Na co dzień zarządza największą ukraińską grupą mediów na Telegramie, liczącą ponad 8,7 mln odbiorców. Osobiście wręcza klucze do mieszkań, które z własnych środków — z zysków kanałów — kupił dla osób poszkodowanych przez wojnę. Wraz z zespołem angażuje się w wolontariat, pomaga cywilnym Ukraińcom w trudnej sytuacji życiowej oraz wspiera ponad 30 jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy.
Rozmawialiśmy z Maksymem Ławrynenką, założycielem i właścicielem grupy medialnej „Trucha Ukraina”. O pomocy, odpowiedzialności, pracy i nadziei w trudnych czasach.
Charkowski publiczny kanał, który stał się numerem 1 w Ukrainie
— Maksymie, „Trucha” zaczęła się w 2019 roku jako charkowski kanał z wiadomościami. Dla tych, którzy słyszą o tym po raz pierwszy: jaka była pierwotna idea projektu i po co go stworzyliście?
Idea była maksymalnie prosta: robić wiadomości, których ludzie potrzebują. Krótkie, szybkie i konkretne informacje o tym, czym żyje Charków i co dzieje się wokół. Zawsze byłem fanem newsów, interesował mnie właśnie taki format.
Zaczęliśmy od jednego kanału „Tru Cha”, czyli „Prawdziwy Charków”. Podawaliśmy informacje, na które było zapotrzebowanie. W sposób wygodny, zwięzły, tak aby o najważniejszych sprawach można było przeczytać właśnie u nas. Dziś kanały grupy medialnej „Trucha Ukraina” mają ponad 8,7 mln subskrybentów.
— Co zmieniło się w waszym postrzeganiu celu i kierunku rozwoju „Truchy” po 24 lutego 2022 roku?
Do rozpoczęcia pełnoskalowej wojny rozwijaliśmy się jako medium informacyjne i, oczywiście, chcieliśmy konkurować oraz zwiększać liczbę odbiorców. To nadal ma znaczenie, jak w przypadku każdego medium. Nie przesadzę jednak, jeśli powiem, że 24 lutego zmieniło się wszystko — od podejścia i tempa pracy po czysto techniczne aspekty działania.
Od samego rana w dniu inwazji ludzie pisali do nas w panice: „Co robić?”, „Dokąd jechać?”, „Gdzie jest bezpiecznie?”, „Czy to prawda?”. W takich chwilach nie myśli się o planach contentowych, reklamach czy liczbie subskrypcji. Wszyscy potrzebowali informacji, by przetrwać.

Zaczęło się. Zapomniałem o śnie, publikowałem nawet 750 postów dziennie. Pomagała mi wtedy tylko jedna osoba. Trzymaliśmy rękę na pulsie wydarzeń, ostrzegaliśmy przed zagrożeniami, pisaliśmy o wszystkim, co trzeba było wiedzieć. Ludzie zaczęli nam ufać i subskrybować kanał. W ciągu 2–3 miesięcy nasza publiczność wzrosła trzykrotnie. Powiększył się także zespół.
W 2022 roku „Trucha” przestała być po prostu medium. Stała się częścią narodowego systemu informowania, a w pewnym sensie nawet przetrwania. To ogromna odpowiedzialność i z biegiem lat tylko wzrosła.
— Fundacja „Trucha Ukraina” od niemal czterech lat systematycznie wspiera ponad 30 brygad i jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy. Co jest trudniejsze: szybkie zbieranie pieniędzy czy zbudowanie systemu, któremu można zaufać?
Zdecydowanie system jest trudniejszy. Pieniądze ludzie przekazywali od pierwszego dnia. Zaufanie do „Truchy” było ogromne. Gdy widzisz, że w ciągu tygodnia na konto wpływają ogromne sumy, rozumiesz, że jeden błędny krok i to zaufanie zniknie na zawsze.
Trzeba było nauczyć się wszystko dokumentować — każdą hrywnę, każdy zakup, każdą dostawę oraz dokładnie i publicznie raportować. Sprawdzać odbiorców: czy to rzeczywiście żołnierze danej brygady, czy naprawdę potrzebują tej pomocy. Wiedzieć, jak przechowywać sprzęt i jak dostarczać go na front.
To okazało się wielokrotnie poważniejsze i bardziej odpowiedzialne niż samo zbieranie pieniędzy. Ale tak powinno być. Ludzie muszą widzieć, dokąd trafiają ich środki.

„Trucha daje mieszkanie” — pomoc tym, którzy stracili wszystko
— W projekcie „Trucha daje mieszkanie” z własnych środków kupujecie mieszkania osobom, które straciły je w wyniku wojny. Widzieliśmy nagrania: ludzie płaczą z ulgi, gdy wręczacie im klucze. Jak powstał ten projekt i jak działa?
To obecnie nasz kluczowy projekt. Rozpoczął się w 2024 roku, wtedy podarowaliśmy mieszkania dwóm rodzinom z Charkowa, które na początku pełnoskalowej wojny straciły swoje domy w wyniku rosyjskich ostrzałów. W jednej z tych historii, dzięki temu że rodzina otrzymała własne mieszkanie, matka z dziećmi mogła wrócić z zagranicy do ojca i rodzina znów była razem. To nas bardzo zainspirowało.
W 2025 roku skupiliśmy się na innych formach pomocy, a pod koniec roku postanowiliśmy wrócić do projektu w większej skali. Pod Boże Narodzenie kupiliśmy mieszkanie dla rodziny przesiedleńców, którzy doznali ciężkich obrażeń, przeżyli okupację w obwodzie charkowskim, stracili nienarodzone dziecko, zostali bez domu i przez miesiące szukali schronienia w całym kraju, by dać życie swojej małej córce. Teraz mają własny dom z ogrodem, w którym marzą o sadzeniu drzew owocowych. Mam nadzieję, że wszystko im się ułoży.
Na początku 2026 roku kupiliśmy mieszkanie dla babci z niepełnosprawnością i jej wnuka — sieroty, którego kobieta wychowuje sama. To przesiedleńcy z rejonu bachmuckiego w obwodzie donieckim. Wszystkie skromne środki wydawali na wynajem i przeżycie. Kilka dni temu wręczyłem im klucze do mieszkania, w którym babcia i wnuk będą mogli wreszcie odetchnąć po tym, co przeszli, zacząć budować przyszłość i wiedzieć, że mają własny dach nad głową. Chłopiec nie będzie już musiał tułać się po wynajętych kątach, zmieniać szkół i przyjaciół.

— Nad czym obecnie pracujecie?
Obecnie finalizujemy umowę dla kolejnej rodziny. Mama ma orzeczoną niepełnosprawność z powodu ciężkich powikłań cukrzycy, ojciec jest weteranem wojny, dwukrotnym przesiedleńcem i uczestnikiem działań bojowych. Mają dwoje dzieci. Mieszkają w 12-metrowym pokoju w dawnym klasztorze. Ich mieszkanie w Łysyczańsku zostało trafione rosyjską rakietą. Bardzo chcę, aby ta rodzina odnalazła ulgę i poczucie bezpieczeństwa we własnym domu. To oczywiście nie rozwiązuje wszystkich problemów, ale daje zaplecze, które pomaga przetrwać dzisiejsze realia.
Plany są duże. W tym roku na pewno kupimy jeszcze kilka mieszkań. Każda taka historia jest trudna i nieprzewidywalna — to ogrom pracy zespołu grupy medialnej „Trucha Ukraina”, prawników, notariuszy oraz zaangażowania samych rodzin. Wiele zależy od rynku nieruchomości, oczekiwań osób, dla których kupujemy mieszkanie, a także od sprzedających. Zdarza się, że transakcja upada już w drodze na podpisanie dokumentów, bo sprzedawca zmienił zdanie. Takie jest życie. Nie poddajemy się i szukamy dalej, wybieramy kolejne opcje. I tak to się toczy.
— Jak dowiadujecie się o potrzebie mieszkaniowej i jak wybieracie osoby, którym podarujecie mieszkanie? Wiadomo, że nie da się pomóc wszystkim, a zgłoszeń jest wiele…
Na wszystkich naszych kanałach są informacje o projekcie „Trucha daje mieszkanie”. Opowiadam o nim także w swoich postach i nagraniach wideo, przedstawiając rodziny, którym aktualnie pomagamy. W każdej takiej publikacji znajduje się formularz Google (https://bit.ly/4hn1Zec), dzięki któremu można opisać swoją historię. Prosimy o dokumenty potwierdzające określone okoliczności życiowe. Oczywiście wszystko odbywa się z zachowaniem poufności.
Wybór jest trudny. Szczerze współczujemy każdemu, jednak w pierwszej kolejności staramy się pomagać osobom w najtrudniejszej sytuacji: rodzinom wielodzietnym, samotnym rodzicom, rodzinom z osobami z niepełnosprawnościami, bliskim poległych lub zaginionych obrońców Ukrainy. Czasem nakłada się na siebie kilka tragicznych okoliczności.
Zespół analizuje zgłoszenia. Ja przeglądam wszystkie bez wyjątku. Po wstępnym wyborze weryfikujemy dokumenty, rozmawiamy z rodziną, współpracujemy z pośrednikami nieruchomości, oglądamy oferty, oceniamy dzielnicę, budynek i stan mieszkania. Ważne, by nie był to tylko dach nad głową, lecz godne miejsce do życia. Ostateczna decyzja należy do rodziny.
Po zakupie osobiście przekazuję klucze i pozostaję w kontakcie. Ogromnie cieszy mnie, gdy zapraszają na parapetówkę — radość z oglądania ludzi w nowych warunkach, widok zmieniającego się nastroju, pojawiającej się nadziei i inspiracji, to coś wyjątkowego.
Osobista motywacja i wsparcie
— Co motywuje pana do codziennej pracy?
Kiedy człowiek po wszystkim, co przeżył, znów może patrzeć w przyszłość, kiedy dzieci cieszą się własnym kątem, a my mamy zaszczyt uczestniczyć w tej zmianie — to najlepsza motywacja.
Ogromnym wsparciem są dla mnie moja rodzina i mój zespół. Bez nich nic by się nie udało. Zawsze o tym pamiętam i czuję wielką wdzięczność.
Dobroczynność w Ukrainie istniała od zawsze, a w czasie wojny rozwinęła się do niesamowitej skali. Jesteśmy częścią tego ekosystemu wzajemnej pomocy Ukraińców dla Ukraińców. Jeśli nasz przykład inspiruje kogoś do czynienia dobra, to największa nagroda.
— Gdyby mógł pan wrócić do 2019 roku, kiedy tworzył pan „Truchę”, co by pan sobie powiedział?
Powiedziałbym: „Przed tobą bardzo dużo pracy. Wiele wyzwań, krytyki i prowokacji. Ale też mnóstwo wdzięczności, wsparcia i dobra. Będziesz miał szansę robić coś naprawdę ważnego. Nie zmarnuj jej. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo zmieni się twoje życie”.
— Dziękuję za rozmowę, Maksymie. Życzę powodzenia panu i całemu zespołowi.
Dziękuję za zaproszenie i ciekawe pytania. I dziękuję każdemu, kto nam ufa, dołącza do pomocy lub po prostu udostępnia informacje. Razem jesteśmy silniejsi.