„Jeśli będą atakować nasze rafinerie — spotka ich odpowiedź”: w tak cyniczny sposób rosyjski dyktator Władimir Putin ogłosił 30 sierpnia nową kampanię ataków na ukraiński sektor energetyczny. Ponadto przywódca Federacji Rosyjskiej dał do zrozumienia, że rosyjskie siły zbrojne otrzymały już odpowiednie rozkazy. Sądząc po danych wywiadu i analityków wojskowych, ataki te już mają miejsce, choć na razie nie są one masowe.
W kalendarzu mamy 4 września. Letnie upały, które przez długi czas pozwalały żyć bez przerw w dostawach energii, dobiegają końca. Przed nami wilgotne jesienne noce i zimowe mrozy. Nie trzeba być ekspertem wojskowym, by zrozumieć: nowy „sezon” masowych ataków na system energetyczny to nie tylko prawdopodobieństwo, ale jedynie kwestia czasu.
Wszyscy doskonale rozumieją też inną bolesną rzeczywistość: niedobór systemów obrony przeciwlotniczej, a zwłaszcza rakiet do nich, na Ukrainie nigdzie nie zniknął. Wskaźniki skuteczności zestrzeleń są coraz gorsze, władze na najwyższym szczeblu twierdzą, że środków do przeciwdziałania wrogim atakom jest zbyt mało, a Rosjanie w międzyczasie tylko zwiększają swoją siłę ognia.
Dlatego przed Ukraińcami pojawia się – po raz kolejny – pytanie: co będzie z prądem i na co należy się przygotować? Co grozi krajowej energetyce w najbliższym czasie? Sytuacja jest niestety niepokojąca. Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami przyjrzał się tej kwestii.
Rozpoznanie bojowe: jak Kreml przygotowuje „idealną burzę” dla energetyki
Ostatnie tygodnie lata stały się dla rosyjskiej armii okresem aktywnego „rozpoznania bojowego”. To, co dzieje się obecnie na ukraińskim niebie i w obiektach energetycznych, to nie chaotyczne ostrzały, lecz metodyczne przygotowania do wielkiej kampanii. Wojskowe kanały informacyjne, w szczególności znany „Nikolaevsky Vanyok”, który śledzi dynamikę ataków, odnotowują niepokojącą tendencję: systematyczne ataki na sektor energetyczny faktycznie wznowiono już w sierpniu, choć nie były one jeszcze tak masowe, jak to zwykle bywało.
Statystyki mówią same za siebie: tylko w pierwszym tygodniu sierpnia odnotowano 38 ataków, w drugim – 20, w trzecim – 29, a w ostatnim tygodniu miesiąca – już 43. Łącznie około 130 ataków, nie licząc uderzeń na infrastrukturę gazową, która również znajduje się na celowniku. Zasięg geograficzny jest również szeroki: od położonych przy linii frontu obwodów chersonskiego i donieckiego po obwody kijowski, poltawski, czernihowski i inne. Wróg wykorzystuje cały swój arsenał: od tanich dronów FPV i pocisków kierowanych (KAB), które sieją spustoszenie w podstacjach przy linii frontu, po rakiety balistyczne i odrzutowe „szahidy” w tyłach.
Ale najważniejsze to nie to. Najważniejsze jest to, że prowadzony jest aktywny rozpoznanie. W ciągu ostatnich tygodni siły rosyjskie prowadzą rozpoznanie obiektów energetycznych w całym kraju. Szukają słabych punktów, obliczają trasy, oceniają skuteczność ochrony. Przypomina to zachowanie drapieżnego ptaka, który krąży wokół ofiary przed decydującym skokiem.
A ten atak, zgodnie z prognozami, będzie niestety potężny i odczuwalny. Według informacji wywiadu amerykańskiego Ukrainę czeka do ośmiu fal zmasowanych ataków. Przewidywany początek kampanii to ostatnia dekada września i/lub początek października. Oznacza to, że liczy się już nie miesiące, a tygodnie.
Najstraszniejsze w tej prognozie jest jednak liczba: do 90 pocisków różnych typów jednocześnie podczas pierwszych trzech największych fal. Jak system obrony przeciwlotniczej poradzi sobie z tym, jeśli chodzi o pociski balistyczne — wszystkim jest to oczywiste. Skutkiem takich ataków, według różnych szacunków, będą przerwy w dostawach prądu trwające do 16 godzin dziennie (a nawet dłużej). W gruncie rzeczy oznacza to życie w trybie „światło jest tylko przez kilka godzin w nocy i rano”. Głównymi celami, zgodnie z prognozami amerykańskiego wywiadu, będą Kijów i obwód kijowski, obwody odeskie, dnieprowskie, czerkaskie, winnickie oraz zachodnia Ukraina.

Anatomia ataku: gdzie i jak będą celować Rosjanie
Bez wątpienia elektrownie cieplne i termoelektryczne, które zapewniają elastyczną produkcję energii i ogrzewanie miast, pozostają priorytetowymi celami. Podobnie jak elektrownie wodne (EW), których uszkodzenie ma katastrofalne skutki dla zaopatrzenia w wodę i ekologii całych regionów, oraz infrastruktura gazowa, która i tak jest nieustannie atakowana.
Kolejne poważne zagrożenie wisi nad sieciami dystrybucyjnymi elektrowni jądrowych. Oczywiście Rosjanie raczej nie odważą się uderzać bezpośrednio w reaktory elektrowni jądrowych — bez względu na to, jak bardzo byliby bezmyślni, ale wszystko ma swoje granice. A w końcu po co strzelać do samej elektrowni i do „pancerza” reaktora, którego nie przebije żadna rakieta balistyczna, skoro elektrownię jądrową można „wyłączyć” w inny, o wiele prostszy i bardziej wyrafinowany sposób?
„Piętą achillesową” ukraińskich elektrowni jądrowych są otwarte urządzenia rozdzielcze (VRP) oraz węzły łączące elektrownię z ogólną siecią energetyczną. Ogólnie rzecz biorąc, elektrownia jądrowa jest systemem niezwykle bezwładnym. Nie może ona po prostu „zhamować”, jak samochód, ani szybko zmniejszyć mocy jednym naciśnięciem przycisku. Jeśli zniszczy się lub uszkodzi transformatory i linie, którymi energia elektryczna przepływa z elektrowni jądrowej do odbiorcy, elektrownia straci możliwość dostarczania energii. Po prostu nie będzie miała gdzie dostarczać prądu. W takim przypadku reaktor trzeba zatrzymać lub przełączyć na minimalny poziom mocy, co dla systemu energetycznego oznacza utratę kilku gigawatów (!) mocy wytwórczej. Rosjanie doskonale to rozumieją.
Nie należy też zapominać o obiektach infrastruktury krytycznej, które są zasilane tą samą energią. Ataki na sieci wodociągowe i kanalizacyjne stacje pompowe są również całkowicie spodziewane. Nawet jeśli w domu będzie światło z generatora lub stacji ładującej, ale zabraknie wody i odprowadzania ścieków, życie w mieście szybko stanie się fizycznie niemożliwe.
Osobnym aspektem problemu jest gotowość władz: zarówno centralnych, jak i przede wszystkim lokalnych. Ten zimowy sezon stanie się momentem prawdy dla wielu zespołów zarządzających. Niektórzy zdążyli w ostatnim czasie zmontować i zainstalować instalacje kogeneracyjne, zdywersyfikować źródła wytwarzania energii, przenieść kluczowe urządzenia pod ziemię oraz zabezpieczyć podstacje gabionami i siatkami – choćby w jakiś sposób, choćby częściowo. A ktoś, niestety, zajmował się wyłącznie walką polityczną, własnym wzbogacaniem się i sprawozdaniami o „przygotowaniach do zimy”. Już wkrótce na konkretnych przykładach zobaczymy, kto pracował na rzecz rezultatu, a kto tylko udawał gorączkową aktywność.

Inwestycje w przetrwanie: co zrobić już teraz, zanim będzie za późno
Przejdźmy do kluczowego pytania: „co robić?”. Najprostszym, a jednocześnie najtrudniejszym do zrealizowania wariantem jest po prostu wyjazd z kraju, choćby na kilka miesięcy. Jednak oczywiste jest, że taka możliwość nie jest niestety dostępna dla wszystkich, a zwłaszcza dla milionów mężczyzn w wieku poborowym. Dlatego dla absolutnej większości Ukraińców, którzy pozostają w domu, należy liczyć przede wszystkim na siebie i własne siły. Państwo nikomu w żaden sposób nie pomoże, o czym władze i eksperci mówią wprost.
Warto zacząć od kwestii o kluczowym znaczeniu – autonomii energetycznej. Powerbanki o dużej pojemności, przenośne stacje ładujące, generatory (jeśli pozwalają na to warunki i budżet), latarki z pojemnymi akumulatorami, zasilacze awaryjne — to minimum, które pozwoli przetrwać długotrwałe przerwy w dostawie prądu. Teraz, na początku jesieni, jest idealny czas na takie zakupy. Popyt na te produkty jest na razie stosunkowo niski, więc są one tańsze. Gdy tylko nadejdą mrozy, a przerwy w dostawach prądu staną się surową rzeczywistością, ceny tych samych produktów z pewnością poszybują w górę. Możliwy jest również niedobór, ponieważ Rosja masowo niszczy magazyny, w tym te z sprzętem AGD. Nie ma więc lepszego momentu na inwestycje we własne bezpieczeństwo energetyczne niż właśnie teraz.
Drugim ważnym kierunkiem jest ocieplenie mieszkania. Tutaj liczy się każdy szczegół: okna, drzwi wejściowe i balkonowe, dach, poddasze, ściany. Im mniej ciepła będzie uciekało z Państwa mieszkania lub domu, tym dłużej uda się utrzymać mniej więcej akceptowalną temperaturę podczas przerw w dostawach centralnego ogrzewania.
Wreszcie trzecia kwestia — warto z wyprzedzeniem poważnie przemyśleć system ogrzewania autonomicznego. W zależności od możliwości finansowych i technicznych może to być kocioł na paliwo stałe, bezpieczny autonomiczny system ogrzewania gazowego lub połączenie wydajnego generatora z grzejnikami elektrycznymi i akumulatorami ciepła. Jeśli natomiast mieszkasz w budynku wielokondygnacyjnym, gdzie fizycznie nie da się zainstalować kotła, warto przynajmniej posiadać jedno kompaktowe i bezpieczne autonomiczne źródło ciepła, na przykład turystyczny grzejnik gazowy (ściśle przestrzegając zasad bezpieczeństwa i wentylacji!) oraz zapas butli do niego.
Ponadto, jeśli istnieje choćby teoretyczna możliwość, warto rozważyć tymczasową przeprowadzkę do małej miejscowości lub wsi z dala od dużych miast. Tam zazwyczaj łatwiej jest zorganizować samodzielne utrzymanie, mieć własny piec lub kocioł na paliwo stałe. A to daje jeszcze jedną istotną korzyść: ostrzałów infrastruktury energetycznej i obiektów przemysłowych na odległych terenach wiejskich będzie albo znacznie mniej, albo w ogóle nie będzie.

Opinie ekspertów
Ekspert w dziedzinie energetyki, przewodniczący Związku Konsumentów Usług Komunalnych Oleg Popenko uważa, że na razie nie należy spodziewać się zakrojonych na szeroką skalę awarii zasilania. Jednak dość długie przerwy w dostawie prądu są całkiem prawdopodobne.
„Blackout to sytuacja, w której albo dany region po prostu zostaje odłączony od ogólnokrajowej sieci energetycznej Ukrainy, albo gdy w zasadzie „zawodzi” cały system. Natomiast długotrwałe przerwy w dostawach prądu – to może się zdarzyć. Nawiasem mówiąc, mają one miejsce już teraz, na przykład w obwodzie chersońskim, w obwodzie zaporoskim czy w obwodzie sumskim. Mieszkańcom Chersonu wręcz zaproponowano już opuszczenie miasta, ponieważ nie będzie tam prądu. A więc to wszystko już ma miejsce. Należy się spodziewać dalszego pogorszenia sytuacji, bez względu na to, jak bardzo się przygotowujemy. Tak, część obiektów zostanie zamknięta, duże elektrownie i podstacje mają własne zabezpieczenia — ale nie wszystkie obiekty da się fizycznie chronić. Musimy więc przygotować się na niezwykle trudną sytuację związaną z przerwami w dostawach energii elektrycznej. To jest to, czego teraz potrzebujemy. Każdy powinien przygotować się na swoim miejscu. Przede wszystkim państwo powinno pomóc obywatelom przetrwać ten sezon grzewczy. Aby ludzie mogli na przykład, korzystając z kredytu o zerowym oprocentowaniu, kupić sobie powerbanki, generatory, stacje zasilające lub falowniki. Przedsiębiorstwa powinny w jak największym stopniu zabezpieczyć własne moce wytwórcze. Przerwy w dostawach mogą bowiem trwać nawet 16–20 godzin, a niektóre regiony mogą cierpieć z powodu ciągłych, stałych przerw w dostawach” – prognozuje Oleg Popenko.
Starszy inżynier Siergiej T., który obecnie pracuje nad odbudową jednej z uszkodzonych przez wroga stołecznych elektrociepłowni, również ocenia sytuację dość sceptycznie.
„Nie jestem pewien, czy uda im się wszystko zniszczyć aż do całkowitej awarii zasilania. Jednak długotrwałe przerwy w dostawach prądu, podobnie jak zeszłej zimy, będą rzeczywistością nawet bez ataków. A jeśli chodzi o ataki, to nikt nie jest w stanie niczego przewidzieć. Jasne jest tylko to, że będą one miały miejsce i będą miały ogromny zasięg. A obecnie nie ma dosłownie nic, czym można by zestrzelić te rakiety… Trudno mi powiedzieć, na ile Ukraina jest przygotowana na te ataki. Stolica jest przygotowana, moim zdaniem, tak sobie. Ale w pewnym sensie nie da się przygotować na nie w stu procentach. Z tego, co mogę powiedzieć: w naszym obiekcie prace są wciąż dalekie od zakończenia, choć miały się zakończyć jeszcze przed latem. Ataki przy tym nie ustają. Na stacji panuje ogólnie jakaś melancholijna atmosfera: no bo po co to wszystko robić, skoro jesienią i zimą i tak wszystko zniszczą. To złe nastawienie, niekonstruktywne… Gdzieś przygotowania są lepsze, gdzieś znacznie gorsze. Ale zima będzie trudna dla wszystkich” – zauważył nasz rozmówca.
Podsumowując, ukraiński system energetyczny wkracza w kolejny bardzo trudny okres. Nie ma złudzeń co do „humanitaryzmu” wroga. Putin otwarcie powiedział, że będzie uderzał w sektor energetyczny, a najbliższe tygodnie i miesiące pokażą, na ile solidne i kompleksowe okazały się krajowe przygotowania. Prognozy są jednak i tak niepokojące: jeśli osiem fal masowanych ataków rzeczywiście stanie się rzeczywistością, Ukraińcy znów będą musieli na długo zapomnieć o tak podstawowych dla całego świata dobrodziejstwach cywilizacji, jak stabilne oświetlenie i ogrzewanie.
Czytaj nas na Telegram i Sends