczne skupiają się w jednym konkretnym mieście lub miejscowości.
Dlaczego sztuczna inteligencja gwałtownie zwiększyła zapotrzebowanie na energię elektryczną

Zwykłe serwisy internetowe również wymagają serwerów, ale generatywna sztuczna inteligencja znacznie podniosła wymagania dotyczące mocy obliczeniowej. Do uczenia i działania dużych modeli językowych wykorzystuje się tysiące specjalistycznych procesorów graficznych. Wykonują one ogromną liczbę operacji, pracują niemal nieprzerwanie i wytwarzają znacznie więcej ciepła niż tradycyjne serwery.
Zgodnie z zaktualizowaną prognozą Międzynarodowej Agencji Energetycznej w 2025 roku centra danych na całym świecie zużyją około 485 terawatogodzin energii elektrycznej. Do 2030 roku wskaźnik ten może się niemal podwoić — do 950 terawatogodzin, co stanowi około 3% całkowitego światowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Jednocześnie zużycie energii przez centra skupiające się głównie na sztucznej inteligencji może wzrosnąć trzykrotnie.
Jednocześnie wzrasta efektywność energetyczna poszczególnych procesorów i algorytmów. Jednak oszczędności te są niwelowane przez wzrost liczby użytkowników oraz pojawienie się nowych, energochłonnych usług — generatorów wideo, asystentów głosowych, systemów analizy dużych zbiorów danych oraz autonomicznych agentów opartych na sztucznej inteligencji.
MEA wyraźnie wskazuje, że zużycie energii na jedno zadanie maleje, ale ogólny popyt nadal rośnie ze względu na masowe upowszechnianie się tej technologii.
Ile energii elektrycznej zużywają centra danych w Stanach Zjednoczonych
W Stanach Zjednoczonych skala problemu jest szczególnie widoczna. Zgodnie z raportem Narodowego Laboratorium im. Lawrence’a w Berkeley, opublikowanym przez Departament Energii USA, w 2023 roku amerykańskie centra danych zużyły około 176 terawatogodzin energii elektrycznej — co stanowi około 4,4% całkowitego zużycia w kraju.
Dla porównania, w 2014 roku wskaźnik ten wynosił 58 terawatogodzin. Do 2028 roku zużycie może wzrosnąć do 325–580 terawatogodzin, czyli do 6,7–12% energii elektrycznej w USA. Tak szeroki zakres wynika z niepewności co do liczby nowych akceleratorów sztucznej inteligencji, obciążenia serwerów oraz tempa podłączania nowych obiektów.
Pojedyncze duże centrum danych AI może zużywać tyle energii elektrycznej, co około 100 tysięcy gospodarstw domowych. Największe kompleksy, które są już w budowie, mogą potrzebować nawet 20 razy więcej energii – zauważa Międzynarodowa Agencja Energetyczna.
Dla systemu energetycznego problem nie polega wyłącznie na ogólnej ilości energii elektrycznej. Centra danych działają przez całą dobę i wymagają stabilnego zasilania. Ponadto są one skupione w tych samych regionach, w których istnieją już sieci światłowodowe, podstacje, tanie grunty lub ulgi podatkowe.
Samo centrum danych można zbudować w ciągu dwóch–trzech lat, podczas gdy projektowanie i budowa elektrowni, transformatorów oraz linii przesyłowych wymaga znacznie więcej czasu. To właśnie ta różnica powoduje kolejki na podłączenia i zmusza przedsiębiorstwa energetyczne do pilnego inwestowania miliardów dolarów w rozbudowę sieci.
Ile wody potrzebują centra danych

Energia elektryczna to tylko jedna część śladu zasobowego. Sprzęt serwerowy nieustannie wytwarza ciepło, które należy odprowadzać. W tym celu centra danych wykorzystują chłodzenie powietrzne, cieczowe lub wyparne.
W systemach z chłodniami wodnymi woda pochłania ciepło, po czym częściowo odparowuje. Taka metoda może wymagać mniej energii elektrycznej niż chłodzenie wyłącznie powietrzem, jednak powoduje stałe zapotrzebowanie na wodę.
Według obliczeń Narodowego Laboratorium im. Lawrence’a w Berkeley w 2023 roku centra danych w Stanach Zjednoczonych zużyły bezpośrednio około 66 miliardów litrów wody, czyli około 17,4 miliarda galonów. W 2014 roku bezpośrednie zużycie wyniosło 21,2 miliarda litrów.
Istnieje również pośredni ślad wodny. Woda jest potrzebna elektrowniom cieplnym i jądrowym, które wytwarzają energię elektryczną dla serwerów. Według szacunków Berkeley Lab w 2023 roku pośrednie zużycie wody związane z zasilaniem amerykańskich centrów danych wyniosło blisko 800 miliardów litrów, czyli około 211 miliardów galonów.
Nie należy mylić tych wskaźników. Zużycie bezpośrednie ma miejsce bezpośrednio na terenie centrum danych i może stanowić obciążenie dla lokalnej sieci wodociągowej, studni lub zbiorników wodnych. Zużycie pośrednie powstaje w elektrowniach i zależy od tego, z jakich źródeł centrum danych pozyskuje energię elektryczną.
Należy również rozróżniać pobór wody od jej zużycia. Pobrana woda jest czasami zwracana do zbiornika, choć może mieć inną temperaturę lub jakość. Za zużytą uważa się wodę, która wyparowała lub w inny sposób nie powróciła do lokalnego obiegu wodnego.
W skali całego kraju centra danych zużywają mniej wody niż rolnictwo. Jednak dla konkretnej społeczności dotkniętej suszą dodatkowe miliony litrów dziennie mogą mieć krytyczne znaczenie. Szczególnie trudna sytuacja ma miejsce latem, kiedy z powodu upałów centra danych wymagają intensywniejszego chłodzenia, mieszkańcy częściej korzystają z klimatyzacji, a jednocześnie zmniejszają się zapasy wody.
Dlaczego Amerykanie protestują przeciwko budowie centrów danych

Głównym zarzutem lokalnych mieszkańców jest brak jasnej odpowiedzi na pytanie: co społeczność otrzyma w zamian za ziemię, wodę i obciążenie sieci energetycznej?
Firmy obiecują wpływy z podatków, inwestycje, kontrakty budowlane i nowe miejsca pracy. Jednocześnie przeciwnicy projektów obawiają się podwyżek opłat, hałasu generowanego przez wentylatory i transformatory, zanieczyszczeń pochodzących z rezerwowych generatorów dieslowych, utraty terenów zielonych oraz spadku wartości nieruchomości.
Według badania Data Center Watch, w ciągu dwóch lat pod presją społeczności w USA zablokowano projekty centrów danych o wartości około 18 miliardów dolarów, a kolejne o wartości 46 miliardów — wstrzymano. Organizacja zidentyfikowała co najmniej 142 grupy aktywistów w 24 stanach. Najczęściej poruszają one kwestie opłat, zużycia wody, hałasu, ochrony terenów zielonych oraz wpływu na wartość nieruchomości.
Postawy społeczne również stają się coraz bardziej krytyczne. Według sondażu Pew Research Center 39% Amerykanów uważa, że wpływ centrów danych na środowisko jest przeważnie negatywny, 38% – że ma negatywny wpływ na ceny energii elektrycznej, a 30% – na jakość życia osób mieszkających w pobliżu.
Jednocześnie 25% ankietowanych uważa, że centra danych są korzystne dla lokalnego rynku pracy, a 23% – dla wpływów podatkowych. Wskazuje to, że społeczeństwo nie zaprzecza potencjalnym korzyściom gospodarczym, ale coraz częściej wątpi, czy przeważają one nad kosztami infrastrukturalnymi i środowiskowymi.
Dlaczego przeciwnicy centrów danych zjednoczyli lewicę i prawicę
Sprzeciw wobec centrów danych nie wpisuje się w tradycyjny podział amerykańskiej sceny politycznej. Organizacje ekologiczne poruszają głównie kwestie wody, zanieczyszczenia, emisji i zmian klimatycznych. Konserwatywni aktywiści krytykują ulgi podatkowe dla korporacji technologicznych, ingerencję w życie społeczności wiejskich oraz ewentualne przymusowe wywłaszczenie gruntów pod linie elektroenergetyczne.
Wspólnym tematem pozostają pieniądze. Mieszkańcy obawiają się, że firma technologiczna otrzyma ulgi i tanią ziemię, a za rozbudowę sieci energetycznej zapłacą zwykli odbiorcy poprzez wyższe taryfy.
Właśnie dlatego kampania protestacyjna z 18 lipca objęła zarówno stany republikańskie, jak i demokratyczne. Najwięcej akcji protestacyjnych miało miejsce w Teksasie, ale protesty odbywały się również w Kalifornii, Georgii, Pensylwanii, na Florydzie i w Indianie. Agencja Reuters określa sprzeciw wobec centrów danych jako jedną z nielicznych kwestii, która obecnie jednoczy Amerykanów o różnych poglądach politycznych.
Dlaczego problem ten stał się aktualny właśnie w ostatnich latach
Centra danych istnieją od dziesięcioleci, ale wcześniej rozwój usług cyfrowych był częściowo kompensowany przez wzrost wydajności sprzętu. Firmy wymieniały stare serwery, konsolidowały obciążenia i budowały bardziej wydajne kompleksy hipeskalowe.
Sztuczna inteligencja zmieniła tę równowagę. Zapotrzebowanie na moc obliczeniową zaczęło rosnąć szybciej niż efektywność energetyczna procesorów. Jednocześnie Stany Zjednoczone, Chiny, Europa i kraje Bliskiego Wschodu zaczęły traktować moc obliczeniową jako zasób strategiczny, na równi z półprzewodnikami i energetyką.
Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej nakłady inwestycyjne pięciu największych firm technologicznych przekroczyły 400 miliardów dolarów w 2025 roku. W 2026 roku mogą one wzrosnąć o kolejne 75%. Znaczna część tych środków jest przeznaczana na serwery, chipy, centra danych oraz infrastrukturę energetyczną.
Skutki są szczególnie widoczne w krajach, w których centra danych skupiają się na niewielkim obszarze. Na przykład, według danych Centralnego Urzędu Statystycznego Irlandii, w 2025 roku centra danych zużyły 23% całej energii elektrycznej zarejestrowanej przez liczniki w kraju. W 2015 roku ich udział wynosił zaledwie 5%.
Konflikty związane z wodą pojawiają się również poza granicami Stanów Zjednoczonych. W Chile sąd ds. ochrony środowiska zażądał ponownego rozpatrzenia pozwolenia na budowę centrum danych Google w pobliżu Santiago ze względu na potencjalny wpływ na warstwę wodonośną w regionie, który od lat boryka się z suszą. Później firma Google zdecydowała się zmodyfikować projekt i przejść z chłodzenia wodnego na chłodzenie powietrzne.
Czy można budować centra danych bez szkody dla społeczności?

Całkowite zrezygnowanie z centrów danych jest niemożliwe. Zapewniają one funkcjonowanie banków, szpitali, instytucji państwowych, systemów łączności, usług internetowych i platform naukowych. Sztuczna inteligencja może być również wykorzystywana w medycynie, energetyce, prognozowaniu pogody oraz opracowywaniu nowych materiałów.
Jednak nie wszystkie centra danych mają taki sam wpływ na środowisko. Zamknięte systemy chłodzenia pozwalają na wielokrotne wykorzystanie tej samej cieczy. Zamiast wody pitnej można stosować oczyszczone ścieki. Centra można budować w chłodniejszych regionach, gdzie przez część roku sprzęt jest chłodzony powietrzem zewnętrznym.
Nie ma jednak uniwersalnego rozwiązania. Chłodzenie powietrzem pozwala oszczędzać wodę, ale w gorącym klimacie może wymagać większego zużycia energii elektrycznej. Chłodzenie wodne czasami zmniejsza zużycie energii, ale zwiększa obciążenie lokalnych zasobów wodnych.
Dlatego należy ocenić całość: źródła energii elektrycznej, zużycie wody, lokalny klimat, emisje, hałas, zapotrzebowanie na nowe linie przesyłowe oraz możliwość tymczasowego zmniejszenia obciążenia w godzinach szczytu.
Protesty w USA pokazały, że centra danych przestały być niepozornymi magazynami z komputerami. Przekształciły się one w pełnoprawną, ciężką infrastrukturę — o ogromnym zapotrzebowaniu na energię elektryczną, wodę, grunty i sieci.
Nie oznacza to, że należy zatrzymać rozwój sztucznej inteligencji. Usługi cyfrowe nie są jednak niematerialne. Każdy chatbot, generator wideo czy pamięć w chmurze wiąże się z fizycznym kosztem, który ponoszą konkretne regiony.
Dlatego główne pytanie nie dotyczy już tego, czy ludzkość potrzebuje centrów danych. Chodzi o to, gdzie je budować, kto pokryje koszty niezbędnej infrastruktury, ile zasobów będą mogły one wykorzystywać oraz czy lokalni mieszkańcy będą mieli prawo wpływać na te decyzje.
Czytaj nas na Telegram i Sends