$ 43.3 € 50.9 zł 12.05
-10° Kijów -10° Warszawa +5° Waszyngton
Audyt zaplecza Sił Zbrojnych Ukrainy: ryzyko populizmu i nowe zasoby mobilizacyjne

Audyt zaplecza Sił Zbrojnych Ukrainy: ryzyko populizmu i nowe zasoby mobilizacyjne

10 lutego 2026 19:30

Minister obrony Mychajło Fedorow planuje zmienić układ sił w ukraińskiej armii. Chodzi o tzw. wojskową „nierówność”, gdy liczba personelu w zapleczu znacząco przewyższa liczbę żołnierzy walczących na froncie.

Aby naprawić tę sytuację, Ministerstwo Obrony przeprowadzi szeroko zakrojoną kontrolę efektywności wykorzystania żołnierzy na różnych kierunkach. Wyniki audytu staną się podstawą strategicznego dokumentu „Planu wojny”, który określi realne zapotrzebowanie na personel oraz sprzęt wojskowy. W dalszej perspektywie umożliwi to przeprowadzenie rotacji żołnierzy oraz ustalenie jasnych terminów mobilizacji.

Na ile realistyczne są te plany? Kto obecnie służy w „tyłowych” jednostkach Sił Zbrojnych Ukrainy? I z jakich rezerw można by uzupełnić oddziały bojowe na froncie? UA.News szuka odpowiedzi na te pytania wspólnie z obserwatorami wojskowymi.

image


Co z personelem Sił Obrony
 

Na początku 2025 roku łączną liczebność Sił Obrony Ukrainy oficjalnie szacowano na od 880 tys. do 1 mln osób. Z nich tylko jedna trzecia (około 300 tys.) walczyła bezpośrednio na froncie. Pozostali to żołnierze i pracownicy jednostek zaplecza — zabezpieczenia, logistyki, ochrony granic oraz ośrodków szkoleniowych.

Jednocześnie w ostatnich latach rozpowszechniły się przypadki samowolnego opuszczania jednostek, gdy żołnierze opuszczają miejsce służby bez zgody dowódcy. Kryzys osiągnął taką skalę, że zaczęto o nim mówić oficjalnie i poszukiwać rozwiązań, w tym poprzez audyt terytorialnych centrów rekrutacji oraz Sił Zbrojnych Ukrainy. W styczniu 2026 roku minister obrony Mychajło Fedorow poinformował, że około 200 tys. osób samowolnie opuściło jednostki wojskowe.

„Nie chcę być populistą, chcę być realistą. Ministerstwo Obrony trafia w moje ręce z deficytem 300 miliardów, z dwoma milionami Ukraińców poszukiwanych oraz z 200 tysiącami osób, które samowolne opuścili jednostkę. Dlatego musimy rozwiązać nasze wewnętrzne problemy, wykonać pracę domową w kwestii istniejących dziś wyzwań, aby móc iść dalej” — nakreślił skalę problemu minister.

Choć dowódca Trzeciego Korpusu, Andrij Biłecki, jest przekonany, że rzeczywista liczba przypadków samowolnego opuszczania jednostek przekracza 200 tys. podawanych oficjalnie. Jego zdaniem powrót tych żołnierzy mógłby wstrzymać mobilizację w Ukrainie na siedem miesięcy, a także pomóc w intensyfikacji działań na froncie.

Poważny kryzys związany z opuszczaniem jednostek wzmocnił również społeczne zapotrzebowanie na „sprawiedliwą mobilizację” oraz utworzenie armii kontraktowej. Przynajmniej częściowo problem ten mają rozwiązać zaktualizowane warunki dla żołnierzy kontraktowych, które Ministerstwo Obrony opublikowało jeszcze w grudniu ubiegłego roku. Resort proponuje m.in. ustalenie jasnego okresu służby od 1 do 5 lat oraz podstawowego wynagrodzenia na poziomie 50–60 tys. hrywien. Odpowiedni projekt ustawy ma jeszcze zostać omówiony i przyjęty przez Radę Najwyższą Ukrainy.

image


Zapowiedziane reformy i świadczenia dla żołnierzy
 

Obejmując stanowisko ministra obrony, Mychajło Fedorow przedstawił plan działań, którego kluczowym elementem było stworzenie profesjonalnej armii poprzez reformy, cyfryzację, wykorzenienie korupcji oraz nowe podejście do kompletowania sił zbrojnych, w tym projekt „Kontrakt 18–24”. Więcej szczegółów na temat tych planów ujawniono po spotkaniu szefa Ministerstwa Obrony z parlamentarną frakcją „Europejska Solidarność”. Jak podkreślali deputowani, Fedorow zamierza przeprowadzić audyt wojska, zanim wprowadzi nowe kontrakty i system wypłat.

„Teraz będzie zastanawiał się, jak zrównoważyć system, aby było więcej żołnierzy wykonujących zasadniczą pracę. Żołnierzy zaplecza jest bardzo dużo. Gdy mowa o tym, ile osób otrzymuje wysokie wynagrodzenie — 100 000 hrywien i dodatki — podawał on w ogóle niewielkie liczby” powiedziała deputowana ludowa Nina Jużanina w komentarzu dla Radia Swoboda.

image
Obecnie minimalne uposażenie żołnierzy wynosi około 20 tys. hrywien. Kwota ta nie była zmieniana od lutego 2023 roku, kiedy zniesiono dodatek w wysokości 30 tys. hrywien dla żołnierzy służby tyłowej. Jednocześnie władze nie uwzględniły faktu, że inflacja „zjada” realną wartość świadczeń. W efekcie obecne uposażenie w Siłach Zbrojnych Ukrainy jest niższe niż średnie wynagrodzenie w kraju, które według stanu na październik 2025 roku wynosiło 26 913 hrywien.

Ponadto obrońcy otrzymujący dodatki za udział w działaniach bojowych są zmuszeni wydawać własne środki na wynajem mieszkań w pobliżu strefy walk, naprawę pojazdów, zakup dodatkowego wyposażenia, modernizację dronów oraz nabywanie materiałów eksploatacyjnych na potrzeby zabezpieczenia technicznego.

Opinia obserwatorów wojskowych: skąd brać zasoby do uzupełnienia stanu osobowego
 

image
„Jedyne, co mogę powiedzieć: Fedorow chce zwiększyć liczbę ludzi, którzy będą walczyć na froncie, i zmniejszyć liczbę żołnierzy ‘zaplecza’. W ten sposób chcą poprawić obsadę jednostek bojowych, nie zwiększając skali mobilizacji. To rozwiązanie jest absolutnie pilne, ponieważ na froncie brakuje personelu, właśnie w jednostkach bojowych” — skomentował informacje o audycie w armii obserwator wojskowy Denys Popowycz.

Zmiany mające na celu skorygowanie bilansu sił w Siłach Zbrojnych Ukrainy są konieczne, jednak kluczowe jest to, by nie przerodziły się w populizm i imitację reform — uważa ekspert wojskowy Dmytro Sniehyriow. Zwraca on uwagę, że kwestia proporcji między jednostkami zaplecza a bojowymi jest przedmiotem poważnej debaty.

image
„Nie istnieje uniwersalna proporcja między jednostkami zaplecza a bojowymi. Zależy ona od kilku czynników, w szczególności od poziomu zaawansowania technologicznego armii. Na przykład do obsługi jednego F-16 potrzeba ponad tuzina techników lotniczych. Oznacza to, że na jednego pilota przypada nawet do 20 techników. Dotyczy to także obsługi systemów walki radioelektronicznej oraz obrony przeciwlotniczej. Umownie rzecz biorąc, do wsparcia technicznego operatora bezzałogowego statku powietrznego, działającego w odległości 10–15 km od linii styczności bojowej, zaangażowanych jest wiele jednostek zaplecza — przede wszystkim inżynierowie, specjaliści łączności i analitycy” — wyjaśnia Sniehyriow.

Ekspert wojskowy sprzeciwia się przestarzałemu wyobrażeniu o armii zaplecza jako strukturze, w której służą wyłącznie kucharze, magazynierzy i „chorążowie”. Obecnie zaplecze to przede wszystkim logistyka: dostarczanie amunicji, paliwa i innych środków. Drugim kluczowym elementem są bazy remontowe. Sytuacja w zakresie obsługi technicznej jest dość skomplikowana, zwłaszcza jeśli chodzi o sprzęt zagraniczny.

„Im bardziej zaawansowana technologicznie armia, tym więcej ma jednostek zaplecza. Dla przykładu: w armii Stanów Zjednoczonych na jednego żołnierza w jednostkach bojowych przypada osiem osób w zapleczu. Do jednostek zaplecza zalicza się m.in. szpitale polowe, służbę medyczną, placówki rehabilitacyjne. Należą do nich także specjaliści łączności, informatycy oraz personel ośrodków szkoleniowych. Wszystko to składa się na pojęcie jednostek zaplecza” — podkreśla Sniehyriow.

Jednocześnie ekspert zaznacza, że w zapleczu faktycznie istnieją pododdziały, które mogłyby wzmocnić jednostki bojowe.

„Na przykład w strukturze terytorialnych centrów rekrutacji funkcjonują kompanie ochrony, przypisane do każdego centrum. Nie do końca wiadomo, kto dokładnie wymaga ich ochrony w takich miastach jak Lwów czy Tarnopol. Tymczasem liczebność tych kompanii jest wystarczająca, by sformować kilka brygad bojowych. To ważna kwestia wymagająca dyskusji, zwłaszcza w kontekście racjonalnego wykorzystania rezerwy mobilizacyjnej zamiast poszukiwania innych zasobów poprzez tzw. ‘busifikację’”.

Ponadto pojawiają się poważne wątpliwości co do jakości obsady tych kompanii ochrony. Jakiś czas temu udało mi się zwrócić uwagę na ten problem i ujawnić schematy korupcyjne. Na przykład w jednym z przypadków w iwanofrankiwskim centrum rekrutacji wśród żołnierzy kompanii ochrony formalnie figurowali lokalni piłkarze, trenerzy, masażyści i inni. To rodzi pytania nie tylko o sprawiedliwość społeczną, ale także o ogólne podejście do kompletowania takich jednostek” — opowiada ekspert wojskowy.

Dmytro Sniehyriow zwraca również uwagę na realne możliwości przeprowadzania rotacji jednostek bojowych.

„Człowiek walczył pół roku — idzie pilnować centrum rekrutacji. A ci, którzy przez cztery lata pilnowali centrum rekrutacji — idą na linię frontu. Moim zdaniem właśnie takie kwestie należy podnosić — mówi Sniehirow. — Jeśli chodzi o uzupełnianie stanu osobowego, problemy mobilizacji można rozwiązywać nie poprzez ‘busifikację’, która tworzy obrazki dla rosyjskich mediów, lecz poprzez rozwiązanie kwestii tzw. specjalnych emerytów. Chodzi o emerytów MSW, SBU i prokuratury, których jest ponad 300 tysięcy.

Niestety nie figurują oni w ogólnym rejestrze — obowiązuje ich specjalna ewidencja. Tu rzeczywiście pojawia się kwestia sprawiedliwości społecznej. Ludzie, którzy składali przysięgę, potrafią posługiwać się bronią i regularnie przechodzili komisje lekarskie, z jakiegoś powodu nie są angażowani w obronę naszego państwa”.

Czytaj nas na Telegram i Sends