Rosja jest podejrzewana o próbę skłócenia Polski i Czech
W Polsce i Czechach zdemaskowano na dużą skalę kampanię dezinformacyjną, w ramach której rozpowszechniano zmyśloną historię o rzekomych roszczeniach terytorialnych Warszawy wobec Pragi. Sprawcy stworzyli fałszywą stronę „Czeskiego Radia”, podrobione konta w mediach społecznościowych, a nawet fejkowy dokument o przekazaniu Polsce 638 hektarów czeskiego terytorium. O przeprowadzenie tej operacji podejrzewa się Rosję, jednak jej organizatorzy nie zostali jeszcze oficjalnie ustaleni.
O kampanii dezinformacyjnej poinformował polski portal CyberDefence24.pl. Według jego danych nieznani sprawcy rozpowszechnili w polskiej przestrzeni informacyjnej dwa fałszywe artykuły o tak zwanym „długu terytorialnym” Czech wobec Polski. W tym celu stworzyli stronę podszywającą się pod „Czeskie Radio” oraz podrobione profile na Facebooku, za pośrednictwem których szerzono komunikaty w imieniu zmyślonych dyplomatów i innych przedstawicieli władz.
Główny fejk dotyczył rzekomego dokumentu polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Mowa w nim była o żądaniu zmiany granicy polsko-czeskiej i przekazania Polsce około 638 hektarów czeskiego terytorium. Autorzy fejka starali się nadać tej historii wygląd prawdziwego sporu dyplomatycznego, powołując się na rzekomo oficjalne dokumenty oraz oświadczenia czeskich przedstawicieli.
Jednak w sfałszowanym dokumencie znaleziono elementy budzące wątpliwości. Tekst został napisany po czesku, lecz kilka ostatnich słów sporządzono po polsku. Portal CyberDefence24.pl zasugerował, że dokument mógł zostać wygenerowany przy użyciu sztucznej inteligencji. Sprawcy uzyskali również dostęp do strony internetowej polskiej regionalnej rozgłośni Radio PiK, gdzie zamieścili materiał ze odnośnikiem do rzekomych czeskich mediów. W publikacji twierdzono, jakoby Warszawa zamierzała okupować setki hektarów czeskiej ziemi.
Jak odpowiedziano w Polsce
Na pojawienie się fałszywych doniesień zareagował minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski. „Nie dajmy się skłócić” — napisał w mediach społecznościowych.
Sikorski przypomniał również o historycznym sporze wokół Zaolzia. „Aneksja Zaolzia była jedną z najgłupszych decyzji w historii polskiej polityki zagranicznej, ale mam nadzieję, że nasi czescy bracia pamiętają: Polska w osobie prezydenta Lecha Kaczyńskiego publicznie za to przeprosiła na Westerplatte w 2009 roku” — podkreślił polski minister.
Na sytuację zareagował także premier Polski Donald Tusk. Opublikował grafikę przedstawiającą Reksia i Kretka — popularne postacie z polskich i czeskich bajek — dopisując, że Polska i Czechy są prawdziwymi przyjaciółmi.
Skąd wzięła się historia o długu terytorialnym
Całkowicie zmyślona nie jest sama historia dawnego sporu terytorialnego, lecz sposób jej przedstawienia oraz twierdzenia o rzekomej decyzji Polski o przejęciu terytorium Czech. Ministerstwo Spraw Zagranicznych Czech wyjaśniło, że między krajami rzeczywiście istnieje dawny spór dotyczący 368 hektarów ziemi.
Kwestia ta pojawiła się po demarkacji granicy czechosłowacko-polskiej na mocy umowy z 1958 roku. Podczas wyznaczania nowej granicy jej długość skróciła się o około 80 kilometrów. Po przeliczeniu terytoriów, które obie strony zyskały i straciły, powstała różnica wynosząca około 368 hektarów na korzyść Polski. Od 1992 roku Praga i Warszawa okresowo powracają do rozmów, jak ostatecznie uregulować tę sprawę.
Jednocześnie nie chodzi tu o przygotowania do przekazania setek hektarów terenu ani o zmianę granicy siłą. W lutym 2026 roku minister spraw zagranicznych Czech Petr Macinka omawiał ten temat z Sikorskim. Jak przekazał, strony nie planowały ani rekompensaty terytorialnej, ani finansowej. „Nie będzie mowy o jakiejkolwiek rekompensacie terytorialnej czy finansowej. Przeciwnie, mówimy o tym, że rozwiążemy ten spór za pomocą wspólnego projektu ochrony przed powodzią” — oświadczył Macinka.
Oznacza to, że realny spór między krajami dotyczy dawnej kwestii terytorialnej, jednak fejkowa kampania przekształciła go w rzekomo aktualne żądanie Polski dotyczące przekazania jej części Czech.
Dlaczego podejrzewa się Rosję
O przeprowadzenie operacji dezinformacyjnej polskie i czeskie struktury podejrzewają stronę rosyjską. Rejestrator domen NAZK zaznaczył, że metody użyte podczas kampanii są podobne do tych, które wcześniej wiązano z rosyjskimi operacjami informacyjnymi.
Jednocześnie podkreślono, że organizator ataku nie został jeszcze jednoznacznie ustalony. „Pismo sprawców odpowiada metodom, o których wiadomo, że są wykorzystywane przez stronę rosyjską. Na obecnym etapie organizator incydentu nie został jednoznacznie ustalony” — poinformowano w NAZK.
Dziennikarz czeskiego portalu Seznam Zprávy Lukáš Valášek zwrócił uwagę na skalę i koordynację kampanii. Według niego sprawcy jednocześnie użyli kilku narzędzi: sztucznej inteligencji, podrobionej strony mediów oraz fałszywych kont w sieciach społecznościowych. Pozwoliło to stworzyć wrażenie, że ta sama informacja dociera rzekomo z kilku niezależnych źródeł naraz.
Co próbowano osiągnąć
Według polskich i czeskich mediów głównym celem kampanii mogło być pogorszenie relacji między oboma krajami. Sprawcy wykorzystali wrażliwy temat granic i historycznych sporów terytorialnych. Tego typu doniesienia mogą szybko wywołać oburzenie społeczne, zwłaszcza gdy są podawane w imieniu rzekomo oficjalnych źródeł.
W tym przypadku fałszywa historia miała sprawić wrażenie, że Polska wysuwa wobec Czech nowe roszczenia terytorialne. Obecnie czeskie i polskie służby kontynuują ustalanie, kto stał za tą operacją. Przedstawiciele obu państw zaapelowali o nieuleganie prowokacjom i weryfikowanie informacji w oficjalnych źródłach.
Czytaj nas na Telegram i Sends