$ 44.08 € 51 zł 11.99
+8° Kijów +11° Warszawa +28° Waszyngton
Kryptowaluty, „dropy” i zwolnienie z mobilizacji: komisja śledcza ujawniła schematy wielomilionowych zysków prorządowych „medialnych killerów”

Kryptowaluty, „dropy” i zwolnienie z mobilizacji: komisja śledcza ujawniła schematy wielomilionowych zysków prorządowych „medialnych killerów”

11 marca 2026 15:53

Kolejne posiedzenie Tymczasowej Komisji Śledczej (TSK) pod przewodnictwem deputowanego Jarosława Żeleźniaka, które miało stać się platformą do analizy działalności anonimowych kanałów na Telegramie działających w interesie Bankowej (administracji prezydenta), przerodziło się w ostrą publiczną krytykę służb siłowych i instytucji fiskalnych.

Szefowie odpowiednich służb zostali zaproszeni, aby złożyć raport dotyczący dwóch kluczowych kwestii: wielomilionowego unikania płacenia podatków przez popularne kanały Telegram oraz wątpliwego „rezerwowania” (zwalniania z mobilizacji) niektórych blogerów i administratorów kanałów YouTube. Według danych TSK osoby te oficjalnie znajdują się na specjalnej liście w SBU i HUR, co faktycznie daje im immunitet od mobilizacji w zamian za lojalność.

Zamiast konstruktywnego dialogu posiedzenie ujawniło głęboki paraliż instytucjonalny: nawet członkowie komisji operują konkretnymi nazwiskami i numerami identyfikacyjnymi właścicieli „anonimowych” sieci, podczas gdy organy ścigania i służby podatkowe nadal „nie zauważają” ani nielegalnych zysków, ani medialnych ataków na instytucje antykorupcyjne.

Już na wstępie było jasne, że konstruktywnego dialogu nie będzie. Przewodniczący komisji Jarosław Żeleźniak ostro skrytykował przedstawicieli Państwowej Służby Podatkowej, Biura Bezpieczeństwa Gospodarczego oraz wywiadu wojskowego HUR. Głównym zarzutem była systemowa bezczynność i paraliż instytucji, które „nie zauważają” wielomilionowych przepływów w szarej strefie oraz wątpliwych przywilejów dla „wybranych” blogerów.

image


„Nie rozśmieszajcie ludzi”: fiskus przyznał, że nie jest w stanie sprawdzić dochodów kanałów Telegram
 

Kwestia masowego unikania płacenia podatków przez największe kanały Telegram była jedną z najgorętszych tematów posiedzenia TSK. Przewodniczący komisji przedstawił wyniki analizy, według których cena jednego posta reklamowego na kanale z milionową publicznością zaczyna się od 2 tysięcy dolarów, jednak pieniądze te pozostają w „szarej strefie”.

„Czy jako państwo w ogóle współpracujemy z Telegramem? Jaki jest problem w przypadku YouTube? To dokładnie taka sama sytuacja jak historia z OnlyFans, kiedy urząd skarbowy wysłał zapytanie do brytyjskiej firmy i otrzymał oficjalną odpowiedź dotyczącą obywateli Ukrainy. Administracje Telegrama i YouTube mogą przekazać pełną listę dochodów przypisanych do osoby fizycznej lub przedsiębiorcy. Otrzymacie całą informację o monetyzacji. Pytanie brzmi: gdzie w tym wszystkim są podatki?” — zwrócił się do przedstawicieli fiskusa Jarosław Żeleźniak.

Zastępca szefa Państwowej Służby Podatkowej Andrij Trocko wyjaśnił, że urząd skarbowy pracuje jedynie na podstawie oficjalnie zadeklarowanych danych. Według niego z dziewięciu sprawdzonych podmiotów osiem prowadzi działalność gospodarczą jako indywidualni przedsiębiorcy i nie stwierdzono u nich naruszeń.

„Służba podatkowa działa wyłącznie w granicach dostępnych informacji. Na dzień dzisiejszy nie istnieje taka współpraca z Telegramem i YouTube. Pracujemy nad tym. W przypadku otrzymania danych o właścicielach beneficjalnych i potwierdzenia uzyskiwania przez nich dochodów wyciągniemy wnioski co do kompletności deklaracji. Z informacji dotyczących dziewięciu podmiotów wynika, że osiem prowadzi działalność gospodarczą. W trakcie działań nie stwierdzono naruszeń. Nie posiadamy informacji o uzyskanych dochodach poza tymi, które sami zadeklarowali” — stwierdził urzędnik.

Takie argumenty spotkały się z ostrą krytyką ze strony deputowanych.

„Tymczasowa komisja śledcza w kilku zapytaniach ustaliła, kto stoi za anonimowymi kanałami, a wam czegoś brakuje! To, że płacą coś w ramach trzeciej grupy podatkowej dla przedsiębiorców — nie rozśmieszajcie ludzi, tam jest dziesięciokrotna różnica w liczbach. Cały aparat fiskalny podchodzi do prawa czysto formalnie” — powiedział deputowany Danyło Hetmancew.

Przedstawiciele służby podatkowej Anton Zamiatin i Wołodymyr Kyzyma skarżyli się na niemożność jednoznacznego ustalenia beneficjentów anonimowych kanałów oraz na brak danych o płatnościach od agencji reklamowych. Na co Jarosław Żeleźniak odpowiedział, że mechanizmy kontroli istnieją i są „elementarne”.

„Wasz proces kontroli Telegrama niczym nie różni się od sprawdzania kiosku z papierosami. Można zrobić kontrolny zakup reklamy, a w przypadku portfeli kryptowalutowych to w ogóle idealna sytuacja. Wysyłacie USDT, widzicie cały strumień transakcji i spokojnie możecie naliczyć podatki” — zaznaczył przewodniczący TSK.

Gdy okazało się, że służba podatkowa nie przeprowadziła żadnej analizy dotyczącej konkretnych osób fizycznych, których nazwiska wcześniej przekazali deputowani, Jarosław Żeleźniak nazwał to ignorowaniem pracy komisji.

„Kilka miesięcy temu przekazaliśmy wam nazwiska beneficjentów i materiały dotyczące nielegalnej działalności kanałów Telegram. Nie prosimy was o ich zamknięcie — sprawdźcie dochody! Nie usłyszałem, że to zrobiliście. To ignorowanie pracy komisji. Spotkajmy się ponownie za miesiąc, ale z dużo lepszym przygotowaniem ze strony służby podatkowej” — podsumował.

Anonimowe kanały atakują NABU
 

Druga część posiedzenia Tymczasowej Komisji Śledczej ujawniła najbardziej skandaliczną stronę działalności anonimowych sieci — systematyczną presję na Narodowe Antykorupcyjne Biuro Ukrainy (NABU). Przewodniczący komisji Jarosław Żeleźniak zwrócił uwagę na „dziwną” zbieżność: najbardziej agresywne ataki medialne na detektywów prowadzą właśnie te zasoby informacyjne, które mają bezpośrednie powiązania ze Służbą Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU).

„SBU oficjalnie odpowiedziała nam, że trzech współwłaścicieli prawdopodobnych kanałów na Telegramie znajduje się w ich ‘rezerwie’. Przeanalizowaliśmy dochody tych osób: w najlepszym przypadku pracują jako indywidualni przedsiębiorcy (FOP), przy czym robią to tak, aby technicznie nie przekroczyć ustalonych limitów” — zaznaczył Jarosław Żeleźniak.

Przedstawicielka NABU Margarita Żywaha potwierdziła, że Biuro odnotowuje wyraźnie skoordynowane ataki. Według niej identyczne teksty — „słowo w słowo, nawet przecinki” — publikowane są jednocześnie w sieciach z milionową publicznością, takich jak „Ukraina Online”, „Insider” i inne.

„Tylko w lutym 2025 roku naliczyliśmy ponad 300 takich publikacji. Główne tezy: że NABU rzekomo jest powiązane z rosją albo podważa zdolność obronną państwa” — poinformowała Margarita Żywaha.

Werdykt Wiktorii Siumar: „SBU niszczy NABU”
 

Deputowana Wiktoria Siumar bardzo ostro oceniła te fakty, nazywając sytuację politycznym zleceniem. Przypomniała letnie wydarzenia, gdy SBU była zaangażowana w zatrzymanie detektywów Biura. „Obraz jest bardzo zły. Teraz widzimy, że właściciele kanałów Telegram to faktycznie pracownicy SBU, a jednocześnie to oni atakują NABU. Wniosek jest prosty: służba jest zaangażowana w informacyjne niszczenie organu antykorupcyjnego. To dyskredytuje tę część SBU, która realnie walczy na froncie” — powiedziała Wiktoria Siumar.

Metody KGB
 

Deputowany Mykoła Kniażycki porównał współczesne metody do radzieckiego dziedzictwa. Nazwał działalność „chronionych” kanałów Telegram klasyczną metodą KGB.

„Byli lub obecni agenci tworzą struktury, które zarabiają pieniądze i wykonują brudną robotę. Telegram ma w Ukrainie zasięg 82% tylko dlatego, że instytucje państwowe, w tym SBU, same go promują. Tworzy to idealne ‘bramy’ do werbowania Ukraińców przez wroga i stanowi bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego” — podkreślił deputowany.

Na tle tych ustaleń deputowana Nina Jużanina wyraziła oburzenie bezczynnością organów fiskalnych. Podkreśliła, że cyfryzacja w Ukrainie najwyraźniej działa jedynie na rzecz wzbogacenia anonimowych podmiotów, a nie na rzecz zasilenia budżetu państwa. „Kanały Telegram zarabiają ogromne pieniądze od lat. Dlaczego urząd skarbowy wciąż nie potrafił przeprowadzić elementarnych kontrolnych zakupów reklamy, aby wyprowadzić te miliony z szarej strefy?” — zwróciła się do fiskusa Jużanina.

Schemat działania takiego biznesu szczegółowo opisał przewodniczący komisji. Według niego model biznesowy „prorządowych” kanałów jest dość prosty: przez działalność gospodarczą (FOP) przechodzą jedynie drobne oficjalne płatności — na przykład za reklamę instytucji państwowych czy uniwersytetów — natomiast główna gotówka, liczone w milionach dolarów wynagrodzenia za zlecenia polityczne, trafia przez portfele kryptowalutowe.

„To wielomilionowy biznes w szarej strefie. Kanały sprzedaje się za miliony dolarów. Opublikowanie lub usunięcie wiadomości to towar, którego państwo w ogóle nie widzi” — dodał Jarosław Żeleźniak.

Matematyka „nieistniejących” dochodów
 

Deputowana Wiktoria Siumar przedstawiła także konkretne wyliczenia pokazujące ogromną przepaść między rzeczywistością a raportami urzędu skarbowego. Podkreśliła, że na kanałach z publicznością do miliona subskrybentów pojawia się nawet 200 postów dziennie, z czego co piąta wiadomość jest materiałem zamówionym.

„Jedno zlecenie polityczne kosztuje od 10 do 40 tysięcy dolarów. Dzienny dochód takiego kanału może łatwo sięgnąć 20 000 dolarów. W skali miesiąca to 600 000 dolarów. Jakie są limity dla działalności gospodarczej (FOP)? To miliony dolarów rocznie, które dla urzędu skarbowego po prostu nie istnieją” — stwierdziła Wiktoria Siumar.

Tę tezę poparł także Mykoła Kniażycki, zauważając, że nawet oficjalna monetyzacja Telegrama w wysokości 50% wypłacana jest na portfele kryptowalutowe, co czyni ją niewidoczną dla budżetu państwa. Poradził urzędnikom skarbowym, aby „po prostu wygooglowali” agencje reklamowe, które otwarcie publikują cenniki za reklamy na Telegramie.

„Nie musicie nawet nigdzie chodzić! Po prostu zamieśćcie reklamę i zobaczcie, dokąd trafią pieniądze” — zauważył Kniażycki.

Handel narkotykami i papierosami: BEB bezsilne
 

Oprócz presji politycznej Telegram stał się także główną platformą sprzedaży nielegalnych towarów akcyzowych.

Jarosław Żeleźniak przypomniał, że już w lutym komisja przekazała Biuru Bezpieczeństwa Gospodarczego (BEB) pełny zestaw kanałów handlujących narkotykami i kontrabandą przy użyciu tzw. „dropów” oraz usług pocztowych. „Mam potwierdzenie, że otrzymaliście te informacje miesiąc temu. I co od tego czasu zostało zrobione?” — zapytał przewodniczący komisji.

Jednak przedstawiciele BEB podczas posiedzenia w praktyce przyznali się do własnej bezradności. Szef wydziału detektywów BEB Serhij Krywun zapytany o przykłady skutecznego blokowania takich kanałów odpowiedział: „Niestety, nie mogę podać takich przykładów… Mój wydział się tym nie zajmował”.

image


Oskarżenia o sabotowanie śledztw
 

Jednocześnie detektyw Krywun próbował uspokoić obecnych, twierdząc, że instytucja wniosła już odpowiednie informacje do rejestru postępowań karnych na podstawie artykułu 212 (uchylanie się od płacenia podatków w szczególnie dużych rozmiarach). Odmówił jednak ujawnienia szczegółów, argumentując, że „ujawnienie danych może zaszkodzić postępowaniu”, a praktyka śledcza dotycząca kanałów Telegram „dopiero się kształtuje”.

W odpowiedzi Danyło Hetmancew oskarżył BEB o świadome manipulowanie przepisami proceduralnymi w celu ukrycia wyników pracy — a właściwie ich braku.

„Technicznie uciekacie od bezpośrednich pytań dotyczących waszej pracy. Tajemnica śledztwa jest oczywiście ważna, ale nie powinna być zasłoną dla bezczynności organu. Osobiście przekazywałem wam fakty dotyczące tych sieci. Od pół roku dostaję odpowiedź, że ‘śledztwo trwa’. Podczas gdy wy chowacie się za zasłoną, budżet i armia tracą pieniądze” — podkreślił Hetmancew.

Okazało się również, że BEB wciąż nie posiada jasnej strategii współpracy z globalnymi platformami internetowymi. Na pytanie Jarosława Żeleźniaka, co stoi na przeszkodzie w uzyskaniu danych od Google lub YouTube o wypłatach dla obywateli Ukrainy, Serhij Krywun nie potrafił udzielić konkretnej odpowiedzi. Ograniczył się do stwierdzenia, że istnieje „departament analityków” oraz że występują trudności techniczne. Twierdził też, że dokumentowanie anonimowych portfeli kryptowalutowych jest procesem „nie tak prostym, jak się wydaje”, ponieważ rzekomo bardzo trudno potwierdzić, że konkretne tokeny zostały otrzymane właśnie za usługi reklamowe. Argumenty te natychmiast skrytykowała Nina Jużanina.

„Byliście zależni od kogoś, kto wydał wam polecenie, żeby nie pracować. Innego wniosku nie mogę wyciągnąć” — oświadczyła Nina Jużanina.

image


Sprawa Zołkina
 

„Na YouTube wszystko jest przejrzyste. Firmy Meta i Google nie są zainteresowane obchodzeniem prawa. Wystarczy sprawdzić liczbę wyświetleń, obecność monetyzacji i wysłać zapytanie. Nie ma w tym nic skomplikowanego” — podkreślił deputowany Mykoła Kniażycki.

Na tle twierdzeń Biura Bezpieczeństwa Gospodarczego o „trudności” w śledzeniu transakcji komisja przeszła do analizy działalności konkretnych postaci medialnych. Głównym „antybohaterem” tej części obrad stał się bloger Wołodymyr Zołkin, którego działalność na YouTube — według deputowanych — jest przykładem całkowitego ignorowania prawa podatkowego pod osłoną struktur siłowych.

Przewodniczący komisji Jarosław Żeleźniak przedstawił konkretne dane: według analizy komisji dochód kanału Zołkina wyłącznie z monetyzacji wynosi około 120–130 tysięcy dolarów, jednak oficjalnie nie zapłacił on prawie żadnych podatków.

„Człowiek zarabia ogromne pieniądze, kupuje drogie samochody, bez problemu przechodzi kontrolę finansową za granicą, a w Ukrainie jako przedsiębiorca płaci zero podatków. Jednocześnie od maja 2025 roku został zdjęty z ewidencji wojskowej i znajduje się na ‘specjalnej liście’ w wywiadzie wojskowym HUR. Czy to potwierdzacie?” — zwrócił się Żeleźniak do przedstawiciela wywiadu.

Przedstawiciel Głównego Zarządu Wywiadu Ministerstwa Obrony, pułkownik Jewhenij Jerin, przyznał, że wywiad współpracuje z blogerem w ramach Sztabu Koordynacyjnego ds. postępowania z jeńcami wojennymi, jednak nie potrafił wyjaśnić jego statusu zwolnienia z mobilizacji.

„Wyjaśnię, dlaczego jest objęty rezerwacją i czy ma prawo publicznie atakować instytucje antykorupcyjne w imieniu HUR” — odpowiedział pułkownik.

Demonstracyjna nieobecność SBU
 

Szczególne oburzenie członków komisji wywołało stanowisko Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). Kierownictwo tej instytucji zostało zaproszone na posiedzenie komisji, jednak zignorowało zaproszenie i przesłało jedynie pismo podpisane przez pełniącego obowiązki szefa SBU Jewhena Chmarę. Powód nieobecności okazał się niemal anegdotyczny: w służbie stwierdzono, że „nie mogli znaleźć strony komisji na stronie internetowej Rady Najwyższej”.

„Skoro pan Chmara nie mógł znaleźć strony komisji, proponuję wezwać go bezpośrednio do sali Rady Najwyższej. Tam pokażemy mu stronę i zapytamy o ‘VIP-owych uchylających się od mobilizacji’” — ironicznie zauważył Jarosław Żeleźniak.

Przewodniczący komisji ujawnił dane, według których trzej właściciele popularnych kanałów Telegram będący w wieku mobilizacyjnym zostali nagle zdjęci przez SBU z ogólnej ewidencji wojskowej i przeniesieni do „rezerwy” służby specjalnej.

„Teraz wiemy, kto stoi za tymi kanałami i wiemy, gdzie są objęci rezerwacją. Teraz pytanie brzmi: czy wzbogacenie niektórych przedstawicieli SBU nie jest związane z tym, ile pieniędzy anonimowe kanały wnoszą w zamian za medialną ochronę?” — dodał przewodniczący komisji.

„Pokemony Witiuka”
 

Najbardziej głośną częścią posiedzenia było ujawnienie konkretnych schematów, według których działają kuratorzy anonimowych kanałów Telegram powiązani z Departamentem Cyberbezpieczeństwa SBU (wcześniej kierowanym przez Illię Witiuka). Przewodniczący Tymczasowej Komisji Śledczej Jarosław Żeleźniak wprost wymienił nazwiska i struktury, które według ustaleń komisji stoją za wielomilionowym biznesem w szarej strefie.

„Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem. Dwóch z pracowników SBU, których zidentyfikowaliśmy, oficjalnie posiada agencję reklamową (wspominano między innymi strukturę ‘Toba’). Publicznie chwalą się sprzedażą kanałów Telegram za setki tysięcy dolarów, a w deklaracjach podatkowych widzimy jedynie skromne limity działalności gospodarczej — około 5 milionów hrywien. Wykonaliśmy większość pracy za organy ścigania, ale one uparcie ‘nie widzą’ oczywistości” — stwierdził Jarosław Żeleźniak.

Blokada jako „wyrok śmierci” dla biznesu w cieniu
 

Przewodniczący komisji podkreślił, że państwo posiada skuteczny instrument nacisku na anonimowych właścicieli — zwrócenie się do administracji Telegrama z dowodami nielegalnej działalności. Jeśli zostanie udowodnione unikanie płacenia podatków oraz legalizacja środków przez portfele kryptowalutowe, komunikator może zablokować kanał, co oznaczałoby natychmiastowy upadek całego modelu biznesowego.

„Jestem przekonany, że w tym momencie wszyscy ci ‘wspaniali reformatorzy’ z SBU — różni Sacharowowie i inni ‘pokemoni Witiuka’ — natychmiast pobiegną się rejestrować i płacić podatki. Bo ryzyko blokady dla anonimowego kanału oznacza koniec milionowych zysków” — podkreślił przewodniczący TSK.

„Rezerwowanie” administratorów
 

Podsumowując tę część dyskusji, Jarosław Żeleźniak wskazał na absurdalność sytuacji: podczas gdy Telegram pozostaje główną platformą sprzedaży narkotyków, przemycanych papierosów i alkoholu, służby specjalne zamiast walczyć z przestępczością zajmują się „rezerwowaniem” (zwalnianiem z mobilizacji) współwłaścicieli tych samych zasobów.

„Jako państwo mamy ogromny problem. To główne źródło generowania kontaktów dla przestępczości. A jednocześnie SBU oficjalnie rezerwuje ludzi stojących za tymi procesami!” — stwierdził przewodniczący komisji.

Kończąc posiedzenie, Jarosław Żeleźniak przeszedł od analizy schematów do otwartych ostrzeżeń. Podkreślił, że czas „zabawy w chowanego”, gdy służby specjalne nie potrafią znaleźć strony Rady Najwyższej, a urząd skarbowy nie widzi milionowych transakcji w Telegramie, oficjalnie się skończył.

„Oczekuję od urzędu skarbowego i BEB zupełnie innej jakości odpowiedzi. To, co dziś usłyszeliśmy, nie satysfakcjonuje ani mnie, ani moich kolegów. Za miesiąc spotkamy się ponownie w tym samym składzie. I nie daj Boże, żebyście znów wyszli do mikrofonu z opowieściami o ‘złożoności portfeli kryptowalutowych’ czy braku kompetencji” — podsumował Jarosław Żeleźniak.

Przewodniczący komisji dodał również, że wobec tych funkcjonariuszy SBU, którzy zignorowali wezwanie (w tym szefa Departamentu Ochrony Państwowości Narodowej Andrija Salenkowa), komisja zainicjuje procedurę przymusowego doprowadzenia na kolejne posiedzenie.

Co więcej, Żeleźniak zasugerował możliwość użycia „instrumentów finansowych” nacisku: jeśli w ciągu trzydziestu dni służby nie pokażą realnych działań w walce z dochodami z szarej strefy oraz z medialnymi atakami na instytucje antykorupcyjne, kwestia kompetencji kierownictwa tych instytucji zostanie podniesiona podczas przeglądu budżetu państwa w kwietniu.

„Znamy nazwiska, znamy liczby, znamy miejsca, w których są objęci rezerwacją. Następnym razem będziemy rozmawiać nie o teorii, lecz o odpowiedzialności” — podsumował przewodniczący TSK.

Czytaj nas na Telegram i Sends