$ 41.23 € 45.34 zł 10.69
+17° Kijów +18° Warszawa +22° Waszyngton
Bariery celne Trumpa: czym są i jak wpłyną na Ukrainę

Bariery celne Trumpa: czym są i jak wpłyną na Ukrainę

03 kwietnia 2025 17:45

Prezydent USA, Donald Trump, podjął historyczną decyzję – nałożył cła importowe na towary z prawie wszystkich krajów świata. Dla Ukrainy taryfa wynosi 10%, podczas gdy dla innych państw waha się od 10% do 50%.


Decyzja ta nie była zaskakująca, ale i tak wywołała duży rezonans. Amerykański lider tłumaczy ją koniecznością wzmocnienia krajowej gospodarki, przewidując "biliony dolarów" zysków oraz ogłaszając nadejście "złotej ery" amerykańskiej produkcji.


Międzynarodowa społeczność, jednak, głównie postrzega tę decyzję jako zagrożenie dla światowego handlu. Ekonomiści ostrzegają, że takie działania nie tylko nie pomogą Stanom Zjednoczonym, ale również wyrządzą im poważne szkody, które odbiją się na całym świecie.


Czym są cła importowe i dlaczego zostały wprowadzone? Czy rzeczywiście przyniosą korzyści Ameryce? Jak decyzja Trumpa wpłynie na Ukrainę? Komentator polityczny UA.News, Mykyta Traczuk, wraz z ekspertami, przyjrzał się tej kwestii.



Czym są cła i dlaczego są wprowadzane


Cła importowe to dodatkowy podatek nakładany na importowane towary. Głównym celem takich działań jest uczynienie importu droższym dla importerów, co ma wspierać rozwój krajowej gospodarki. Teoretycznie, gdy zagraniczne produkty stają się mniej dostępne przez wysokie podatki, krajowa produkcja powinna zyskać na znaczeniu.


Z perspektywy historycznej cła były często stosowane jako środek protekcjonizmu, czyli sztucznej ochrony rynku krajowego. Jednak współczesna gospodarka globalna funkcjonuje w inny sposób.


W większości przypadków takie środki nie tylko nie wzmacniają krajowego przemysłu, ale również prowadzą do negatywnych konsekwencji. W szczególności mogą wywołać gwałtowny wzrost cen, inflację, wojny handlowe, a nawet kryzysy gospodarcze. Renomowane zachodnie publikacje już ostrzegają przed nadchodzącą globalną recesją – trzecią w ciągu ostatnich 20 lat.


Wprowadzając cła, Trump i jego zespół opierają się na trzech głównych argumentach:




  1. Dodatkowe wpływy do budżetu – Ponieważ firmy zmuszone będą płacić cła na importowane towary, rząd uzyska większe dochody. Choć nie ma pewności, że będą to wspomniane "biliony", to wciąż będą to znaczne sumy.

  2. Ochrona krajowego producenta – Ze względu na wzrost cen importowanych produktów, amerykańskie firmy teoretycznie mogą uzyskać przewagę konkurencyjną.

  3. Pozycja siły w negocjacjach międzynarodowych – Cła gospodarcze mogą być używane jako narzędzie politycznego nacisku na inne kraje, zmuszając je do ustępstw zarówno w kwestiach handlowych, jak i geopolitycznych.


Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się logiczne. Jednak prawa ekonomiczne są bardziej złożone niż proste i radykalne hasła polityczne, które tak lubi Donald Trump.




Нові мита Трампа 2025 – що це означає для України | РБК-Україна



Dlaczego rzeczywistość jest inna


Po pierwsze, warto pamiętać, że znaczną część importu stanowią nie tylko towary przeznaczone do konsumpcji, ale także surowce i komponenty wykorzystywane przez same amerykańskie firmy. Przykładem może być przemysł motoryzacyjny w USA, który jest silnie uzależniony od zagranicznych części. Produkcja samochodów doskonale ilustruje ten problem.


Mówiąc wprost: nie można po prostu wyprodukować Dodge'a, Lincolna czy Cadillaca w Stanach Zjednoczonych. Aby to zrobić, trzeba najpierw sprowadzić silnik i skrzynię biegów z Europy (np. Niemiec lub Wielkiej Brytanii). Kabelki i okablowanie muszą pochodzić z Meksyku lub Chin. Elektronikę, chipy i mikroprocesory trzeba kupić na Tajwanie lub w Korei Południowej. I tak dalej. Dopiero potem te części mogą zostać złożone w fabryce General Motors w Pensylwanii.


Podwyżka ceł spowoduje, że producenci będą zmuszeni albo kupować droższe krajowe odpowiedniki (jeśli takie istnieją), albo zapłacić więcej za import. W każdym przypadku wpłynie to na ostateczny koszt produkcji.


Po drugie, wzrost kosztów odbije się na amerykańskich konsumentach. Jeśli ceny importowanych produktów wzrosną, ludzie po prostu zapłacą więcej za te same towary. Zamiast wzbogacić gospodarkę USA, doprowadzi to do zmniejszenia siły nabywczej ludności i – rzecz jasna – przyspieszenia inflacji.


Po trzecie, handel międzynarodowy to proces dwukierunkowy. Jeśli Ameryka nałoży cła na inne kraje, logicznie można spodziewać się, że te państwa odpowiedzą podobnymi sankcjami. Takie kroki są już rozważane w Europie, Chinach i innych krajach. Działania te będą miały charakter lustrzany, co oznacza, że amerykańskie firmy stracą korzystne warunki eksportowe.


W krótkim okresie Biały Dom może zdobyć polityczne punkty – część wyborców odbierze te działania jako przejaw "twardej" polityki gospodarczej. Jednak w dłuższym okresie konsekwencje będą bardzo negatywne: wyższe ceny, spadek eksportu, zmniejszenie produkcji i ogólny spadek potencjału gospodarczego.


To nie pierwszy raz, kiedy USA stosują politykę surowego protekcjonizmu. Ameryka przez wieki trzymała się zasady izolacjonizmu – wystarczy przypomnieć doktrynę Monroe. Wydaje się, że to historyczne doświadczenie nie zostało jeszcze w pełni przepracowane przez Amerykanów.


Jednym z najbardziej uderzających przykładów historycznych jest Smoot-Hawley Act, który został uchwalony w 1930 roku. W tamtych czasach Stany Zjednoczone znacznie zwiększyły cła na towary importowane z innych krajów, starając się chronić własnych producentów. Brzmi to dobrze na papierze, ale konsekwencje były zgubne.


W odpowiedzi kraje europejskie nałożyły własne cła na towary amerykańskie, co doprowadziło do ponad dwukrotnego spadku amerykańskiego eksportu. Handlowe wojny pogłębiły kryzys gospodarczy, w którym znajdowała się wówczas Ameryka. W rezultacie Wielki Kryzys stał się jeszcze bardziej dotkliwy i poważny.


Podobne scenariusze miały miejsce w innych krajach. Na przykład w latach 70. Francja i Wielka Brytania próbowały wykorzystać cła do wsparcia swoich rynków krajowych, ale ostatecznie spowolniło to tylko ich rozwój gospodarczy. Głównym wnioskiem z tych przypadków jest to, że w globalnym świecie połączonym globalną gospodarką cła nie działają. Jest to narzędzie wymierzone w destrukcyjną przeszłość, a nie w pokojową i konstruktywną przyszłość.




Цей день в історії : Фотоісторії : 1931 рік : Черга безробітних до безкоштовної кухні



Ukraina w nowym otoczeniu


Ukraińska gospodarka również nie będzie stać z boku. 10% cło na towary z Ukrainy nałożone przez administrację Trumpa utrudni nieco naszym produktom wejście na rynek amerykański. Najbardziej uderzy to w sektory metalurgii i rolnictwa, które są zorientowane na eksport.


Ponadto, w kontekście wojen handlowych i ogólnego spadku globalnego handlu, inwestorzy mogą zacząć ograniczać swoją aktywność na rynkach zagranicznych. Może to doprowadzić do spadku cen surowców, co może mieć wpływ na Ukrainę jako eksportera metali, zboża i chemikaliów.


Jednocześnie nie powinniśmy zapominać, że nasz eksport do USA nie jest niestety zbyt duży. I to delikatnie mówiąc: handel z USA stanowi około 2% ukraińskiego eksportu. To mniej niż miliard dolarów. Tak więc, chociaż z pewnością wpłynie to na nas, nie będzie to tak duże, że przeciętny obywatel to zauważy.


Oczywiste jest, że cła Trumpa przyniosą korzyści tylko niektórym firmom w USA, które będą mogły tymczasowo chronić się przed konkurencją. Ale ogólnie rzecz biorąc, straci na tym zarówno gospodarka amerykańska, jak i światowa. Ukraina nie jest wyjątkiem, choć konsekwencje dla nas nie będą tak poważne, jak dla Chin czy Europy.




США прекращает финансирование восстановления энергосистемы Украины: что происходит | УНН



Opinie ekspertów


Jarosław Żeleznyak, poseł partii Głos, uważa, że cła importowe Trumpa nie wpłyną znacząco na Ukrainę. Wynika to z faktu, że prawie w ogóle nie handlujemy z naszym kluczowym sojusznikiem geopolitycznym.

"Jak to wpłynie na Ukrainę? Niezbyt mocno. Nasz eksport do USA nie przekracza nawet miliarda dolarów. To zaledwie 2% całego naszego eksportu. Tymczasem Stany Zjednoczone sprowadzają od nas towary o wartości niemal 3 miliardów dolarów, czyli pięć razy więcej. Dlatego dostaliśmy „łagodną” taryfę w wysokości tylko 10%. Najwięcej eksportowaliśmy produktów metalurgicznych, ale już od marca obowiązuje nas 25-procentowa stawka celna na stal i aluminium. Są też rury, ale na nie również nałożono cła oraz środki antydumpingowe. Około jednej trzeciej eksportu stanowią produkty rolne i spożywcze. Jednak i tutaj spodziewano się kolejnych taryf już od kwietnia. To więc nie katastrofa, zwłaszcza że inni mają gorsze warunki" - mówi deputowany.

Wadym Syrota, ekspert ekonomiczny i doktor ekonomii, również zgadza się, że Ukraina nie odczuje zbytnio nowych amerykańskich ceł. Jednocześnie nasz rozmówca uważa, że USA otwierają puszkę Pandory.

"Wreszcie zasłona wolnego rynku, wolnego handlu i globalizacji została wreszcie bezlitośnie zerwana. Każdy gra na własną rękę. Żyjemy w epoce globalnego egoizmu i partykularnych interesów państw, w czasach bloków i wojen handlowych. Globalizacja, jaką znaliśmy, oficjalnie przeszła do historii – teraz tworzy się coś nowego. Uważam tę grę za zbyt ryzykowną. Nie jestem pewien, czy została dobrze skalkulowana. Ale to ich problem. Jeśli Trump chce zostać „krypto-Gorbaczowem” i rozpętać własną „pierestrojkę” o nieprzewidywalnych konsekwencjach, będziemy to obserwować z zainteresowaniem. Bo dla globalnej gospodarki to naprawdę fundamentalna decyzja" - komentuje ekspert.

Jeśli chodzi o Ukrainę, sytuacja jest jeszcze bardziej interesująca, mówi Syrota.

"Jaki jest nasz eksport do USA? Mniej niż miliard dolarów. Prawie 60% stanowią wyroby metalurgiczne, głównie rury – około pół miliarda dolarów. Dla porównania: Zachód przeznacza na pokrycie naszego deficytu budżetowego około 40 miliardów dolarów rocznie. Tymczasem Stany Zjednoczone uważają, że powinniśmy zwrócić im już udzieloną pomoc w wysokości około 120 miliardów dolarów. Więc nie jest to nasz największy problem.... Jeśli chodzi o eksport rur – cła na nie obowiązują już od początku marca. A kto jest głównym eksporterem? Firma Interpipe, należąca do Wiktora Pinczuka – sponsora Partii Demokratycznej. Ukraińscy oligarchowie za bardzo zaangażowali się w amerykańską politykę. To dla nich dobra lekcja. I na koniec – czy jesteśmy pewni, że wpływy z eksportu faktycznie trafiają do kraju w deklarowanych kwotach? W rzeczywistości większość przychodów z eksportu jest gromadzona w krajach-hubach, głównie w Szwajcarii.

Ogólnie rzecz biorąc, te cła nie będą miały na nas większego wpływu. Mamy znacznie poważniejsze problemy i realne zagrożenia dla naszej gospodarki. Jest ona w tak fatalnym stanie, że cła Trumpa nie spowodują żadnego dodatkowego załamania. Tak, uderzy to w kieszenie niektórych biznesowych struktur, ale społeczeństwo raczej tego nie odczuje... W końcu dlaczego nałożono na nas celowo i demonstracyjnie cło w wysokości 10%? Bo po prostu nie ma z czego ściągać" - podsumował Vadym Syrota.

Jurij Hawryłeczko, ekspert ekonomiczny, postrzega sytuację z cłami nie jako problem dla Ukrainy, ale jako szansę. Może ona przynieść państwu korzyści, jeśli powstałe warunki zostaną właściwie wykorzystane.

"W najbliższym czasie będziemy świadkami poważnej reorientacji światowego rynku oraz wzrostu znaczenia regionalnych sojuszy i stref wolnego handlu. I właśnie tutaj Ukraina ma wyjątkową szansę na skorzystanie z tej sytuacji. Możemy powrócić do idei Międzymorza – przynajmniej w wymiarze ekonomicznym – aby wspólnie handlować i bronić własnych interesów gospodarczych. Dodatkowo Ukraina może wreszcie spróbować wykorzystać swoje położenie tranzytowe oraz korzystne warunki eksportowe, oferując krajom europejskim usługi transportu ich towarów do USA – na przykład za opłatą wynoszącą około 2%. Co stoi na przeszkodzie, aby Ukraina zaproponowała Europejczykom ulokowanie produkcji na swoim terytorium i wytwarzanie produktów, których nie mogą produkować w UE?

Te cła są dla nas interesującą szansą. Eksportujemy do USA towary o wartości około 875 milionów dolarów, z czego połowa to metal i rury, a znaczną część stanowi olej roślinny. Struktura naszego eksportu jest więc bardzo prosta. Importujemy natomiast towary warte 3,5 miliarda dolarów. Warto przypomnieć, że przeciwko Ukrainie nadal obowiązują cła antydumpingowe. A jeśli teraz główne cło wynosi tylko 10%, to wciąż znacznie mniej niż 163% na ferromangan, które obowiązywało wcześniej – różnica to aż 16 razy! Krótko mówiąc, to dla nas szansa, a nie problem." - mówi Jurij Hawryłeczko.

Новини України: Десятий пункт угоди між Україною та США про рідкісноземи стосуватиметься гарантій безпеки

Podsumowując, można śmiało stwierdzić, że decyzja Trumpa wygląda na próbę zarządzania gospodarką rynkową za pomocą metod nakazowo-rozdzielczych, które nie odpowiadają współczesnym realiom. Globalny handel od dawna funkcjonuje na zasadach wolnego rynku, a każde naruszenie tych mechanizmów grozi poważnymi konsekwencjami.


Nałożone cła nie tylko nie pomogą Stanom Zjednoczonym, ale wręcz im zaszkodzą. Utrudnią życie własnym producentom, zmuszą konsumentów do płacenia więcej, wywołają sankcje odwetowe ze strony innych krajów i stworzą warunki wstępne dla spowolnienia gospodarczego.


Jeśli Biały Dom nie zmieni swojego podejścia, amerykańska gospodarka może znaleźć się w sytuacji, w której zamiast „złotego wieku” czekają ją kryzysy, spadek produkcji i pogorszenie stosunków międzynarodowych. To nie do końca pasuje do programu MAGA.


Mykyta Traczuk