$ 43.94 € 51.57 zł 12.13
+19° Kijów +12° Warszawa +18° Waszyngton
Cień R1: jak sprawa „Dynastii” dotarła do Bankowej i jakie zagrożenie to stanowi dla prezydenta

Cień R1: jak sprawa „Dynastii” dotarła do Bankowej i jakie zagrożenie to stanowi dla prezydenta

12 maja 2026 17:29

Wrzucenie zarzutów byłemu szefowi Biura Prezydenta Andrijowi Jermakowi w sprawie budowy luksusowych domków pod Kijowem stało się nie tylko kolejnym epizodem w kronice walki z korupcją. To kolejny ważny zwrot polityczny, który wywołał prawdziwą lawinę domysłów i spekulacji. Najważniejsze z nich wiążą się nie tyle z postacią samego Jermaka i innych byłych wysokich urzędników, co z tajemniczą osobą o kryptonimie R1. 

W materiałach opublikowanych przez Krajowe Biuro Antykorupcyjne wspomniano o czterech kluczowych zleceniodawcach budowy — R1, R2, R3 i R4. Jeśli R2 to, według wersji śledztwa, sam Jermak, R3 – biznesmen Timur Mindich, a R4 – były wicepremier Ołeksij Czernyshow, to kto kryje się pod kodem R1, pozostaje oficjalnie niepotwierdzone. Jednak źródła blisko związane ze śledztwem oraz logika samego procesu skłaniają do analizy sytuacji, w której tą osobą może okazać się obecny prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. O tym samej mówiła była rzeczniczka prezydenta Julia Mendel: że na „taśmach Mindicha” jest ktoś, kogo nazywają „szefem” i „Wową”. 

Na razie nie ma oficjalnych danych, nikt nie twierdzi, że to wszystko jest prawdą. Poza tym NABU i SAP oficjalnie oświadczyły już, że prezydent „nie figurował i nie figuruje” w ramach tego śledztwa na dzień dzisiejszy. Jednak takie sformułowanie jest niejednoznaczne pod względem prawnym i interesujące: to, że nie figuruje on w jednym śledztwie na dzień dzisiejszy, nie oznacza, że nie będzie figurował w przyszłości lub w jakimś innym śledztwie. W końcu głowa państwa nawet zgodnie z prawem ma immunitet karny tak długo, jak długo sprawuje swój urząd, więc antykorupcjoniści po prostu nie mogli powiedzieć nic innego.

Jeśli więc przyjąć taką możliwość, przed nami rozciąga się zupełnie nowa rzeczywistość polityczna z potencjalnie niezwykle poważnymi konsekwencjami dla głowy państwa: od czysto politycznych po międzynarodowo-dyplomatyczne, a nawet, w dalszej perspektywie, prawne.

Jakie mogą one być? Serwis UA.News wraz z ekspertami przeanalizował tę sytuację. 

Konsekwencje polityczne: druga kadencja staje się mrzonką

 

Jeśli za jakiś czas na oficjalnym szczeblu wyjdzie na jaw, że w ramach śledztwa antykorupcyjnego pod kodem R1 zidentyfikowano prezydenta Ukrainy, jego perspektywy polityczne poniosą druzgocący cios. Możliwość ponownego wyboru na drugą kadencję w takiej sytuacji staje się polityczną mrzonką. Logika wyborcza jest tu nieubłagana: nawet jeśli podczas obecnej, wciąż pierwszej „długiej” kadencji nie nastąpią bezpośrednie konsekwencje prawne, sam fakt pojawienia się w skandalu korupcyjnym tej skali natychmiast zeruje zaufanie znacznej części wyborców — podobna sytuacja miała miejsce w 2019 roku z Petrem Poroszenką i skandalem wokół „Svynychuk-gate”. Ten sam kapitał moralnego przywództwa, który był kluczowym atutem Zełenskiego, zostanie bezpowrotnie utracony.

Warto również zrozumieć, że liczni polityczni przeciwnicy prezydenta, którzy do tej pory działali stosunkowo ostrożnie, otrzymają w swoje ręce idealną broń. Jeśli sugestie, że prezydent może być zamieszany w schemat prania brudnych pieniędzy na elitarnych nieruchomościach, znajdą później potwierdzenie w dokumentach, stanie się to głównym tematem wszystkich możliwych „czarnych” kampanii w mediach i polityce. 

Argument o „ingerencji zewnętrznej” czy „politycznym zleceniu” zadziała tu co najwyżej częściowo, bo nie będzie chodziło o politykę, a o styl życia, opłacony, według śledztwa, środkami skradzionymi podczas krwawej wojny. To właśnie ta toksyczność, której nie przełamią żadne kampanie antykryzysowe.

Co więcej, nawet jeśli sam prezydent spróbuje zdystansować się od sprawy, podkreślając domniemanie niewinności, sam fakt, że „bomby wybuchają” już maksymalnie blisko niego, zmienia układ sił w elicie. Część sojuszników, którzy traktowali Bankową jako gwaranta stabilności, może zacząć szukać alternatywnych ośrodków władzy. Polityczna izolacja prezydenta, jeśli jego nazwisko zacznie kojarzyć się z aferą korupcyjną, może nastąpić gwałtownie, zamieniając głowę państwa w postać „generała weselnego”, który tylko cicho dobiega końca swojej kadencji, nie mając już realnego wpływu na procesy.

Зеленський обіцяє дзеркальну відповідь на удари по Україні


Wymiar międzynarodowy: od milczącej wiedzy do publicznej toksyczności

 

Na szczególną uwagę zasługuje to, jak hipotetycznie potwierdzona rola nieznanego R1 wpłynie na stosunki z partnerami międzynarodowymi. Kryje się tu niezwykle ważny niuans: wszyscy kluczowi gracze – od Waszyngtonu po Brukselę – są oczywiście doskonale zaznajomieni z, powiedzmy dyplomatycznie, specyfiką funkcjonowania ukraińskiej władzy i państwa. Pewien poziom tolerancji dla korupcyjnych „osobliwości” towarzyszył współpracy z Ukrainą od samego początku. 

Ale ta tolerancja miała jeden kluczowy warunek: była niepubliczna. Partnerzy międzynarodowi mogli przymykać oko na plotki, domysły, a nawet dane własnych służb wywiadowczych, dopóki pozostawały one w sferze rozmów za kulisami. Sytuacja zmienia się diametralnie, gdy wersja śledztwa, poparta dowodami, trafia do oficjalnych komunikatów organów ścigania. 

Jeśli nagle okaże się, że „szefem”, który w marcu 2022 roku domagał się przyspieszenia budowy domków letniskowych, podczas gdy wojska Putina nadal stacjonowały pod Kijowem i zabijały w Buczy, był urzędujący prezydent, stanie się to toksycznym obciążeniem dla każdego przywódcy, który poda mu rękę. Dla europejskich polityków, którzy muszą ciągle tłumaczyć się przed własnymi wyborcami z wielomiliardowego wsparcia dla Ukrainy, taki skandal będzie prawdziwą katastrofą.

Najbardziej bolesnym ciosem może być nie tyle wstrzymanie pomocy, co całkowita zmiana jej formatu. Jeśli do tej pory Kijów mógł liczyć na stosunkowo elastyczne warunki wykorzystania środków, to w przypadku potwierdzenia roli R1 międzynarodowi partnerzy mogą nalegać na ścisłą kontrolę zewnętrzną nad każdym wydanym euro. To pozbawi prezydencką hierarchię wpływów na przepływy finansowe. Publiczne uznanie prezydenta za osobę zamieszaną w schemat korupcyjny, jeśli rzeczywiście do tego dojdzie, to kwestia, której zachodnie demokracje nie będą mogły zignorować bez poważnej szkody dla własnej reputacji.

Мирні переговори 10 травня - Зеленський і лідери Європи поговорили з  Трампом - 24 Канал


Prawna pułapka odłożona na przyszłość 

 

Z prawnego punktu widzenia sytuacja również wygląda nieco paradoksalnie. Dopóki Wołodymyr Zełenski sprawuje urząd prezydenta, chroni go immunitet konstytucyjny przed wszelkim ściganiem karnym. Oznacza to, że głowa państwa jest nietykalna: nie może być mowy o żadnym środku zabezpieczającym, żadnym podejrzeniu, żadnym wezwaniu na przesłuchanie w statusie podejrzanego – to aksjomat. 

Jednak ta sama aksjoma zamienia fotel prezydencki w pułapkę typu odroczonego. Immunitet to tymczasowa tarcza, która znika w tej samej chwili, gdy wygasa kadencja. NABU i SAP twierdzą, że prezydent „nie figurował i nie figuruje” w śledztwie na dzień dzisiejszy, jednak śledztwo trwa. I nie wiadomo, co będzie dalej. 

Jeśli wyobrazić sobie, że osoba R1 rzeczywiście zostanie zidentyfikowana przez śledztwo jako prezydent, to każdy kolejny dzień spędzony na stanowisku stanie się dla niego nie tylko politycznym, ale i głęboko osobistym wyzwaniem. Wystarczy bowiem, że zakończy się kadencja, a teoretycznie nic nie powstrzyma organów ścigania przed ogłoszeniem tego samego zarzutu, jaki wczoraj otrzymał Jermak. Mechanizm, który obecnie uruchomiono przeciwko najbliższemu współpracownikowi, jest w istocie próbą generalną tego, co może czekać samego prezydenta po zakończeniu kadencji. I tutaj ważne jest nawet nie sam fakt potencjalnego ścigania, ale to, jak ta perspektywa zawęża pole manewru już dziś i zmusza do trzymania się władzy za wszelką cenę w przyszłości.

Prezydent również, jeśli nagle nad nim zawiśnie miecz Damoklesa przyszłego podejrzenia, stanie się znacznie bardziej wrażliwy na wszelkie wpływy: czy to w kwestii podejmowania decyzji kadrowych, czy też uzgadniania inicjatyw ustawodawczych itp. Właśnie o tym mowa w dyskusjach toczących się wokół sprawy „Dynastii”. 

Komuś może być na rękę, aby głowa państwa, zdając sobie sprawę ze swojej potencjalnej wrażliwości prawnej po zakończeniu kadencji, stała się bardziej uległa w szeregu ważnych kwestii – czy to wobec partnerów zewnętrznych, czy też graczy wewnętrznych. Mogą to być również kwestie związane z warunkami jak najszybszego zakończenia wojny (jeśli mowa o Trumpie i USA) lub kwestie „właściwej” reformy systemu sądownictwa i organów ścigania, której uparcie domaga się UE. Wszystko zależy od tego, kto faktycznie stoi za nowymi „nagraniami” NABU i SAP – a tego nie wiadomo na pewno.

Зеленський: РФ не хоче завершувати війну і готується до нових атак -  Головне за день - ТРК ПЕРШИЙ ЗАХІДНИЙ


Opinie ekspertów

 

Politolog, dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Magda mówi: staje się coraz bardziej oczywiste, że „Wowa” lub R1 to Wołodymyr Zełenski. Chociaż w rzeczywistości zgodnie z procedurą prawną muszą jeszcze pojawić się odpowiednie dowody, ostrzega ekspert. 

„Tym, którzy oczekują szybkich konsekwencji dla prezydenta – muszę ostrzec, że ich nie będzie z tego prostego powodu, że zachowuje on immunitet przed ściganiem karnym do zakończenia swojej kadencji prezydenckiej. Ale osoba, która głośno obiecywała, że „nadejdzie wiosna, będziemy sadzić”, mówiła, że wszyscy jesteśmy prezydentami i tak dalej, powinna dobrze przemyśleć swoje dalsze działania. Byłoby logiczne, gdyby przynajmniej spotkał się z liderami frakcji parlamentarnych, aby porozmawiać o wyzwaniach, które obecnie istnieją. I zrozumieć, że „republika biurowo-prezydencka” wyczerpała się wraz z odejściem Andriya Yermaka. Trzeba powrócić do republiki parlamentarno-prezydenckiej — aby zachować szanse… nawet nie na reelekcję, ale przynajmniej na mniej więcej adekwatne przedstawienie siebie w podręcznikach historii” — zauważył Jewhen Magda. 

Politolog, szef centrum „Trzeci Sektor” Andrij Zolotariow uważa, że w świetle wywiadu z Julią Mendel podejrzenia wobec Jermaka nie wydają się już sensacją – co najwyżej „sensacją drugiego rzędu”. Ponadto, zdaniem eksperta, jest to kolejne ostrzeżenie dla prezydenta, że następny może być on sam. 

„Pierwszy etap afery „Mindich-gate” miał na celu obalenie Jermaka. Teraz obserwujemy ataki zarówno na Umerowa, jak i próby „dokończenia” Jermaka. Oczywiście jest to bardzo wyraźna aluzja, że kolejną osobą, której to dotyczy, może być już sam prezydent. A biorąc pod uwagę wywiad Mendela – rozumiecie, do Takera Carlsona, którego ogląda prawie 90 milionów widzów, ludzie nie trafiają przypadkowo. Zawsze są tam wprowadzani. Kto to zrobił? Może zemsta byłego szefa Biura Prezydenta Andrieja Bogdana, skąd wiadomo? Ale wychodzi taki dziwny zbieg okoliczności: kiedy jednocześnie działa NABU i pojawia się wywiad z Tuckerem Carlsonem, który nie pozostawia suchej nitki na znanym nam wszystkim imieniu prezydenta.

Uważam, że jest to ostatnie ostrzeżenie przed już dość silną presją na prezydenta. W jakim kierunku? Być może po to, aby poszedł na ustępstwa w kwestii zawarcia porozumienia pokojowego, albo coś innego. Ale za tym wszystkim czai się co najmniej przegrupowanie większości w Radzie Najwyższej i, najprawdopodobniej, za jakiś czas pojawienie się nowego rządu. Chodzi więc o walkę o władzę. Jeśli chodzi o podejrzenia wobec Jermaka – jasne jest, że w ukraińskich realiach, jeśli ktoś stracił formalny status, po pewnym czasie traci też realny wpływ. Właśnie to dzieje się teraz z Jermakiem. Myślę, że na kilka lat Jermak stanie się klientem NABU, a w takich warunkach niewiele osób będzie chciało z nim rozstrzygać jakiekolwiek kwestie” – jest przekonany Andrij Zolotariow.

Podsumowując, sprawa „Dynastii” i postawienie zarzutów Andrijowi Jermakowi stały się tą granicą, za którą abstrakcyjne rozmowy o „walce z korupcją w najwyższych kręgach władzy” przekształciły się w całkiem konkretne polityczne trzęsienie ziemi, analogiczne do „Mindich-gate”. Tajemnicza postać R1 to nie tylko kod w materiałach śledztwa, ale czynnik, który może radykalnie zmienić całą konfigurację władzy na Ukrainie. Czy tą postacią jest prezydent — na razie antykorupcjoniści mówią, że nie, więc nie można niczego stwierdzić.

Jednak nawet pomijając wszelkie spekulacje, jeden fakt jest absolutnie oczywisty: antykorupcjoniści zbliżyli się maksymalnie do najwyższych gabinetów na Banowej. „Pociski spadają” już nie tylko w pobliżu, ale uderzają w najbliższe otoczenie. Tworzy to zasadniczo nową rzeczywistość dla obecnego prezydenta.

Zdolność Zełenskiego do zminimalizowania tych zagrożeń będzie zależała od wielu czynników: od tego, czy uda mu się „ugasić pożar” innymi informacjami, od tego, jak surowe będzie zabezpieczenie dla Jermaka, a przede wszystkim — od tego, czy prezydent jest gotowy podjąć decyzje, których najprawdopodobniej oczekują od niego siły, które wprawiły ten mechanizm w ruch.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Завантажуй наш додаток