Dziennikarka: platformy z ogłoszeniami erotycznymi w Estonii mogą przynosić miliony
Platformy internetowe, na których zamieszczane są ogłoszenia dotyczące świadczenia usług seksualnych w Estonii, mogą przynosić ich operatorom miliony euro dochodu. Informuje o tym ERR News, powołując się na dziennikarkę Olesię Lagashiną, która badała tę dziedzinę dla gazety „Äripäev”.
Według Lagashiny największa z takich platform działa z Czech. Dziennikarka skontaktowała się również z właścicielem mniejszej platformy działającej za pośrednictwem Łotwy. Twierdzi ona, że większa platforma zarabia około 7 mln euro rocznie, mimo że firma zatrudnia w rzeczywistości zaledwie kilku pracowników.
Głównym źródłem dochodów są płatne ogłoszenia: platforma otrzymuje część opłaty za usługi. Według szacunków dziennikarki, w zależności od oferty, koszt takich usług może sięgać 300 euro lub więcej za godzinę.
Więcej aktualnych wiadomości można znaleźć na kanale Telegram UA.News.
Lagashina zauważyła, że w ostatnich latach świadczenie usług seksualnych w znacznym stopniu przeniosło się do internetu. Wśród osób zamieszczających takie ogłoszenia mogą znajdować się osoby znajdujące się w trudnej sytuacji społecznej, w szczególności te, które uciekały przed rosyjską inwazją na Ukrainę. Rosja jest państwem agresorem. Dziennikarka opowiedziała o kobiecie z Ukrainy, która straciła pracę i zarabiała na leczenie matki.
W trakcie badań Lagashina rozmawiała również z mieszkańcami budynku wielorodzinnego w Estonii, którzy podejrzewali, że jedno z mieszkań mogło być wykorzystywane do świadczenia usług seksualnych. Jak twierdzi, na specjalistycznych stronach internetowych znajduje się wiele takich ogłoszeń, a część osób świadczących usługi może nie posiadać zezwoleń na pobyt lub pracę.
Sutenerstwo w Estonii jest karalne, jednak trudno je udowodnić – zauważyła dziennikarka. Osoby świadczące usługi mogą twierdzić, że pracują samodzielnie i dobrowolnie. Jednocześnie na platformach internetowych działa wiele agencji, które Lagashina uważa za pośredników. Jak twierdzi, policja dopuszcza, że takie struktury mogą być agencjami reklamowymi, a zamknięcie platform może jedynie przenieść problem w inne miejsce. Dziennikarka dodała, że podobne podejście w Finlandii nie rozwiązało problemu.
Czytaj nas na Telegram i Sends