Kazachstan to największa po rosji republika postsowiecka. Jest około pięć razy większy od Ukrainy, a jego terytorium zamieszkuje ponad 20 milionów ludzi. To bardzo ważny i systemowy gracz w Azji — a jednocześnie niemal nieznany przeciętnemu Ukraińcowi. Jeśli spojrzeć na ukraińskie media, można odnieść wrażenie, że Kazachstan po prostu nie istnieje, ponieważ rzadko się o nim pisze. Dla porównania — o Ukrainie i wojnie z rosją w tym państwie pisze się dość dużo.
Kazachstan to kraj, który zazwyczaj pozostawał poza głośnymi wydarzeniami medialnymi. Niedawno jednak przeprowadził referendum w sprawie zmian w konstytucji, z rekordową frekwencją — ponad 73%. Oficjalne wyniki, typowe dla przestrzeni postsowieckiej, wykazały niemal 87% poparcia dla zmian.
Za tymi suchymi liczbami kryje się jednak znacznie głębszy proces: przez długie lata Kazachstan był uznawany za przykład swoistej hybrydowej, półradzieckiej, półazjatyckiej autokracji. Jednocześnie wykonał zdecydowany krok w kierunku sformalizowania nowego modelu politycznego. Model ten to republika superprezydencka, ale z ściśle ograniczonym okresem sprawowania władzy oraz mechanizmem kontrolowanego transferu władzy.
Ten przypadek nie jest jedynie lokalnym wydarzeniem, lecz ważnym przykładem tego, jak autokracja po odejściu niezmiennego przywódcy może próbować znaleźć równowagę między zachowaniem stabilności a zmianą instytucjonalną. Referendum w Kazachstanie stało się istotnym sygnałem politycznym: nawet w naszym bardzo złożonym regionie możliwe są scenariusze przewidujące stosunkowo pokojową rotację władzy po dekadach autokracji, bez niszczenia państwowości.
Co obecnie dzieje się w Kazachstanie? W jaki sposób typowa postsowiecka autokracja przekształca się w normalną, funkcjonującą republikę? Czego można się nauczyć od Kazachstanu? Jaką lekcję Kazachstan może pokazać putinowi i Łukaszence? Na te pytania starał się odpowiedzieć komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.
Przekrój historyczny Kazachstanu: od władzy Elbasy do krwawego 2022 roku
Aby zrozumieć istotę współczesnych zmian w Kazachstanie, warto przypomnieć, jak wyglądało to państwo jeszcze całkiem niedawno. Przez dziesięciolecia kraj był ucieleśnieniem stabilnej, przewidywalnej i niezbyt represyjnej autokracji. Prezydent Nursułtan Nazarbajew, który doszedł do władzy jeszcze w czasach radzieckich (!), stworzył system łączący radziecki biurokratyzm z azjatyckimi tradycjami jednowładztwa. W latach rządów „ojca narodu” (Nazarbajew posiadał oficjalny tytuł „ojca narodu” — Elbasy) ukształtował się klasyczny kult jednostki: pomniki, aleje, a nawet miasta nazwane na cześć „ukochanego przez cały naród” przywódcy.
Mimo braku masowych represji system polityczny Kazachstanu pozostawał całkowicie zamknięty na jakąkolwiek realną konkurencję. Parlament pełnił funkcję dekoracyjną, wybory były raczej rytuałem aklamacji, a kluczowe aktywa gospodarcze znajdowały się pod kontrolą klanu Nazarbajewa oraz powiązanych z nim grup oligarchicznych.
Wydawało się, że taki stan rzeczy będzie trwał wiecznie. Jednak podstawowy błąd w analizie reżimów politycznych polega właśnie na przekonaniu o ich wieczności. Dobra wiadomość: nie są wieczne.
W 2019 roku Nazarbajew dobrowolnie ustąpił ze stanowiska prezydenta. Formalny transfer władzy nastąpił na rzecz nowego prezydenta, Kasyma-Żomarta Tokajewa. Jednak pierwsza próba transferu była tylko częściowa. Nazarbajew zachował znaczące instrumenty wpływu: objął stanowisko przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa, utrzymał status „Elbasy”, a jego krewni i najbliżsi współpracownicy nadal kontrolowali kluczowe struktury siłowe, państwowe spółki oraz imperia biznesowe.
Ten dualizm władzy tworzył silne napięcie, które nie mogło nie doprowadzić do wybuchu. I rzeczywiście — doszło do niego.
Wybuch nastąpił na początku 2022 roku, w styczniu, dosłownie tuż przed pełnoskalową inwazją rosji na Ukrainę. Wówczas Kazachstan ogarnęły masowe protesty, które przerodziły się w krwawe starcia. Formalnym powodem był gwałtowny wzrost cen skroplonego gazu, jednak szybko pojawiły się żądania polityczne, w tym hasło „Ket, Nazarbajew!” („Stary Nazarbajewie, odejdź!”).
Wydarzenia stycznia 2022 roku stały się punktem zwrotnym w historii państwa. Był to przejaw ostrej walki wewnątrz elit, w której część struktur siłowych i regionalnych klanów próbowała wykorzystać ruch protestacyjny do przeformatowania władzy. Trzeba przyznać, że zakończyło się to sukcesem.
Rezultatem tego starcia było ostateczne odsunięcie Nazarbajewa od realnego wpływu na państwo. Prezydent Tokajew, wykorzystując moment, zwolnił wszystkich kluczowych ludzi związanych z Nazarbajewem, pozbawił go stanowiska przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa oraz zainicjował szeroko zakrojoną czystkę w organach siłowych.
Dopiero po 2022 roku Tokajew uzyskał pełnię władzy i rozpoczął systemową transformację reżimu, którą eksperci początkowo oceniali bardzo ostrożnie, lecz z czasem uznali za kurs w stronę stopniowego łagodzenia cech autokratycznych przy jednoczesnym zachowaniu ogólnej twardości systemu.

Nowa konstytucja Kazachstanu: superprezydentura, ale z jedną kadencją
Referendum konstytucyjne z 2026 roku stało się logicznym zwieńczeniem procesów zapoczątkowanych przez Tokajewa. Przyjęte zmiany wywołały niejednoznaczną reakcję analityków. Z jednej strony nowa ustawa zasadnicza oficjalnie przyznaje prezydentowi Kasymowi-Żomartowi Tokajewowi bardzo szerokie uprawnienia, faktycznie przekształcając kraj w republikę superprezydencką. Wśród nowości znalazło się wprowadzenie stanowiska wiceprezydenta, który jest mianowany bezpośrednio przez głowę państwa, a nie wybierany. Instrument ten jest postrzegany jako mechanizm przygotowania następcy, co ma pozwolić uniknąć chaosu w momencie przekazania władzy.
Jednak kluczową różnicą w stosunku do poprzedniej epoki jest ścisłe ograniczenie długości sprawowania urzędu. Zgodnie z nowymi normami konstytucyjnymi prezydent jest wybierany na jedną siedmioletnią kadencję bez prawa do reelekcji — i kropka. To zasadnicza zmiana paradygmatu. Choć Tokajew obecnie sprawuje władzę już drugą kadencję (został jednak wybrany jeszcze według starych przepisów), publicznie oświadczył, że po zakończeniu swojej kadencji w 2029 roku na pewno ustąpi ze stanowiska prezydenta Kazachstanu. W przestrzeni postsowieckiej, gdzie przywódcy przywykli do trzymania się władzy przez dekady, taka retoryka oraz jej konstytucyjne umocowanie są bezprecedensowe.
Połączenie tych dwóch elementów — rozszerzenia uprawnień urzędującego prezydenta oraz konstytucyjnego zakazu długotrwałego sprawowania władzy — tworzy unikalną konfigurację. Z jednej strony system pozostaje dość zamknięty i mało konkurencyjny, zachowując silne cechy autorytarne. Z drugiej strony instytucjonalnie uniemożliwia powrót do modelu „wiecznego prezydenta”, który uosabiał Nursułtan Nazarbajew. Elity otrzymują tym samym wyraźny sygnał: rotacja najwyższej władzy przestaje być kwestią osobistej woli lidera, a staje się normą konstytucyjną. Co więcej, pojawia się przewidywalny mechanizm zmiany władzy, który ma zmniejszyć ryzyko ostrej walki między klanami w przyszłości.

Wymiar polityczny: dlaczego przypadek Kazachstanu jest ważny dla regionu
Doświadczenie Kazachstanu budzi szczególne zainteresowanie w kontekście reżimów w takich krajach jak rosja, Białoruś i inne. Dla Moskwy, gdzie kwestia transferu władzy jest niezwykle wrażliwa po niemal trzech dekadach rządów władimira putina, kazachstański scenariusz pokazuje coś najbardziej niepokojącego: całkowicie możliwe jest kontrolowane przekazanie władzy bez załamania państwa. To szok zarówno dla lojalistów, jak i dla samej władzy — okazuje się bowiem, że po odejściu „wielkiego przywódcy” nie następuje żaden apokaliptyczny scenariusz. Życie toczy się dalej.
Warto jednak zaznaczyć, że rosyjski system jest znacznie bardziej scentralizowany, zmilitaryzowany i pozbawiony nawet tych słabych mechanizmów równowagi i kontroli, które istniały i nadal istnieją w Kazachstanie. Ponadto styl rządzenia putina, oparty na kulcie jednostki i stałym podsycaniu zagrożeń zewnętrznych, utrudnia jakiekolwiek próby transferu władzy.
Dla Białorusi, gdzie dyktator Alaksandr Łukaszenka również odrzuca ideę dobrowolnego odejścia od władzy, przykład Kazachstanu może pełnić rolę swoistej „latarni”: pokazuje on, że nawet w realiach postsowieckich możliwa jest reforma systemu bez niszczenia państwowości — czego autokraci szczególnie się obawiają. Istnieje jednak istotna różnica: reżim kazachstański nigdy nie był tak represyjny jak białoruski, a tym bardziej rosyjski, i w Kazachstanie zawsze istniała — choć słaba — legalna opozycja oraz względnie niezależne media. Na Białorusi natomiast po 2020 roku opozycja została fizycznie zniszczona lub wypchnięta za granicę. Dlatego bezpośrednie kopiowanie modelu kazachstańskiego wydaje się tam mało prawdopodobne.
Dla krajów Azji Centralnej — Uzbekistanu, Kirgistanu, Tadżykistanu i Turkmenistanu — kazachstański precedens ma bezpośrednie znaczenie. Uzbekistan przeszedł już transfer władzy po śmierci „wiecznego prezydenta” Islama Karimowa, jednak system nadal pozostaje twardo autorytarny. Kirgistan z kolei ma doświadczenie własnych „majdanów” — chaotycznych rewolucji, które za każdym razem prowadziły do nowej niestabilności. Kazachstan proponuje natomiast trzecią drogę — nadal autorytaryzm, ale już zinstytucjonalizowany, z wyraźną tendencją do demokratyzacji oraz z ograniczonym czasem sprawowania władzy przez przywódcę.

Podsumowując, w Kazachstanie widzimy próbę ewolucji klasycznej autokracji w system, w którym zmienność władzy jest prawnie zagwarantowana, nawet jeśli sama władza pozostaje skoncentrowana w rękach wąskiego kręgu lub jednego przywódcy. Nie jest to demokratyzacja w zachodnim rozumieniu, ale też nie jest to utrwalanie stagnacji, jak miało to miejsce za czasów Nursułtana Nazarbajewa. To próba stworzenia stabilnego modelu kontrolowanego transferu władzy, który uwzględnia specyfikę regionu (kontekst postsowiecki, tradycje azjatyckie, klanową strukturę społeczeństwa itd.), i za tę próbę Kazachstan należy raczej pochwalić. Ważne jest również to, że proces ten zachodzi na tle globalnych zawirowań geopolitycznych, a Kazachstan stara się zachować wielowektorowość, balansując między rosją, Chinami i Zachodem. Jest to polityka pragmatyczna i rozsądna.
Dla nauk politycznych przypadek Kazachstanu pozostaje unikalny: to przykład tego, jak autokracja próbuje legitymizować własną odnowę, ograniczając się w czasie, aby zachować stabilność w długiej perspektywie. Czy zamierzenia te uda się zrealizować w praktyce, czy też stanowisko wiceprezydenta stanie się nowym narzędziem uzurpacji władzy — pokaże rok 2029, kiedy Tokajew opuści urząd.
Już teraz jednak widać, że Kazachstan wybrał drogę, która zasadniczo różni się od stagnacji obserwowanej w wielu sąsiednich systemach politycznych. Nie jest to ścieżka idealna z punktu widzenia liberalnej demokracji, ale stanowi pragmatyczne rozwiązanie dla społeczeństw, które chcą uniknąć zarówno dożywotniej dyktatury jednej osoby, jak i krwawych rewolucji. W tym sensie Kazachstan staje się swoistym laboratorium politycznym, którego wyniki eksperymentu będą interesujące dla wszystkich sąsiadów.