
29 marca na stronie gazety sądowo-prawnej ukazał się materiał, w którym opowiada się o sędzim i blogerze Dmytrze Krywenko, znanym w mediach społecznościowych jako Dmytro Łypowiecki. Dmytro Krywenko otrzymał drugą dyscyplinarną sprawę od izby Wyższej Rady Sprawiedliwości. Podstawą, jak podaje źródło, była publiczna krytyka przez sędziego organów antykorupcyjnych (NABU, NAZK), organów ścigania oraz Rady Najwyższej, z użyciem wulgarnego języka. Skargę na sędziego złożyła organizacja grantowa „Fundacja DEJURE”. Nie spodobała im się treść na prywatnym profilu Dmytra Krywenki na Facebooku:
„Według opinii społeczeństwa, sędzia 'systematycznie wyraża swoją pogardę' wobec NABU, NAZK, DBR, NPU i Rady Najwyższej, 'agresywnie krytykuje zarządzanie korporacyjne, rady nadzorcze i antykorupcyjne', 'używa wulgarnych słów i obraźliwych porównań' wobec NAZK, NABU, WKKS. Ponadto społeczeństwu nie spodobało się, że sędzia krytykuje bieżącą reformę sądownictwa” – napisano w źródle.
Warto dodać, że jak podaje na swojej stronie „Fundacja DEJURE”, jest ona think-tankiem bezpośredniego działania, założonym w 2016 roku w celu wspierania rozwoju rządów prawa oraz reform w obszarze wymiaru sprawiedliwości w Ukrainie.
Druga dyscyplinarna izba zgodziła się na konieczność wszczęcia postępowania dyscyplinarnego z powodu naruszenia przez sędziego norm Kodeksu Etyki Sędziowskiej. Wskazano tam, że korzystanie z mediów społecznościowych powinno być powściągliwe, umiarkowane i ostrożne:
„Sędzia może publikować i komentować jedynie takie informacje, których użycie nie szkodzi autorytetowi sędziego i władzy sądowniczej”.
Krótko przed drugą sprawą, 3 marca, Pierwsza dyscyplinarna izba Wyższej Rady Sprawiedliwości otworzyła pierwsze postępowanie przeciwko sędziemu. Powód był ten sam.
UA.NEWS rozmawiali z Dmytrem Krywenką. Publikujemy wypowiedź w pierwszej osobie:
Ścieżka sędziowska to ścieżka sędziowska. W Ukrainie nie ma wielu sędziów, którzy aktywnie prowadzą media społecznościowe. Co Pana zainspirowało? Dlaczego postanowił Pan, oprócz walki o ustawodawstwo, zająć się także blogowaniem?
Żyjemy w świecie informacji. On się przekształcił. W dzisiejszych czasach media społecznościowe chyba wyparły tradycyjne środki przekazu. TikTok, Facebook, Twitter, Instagram – to ogromne platformy do komunikacji, dzielenia się przemyśleniami i nie tylko. Miałem od dawna konto na Facebooku. Zarejestrowałem się tam, by brać udział w różnych grupach branżowych, zapoznawać się z orzecznictwem Sądu Najwyższego, z różnymi przeglądami i tym podobne. Z czasem ta rola się przekształciła. A kanał na YouTube miał bardziej charakter edukacyjny. Zacząłem poruszać pewne problemy, które uważałem za ważne, by rozwiewać mity funkcjonujące w naszej przestrzeni informacyjnej.
Przed 2014 rokiem w mediach nie było tyle negatywności, jak zaczęło się od 2014. Najpierw media stworzyły negatywny obraz sądów i sędziów. Nie mówię, że wszyscy sędziowie są idealni i bez skazy, ale wszystkich przedstawiono jako złych. Tak ukształtowano opinię publiczną o potrzebie reformy sądownictwa. W dużym stopniu przyczyniły się do tego CPK (Centrum Przeciwdziałania Korupcji), Automajdan, „Fundacja DEJURE”. To, co robili, w cywilizowanym społeczeństwie byłoby niedopuszczalne.
Gdyby w jakimkolwiek kraju Europy lub USA coś takiego zrobiono, ci ludzie już dawno by siedzieli. Robienie kukieł sędziów w togach, ich palenie, procesje uliczne… Wszyscy źli, wszyscy nieuczciwi. Ale ci, którzy nieustannie prowadzą kampanie informacyjne, też nie są bez grzechu. Każdy ma coś na sumieniu, tylko o tym nie mówią. Wejdźcie na strony CPK, Automajdanu, Fundacji DEJURE czy innej organizacji piszącej o sądach. Przeczytajcie ich publikacje. To jeden wielki negatyw. Mają szeroką publiczność. Jaka opinia społeczna powstanie po ich lekturze? Zapewne negatywna, skoro nawet gdy coś jest pozytywne, to o tym nie piszą. A jeśli piszą, to tylko o pracy Wysokiego Sądu Antykorupcyjnego Ukrainy. A przecież sprawy korupcyjne rozpatrują także inne sądy. Dla mnie to nie jest w porządku.
Weźmy liczbę obserwujących Sternenki, CPK, Ukraińskiej Prawdy, Automajdanu. A teraz porównajcie z liczbą obserwujących Wyższą Komisję Kwalifikacyjną czy Wyższą Radę Sprawiedliwości. Zdziwi was dysproporcja.
Na przykład CPK i Automajdan. Zaczynali świetnie. Zdobyli autorytet, prowadzili dochodzenia antykorupcyjne. Potem zmienili się z ludzi działających w sprawie, na ludzi zarabiających na tej sprawie. W każdej z tych organizacji większość pracowników to jednoosobowe działalności gospodarcze. Świadczą usługi doradcze i informacyjne innym organizacjom pozarządowym. Zajmują się głównie medialnym nagłaśnianiem pracy NABU, WAKS, SAP. Już dawno nie widziałem ich własnej pracy czy śledztw.
Krytykuje Pan NABU, NASK, WKKS. W czym według Pana tkwi główna przyczyna ich nieskuteczności?
Statystyki pokazują, że jeden detektyw przez 10 lat skierował do sądu dwie sprawy. To według Pana skuteczna praca? A przecieki z NABU? To Pana satysfakcjonuje? Następują wycieki informacji z NABU, przez co niektóre osoby opuściły granice Ukrainy. Nie dziwi Pana, dlaczego najbardziej znani podejrzani NABU nieustannie uciekają z kraju? 15 top-korupcjonistów już opuściło Ukrainę. Jutro lub pojutrze ma zostać podjęta decyzja procesowa o postawieniu zarzutów, a dziś ta osoba już wie, że będzie przeszukanie albo zarzuty – i ucieka.
Albo zamykanie spraw przez przedawnienie. Jeśli terminy są przekroczone, znaczy komuś na tym zależało. Gdyby istniała obiektywna trudność w prowadzeniu spraw, można by zrozumieć. Ale jeśli śledztwo nie było prowadzone, a potem dla formalności ogłoszono zarzuty i tuż przed końcem terminu sprawa trafiła do WAKS – to coś tu nie gra.
Wizją powołania NABU i WAKS było szybkie i nieuchronne karanie korupcji. Ta wizja pojawiła się wtedy, gdy reforma sądownictwa za czasów Poroszenki spowodowała nieoczekiwane skutki uboczne – brak sędziów, przeciążenie sądów. Nie mogły one nadawać priorytetu konkretnym sprawom.
Dziś okazuje się, że w WAKS wcale nie ma tylu sędziów. Choć przecież powinni to wcześniej przewidzieć. To było przemyślane, czy nie?
W zeszłym roku ogłoszono niezależny audyt NABU, z udziałem partnerów międzynarodowych. Po 10 latach działalności! Komisja została utworzona w zeszłym roku. Długo nie było międzynarodowych przedstawicieli. Komisja rozpoczęła pracę jesienią. Zapowiadano wnioski na styczeń–luty. Obecnie ich ogłoszenie przesunięto na czerwiec–lipiec 2025.
Zarzuca się Panu osobistą niechęć do sfery antykorupcyjnej. Potwierdza Pan to, czy zaprzecza?
Proszę mi powiedzieć, dlaczego miałbym mieć niechęć do sfery antykorupcyjnej? Co mi NABU, WAKS, SAP zrobili osobiście, że miałbym ich nienawidzić? To absurd. To, że nisko oceniam i uważam niektórych przedstawicieli NGO-sów za hipokrytów – to fakt. Fundacją DEJURE kieruje Mychajło Żernakow, prawda?
W styczniu lub na początku lutego 2022 roku z jego inicjatywy oraz Sternenki rozprzestrzeniono nagranie o sędziach z Zaporoża. Rzekomo śpiewali piosenkę Michaiła Kruga „Kołczik” w Dzień Pracownika Wymiaru Sprawiedliwości – 15 grudnia. Gdyby aktywiści mieli to nagranie 15 grudnia, od razu by je opublikowali. Ale skoro zrobiono to z dużym opóźnieniem – chciano osiągnąć konkretny cel.
5 minut w rejestrze sądowym i już widzę, że ci sędziowie to skład sądu rozpatrującego sprawę znanego przestępcy o pseudonimie Narik. Publikując to wideo i nagłaśniając je, próbowano ich zdyskredytować. Złamać psychicznie, by wpłynąć na wynik sprawy.
Nie pamiętam dokładnie kolejności wydarzeń, ale wtedy dziennikarka Radia Ukraina, Natalka Sokołenko, zaprosiła chętnych do dyskusji. Chyba tylko ja się zgłosiłem. Bo kiedy widzę takie bezprawie, wiem po co to się robi. Zawsze będę bronił interesów sądów, władzy sądowniczej i państwa. Nie chcę, by przez hejt czy hype przestępcy unikali odpowiedzialności albo podważano wizerunek sądownictwa.
Zarzuca się Panu używanie wulgaryzmów. Czy uważa Pan to za dopuszczalne?
Co Pani rozumie przez „wulgaryzmy”? Jeśli chodzi o klasyczne przekleństwa – nigdy ich nie używam. Słowo „gówno”. To dla Pani wulgaryzm? Przecież nie wydalam fiołków, tylko gówno. Mogę mówić „ekskrementy”, ale w języku ukraińskim „gówno” to niemal sakralne słowo. A „dupek”? To wulgaryzm? Takie słowa pojawiły się w moim słownictwie i vlogach – i to uznano za wulgarne. Ale przecież eufemizmy to też forma wyrazu, a nie przekleństwo. Lajki to w moim rozumieniu nazwy narządów płciowych – czegoś takiego u mnie nie znajdziecie.
Jeśli mowa o moralności i etyce, to zapytam: „Czy wprowadzono już u nas kodeks moralny komunizmu?” Fonetyka ostatnich lat znacząco się obniżyła. Wszyscy chodzą na występy Łesia Poderewianskiego. Tam też są przekleństwa. I kto chodzi? Elita, bo bilety są drogie. Czy to moralne? A każdy ma na profilu link do „rosyjskiego okrętu” na trzy litery. To etyczne?
O dalszym losie Dmytra Krywenki zdecyduje Wyższa Rada Sprawiedliwości. Na razie jego aktywność w mediach społecznościowych wciąż wywołuje ostrą polemikę w środowisku zawodowym i społecznym. Wychodzi na to, że system sądownictwa chce powściągliwości, społeczeństwo — przejrzystości, a sam Krywenko — wolności słowa. Wszyscy mają rację. Ale nie każdy zgadza się na jej cenę.