$ 43.3 € 50.9 zł 12.05
-11° Kijów -9° Warszawa +5° Waszyngton
Wołodymyr Zełenski 24 lutego ogłosi wybory i referendum: co sądzą eksperci

Wołodymyr Zełenski 24 lutego ogłosi wybory i referendum: co sądzą eksperci

11 lutego 2026 17:24

W środę rano, 11 lutego, ukraińską przestrzeń informacyjną obiegła głośna wiadomość: prezydent Wołodymyr Zełenski przygotowuje się do ogłoszenia w najbliższym czasie daty wyborów oraz referendum dotyczącego pokoju w Ukrainie. Przynajmniej tak twierdzą dziennikarze dziennika „Financial Times”, powołując się na kilku ukraińskich i europejskich urzędników.

Z informacji medialnych wynika, że administracja Donalda Trumpa rzekomo wywiera presję na Kijów, aby do określonej daty w 2026 roku Ukraina przeprowadziła zarówno procedury wyborcze, jak i referendum w sprawach pokojowych. Pada nawet konkretna data — do 15 maja. Od razu przywoływany jest znany mem o „zwycięstwie 15 maja”, co samo w sobie nie dodaje tej informacji powagi ani wiarygodności. Niezależnie od tego, „Financial Times” twierdzi, że obecnie przygotowywane są już wszystkie niezbędne dokumenty i akty normatywno-prawne, aby jak najszybciej zorganizować głosowanie obywateli Ukrainy.

Cała ta wiadomość wygląda jednak na wyraźnie wątpliwą. Począwszy od tego, że władze najwyraźniej nie mają ani politycznej woli, ani nawet elementarnej chęci do przeprowadzenia wyborów, a tym bardziej referendum, a skończywszy na ogromnej trudności organizacji procesów wyborczych w warunkach wojny. Deputowani, dziennikarze i działacze społeczni już zaczęli komentować tę kwestię, twierdząc, że w najbliższym czasie wybory i wszystko, co z nimi związane, z pewnością nie są planowane.

Wygląda na to, że rzeczywiście tak jest, a dziennikarze z USA mogą przedstawiać życzeniowe scenariusze jako fakty albo po prostu nieprofesjonalnie powołują się na niezweryfikowane przecieki. Czy jednak możliwe jest coś przeciwnego? Być może ukraińskie władze rzeczywiście planują wybory i referendum?

Redakcja „UA.News” zwróciła się do znanych krajowych ekspertów politycznych z prośbą o komentarz do tych sensacyjnych doniesień. Więcej — w naszym materiale.

„Nie widzę dziś żadnej możliwości przeprowadzenia wyborów” — dyrektor Instytutu Polityki Światowej Jewhen Mahda
 

Trudno mi w pełni zrozumieć motywację dziennikarzy, którzy piszą o wyborach w Ukrainie, jeśli sami w Ukrainie nie mieszkają. Tym bardziej trudno to pojąć, gdy, mówiąc wprost, nie rozumieją ukraińskich realiów.

Nie wiem, czy próbują przypodobać się Donaldowi Trumpowi, czy kieruje nimi jakaś inna motywacja. Na razie trudno mi to jednoznacznie ocenić. W każdym razie nie widzę żadnej — podkreślam: żadnej! — możliwości przeprowadzenia wyborów w trybie „łap walizki, pociąg odjeżdża”. To po prostu przeczy samej istocie procesu demokratycznego i powinniśmy to jasno i stanowczo podkreślać.

Wybory zakładają, że zostaną uznane przez społeczność międzynarodową, przynajmniej przez jej demokratyczną część. Nie powinniśmy reagować na rosję, ale musimy jasno rozumieć, że to, co się dzieje, powinno odzwierciedlać wolę Ukraińców. Organizowanie wyborów według zasady „nie zależy mi na twojej pracy, bylebyś się zmęczył” — to być może styl Donalda Trumpa. Nie sądzę jednak, aby był on odpowiedni dla Ukrainy.

image


Plotki o wyborach mają dwa kluczowe cele — dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik
 

Prawdopodobieństwo, że prezydent 24 lutego ogłosi datę wyborów, jest niezwykle niskie. Te pogłoski, rozpowszechniane także wewnątrz obozu władzy, mają co najmniej dwa cele.

Po pierwsze, mają pokazać, że ukraińskie władze nie kurczowo trzymają się stanowisk. Że jeśli pojawią się odpowiednie przesłanki — prawne, ustawowe i bezpieczeństwa — władze są gotowe pójść na wybory bardzo szybko, dosłownie „choćby jutro”. To próba przeprowadzenia „antyautorytarnej” kampanii informacyjnej. Mówiąc: nie trzymamy się władzy, jesteśmy gotowi na wybory. Co więcej, kto w obecnych warunkach, poza nami, mógłby je wygrać?

Drugi cel to próba przetestowania reakcji rynku politycznego i innych graczy. Sprawdzenie, kto z kim będzie się jednoczyć, jakie powstaną układy, kto kogo będzie finansował i dlaczego, jakie projekty polityczne są możliwe itd. To swego rodzaju test rynku politycznego.

Obecnie wskazuje się dwie najbardziej prawdopodobne daty wyborów. Pierwsza to rzeczywiście maj. Druga, według sztabu jednego z kluczowych, nazwijmy to, kandydatów, to połowa października.

Uważam, że wybory w maju byłyby możliwe jedynie w nadzwyczajnych okolicznościach, a władze tego ani nie proponują, ani nie planują. Październik jest bardziej prawdopodobny, ale na razie nie sposób prognozować wyborów na ten miesiąc.

Ostatecznie próba pokazania, że „nie trzymamy się władzy”, jest także reakcją na naciski ze strony Donalda Trumpa, który stara się wpływać na stanowisko Kijowa. Warto jednak zauważyć, że przeciwko wyborom opowiadają się europejscy sojusznicy Ukrainy oraz liberalne środowiska w Stanach Zjednoczonych. Nie popierają one przeprowadzania wyborów w obecnych warunkach, broniąc stanowiska Ukrainy, zgodnie z którym procedury wyborcze są możliwe wyłącznie po osiągnięciu przynajmniej zawieszenia broni.

image


„Wybory są teraz absolutnie niemożliwe” — szef Centrum Badań Politycznych „Penta” Wołodymyr Fesenko
 

To, że prezydent miałby rzekomo 24 lutego ogłosić datę wyborów i referendum, jest absolutnie niemożliwe. To po prostu nierealne. Wybory mogą się odbyć dopiero po zakończeniu wojny. Obecnie nie ma żadnych przesłanek wskazujących na jej rychłe zakończenie. Tym bardziej w najbliższych miesiącach. To kwestia pierwsza i zasadnicza.

Nawet jeśli strony porozumiałyby się w sprawie jakiegoś układu, choć jest to bardzo mało prawdopodobne, wybory mogłyby się odbyć najwcześniej we wrześniu. Znam stanowisko Centralnej Komisji Wyborczej, znam też z nieoficjalnych źródeł propozycje grupy roboczej w Radzie Najwyższej. Stanowisko pozostaje niezmienne: od momentu zniesienia stanu wojennego do wyborów potrzeba około pół roku. Grupa robocza, nawiasem mówiąc, analizowała wyłącznie wybory prezydenckie, a nie na przykład referendum.

Nawet jeśli wyobrazić sobie silną presję ze strony Amerykanów, wolę Zełenskiego oraz próbę maksymalnego przyspieszenia wszystkich procesów — moim zdaniem potrzeba byłoby co najmniej czterech miesięcy przygotowań do przeprowadzenia wyborów. Z tego dwa miesiące na kampanię wyborczą i kolejne dwa na przygotowania organizacyjne.

Dziś nie jesteśmy w ogóle gotowi na wybory. Absolutnie. Ani pod względem rejestru wyborców, ani infrastruktury, ani, co szczególnie istotne, w kontekście obywateli przebywających za granicą. Z tego, co widzę, obecnie w Biurze Prezydenta nie są prowadzone żadne przygotowania do wyborów. Nikt nie zajmuje się tam poważnie polityką wewnętrzną. Nie ma konkretnej osoby odpowiedzialnej za koordynację polityki informacyjnej. Nie ma też nikogo, kto mógłby być potencjalnym szefem sztabu wyborczego.

Dlatego publikacja w „Financial Times” to albo prowokacja, albo po prostu bezkrytyczne podejście dziennikarzy, nawet tak renomowanego tytułu, do swoich źródeł. Plotki i błędne scenariusze dotyczące wyborów w czasie wojny zazwyczaj rozpowszechniają osoby, które nigdy nie zajmowały się organizacją wyborów, nie wiedzą, jak działa ten proces i nie rozumieją mechanizmów funkcjonowania tej machiny.

image


„Rozpoczęły się już przygotowania infrastruktury do kampanii wyborczej” — szef Centrum „Trzeci Sektor” Andrij Zołotariow
 

Publikacja „Financial Times” nosi wszelkie znamiona informacyjnego przecieku lub kontrolowanego „wrzutu”. Niestety żyjemy w czasach, gdy manipulacji informacyjnych jest więcej niż rzetelnych, obiektywnych informacji. Ale nie ma dymu bez ognia.

Faktem jest, że de facto rozpoczęły się już przygotowania infrastruktury do przeprowadzenia kampanii wyborczej. W szczególności wznowił działalność rejestr wyborców — po długim okresie zamrożenia. Widzimy, że w przestrzeni informacyjnej wszyscy są „w blokach startowych”: zarówno potencjalni uczestnicy wyścigu prezydenckiego, jak i siły polityczne, które zamierzają wziąć udział w wyborach do Rady Najwyższej.

image


Mimo to uważam, że jakiekolwiek ogłoszenia tego typu 24 lutego są mało prawdopodobne. I nie chodzi o to, że jest to niemożliwe. Ukraina to kraj nieograniczonych możliwości w tym sensie, że możliwe jest u nas wszystko — łącznie z bezpośrednim naruszaniem Konstytucji. I nikt nie zwraca na to większej uwagi, bo „Konstytucja jest na pauzie”. To nie czynnik prawny jest tu elementem decydującym.

Moim zdaniem do połowy marca albo proces ten zostanie uruchomiony, albo do jesieni na pewno do tego nie dojdzie. Zełenski będzie grał na zwłokę, rozumiejąc, że konkurencyjnych wyborów może nie wygrać, a wobec władzy narosło zbyt wiele pytań. Dlatego wygodniej jest przeciągać czas, mówić, że „to nie jest właściwy moment”, że nie ma warunków bezpieczeństwa i tak dalej.

Nie zapominajmy jednak, że przeprowadzenie wyborów jest elementem planu Trumpa. Myślę, że w najbliższym czasie zobaczymy, co okaże się silniejsze: presja Trumpa i jego narzędzia wymuszania określonego zachowania politycznego naszego prezydenta, czy też Wołodymyr Zełenski ponownie zdoła „przejść między kroplami deszczu”. W każdym razie rozpoczęcie kampanii wyborczej dokładnie 24 lutego najprawdopodobniej nie nastąpi.

Czytaj nas na Telegram i Sends