Po oświadczeniach rosyjskiego dyktatora Putina o zwiększeniu presji na Kijów w celu „osiągnięcia wyznaczonych celów” wojska Federacji Rosyjskiej zaczęły przeprowadzać szczególnie niszczycielskie ataki na stolicę Ukrainy. Liczba ofiar śmiertelnych i rannych po każdym takim ataku sięga dziesiątek.
Od maja, średnio raz na 10 dni, stolica doświadczała zakrojonych na szeroką skalę ataków kombinowanych z wykorzystaniem dronów uderzeniowych, pocisków skrzydłowych „Kalibr”, X-101, ze szczególnym naciskiem na pociski balistyczne i hipersoniczne „Cyrkony”. Częstotliwość takich nalotów zależała od tempa gromadzenia przez Rosję zapasów uzbrojenia.
Jednak w ciągu ostatnich dni intensywność ataków wzrosła. W nocy z 6 na 7 lipca Kijów i obwód kijowski przeżyły kolejną „piekielną” noc pod ostrzałem — zaledwie trzy dni po poprzednim ataku kombinowanym z 2 lipca.
UA.News wyjaśnia, dlaczego Rosja zmienia częstotliwość ostrzałów, dlaczego apele Kijowa do sojuszników o uzupełnienie zapasów rakiet przechwytujących mogą nie przynieść efektu oraz co na ten temat sądzą eksperci wojskowi.

Co wiadomo o ataku z 6 lipca i jego skutkach
Złożony atak na Kijów trwał 4 godziny. Przygotowania do niej rozpoczęły się już wieczorem 5 lipca — wróg zaczął wystrzeliwać z kilku kierunków drony różnych typów: Shahed, „Gerbera”, „Italmas” oraz drony-imitatory „Parodia”. Drony miały odwrócić uwagę obrony przeciwlotniczej i zidentyfikować pozycje naszych kompleksów przeciwlotniczych.
Po północy 6 lipca w kierunku Kijowa i obwodu kijowskiego wystrzelono pociski skrzydłowe „Kalibr” równocześnie z uderzeniami hipersonicznych pocisków „Cyrkon” z Kurska oraz pocisków balistycznych z Briańska.
Około trzeciej w nocy Kijów został zaatakowany dwiema falami pocisków manewrujących X-101/9m727.
W sumie podczas tego połączonego ataku okupanci wystrzelili kilka rodzajów pocisków:
· 6 pocisków przeciwokrętowych „Cyrkon”/„Onyks” (wystrzelonych z obwodu kurskiego);
· 23 pociski balistyczne „Iskander-M”/S-400 (wystrzelone z obwodów briańskiego, orłowskiego i kurskiego);
· 33 pociski manewrujące X-101 (wystrzelone z obwodu wołogodzkiego);
· 6 pocisków manewrujących „Kalibr” (wystrzelonych z Noworosyska).
Siły Powietrzne poinformowały, że wróg stawiał na wyczerpanie obrony przeciwlotniczej oraz ataki rakietami hipersonicznymi, wykorzystując 419 środków ataku powietrznego: 68 rakiet i 351 dronów. To nieco mniej niż 2 lipca, kiedy Rosjanie wykorzystali 496 dronów i 74 pociski — z baz powietrznych, lądowych i morskich.
6 lipca Siły Obronne zniszczyły lub unieszkodliwiły 363 cele: 37 pocisków i 326 dronów różnych typów. W szczególności zestrzelono 31 pocisków skrzydłowych X-101 oraz 6 pocisków typu „Kalibr”.
Jednocześnie odnotowano trafienia 29 rakiet balistycznych, w tym przeciwokrętowych, oraz 18 dronów uderzeniowych.

W Kijowie podczas nocnego ataku uszkodzono około 30 budynków mieszkalnych. W dzielnicy Podilski uderzenie rakietowe zniszczyło część klatki schodowej. W dzielnicy Darnytska rakieta uderzyła w dziedziniec między wieżowcami. Uszkodzono budynki w dzielnicach Obolonska i Holosiivska.
W obwodzie kijowskim, w miejscowości Wiszniew, w wyniku uderzeń zniszczono 5 ulic — to dziesiątki domów. Ze względu na zagrożenie ponowną detonacją z niebezpiecznego terenu tymczasowo ewakuowano ponad 500 mieszkańców.

W sumie rosyjski atak na Kijów i obwód kijowski pochłonął życie 14 osób. Trwa identyfikacja ofiar śmiertelnych. Prawie 60 mieszkańców odniosło rany, w tym 5 dzieci.
Niedobór rakiet przechwytujących
Bardziej szczegółowa analiza działania obrony przeciwlotniczej wykazała, że w nocy z 5 na 6 lipca ukraińskie siły obrony przeciwlotniczej nie zdołały przechwycić żadnej z 29 rakiet balistycznych wystrzelonych przez Rosjan. Rzecznik Sił Powietrznych, pułkownik Jurij Ignat, wyjaśnił, że przyczyną jest niedobór pocisków do systemów przeciwlotniczych Patriot, zdolnych do zestrzelenia celów balistycznych.
„Wynik jest niski, delikatnie mówiąc. Aby zestrzelić pociski balistyczne, trzeba mieć czym. Systemów jest wystarczająco dużo, potrzebne są jednak stałe dostawy pocisków. Rosjanie wykorzystują fakt, że zarówno na Ukrainie, jak i na świecie występuje poważny niedobór pocisków przechwytujących PAC-2 i PAC-3, dlatego skupiają się bardziej na atakach rakietami balistycznymi” – skomentował Ignat.
Rzecznik Sił Powietrznych nie wykluczył również, że Rosja może w najbliższym czasie przeprowadzić nowy masowy ostrzał, ponieważ wróg znacznie skrócił odstępy między atakami.

O niedoborze rakiet przechwytujących wielokrotnie wspominał już prezydent Wołodymyr Zełenski. Po ataku z 6 lipca zauważył, że ukraińscy żołnierze osiągnęli „dobre wyniki w zestrzeliwaniu dronów i pocisków skrzydłowych, ale niestety nie w przypadku rosyjskich pocisków balistycznych”. Według głowy państwa przyczyną był niedostateczny dopływ pocisków przechwytujących. W przeddzień szczytu NATO, który odbędzie się w dniach 7–8 lipca w Ankarze, wezwał sojuszników do podjęcia zdecydowanych działań.
„Bardzo ważne jest, aby świat, przede wszystkim Ameryka i nasi europejscy partnerzy, wyszedł ze szczytu NATO w Ankarze z zdecydowanymi decyzjami wspierającymi naszą obronę przestrzeni powietrznej, a tym samym ochronę życia zwykłych ludzi. Dopóki pociski do systemów „Patriot” pozostają w magazynach sojuszników, zachęca to Rosję jedynie do dalszego „niszczenia” budynków mieszkalnych. Stany Zjednoczone i Europa dysponują wystarczającą siłą, by powstrzymać ten terror” – oświadczył Zełenski.
Do tych oświadczeń dołączył również minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiga. Podkreślił on, że „najważniejszym wynikiem szczytu w Ankarze jest zwiększenie możliwości Ukrainy w zakresie ochrony naszych dzieci przed rosyjskim terrorem balistycznym”.
Co mówią eksperci

Oleksandr Kowalenko: Rosjanie spieszyli się, by pokazać swoją zdolność do zadawania jednego uderzenia po drugim
Był to standardowy, masowy, kombinowany atak: z wykorzystaniem nalotów dronów oraz uderzeń rakietowych z użyciem różnego rodzaju broni rakietowej — zauważa Oleksandr Kowalenko, obserwator ds. wojskowo-politycznych z grupy „Informacyjny Opór”. Jednocześnie, komentując rosyjskie ataki z 6 lipca, wskazuje na pewne zmiany.
„Proces przygotowań do tego ataku przebiegał bardzo szybko, bez przeprowadzania dodatkowego rozpoznania. Od uderzenia z 2 lipca upłynął wystarczająco krótki okres, aby Rosjanie mogli wszystko dokładnie przeanalizować: skuteczność uderzeń, przeprowadzić niezbędne działania rozpoznawcze i uzupełniające, a także ustalić nowe współrzędne i zadania lotnicze. Aby albo zadać bardziej precyzyjny cios w te obiekty, które nie zostały całkowicie zniszczone, albo przeprowadzić ataki na nowe obiekty, uwzględniając te, które już zostały zniszczone. Wszystko to należało skoordynować z procesem obsługi po locie w lotnictwie.
Moim zdaniem Rosjanie w ogóle nie przeprowadzali obsługi po locie samolotów Tu-95MS. Po prostu bardzo szybko, wielokrotnie i bez odpowiedniego czasu na odpoczynek, wykorzystywali je do lotów bojowych. Najprawdopodobniej spieszyli się, aby pokazać swoją zdolność do zadawania kolejnych uderzeń w odstępie prawie trzech–czterech dni, a nie tygodnia–półtora.
Ponieważ 2 lipca nastąpił atak, poprzedzony przerwą trwającą od 15 czerwca – ponad dwa tygodnie. Średnio Rosjanie przeprowadzają takie ataki co tydzień lub półtora tygodnia. To znaczy, że wystarcza to na przygotowanie niezbędnej ilości amunicji, skoordynowanie nowych celów, przeprowadzenie działań rozpoznawczych i tak dalej”.
Główne cele tego powietrznego terroru dla rosyjskich wojsk pozostają niezmienne, uważa Oleksandr Kowalenko.
„Oprócz zakładów, które budzą pewne zainteresowanie, w szczególności należących do kompleksu wojskowo-przemysłowego, ataki te są również wymierzone w magazyny, składy i węzły logistyczne. Równolegle jest to również terror wobec ludności cywilnej. Oznacza to, że klasyczny terror wobec ludności cywilnej nie ustaje.
Każdy taki atak wiąże się z obowiązkową koordynacją nalotów na budynki mieszkalne i infrastrukturę cywilną, aby zwiększyć presję moralno-psychologiczną na ludność. Taki terror ma wywołać panikę. Ta strategia Rosjan nie zmienia się od lat. I raczej jej nie zmienią. Będą ją nadal stosować”.

Dmytro Sniegirow: należy zniszczyć rosyjskie zakłady produkujące rakiety oraz wyrzutnie
„Moim zdaniem nie na miejscu były oświadczenia, że Siły Obronne mają problemy z rakietami przechwytującymi. W rzeczywistości sprowokowaliśmy scenariusz nasilenia ataków, przede wszystkim na stolicę Ukrainy” – podkreśla analityk wojskowy Dmytro Sniegirow. Według jego ocen intensywność masowych ataków w przyszłości będzie zależała od działań Sił Obronnych mających na celu zlikwidowanie możliwości Federacji Rosyjskiej do przeprowadzania ataków.
„Chodzi o kompleksowy atak na terytorium Federacji Rosyjskiej, na zakłady przemysłu zbrojeniowego zaangażowane w produkcję rakiet skrzydłowych, balistycznych i hipersonicznych. Przede wszystkim chodzi o zakład w Wotkinsku. A także, oczywiście, o zniszczenie samych wyrzutni. Mamy możliwości zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku. Trzeba ogólnie zmienić taktykę i strategię zadawania uderzeń na terytorium Federacji Rosyjskiej. Nie domagać się, by dostarczono nam rakiety przechwytujące, lecz niszczyć rosyjskie możliwości zadawania uderzeń.
O co chodzi. Ostatni masowy atak na terytorium Ukrainy – 75 rakiet. Do przechwycenia każdej z nich potrzeba co najmniej dwóch rakiet. Czasami nawet do trzech. Jeśli weźmiemy pod uwagę dwie rakiety przechwytujące, to 75 pomnożone przez 2 daje 150 rakiet.
Bierzemy pod uwagę, że intensywność masowych ataków wynosi jeden raz na dwa tygodnie. Oznacza to, że za dwa tygodnie nastąpi kolejny atak z użyciem 70 rakiet. I znowu potrzebujemy 150 rakiet przechwytujących. W ten sposób łącznie w ciągu miesiąca musimy otrzymać od partnerów 300 rakiet przechwytujących. Dla porównania: cena jednej rakiety wynosi 4 mln dolarów. Oznacza to, że w ciągu miesiąca partnerzy muszą nam bezpłatnie dostarczyć pociski przechwytujące o wartości 1,2–1,5 mld dolarów. To zbyt duża kwota nawet dla partnerów.
Należy również wziąć pod uwagę, że możliwości produkcji pocisków przechwytujących dla systemu obrony przeciwlotniczej Patriot PAC-3 są ograniczone do 500 sztuk rocznie. W związku z tym wszystkie apele: „Dajcie nam pociski przechwytujące!” — są całkowicie bezprzedmiotowe. Zarówno partnerzy, jak i Sztab Generalny Sił Obronnych Ukrainy doskonale rozumieją, że nie ma możliwości dostarczenia nam 500 pocisków rocznie.
Są one przeznaczone na potrzeby armii Stanów Zjednoczonych, na potrzeby armii strategicznych partnerów USA spoza bloku NATO, przede wszystkim Izraela, a co za tym idzie – również na potrzeby frontu ukraińskiego. Oznacza to, że ich liczba nie odpowiada zewnętrznym wyzwaniom. Tak, obecnie Stany Zjednoczone sfinansowały zwiększenie produkcji do 1500 sztuk rocznie. Ale to dopiero od 2027 roku.
Powstaje pytanie: czy będziemy czekać do 27 roku, czy jednak powinniśmy uderzyć prewencyjnie na terytorium Federacji Rosyjskiej, nie dając jej szansy na produkcję rakiet? Po co nam przechwytywać każdą rakietę, skoro lepiej i taniej jest zniszczyć zapasy ich produkcji? A strona ukraińska ma takie możliwości.
Wysyłamy po 400 dronów dziennie na terytorium Federacji Rosyjskiej. Jeśli wszystkie te 400 dronów skierujemy na jeden obiekt – rosyjska obrona przeciwlotnicza nie wytrzyma. Zniszczymy fabrykę rakiet w ciągu jednej-dwóch dob, maksymalnie.
A jeśli weźmiemy pod uwagę możliwość przeprowadzenia uderzenia kombinowanego, to znaczy: pierwsza fala – drony-przynęty w celu osłabienia systemów obrony przeciwlotniczej. Następnie, odpowiednio, drony typu samolotowego i równolegle – pociski skrzydłowe FP-5 („Flamingo”). Dlaczego nie robi się tego od pół roku? Aby sojusznicy dostarczyli nam myśliwce przechwytujące, my również musimy coś zrobić. Przede wszystkim musimy zneutralizować potencjał przemysłu zbrojeniowego Federacji Rosyjskiej.
Ale najważniejsze pytanie brzmi: dlaczego nie atakujemy wyrzutni? Mamy więcej niż wystarczająco czasu na zebranie informacji. Stany Zjednoczone przekazują nam informacje w trybie 24/7. Dzięki amerykańskim innowacyjnym technologiom przetwarzanie informacji skrócono do 15 minut. Oznacza to, że w trybie online można podejmować decyzje o przeprowadzeniu uderzeń na terytorium Federacji Rosyjskiej dokładnie w momencie rozmieszczania wyrzutni. To aksjomat. A więc powinniśmy atakować wyrzutnie i miejsca startu, a nie polować na każdą rakietę.
Ponadto, gdy padają takie apele do sojuszników, należy przypomnieć, że w momencie rozpadu Związku Radzieckiego na Ukrainie istniał najbardziej wielopoziomowy system obrony przeciwrakietowej – dysponowaliśmy 9 brygadami obrony przeciwlotniczej. Oznacza to, że na uzbrojeniu Ukrainy znajdowało się ponad 250 systemów rakietowych. Zostały one jednak sprzedane za czasów ministra obrony Anatolija Hrycenca (lata 2005–2007), któremu do dziś nie postawiono zarzutów dotyczących osłabienia zdolności obronnych. Oznacza to, że z jednej strony sprzedaliśmy cały nasz sprzęt za bezcen, a teraz prosimy sojuszników: „Dajcie nam za darmo rakiety, żebyśmy mogli się bronić”. Tak nie bywa”.
Dmytro Sniegirow zwraca również uwagę na jeszcze jeden kontekst związany z uzyskaniem licencji na najnowsze rakiety przechwytujące.
„Jak rozumiem, wszystkie te oświadczenia mają na celu uzyskanie licencji w USA na produkcję rakiet przechwytujących. Przy czym kładzie się nacisk na to, że rosyjskie rakiety balistyczne mogą być zestrzelone wyłącznie przez systemy obrony przeciwlotniczej Patriot. To nieprawda. Mogą je zestrzelić również systemy obrony powietrznej SAMP/T produkcji francusko-włoskiej. Dlaczego nie zwracamy się do Francji w sprawie licencji na produkcję pocisków przechwytujących?
Wojna trwa już pięć lat, ale dopiero teraz pojawiła się kwestia, że potrzebujemy licencji. Bądźmy realistami – Stany Zjednoczone nie udzielą nam licencji. Doskonale rozumieją, że dojdzie do wycieku informacji do Federacji Rosyjskiej. Jako przykład można podać wydarzenia z 2014 roku – walki pod Debalcewem. Wówczas najnowsze radary przeciwbateryjne produkcji amerykańskiej – technologie ściśle tajne – zostały przejęte przez rosyjskie służby specjalne w stanie gotowości do działania, jeszcze nie rozpakowane. Wywołało to ogromny skandal. Biorąc pod uwagę ten incydent, Amerykanie doskonale rozumieją, że możliwy jest wyciek tajnych informacji do okupantów”.
Czytaj nas na Telegram i Sends