Operacja wojskowa USA i Izraela przeciwko Iranowi stała się dla rynków energetycznych jednym z największych wyzwań ostatnich lat. Irański reżim grozi całkowitym zablokowaniem Cieśniny Ormuz, przez którą transportuje się około 20–25% światowego eksportu ropy naftowej.
Jeśli blokada nie ograniczy się do kilku dni, lecz potrwa dłużej, może to wywołać poważne problemy dla gospodarek Europy, Chin i Indii, które są najbardziej uzależnione od importu surowców energetycznych z krajów Zatoki Perskiej.
Niepewność co do czasu trwania wojny już wywołała falę gwałtownych wzrostów cen benzyny w wielu krajach Europy. Podwyżki paliw odczuli w ostatnich dniach także ukraińscy konsumenci — hurtowi traderzy i sieci stacji paliw nadal podnoszą ceny.
Jak duże mogą być zakłócenia logistyczne w regionie Bliskiego Wschodu? Co stanie się z cenami ropy i benzyny, jeśli blokada Cieśniny Ormuz potrwa kilka tygodni lub miesięcy? Dzięki czemu rynki światowe będą w stanie wytrzymać taką presję? I jakie są prognozy dla ukraińskiego rynku paliw — czytaj w materiale UA.News.

Iran podnosi stawkę: blokada Cieśniny Ormuz
Irański reżim, stojąc w obliczu zagrożenia zniszczeniem, przekracza wszystkie „czerwone linie”, podnosząc stawkę w tej wojnie. Jeden z głównych ciosów skierowany jest właśnie w sektor energetyczny państw Zatoki Perskiej. W wyniku irańskich ataków powietrznych zamknięto największą rafinerię Arabii Saudyjskiej oraz największy na świecie zakład produkcji skroplonego gazu ziemnego (LNG).

Poważnym problemem stało się również utrudnienie i podrożenie logistyki dostaw. 3 marca w Teheranie oświadczono, że „nie pozwolą ani jednej kropli ropy opuścić regionu” i będą otwierać ogień do tankowców próbujących przepłynąć przez Cieśninę Ormuz. Ruch na tym szlaku został wstrzymany po tym, jak Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej zaatakował co najmniej trzy statki. Według Reutersa zablokowanych zostało ponad 150 tankowców.

Dla zobrazowania skali: co miesiąc przez cieśninę przepływa około 3 tysięcy tankowców. Ropa pochodzi nie tylko z Iranu, ale także z innych państw Zatoki Perskiej, takich jak Irak, Kuwejt, Katar, Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Według szacunków Amerykańskiej Agencji Informacji Energetycznej w 2025 roku przez Cieśninę Ormuz transportowano około 20 mln baryłek ropy dziennie, co w ujęciu wartościowym stanowiło niemal 600 mld dolarów rocznie.

Skutki dla rynków
Globalna mapa energetyczna od początku dawała USA swoisty „carte blanche” na twarde działania wojskowe, które miały zapewnić szybkie zakończenie konfliktu. Relatywnie niewielki wzrost cen ropy na początku wojny USA i Izraela przeciwko Iranowi świadczył o pewności inwestorów, że zakłócenia dostaw ropy z Bliskiego Wschodu będą krótkotrwałe. Ceny ropy i gazu pozostawały znacznie niższe od maksimów z poprzednich kryzysów wywołanych pandemią COVID-19 czy pełnoskalową inwazją rosji na Ukrainę.

Jednak ten optymizm zaczął topnieć, gdy stało się jasne, że wojna nie zakończy się szybko. Wiele zależy teraz od tego, jak długo potrwa. Jeśli zakłócenia w dostawach ropy potrwają jeszcze kilka dni, światowy rynek prawdopodobnie będzie w stanie wytrzymać taką presję — dzięki wysokiemu wydobyciu na świecie oraz istniejącym zapasom. Duzi konsumenci, w tym Chiny i USA, mogą uruchomić rezerwy strategiczne, aby złagodzić niedobory i powstrzymać gwałtowny wzrost cen.
Jednak w scenariuszu negatywnym skala zakłóceń dostaw przez Cieśninę Ormuz może być bezprecedensowa. Według analityków Bloomberga, jeśli blokada strategicznego korytarza transportowego potrwa dłużej, może to przerwać łańcuchy dostaw i wywołać chaos na rynkach.

We wtorek, 3 marca, gdy rynki nie dostrzegły oznak zakończenia konfliktu, notowania ropy gwałtownie wzrosły, a ceny gazu ziemnego w Europie podskoczyły o ponad 40%. Amerykański bank Goldman Sachs nie wyklucza, że ceny mogą wzrosnąć nawet o 130%. Jeśli zaś blokada Cieśniny Ormuz potrwa dłużej niż dwa miesiące, cena gazu w Europie może wzrosnąć trzykrotnie — cytuje wnioski banku Bloomberg.
Niemożność transportu ropy i skroplonego gazu z Zatoki Perskiej już teraz obciąża globalny system energetyczny. Każdy dzień zakłóceń zwiększa presję na producentów i konsumentów, tworząc wąskie gardła dla eksporterów z Bliskiego Wschodu oraz pogłębiając niedobory dla nabywców w innych regionach. W szczególności Europejski Bank Centralny ostrzegł, że przedłużająca się wojna na Bliskim Wschodzie oraz ograniczenie dostaw ropy i gazu z regionu mogą doprowadzić do znaczącego wzrostu inflacji i spadku produkcji w strefie euro.

Jak reaguje ukraiński rynek paliw
Wojna w Iranie odbiła się również na ukraińskim rynku paliw, który niemal całkowicie zależy od importu. W ostatnich dniach ceny na stacjach paliw rosły nierównomiernie: w niektórych miejscach o 3, a w innych od razu o 8 hrywien za litr. Na razie nadal rosną w warunkach niepewności panującej na światowych rynkach ropy.
„W Ukrainie pierwszą reakcją było ograniczenie handlu hurtowego: w poniedziałek tylko trzech traderów – UPG, ZPEK i ‘Martin Trade’ – oferowało dostawy cysternami po bardzo wysokich cenach (przepraszam, po prostu rynek), a większość wstrzymała się ‘do wyjaśnienia sytuacji’” — opisał sytuację dyrektor „Grupy Konsultingowej A-95” Serhij Kujun.
Według niego niektórzy zagraniczni dostawcy również poinformowali o przerwie i braku dodatkowych wolumenów paliwa.
„Obecnie, moim zdaniem, głównym zagrożeniem jest panika. Niektóre sieci, które zwykle sprzedają w średnim przedziale cenowym, chcą ‘przykleić się’ jak najbliżej liderów, obawiając się, że ich zapasy mogą zostać szybko wykupione. Liderzy także chcą się zabezpieczyć, dlatego w tym tygodniu zobaczymy klasyczną podwyżkę o 2–3 hrywny. To niebezpieczna sytuacja, bo wzrost cen wielu konsumentów odbiera jako sygnał do natychmiastowego zakupu paliwa i tworzenia zapasów” — uważa Kujun.
Analityk ostrzega również przed wyolbrzymianiem skutków wojny i „apokaliptycznymi scenariuszami”.
„Śmiesznie obserwować histerię wokół uderzeń na rafinerie i zakłady skraplania gazu, jakoby kilka dronów sparaliżowało pół globu. Naszą, wcale nie najmłodszą i niezbyt nowoczesną ‘Ukrtatnaftę’ wyłączono w czerwcu ubiegłego roku za pomocą 80 rakiet i 250 dronów. Czy naprawdę sądzicie, że dwa ‘szahidy’ mogą poważnie zdestabilizować działanie nowoczesnych przedsiębiorstw Kataru czy Arabii Saudyjskiej?” — zauważył analityk rynku paliw.
Prognoza eksperta: wzrost cen będzie tymczasowy
Sytuacja rozwija się dynamicznie, a ceny nadal rosną. Jednak gwałtownego skoku do 100–120 dolarów za baryłkę nie odnotowano — zauważa Iwan Us, kandydat nauk ekonomicznych i główny konsultant Narodowego Instytutu Badań Strategicznych. Jego zdaniem światowy rynek dysponuje wystarczającymi zasobami ropy.

„Rynki przygotowywały się na podobny scenariusz, dlatego ceny rosły już wcześniej. Były one nawet poniżej 60 dolarów za baryłkę. W ubiegły piątek wieczorem osiągnęły 73,5 dolara, a na 3 marca mamy 83 dolary za baryłkę.
Jeśli chodzi o światowe rezerwy ropy, na pierwszym miejscu znajduje się Wenezuela, która w ogóle nie jest dotknięta tą sytuacją. Na drugim — Arabia Saudyjska. Na trzecim — Iran, czyli dwa państwa z regionu. Obok nich znajdują się także Zjednoczone Emiraty Arabskie, co świadczy o dużej koncentracji zasobów ropy właśnie w tym regionie.
Jeśli chodzi o gaz ziemny, sytuacja jest bardziej skomplikowana, ponieważ na pierwszym miejscu pod względem wydobycia jest rosja, na drugim Iran, a na trzecim Katar. Biorąc pod uwagę, że rosja i Iran objęte są sankcjami, Katar pozostaje głównym dostawcą gazu nieobjętym sankcjami. Jednak Katar również został dotknięty wojną — zaatakowano jego obiekty wydobywcze.
Tak, na europejskich rynkach ceny gazu gwałtownie rosną. Ale zasadnicze jest porównanie: obecne ceny gazu w Europie są sześciokrotnie niższe niż te z 22 sierpnia 2022 roku. Sześciokrotnie niższe!” — podkreślił Iwan Us.
Zdaniem eksperta na dalszą dynamikę cen ropy i gazu wpłyną kilka czynników: czy Iran będzie miał wystarczające możliwości wojskowe do kolejnych ataków na sąsiednie państwa oraz w jakim stopniu uda mu się zablokować ruch w Cieśninie Ormuz.
„Z tego, co rozumiem, przed Piątą Flotą USA postawiono zadanie odblokowania Cieśniny Ormuz. Jeśli się to uda, nie sądzę, aby ceny rosły długo. Globalne trendy wskazują na wystarczające ilości surowców energetycznych. Co więcej, wszystkie prognozy wskazywały, że obecnie podaż energii przewyższa popyt. To droga do spadku cen. Dlatego obecny skok będzie miał charakter tymczasowy. Być może już w przyszłym tygodniu sytuacja się poprawi” — zaznaczył.
Iwan Us nie przewiduje również szokowych cen na ukraińskim rynku paliw. Uważa za aktualną swoją wcześniejszą prognozę o podwyżce o kilka hrywien i radzi konsumentom nie ulegać panice.
„Sprzedawcy paliw lubią grać na emocjach i mówić: ‘Widzicie, jest kryzys, nie będzie paliwa, więc kupujcie u nas drożej’. Ale z czasem Europa ustabilizuje dostawy odpowiednich produktów naftowych. Wtedy okaże się, że kryzys nie jest tak poważny, jak się wydawało. Ceny pójdą w dół, a sprzedawcy będą musieli je obniżyć. Dlaczego? Bo gdy pojawi się nadwyżka podaży — a prognozuje się ją na cały rok — konkurenci będą wygrywać ceną. W dłuższej perspektywie ogólną tendencją będzie spadek cen.”