$ 43.29 € 50.73 zł 12
-9° Kijów -6° Warszawa -1° Waszyngton
Ważne było pokazanie tej historii: asystentka wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Razumkowej-Dufour o wystąpieniu Romana, który przeżył atak na Winnicę

Ważne było pokazanie tej historii: asystentka wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego Razumkowej-Dufour o wystąpieniu Romana, który przeżył atak na Winnicę

20 stycznia 2026 14:00

10 grudnia 2025 roku Parlament Europejski stał się miejscem wydarzenia „Fragments of Childhood”, poświęconego doświadczeniom ukraińskich dzieci, które przeżyły wojnę, stratę i powrót do życia. W ramach wydarzenia deputowanym oraz gościom zaprezentowano filmy krótkometrażowe „Romczyk” i „Chili”, a także dokument „Dzieci dla putina”.

Program uzupełniały osobiste świadectwa oraz historie odporności ukraińskich dzieci, które w wyniku pełnoskalowej wojny doznały poważnych traum psychicznych i fizycznych. Podkreślano humanitarny wymiar konfliktu, który coraz częściej znajduje się w centrum debat politycznych w Brukseli.

Silny, emocjonalny odzew na sali wywołało szczere wystąpienie 11-letniego Romana Ołeksiwa, który cudem przeżył rosyjski atak rakietowy na Winnicę w lipcu 2022 roku. Chłopiec stracił matkę, przeszedł 35 operacji oraz długą rehabilitację, która trwa do dziś. Mimo to Roman stopniowo wraca do pełnego życia — tańczy i zajmuje się muzyką.

Podczas tłumaczenia jego tragicznej historii asystentka pierwszej wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, Jewhenija Razumkowa-Dufour, nie była w stanie powstrzymać łez.

To właśnie dzięki jej osobistemu zaangażowaniu, a także aktywnej postawie i wrażliwości deputowanych Parlamentu Europejskiego wydarzenie to doszło do skutku. Jego celem było przypomnienie o cierpieniu ukraińskich dzieci, a jednocześnie o ich sile i woli życia.

UA.News rozmawiało z Jewheniją Razumkową-Dufour o jej pracy w Parlamencie Europejskim, stosunku europejskiego społeczeństwa do ukraińskich uchodźców oraz wyzwaniach dla jedności Europy — w szczególności w kontekście dalszego wsparcia i solidarności z Ukrainą.

Publikujemy pierwszą część rozmowy.

Jak trafiła pani do Parlamentu Europejskiego?

Jewhenija Razumkowa-Dufour: Częściowo dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności. Ale szczerze mówiąc, ta szansa była logicznym efektem wieloletnich przygotowań i ciężkiej pracy. Zaczynałam od dyplomu z dziennikarstwa międzynarodowego na Dniepropietrowskim Uniwersytecie Narodowym oraz pracy dziennikarskiej w Dnieprze. Równolegle uczyłam się języka francuskiego — języka, który później odegrał kluczową rolę.

Gdy pojawiło się pytanie o kontynuację nauki za granicą, wybierałam między Kanadą a Francją — i świadomie zdecydowałam się na Francję, na Strasburg.

Tam rozpoczęłam studia magisterskie z zakresu stosunków międzynarodowych ze specjalizacją dotyczącą Rady Europy. Po ich ukończeniu postanowiłam iść dalej i zostałam studentką Sciences Po Strasbourg, wybierając specjalizację poświęconą Unii Europejskiej.

Praca w Parlamencie Europejskim była marzeniem, jak dla większości moich kolegów z roku. Byliśmy właściwie kształceni jako przyszli europejscy urzędnicy i asystenci. Jednocześnie dla obywateli krajów spoza UE te drzwi pozostają niemal zamknięte. Mimo to nie przestawałam wierzyć. Aby opłacić studia, pracowałam jako kelnerka w restauracji, i właśnie tam poznałam niemiecką europosłankę Birgit Collin-Langen. Zaproponowała mi odbycie stażu w swoim biurze parlamentarnym po ukończeniu studiów magisterskich.

image


Zgodziłam się — i potraktowałam to jako jedyną szansę. Pracowałam na maksimum, aby udowodnić swoją zawodową kompetencję. Staż przerodził się w trwałą współpracę i po jego zakończeniu, mimo formalnych ograniczeń oraz konieczności uzyskania specjalnej derogacji, zostałam akredytowana jako asystentka deputowanej. W tamtym czasie byłam jedną z pierwszych Ukrainek, którym udało się na stałe związać z zespołem posła do Parlamentu Europejskiego.

Parlament Europejski to środowisko o bardzo wysokim progu wejścia. Jest to silnie upolityczniony system, w którym kluczowe jest rozumienie układu wpływów, nieformalnych sygnałów, „korytarzowych” rozmów oraz złożonej architektury instytucjonalnej i prawnej.

Moja pierwsza praca była związana z komisją ds. środowiska, w szczególności z przeglądem dyrektywy w sprawie wody pitnej oraz nowymi propozycjami dotyczącymi gospodarki o obiegu zamkniętym. Przygotowywanie poprawek wymagało głębokiej wiedzy eksperckiej, intensywnej pracy analitycznej oraz stałej współpracy z różnymi grupami interesu.

Po pierwszym kontrakcie w trakcie ósmej kadencji zrobiłam przerwę, a w 2021 roku wróciłam do Parlamentu Europejskiego, tym razem do biura przewodniczącej Komisji Kultury (CULT), Sabine Verheyen. Następnie dołączyłam również do zespołu kolejnej deputowanej z Chrześcijańsko-Społecznej Unii z Bawarii — Moniki Hohlmeier. Z nimi pracuję także w obecnej kadencji parlamentu na lata 2024–2029.

Praca w Parlamencie Europejskim opiera się na niewielkich zespołach — do czterech akredytowanych asystentów na jednego deputowanego. Sam deputowany jest bezpośrednim przełożonym, dlatego bardzo wiele zależy od osobistej chemii, wspólnoty poglądów politycznych oraz wartości ludzkich. W moim przypadku wszystkie te czynniki się zbiegły, i to właśnie pozwoliło mi nie tylko trafić do Parlamentu Europejskiego, lecz także utrzymać się w tym systemie.

Jakie miejsce zajmuje Ukraina w Pani pracy z deputowanymi Parlamentu Europejskiego?

Jewhenija Razumkowa-Dufour: To dla mnie temat bardzo osobisty, ponieważ mam ukraińskie pochodzenie. Jednocześnie kwestie bezpośrednio dotyczące Ukrainy nie należą do oficjalnych kompetencji deputowanych, z którymi współpracuję. Jednak wszelkie prośby dotyczące organizacji wydarzeń, przyjmowania ukraińskich delegacji oficjalnych, przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego czy zapytania informacyjne obsługuję osobiście. W ten sposób, choć Ukraina nie zawsze znajduje się w centrum codziennej pracy legislacyjnej, aktywnie dbam o to, aby wsparcie parlamentarne i kontakty były skuteczne oraz konstruktywne.

image

Zdjęcie: wystąpienie Romana Ołeksiwa w Parlamencie Europejskim

Dlaczego zdecydowała się Pani pokazać historie poszkodowanych ukraińskich dzieci w Parlamencie Europejskim?

Jewhenija Razumkowa-Dufour: W tej kadencji parlamentarnej Sabine Verheyen została w lipcu wybrana pierwszą wiceprzewodniczącą Parlamentu Europejskiego. Do jej portfolio należą między innymi kwestie komunikacji — DG COMM — oraz pracy z obywatelami (outreach). To właśnie na tych obszarach koncentruje się większość wydarzeń, które dla niej organizuję.

Outreach w Parlamencie Europejskim to nie tylko działalność informacyjna. Chodzi o przybliżenie parlamentu obywatelom, uczynienie informacji europejskich bardziej dostępnymi i przejrzystymi, zachęcanie do dialogu, budowanie zaufania i otwartości wobec instytucji demokratycznych. Celem jest słuchanie krytyki, rozumienie oczekiwań oraz tworzenie skutecznego połączenia między instytucją a społeczeństwem. Moją rolą w tym procesie jest budowanie mostu między parlamentem a różnymi grupami obywateli.

Jednym z takich wniosków był pokaz filmu „Romczyk”, zorganizowany we współpracy z Misją Ukrainy oraz Ukrainian Civil Society Hub. Gdy zapoznałam się z tą historią, stało się jasne, że to „must-see” — trzeba ją koniecznie pokazać w murach Parlamentu Europejskiego.

Historia Romana i jego ojca to jedynie wierzchołek góry lodowej. Odzwierciedla ona cierpienie setek ukraińskich dzieci, które obecnie dotyka wojna. Roman stał się symbolem dziecięcego głosu, który pragnie być usłyszany.

Najbardziej poruszyło mnie to, że fizyczny ból Romana jest tylko częścią jego cierpienia. Jego trauma psychiczna po stracie matki jest znacznie głębsza, niż można sobie wyobrazić. I choć jest to historia z Ukrainy, podobne obciążenia psychiczne i doświadczenia są znane dzieciom w wielu krajach świata.

image

Zdjęcie: Roman Ołeksiv wraz z ojcem w Parlamencie Europejskim

Pokaz tego filmu w Europie był niezwykle ważny: ukazuje on przykład dziecka, które doświadczyło straty, lecz się nie załamało. W sytuacji, gdy wielu nastolatków w Europie zmaga się z depresją lub wpływem mediów społecznościowych, historia Romana staje się silnym sygnałem nadziei i odporności.

Kolejnym mocnym świadectwem była historia 14-letniej Kariny Kopionkiny. Samodzielnie udała się ona na czasowo okupowane terytorium Doniecka, aby nie opuszczać starszego brata, ciężko rannego po wybuchu, a jednocześnie opiekowała się dwuletnim młodszym bratem. Karina działała zdecydowanie, świadoma wszystkich zagrożeń, lecz nie mogła zostawić rodziny — w przeciwnym razie jej brat mógł paść ofiarą przymusowej deportacji.

Takie historie dzieci, których dzieciństwo zostało pozbawione spokoju, wypełnione syrenami alarmowymi, strachem i tragediami, stały się sercem naszego wydarzenia. To żywe świadectwa, które trzeba opowiadać raz po raz, aby przypominać, że wojna trwa, a ludzkie życie w każdej chwili jest zagrożone.

Film „Chili”, stworzony przez Tetianę Troicką, poprzez dziecięce rysunki ukazał głębię psychicznych cierpień dzieci, których niewinne dzieciństwo zostało rozbite przez konflikt, którym skradziono uśmiechy, a szczęście zniknęło z twarzy. Obraz ten był jednocześnie poetycki i dramatyczny.

Film dokumentalny „Dzieci dla putina” pokazał, jak dzieci na terenach okupowanych są systematycznie instrumentalizowane i stale narażone na deportację. Strona rosyjska przedstawia to jako troskę o dzieci, jednak rzeczywistość jest znacznie bardziej brutalna i złożona, niż można sobie wyobrazić. To temat bolesny i trudny, ale niezwykle istotny dla zrozumienia skutków wojny dla najbardziej bezbronnej grupy — dzieci.

image


Jak zmieniło się nastawienie wobec Ukraińców?

Jewhenija Razumkowa-Dufour: To bardzo trudne pytanie. Niestety wojna w Ukrainie trwa już ponad trzy lata i w tym czasie stosunek do Ukraińców w Europie przeszedł kilka etapów.

Na początku konfliktu Europejczycy masowo otwierali swoje domy i serca, przyjmując uchodźców, zwłaszcza dzieci. Ta szczerość i solidarność były niezwykłe. Z czasem jednak, na tle trudności gospodarczych, barier językowych i kulturowych, a także pojedynczych negatywnych historii, podejście stało się bardziej powściągliwe.

Będę szczera: gdy przyjechałam do Francji w 2010 roku na studia, a później zaczęłam pracować w Parlamencie Europejskim, nie zawsze mogłam odczuwać dumę ze swojego pochodzenia. Czasami wahałam się, czy mówić, skąd pochodzę. Często spotykałam się ze stereotypami, zwłaszcza wobec ukraińskich dziewcząt i kobiet. Wielu Europejczyków nawet nie wiedziało, gdzie leży Ukraina — bywało, że mylili ją z rosją albo mówili: „Och, to część rosji”. Nasza wiedza kojarzyła się czasem jedynie z legendami — Szewczenką czy Kliczką. I szczerze mówiąc, cieszył mnie każdy, kto potrafił poprawnie wymienić wybitnego sportowca.

W tamtym okresie, po pierwszej agresji w 2014 roku, wielu zadawało pytanie: czy jesteście „proukraińscy” czy „prorosyjscy”? Przed pełnoskalową inwazją wydawało się to „normalnym” pytaniem — dziś, gdy stało się jasne, jak bardzo sytuacja jest skomplikowana i okrutna, trudno sobie wyobrazić, że kiedykolwiek tak pytano.

Dziś, gdy europejska gospodarka znajduje się w głębokim kryzysie, rośnie presja podatkowa, nasilają się reformy strukturalne, zwłaszcza w Belgii, a środowisko biznesowe mierzy się z bezprecedensowymi wyzwaniami, Ukrainie nadal przeznacza się miliardy euro na odbudowę, wsparcie psychologiczne, pomoc energetyczną oraz uzbrojenie do walki z agresorem. Rozumiemy, że środki te trafiają na cele kluczowe dla bezpieczeństwa i stabilności. Jednocześnie nawet kilka procent, które osiada w kieszeniach korupcjonistów, buduje negatywne postrzeganie w społeczeństwie. To, co słyszę o Ukrainie w „rozmowach przy kawie”, naprawdę mnie smuci i jeszcze bardziej skłania do podkreślania znaczenia przejrzystości oraz skutecznego wykorzystywania tych zasobów.

Jednocześnie statystyki pokazują realny wkład Ukraińców w europejskie gospodarki. Ponad 1,5 miliona Ukraińców jest zintegrowanych z rynkiem pracy Unii Europejskiej, płacą podatki, tworzą miejsca pracy i wspierają lokalne społeczności. Szybko się adaptują, wykazując wysoki poziom profesjonalizmu oraz aktywności ekonomicznej.

Konkretne dane z Polski ilustrują tę dynamikę: w 2024 roku Ukraińcy mieszkający i pracujący w Polsce wpłacili do budżetu państwa około 15,1 mld złotych (ponad 4 mld dolarów) w postaci podatków i składek na ubezpieczenia społeczne. Jednocześnie na świadczenia socjalne, w tym program „800+” dla dzieci, wydano około 2,8 mld złotych — Ukraińcy wpłacają więc około 5,4 razy więcej, niż otrzymują w formie tych świadczeń, i pracują w kluczowych sektorach, takich jak przemysł, budownictwo, transport oraz usługi.

Osobiście głęboko poruszają mnie historie dzieci — takie jak Romczyk, który cudem przeżył, czy 14-letnia Karina, która uratowała swoich braci na terytorium okupowanym. To nie są jedynie tragedie, to symbole odporności narodu ukraińskiego. Miałam nadzieję, że historia Romczyka przypomni Europejczykom, iż wojna niszczy rodziny, odbiera życie dzieciom i dorosłym, i że nie wolno o tym zapominać.

Po pokazie filmu byliśmy poruszeni reakcją emocjonalną: koledzy, znajomi oraz rodzice ze szkoły mojego dziecka pisali, że są gotowi pomagać. Ludzie ponownie otwierali swoje serca, uświadamiając sobie, że za wszystkimi tymi liczbami i wiadomościami stoją żywi ludzie, którzy cierpią.

Nawet mimo bólu i żałoby Ukraińcy nadal wierzą, marzą i wnoszą swój wkład w Europę. Dziś Europejczycy coraz lepiej rozumieją, jak silnym narodem są Ukraińcy i jak ważne jest, by pozostać przy nich i wspierać ich w tym historycznie krytycznym momencie.

Czy należy rozróżniać ukraińskich uchodźców?

Jewhenija Razumkowa-Dufour: To trudne i delikatne pytanie. Osobiście uważam, że nie, przede wszystkim dlatego, że w praktyce takie rozróżnienie jest niezwykle trudne do wdrożenia. Warto też pamiętać, że napływ uchodźców z Ukrainy nie jest jedynym w Unii Europejskiej. Ogólnie kwestie migracji i integracji należą dziś do najostrzejszych tematów w agendzie UE.

Rozumiem, dlaczego dla uchodźców z Ukrainy wprowadzono uproszczone procedury. Decyzja ta spotkała się z niemałą krytyką wśród Europejczyków. Jednocześnie należy mieć świadomość, że większość Ukraińców, którzy przybyli do UE, rzeczywiście potrzebowała natychmiastowej pomocy. Praktycznie nie mieli alternatywy, uciekali z regionów przyfrontowych, przed wojną i bezpośrednim zagrożeniem życia. To właśnie determinuje charakter większości tego strumienia migracyjnego.

Oczywiście istnieje niewielka grupa osób, które mogły korzystać z pomocy socjalnej, nie zawsze mając ku temu realną potrzebę. Jednak jest to grupa marginalna i w żadnym wypadku nie jest ona unikalna dla Ukraińców — takie zjawisko występuje w każdym procesie migracyjnym, niezależnie od kraju pochodzenia.

Na szczególne podkreślenie zasługuje wysoka zdolność Ukraińców do integracji z europejskim społeczeństwem, i bez przesady jest to powód do dumy. Przyjeżdżając do krajów europejskich, Ukraińcy aktywnie uczą się języka, dążą do podjęcia pracy i do samodzielności ekonomicznej, zamiast uzależniać się od świadczeń socjalnych. To właśnie wyraźnie odróżnia ich od części migrantów z innych regionów. Dlatego nie zgadzam się z twierdzeniami, że Ukraińcy w Europie są postrzegani jako migranci nadużywający nadmiernej pomocy.

Jednocześnie integracja pozostaje wyzwaniem osobistym i często zależnym od wieku. Przykładowo moi rodzice próbowali mieszkać za granicą, lecz nie zdołali w pełni się zaadaptować i ostatecznie wrócili do Ukrainy. W dojrzałym wieku znacznie trudniej jest nauczyć się nowego języka, zaakceptować inną kulturę i zasady społeczne.

Mimo to większość Ukraińców, którzy pozostali za granicą, znalazła w sobie siłę, by stać się częścią społeczności, które ich przyjęły. Zintegrowali się ze społeczeństwem, zachowując własną kulturę i język, a jednocześnie akceptując nową rzeczywistość. Ci ludzie stali się wyraźnym dowodem na to, że Ukraińcy to naród ludzi pracowitych, dla których aktywna praca jest elementem kulturowego kodu wyniesionego z dzieciństwa.

Właśnie dlatego w Belgii i wielu innych krajach europejskich Ukraińcy są coraz częściej postrzegani nie jako obciążenie dla systemów socjalnych, lecz jako osoby wnoszące realny wkład w społeczeństwo. W wielu sektorach stali się faktycznie dodatkowym filarem gospodarki, wypełniając wakaty, na które miejscowi mieszkańcy nie zawsze są gotowi się zgodzić.

Ciąg dalszy wywiadu w następnej części.

Czytaj nas na Telegram i Sends