„Mam nadzieję, że zakończymy tę wojnę, a prezydent Trump pomoże nam to osiągnąć. Myślę, że powinniśmy to osiągnąć przed zimą” – oświadczył prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przed zamkniętymi rozmowami z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Nowym Jorku 22 września.
Rozmowy odbyły się przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ i trwały około 40 minut, po czym przywódcy zakończyli spotkanie bez publicznego ogłoszenia konkretnego nowego porozumienia. Donald Trump, choć stwierdził, że pokój może nadejść „wcześniej, niż ludzie sądzą”, nie podał jednak żadnych konkretnych dat.
Wydaje się, że na pierwszy plan dla amerykańskiego prezydenta wysunęło się energetyczne zawieszenie broni między Ukrainą a Rosją, z którym wiąże on ewentualną stabilizację cen paliw. W Białym Domu wzrost cen oleju napędowego w USA tłumaczy się atakami Ukrainy na rosyjskie rafinerie oraz ograniczeniem importu z Rosji. Chociaż, według szacunków amerykańskich ekspertów, główny wzrost cen rozpoczął się od momentu, gdy Stany Zjednoczone rozpoczęły ataki na Iran w lutym.
Co kryje się za oświadczeniami Zełenskiego i Trumpa o zbliżaniu się do pokoju, a także o przyczynach napięć, które, jak się wydaje, nasilają się w stosunkach Ukrainy z jej głównymi sojusznikami – w przeglądzie zachodnich mediów.

Charakterystyczne wypowiedzi o zakończeniu wojny i cenach oleju napędowego
Amerykańskie media w większości analizowały „kolejne znaczące wypowiedzi” prezydentów Ukrainy i Stanów Zjednoczonych dotyczące perspektyw zakończenia wojny. Zgodziły się co do tego, że ostateczna decyzja w tej sprawie nie leży w rękach Zełenskiego ani Trumpa, lecz rosyjskiego dyktatora Putina. Jeśli chodzi o oświadczenia prezydenta USA, rozpatrywano je przez pryzmat polityki wewnętrznej oraz rosnących cen paliwa.
„Trump błaga Ukrainę i Rosję – zakończcie wojnę, ocalcie olej napędowy!” – pod takim tytułem ukazał się artykuł w The Hill. W artykule tym zaznaczono: „Prezydent Trump ma przesłanie dotyczące wojny Rosji przeciwko Ukrainie: chce, aby się ona zakończyła! Szczególnie oburza go cena oleju napędowego, ponieważ ukraińskie ataki rakietowe dalekiego zasięgu ograniczają możliwości Rosji w zakresie jego produkcji”.
Wydawnictwo popiera stwierdzenie Trumpa, że „ta bezsensowna i niekończąca się wojna z Ukrainą musi zostać zakończona. Cierpi cały świat, ponieważ co miesiąc ginie 25 000 osób, głównie żołnierzy”. Jednocześnie zadaje pytanie, dlaczego amerykański przywódca nie powiedział wprost, że to właśnie Rosja powinna zakończyć wojnę?

„Wiemy, kogo należy obwiniać: musimy obwiniać prezydenta Rosji Władimira Putina, który obecnie ponosi wyłączną odpowiedzialność za przedłużanie wojny. Nie możemy winić Ukraińców za obronę własnego kraju. Zostali zaatakowani i starają się powstrzymać Rosję z całkiem dobrym skutkiem… Rzeczywiście, Trumpowi należy się uznanie za wszystko, co uczynił na rzecz przywrócenia pokoju. Jednak rzeczywistość jest taka, że jest tylko jedna osoba, która naprawdę może położyć kres tej bezsensownej, niszczycielskiej wojnie. Tą osobą jest Putin” – stwierdza wydawnictwo.
Jednocześnie niektórzy dziennikarze „wyłapali” w retoryce Trumpa pewną drwinę z potencjału militarnego Kremla.
„Trump przeszedł od wezwania Wołodymyra Zełenskiego do zaprzestania bombardowania zakładów produkcji oleju napędowego w Rosji (co prowadzi do wzrostu światowych cen) do westchnienia nad tym, że Rosja »straciła kontrolę nad swoim przemysłem oleju napędowego«. Brzmi to tak, jakby kpił z Putina, a także wskazuje Zachodowi na powody, by sądzić, że determinacja Kremla może słabnąć” – czytamy w artykule redakcyjnym „New York Post”.

Po apelach Trumpa o zaprzestanie ataków na obiekty energetyczne Zełenski wyjaśnił, że Ukraina będzie przestrzegać wzajemnego zawieszenia broni, o ile Stany Zjednoczone i inni partnerzy będą w stanie zagwarantować, że Rosja postąpi tak samo. Nie jest jednak jasne, czy administracja Trumpa zwróciła się do Moskwy z podobnymi prośbami o zaprzestanie ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy – zauważa „Financial Times” (FT).
Wcześniejsze próby amerykańskiego przywódcy zmierzające do osiągnięcia rozejmu energetycznego zakończyły się niepowodzeniem, przypomina gazeta.
W przededniu wyborów uzupełniających w USA paliwo stało się problemem politycznym dla Donalda Trumpa. Na tle konfliktu z Iranem oraz wojny rosyjsko-ukraińskiej nasila się bowiem niedobór paliwa, co prowadzi do bezprecedensowego wzrostu cen w USA.
W komentarzu dla FT jeden z wysokich rangą ukraińskich urzędników stwierdził, że jego zdaniem Trump może zwlekać z zastosowaniem ustawy o „piekielnych sankcjach” wobec Rosji, aby wykorzystać ją jako środek nacisku na Ukrainę i zmusić ją do zaprzestania ataków na rosyjskie rafinerie. Jednak Trump może również wykorzystać sankcje do wywarcia presji na Rosję, aby spróbować skłonić Kreml do wznowienia bezpośrednich negocjacji.

Spotkanie Trumpa i Zełenskiego odbyło się na tle bezowocnych prób nawiązania procesu negocjacyjnego między Federacją Rosyjską a Ukrainą. Mimo że na początku września negocjatorzy z administracji Trumpa, Jared Kushner i Steve Witkoff, po raz pierwszy odwiedzili Ukrainę w celu omówienia kwestii pokoju, rozmowy dyplomatyczne znalazły się w impasie, pisze amerykański serwis CNBC, komentując rozmowy przywódców USA i Ukrainy. Co więcej, rosyjskie i ukraińskie siły zbrojne nasiliły wzajemne ataki.
W tej sytuacji Zełenski wezwał Trumpa do omówienia z przewodniczącym ChRL Xi Jinpingiem sposobów zakończenia wojny.
„Całkowicie otwarcie powiedziałem prezydentowi, że uważamy, iż jeśli on również nawiąże współpracę z prezydentem Xi Jinpingiem, będzie miał wpływ na Putina. Jeśli chcemy położyć kres tej wojnie, nie tylko w słowach, wszyscy musimy pracować nad tym przez całą dobę, dla dobra narodu” – cytuje prezydenta Ukrainy gazeta.
Wizyta na tle zarzutów Waszyngtonu
Bardziej bezpośrednio przeciwko ukraińskim atakom na rosyjską logistykę wypowiedział się sekretarz stanu USA Marco Rubio. Krytykował on nie tylko ostrzał rosyjskiej infrastruktury energetycznej, która traci potencjał eksportowy.
22 września, w dniu rozmów przywódców USA i Ukrainy przy okazji Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Rubio oświadczył w programie Fox News, że rosyjskie statki powiązane ze Stanami Zjednoczonymi wielokrotnie stawały się celem ataków ze strony Ukrainy w ciągu ostatnich kilku miesięcy.
Według sekretarza stanu takie incydenty mogły mieć charakter nieumyślny, ale Waszyngton nie może tego zignorować.

„W ciągu ostatnich kilku miesięcy statki powiązane ze Stanami Zjednoczonymi wielokrotnie stawały się celem ataków – prawdopodobnie nieumyślnie, ale jednak – ze strony Ukrainy. Nie możemy pozwolić, aby tak się działo. Trzeba rozwiązać ten problem” – podkreślił Rubio, nie wymieniając jednak nazw firm, do których należą zaatakowane statki.
Później w wywiadzie dla radia WABC Rubio przyznał, że na razie nie ma porozumienia w sprawie „energetycznego rozejmu” między Rosją a Ukrainą, o którym wcześniej mówił prezydent USA Donald Trump. Według niego Trump jest gotów wykorzystać każdą okazję, by przezwyciężyć różnice między Kijowem a Moskwą, jednak obecnie „nie jesteśmy jeszcze na tym etapie”.
„Ta wojna nie służy żadnej ze stron. Nie służy Ukrainie, a dla Rosji jest po prostu straszna. U nich nie wszystko jest w porządku. Po prostu nie wszystko” – stwierdził Rubio.

23 września, dzień po rozmowach Trumpa i Zełenskiego, sekretarz stanu USA Marco Rubio spotkał się z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. Po zakończeniu zamkniętego spotkania poinformował, że Stany Zjednoczone zaprosiły Putina na szczyt G20 w Miami w dniach 14–15 grudnia.
„Uważamy, że będzie to dla niego okazja do rozmowy nie tylko z prezydentem Trumpem, ale także z światowymi przywódcami. Mamy nadzieję, że zaproszenie to zostanie przyjęte” – powiedział Marco Rubio.
Prezydent Wołodymyr Zełenski wcześniej dopuszczał możliwość spotkania z Putinem przy okazji szczytu, jednak Kreml odrzucił tę propozycję. Tamtejsze władze nalegają, by spotkanie odbyło się w Moskwie.
Relacjonując to wydarzenie, agencja Reuters zauważyła, że Kreml oświadczył, iż nadal nie ma podstaw do rozmów pokojowych w sprawie Ukrainy. Rzecznik prasowy Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył natomiast, że Putin jest gotów spotkać się z Trumpem twarzą w twarz, jeśli obaj przywódcy uznają takie spotkanie za konieczne.

Kolejny punkt napięcia: UE domaga się reform w zamian za dalsze finansowanie
Przy okazji obrad ONZ w Nowym Jorku prezydent Zełenski spotkał się również z przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen. O napiętej atmosferze tych rozmów pisał serwis Bloomberg, powołując się na własne źródła.
Podczas tego spotkania przedstawiciele Ukrainy wyrazili zaniepokojenie perspektywą eskalacji działań Rosji w okresie zimowym, biorąc pod uwagę niedobór systemów obrony przeciwlotniczej do ochrony miast. Delegacja była również oburzona faktem, że UE zgodziła się znieść sankcje wobec dwóch rosyjskich oligarchów.
W Kijowie rośnie niezadowolenie z powodu niechęci niektórych europejskich sojuszników do dostarczania rakiet przechwytujących przeciwko rosyjskim pociskom balistycznym. Z kolei Europejczycy są zirytowani rosnącymi żądaniami dotyczącymi finansowania.
Ukraina zwróciła się do sojuszników z prośbą o pomoc w pokryciu nieprzewidzianego deficytu budżetowego w wysokości około 26 mld euro (30 mld dolarów) oraz poprosiła UE o przyspieszenie przyznania kredytu w wysokości 90 mld euro. Środki te miały zapewnić Ukrainie finansowanie do końca przyszłego roku. Obserwatorzy zwrócili uwagę, że UE sprzeciwia się niektórym ukraińskim działaczom i proponuje innym partnerom, w szczególności Kanadzie, Norwegii i Japonii, udzielenie dodatkowego finansowania.
Po rozmowie z Ursulą von der Leyen Zełenski oświadczył dziennikarzom, że ich zespoły spotkają się ponownie za siedem–dziesięć dni w celu przeprowadzenia dalszych negocjacji w tej sprawie. Wyraził nadzieję, że uda się znaleźć rozwiązanie. Ponadto prezydent Ukrainy zauważył, że Europejczycy po raz pierwszy poinformowali, iż dostrzegają „rosnące ryzyko agresywnych działań Rosji wobec innych krajów europejskich”.