Sprawa „Midas” dotycząca defraudacji w „Enerhoatomie” powróciła do ukraińskiej przestrzeni informacyjnej z nowymi szczegółami. Okazało się, że za granicę próbował uciec były minister energetyki Herman Hałuszczenko.
15 lutego detektywi NABU zdjęli go z pociągu Kijów–Chełm. Uciekiniera przewieziono do Kijowa, a 16 lutego detektywi NABU wręczyli mu zarzuty prania skradzionych milionów oraz udziału w organizacji przestępczej. W odpowiedzi były minister energetyki za pośrednictwem swoich adwokatów postanowił zaskarżyć zatrzymanie do Wysokiego Sądu Antykorupcyjnego. Jednak WAKS oddalił tę skargę i pozostawił Hałuszczenkę w areszcie do czasu wyboru środka zapobiegawczego.
Od samego początku „Mindyczgate” Herman Hałuszczenko wyglądał na jedną z kluczowych postaci korupcyjnego schematu w energetyce, lecz dotąd pozostawał w statusie świadka i regularnie stawiał się na przesłuchania w NABU. Dlaczego właśnie teraz postanowił uciec z Ukrainy? Dlaczego byłemu ministrowi nie udało się uniknąć aresztu, jak zrobił to inny koordynator wielkoskalowych defraudacji Timur Mindycz? I jak zatrzymanie Hałuszczenki oceniają eksperci polityczni — o tym szerzej w materiale UA.News.

W czym podejrzewa się Hałuszczenkę
Hermana Hałuszczenkę po raz pierwszy wezwano na przesłuchanie do NABU jeszcze w listopadzie ubiegłego roku. Wówczas źródła w organach ścigania informowały media, że w wyniku przesłuchania Hałuszczenko „może uzyskać status w ramach postępowania karnego dotyczącego defraudacji w Enerhoatomie”. Jednak czas mijał, a zarzutów byłemu ministrowi nie przedstawiano.
Obecnie detektywi uzyskali dowody, że Herman Hałuszczenko oraz jego krewni są zamieszani w pranie pieniędzy na dużą skalę. Zgodnie z ustaleniami śledztwa w lutym 2021 roku na wyspie Anguilla zarejestrowano fundusz, który miał pozyskać około 100 mln dolarów „inwestycji”. Wśród tych „inwestorów” znalazła się również rodzina Hałuszczenków.

„Na czele funduszu stanął wieloletni znajomy uczestników organizacji przestępczej, obywatel Seszeli oraz Saint Kitts i Nevis, który zawodowo świadczył usługi w zakresie prania dochodów uzyskanych z przestępstw” — twierdzą organy ścigania.
Śledczy ustalili, że podczas pełnienia przez Hałuszczenkę kierowniczych stanowisk w „Enerhoatomie” oraz w rządzie organizacja przestępcza przywłaszczyła ponad 112 mln dolarów. Skradzione środki legalizowano za pomocą różnych instrumentów finansowych, m.in. kryptowalut.
W NABU poinformowano, że spółki zarejestrowane na byłą żonę i synów Hałuszczenki nabyły udziały w funduszu i stały się jego „inwestorami”. Jednocześnie członkowie organizacji przestępczej „w interesie podejrzanego” zaczęli przelewać środki na rachunki funduszu otwarte w trzech szwajcarskich bankach.
„Na rachunki funduszu, którymi dysponowała rodzina podejrzanego, przelano ponad 7,4 mln dolarów. Ponadto ponad 1,3 mln franków szwajcarskich oraz 2,4 mln euro wypłacono w gotówce i przekazano rodzinie bezpośrednio w Szwajcarii” — ustalili śledczy.

Część tych środków „inwestorzy” przeznaczyli na opłacenie nauki dzieci w prestiżowych placówkach w Szwajcarii, a także zdeponowali na rachunkach byłej żony Hałuszczenki. Pozostałą część ulokowano na lokacie, z której rodzina wysokiego rangą urzędnika czerpała dodatkowy dochód na własne potrzeby.

Potrzeby rodziny były rzeczywiście znaczące. Syn Hermana Hałuszczenki, 18-letni Maksym Hałuszczenko, już czwarty rok uczy się w College Alpin International Beau Soleil w szwajcarskich Alpach. Jednocześnie wydatków na tę edukację Hałuszczenko nie uwzględnił w swojej deklaracji majątkowej — podaje projekt „Schematy”. Nie wyklucza się, że w ciągu czterech lat koszty te mogły sięgnąć około 700 tys. dolarów, czyli niemal 26 mln hrywien, co wielokrotnie przewyższa oficjalne dochody i oszczędności rodziny Hałuszczenków.
Co mówią eksperci
Byłemu ministrowi nie udało się „dogadać” z organami ścigania
Dlaczego właśnie teraz zatrzymano Hermana Hałuszczenkę, mogą dokładnie wyjaśnić jedynie NABU i SAP. To one prowadzą czynności procesowe, a zarzuty nie zawsze są przedstawiane następnego dnia lub w dniu przeprowadzenia przeszukań — zauważa Ihor Rejterowycz, politolog i kierownik programów polityczno-prawnych Ukraińskiego Centrum Rozwoju Społecznego.

„Bywały już przypadki, gdy między tymi wydarzeniami upływało sporo czasu. Na przykład były wicepremier Czernyszow otrzymał zarzuty dopiero w czwartym miesiącu po pierwszych przeszukaniach. Dlatego nie wykluczam, że mamy tu do czynienia wyłącznie z kwestią proceduralną.
Z drugiej strony próba opuszczenia kraju przez Hałuszczenkę mogła przyspieszyć procesy, które doprowadziły do jego zatrzymania i przedstawienia zarzutów.
Oczywiste jest, że prędzej czy później wszystkim figurantom sprawy związanej z ‘taśmami Mindycza’ teoretycznie powinny zostać przedstawione zarzuty, jeśli pojawiają się w podejrzanych rozmowach, a ich tożsamość i rola w schemacie zostały ustalone.
Teraz tak się złożyło, że Hałuszczenko być może nawet sam przyspieszył działania organów antykorupcyjnych. NABU i SAP faktycznie otrzymały wystarczająco solidny materiał dowodowy. Teraz zobaczymy, jak zostanie on przedstawiony w sądzie i czym to wszystko się zakończy”.
Jeśli chodzi o zatrzymanie Hermana Hałuszczenki na granicy, jego sytuacja różni się od historii Timura Mindycza — stwierdza ekspert polityczny. Zauważa, że Mindycz zdążył opuścić kraj przed rozpoczęciem przeszukań, co świadczy o tym, że został wcześniej ostrzeżony.
„Z Hałuszczenką było nieco inaczej. Od razu stał się figurantem sprawy, a ponadto był ministrem i nie został natychmiast odwołany — podkreśla Rejterowycz. — Nie wykluczam, że liczył na uniknięcie przedstawienia zarzutów. Być może zakładał, że jakoś ‘dogada się’ z organami ścigania albo z innymi potencjalnymi figurantami ‘Mindyczgate’, aby nie pociągano go do odpowiedzialności i aby występował jedynie w charakterze świadka.
Jednak fakt, że Hałuszczenko zdecydował się wyjechać z kraju, świadczy o tym, że nie udało mu się osiągnąć porozumienia”.
Hałuszczenko nie jest już kluczową postacią dla Bankowej
Wygląda na to, że Herman Hałuszczenko i jego ochrona polityczna stracili już znaczenie dla wszystkich potencjalnych beneficjentów, którzy znajdowali się w jego otoczeniu i mogli być zamieszani w różne schematy. Dlatego obecnie nie znajduje się już „w obiegu”, mówiąc obrazowo — stał się „osobą, z którą nie podaje się ręki” — przypuszcza Witalij Kulyk, ekspert polityczny i dyrektor Centrum Badań Problemów Społeczeństwa Obywatelskiego.

„Nie jest tak, że z Hałuszczenki całkowicie zdjęto ‘ochronę’ ze strony Biura Prezydenta. Ale oczywiste jest, że nie jest on już ważną figurą, o którą Biuro pójdzie na nową wojnę z NABU. Taką kluczową postacią pozostaje Andrij Jermak. Właśnie o niego Biuro Prezydenta będzie walczyć z organami antykorupcyjnymi, aby nie dopuścić do przedstawienia mu zarzutów.
Co więcej, w sprawie Hałuszczenki od 2019 roku blogerzy, w tym ja, a także dziennikarze śledczy opublikowali więcej niż wystarczającą liczbę materiałów. Gdy został ministrem energetyki, w sektorze węglowym i gazowym było mnóstwo śledztw. Wszyscy wskazywali zarówno na ‘Enerhoatom’, jak i na inne sektory kontrolowane przez Ministerstwo Energetyki. Ale z jakiegoś powodu NABU wówczas nie reagowało na nasze publikacje.
A kiedy zaczęto aktywnie rozkręcać sprawę ‘Enerhoatomu’, gdy nagle stało się to wygodne, wtedy NABU zainteresowało się m.in. panem Hałuszczenką. Dziwne, że nie otrzymał zarzutów razem ze wszystkimi figurantami, chociaż został nagrany na taśmach i jest beneficjentem tego schematu. Herman Hałuszczenko to zainteresowana strona, która pojawia się we wszystkich transakcjach. Oczywiste jest, że również on powinien był otrzymać zarzuty wraz z innymi technicznymi wykonawcami ‘back office’u’. To do niego prowadziły wszystkie ‘nici’ tego śledztwa. Jednak w jego przypadku zrobiono pauzę” — zauważa Witalij Kulyk.
Zdaniem eksperta politycznego NABU wzmocniło swoją bazę dowodową i teraz sprawa wygląda już nie jak polityczne prześladowanie, za którym Hałuszczenko mógłby się ukrywać, lecz jak pełnoprawne oskarżenie karne. Witalij Kulyk prognozuje również, że ogłoszone zarzuty dotyczące nielegalnego wzbogacenia będą próbowano szybko skierować do sądu.
„Wszystko wskazuje na to, że zarzuty będą próbowano szybko zrealizować — może to być areszt z możliwością wpłacenia kaucji oraz zakaz opuszczania kraju. Innymi słowy, teraz spróbują maksymalnie zatrzymać w kraju osoby powiązane z ‘Midasem’, nie pozwolić im wyjechać.
W przypadku Mindycza być może po prostu nie zdążono go zatrzymać albo pozwolono mu wyjechać. Tego nie wykluczam. To było jeszcze za czasów Jermaka. Wtedy stawki były inne. Teraz stawki się zmieniły. A na szali jest sam Jermak i ewentualne przedstawienie mu zarzutów. Myślę, że śledztwo dziennikarza Mychajła Tkacza to sygnał ostrzegawczy. To nie tylko odkrycie i poszukiwanie byłego szefa Biura Prezydenta Andrija Jermaka. To NABU przekazuje mu sygnał poprzez swojego ‘rzecznika’, że on również znajduje się na liście figurantów. A Hałuszczenko jest potwierdzeniem powagi tych zamiarów.
Moim zdaniem ta historia wokół sprawy ‘Midas’ będzie miała jeszcze kilka odsłon. Pojawią się kolejne taśmy i nowe zarzuty. Nagrywano je dawno, nagrywano je, jak to się mówi, ‘w całej okazałości’. ‘Back office’ zajmował się różnymi tematami. Co więcej, to nie jedyny ‘back office’, który był nagrywany. Będą inne obszary, w których wypłyną nazwiska osób powiązanych ze sprawą ‘Midas’. I to oczywiście będzie uderzać w prezydenta oraz jego otoczenie.
To element przyszłej presji, w tym presji zewnętrznej i walki w polityce zagranicznej. Tego całkowicie nie wykluczam. A jeśli chodzi o Hermana Hałuszczenkę, szczerze mówiąc, nie znam żadnej grupy interesów w sektorze energetycznym, poza jego własną, która nie przyklaskiwałaby tym zarzutom”.