We wtorek, 14 kwietnia, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski ponownie odwiedził Niemcy. Spotkał się tam z kanclerzem RFN Friedrichem Merzem, aby omówić szereg kwestii dotyczących relacji dwustronnych oraz wziąć udział we wspólnej konferencji prasowej. Podczas niej, między innymi, ponownie poruszono temat ukraińskich uchodźców w Niemczech — a konkretnie mężczyzn w wieku poborowym.
Nie wiadomo dokładnie, kto pierwszy poruszył ten temat w rozmowie. Tak czy inaczej, Merz stwierdził, że ukraińscy mężczyźni zdolni do służby w Siłach Zbrojnych Ukrainy powinni zastanowić się nad powrotem do kraju.
Według kanclerza jego kraj będzie ograniczał liczbę Ukraińców ubiegających się o azyl oraz pomagał im wracać do ojczyzny. Niemiecki przywódca zaznaczył, że Berlin i Kijów będą ściśle współpracować w tej kwestii, ponieważ „niezwykle ważne jest, aby ci obywatele byli na miejscu i pomagali swojemu krajowi”.
Zełenski w pełni poparł to stanowisko. Stwierdził, że wiele osób wyjechało do Niemiec tymczasowo, lecz pozostało tam przez lata. Według prezydenta wiele osób naruszyło zasady przekraczania granicy — co jest wyraźną aluzją do masowych nielegalnych wyjazdów z Ukrainy. Dlatego Siły Zbrojne Ukrainy „chciałyby, aby oni wrócili” — powiedział prezydent.
Takie wypowiedzi wywołały niepokój wśród Ukraińców przebywających w Niemczech, szczególnie wśród mężczyzn w wieku poborowym. Czy grozi im deportacja do Ukrainy? Co ich czeka? Kwestię tę analizował komentator polityczny UA.News, Mykyta Traczuk.
Ukraińscy uchodźcy w Niemczech
Na luty 2026 roku w Niemczech zarejestrowano 1,157 mln przesiedleńców z Ukrainy. Z tego 484 tysiące to mężczyźni, a 672 tysiące — kobiety. Ponadto ponad 300 tysięcy z tych osób to nieletni. Najliczniejszą grupę wśród zarejestrowanych stanowią mężczyźni w wieku od 18 do 26 lat — 85 266 osób. Jednocześnie niemieckie MSW informowało, że ponad 470 tysięcy uchodźców wróciło już do Ukrainy.
Niepewność co do dalszych zmian liczby Ukraińców opuszczających Niemcy utrzymuje się, ponieważ urząd nie dysponuje danymi o osobach wjeżdżających bez wiz. Jednocześnie ministerstwo nie przewiduje istotnego spadku liczby uchodźców w najbliższym czasie ze względu na trwające działania wojenne oraz rosyjskie ataki.
Obecnie wszyscy ci ludzie objęci są unijnym programem ochrony tymczasowej. W Europie od dawna dyskutuje się jednak o możliwych zmianach statusu uchodźców. Program będzie obowiązywał do marca 2027 roku — a później możliwe są zmiany. Jednym z rozważanych pomysłów jest wprowadzenie ograniczeń właśnie dla mężczyzn w wieku poborowym. Na razie są to jednak tylko propozycje i do ostatecznych decyzji jeszcze daleko.

Jednocześnie kanclerz Friedrich Merz — zresztą nie po raz pierwszy — wzywa do ograniczenia wjazdu Ukraińców w wieku 25–60 lat do Niemiec. Uważa on, że powinni oni przebywać w Ukrainie i pomagać swojemu państwu — w wojsku lub w inny sposób — a nie wyjeżdżać do RFN. Polityk zapowiada także, że jego kraj będzie sprzyjał powrotowi takich osób do ojczyzny.
„Będziemy ściśle współpracować w kwestiach dotyczących obywateli Ukrainy, którzy znaleźli schronienie w naszym kraju, oraz ułatwimy im powrót do domu. Będziemy współpracować z Ukrainą, aby ograniczyć liczbę ukraińskich mężczyzn, którzy szukają tutaj azylu, ponieważ ważne jest, aby byli oni na miejscu i pomagali swojemu krajowi” — oświadczył Merz.
Wołodymyr Zełenski ze swojej strony bardzo pozytywnie odniósł się do tych słów.
„Zgadzam się z panem w sprawie osób w wieku mobilizacyjnym, które wyjechały tymczasowo, ale okazało się, że na lata. Wielu z nich naruszyło zasady przekraczania granicy. Nasze Siły Zbrojne chciałyby, aby wrócili” — zaznaczył prezydent.
Później, już podczas wizyty w Norwegii, Zełenski powtórzył niemal te same słowa, co wskazuje, że jest to dla niego kwestia zasadnicza.
„Bardzo chciałbym, aby Ukraińcy wracali do Ukrainy. Chciałbym, aby mężczyźni pozostawali w Ukrainie” — powiedział prezydent.

Czy ukraińskim mężczyznom grozi deportacja z Niemiec?
Po wypowiedziach obu przywódców Ukraińcy w Niemczech zaczęli obawiać się, że mogą zostać wydaleni z kraju, a nawet deportowani bezpośrednio do Ukrainy, gdzie czekałaby ich mobilizacja i front. W rzeczywistości jednak taki scenariusz jest mało prawdopodobny i wiąże się z poważnymi komplikacjami prawnymi.
Niemcy jako członek Unii Europejskiej są zobowiązane do przestrzegania jej przepisów. Żadne państwo UE nie może przymusowo odesłać ukraińskich uchodźców do kraju bez naruszenia prawa międzynarodowego.
Zgodnie z Konwencją genewską z 1951 roku oraz dyrektywą UE o ochronie tymczasowej, powrót osób posiadających status uchodźcy lub ochrony tymczasowej jest możliwy tylko wtedy, gdy w kraju pochodzenia nie istnieje zagrożenie dla ich życia lub wolności. Przymusowe odesłanie stanowi formę tzw. „refoulement”, która jest bezpośrednio zakazana.
Ponieważ wojna nadal trwa, ostrzały nie ustają, a mobilizacja w Ukrainie wciąż obowiązuje i jest nawet wzmacniana — warunki do bezpiecznego powrotu nie są spełnione.

Okres obowiązywania programu ochrony tymczasowej trwa do marca 2027 roku. Oznacza to, że przez niemal kolejny rok nie przewiduje się żadnych zmian dla Ukraińców — niezależnie od ich wieku i płci. Jednak gdy nadejdzie odpowiedni moment, możliwe są zmiany w przepisach. Komisja Europejska już teraz rozważa różne scenariusze dotyczące tego, co zrobić z Ukraińcami w przyszłym roku. I rzeczywiście pojawiają się pomysły ograniczenia ochrony dla mężczyzn w wieku poborowym do 60 lat.
Istnieje jednak kilka czynników, które utrudniają przyjęcie takiej decyzji. Po pierwsze, są to na razie jedynie propozycje i nie wszystkie kraje Europy je popierają. Po drugie, aby przyjąć decyzję, konieczne jest uzyskanie większości głosów państw członkowskich UE. Po trzecie, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nawet w przypadku przyjęcia nowych zasad obejmą one wyłącznie osoby, które dopiero przyjadą do Niemiec. Natomiast uchodźcy, którzy już tam przebywają, najprawdopodobniej nie zostaną nimi objęci.
Wreszcie, trudno wyobrazić sobie masowe deportacje na wzór lat 40. XX wieku we współczesnej Unii Europejskiej. Obraz setek tysięcy Ukraińców zbieranych w jednym miejscu, siłą wsadzanych do pociągów i wysyłanych na wojnę bardziej pasowałby do Niemiec czasów Adolf Hitler niż do Republiki Federalnej Niemiec czasów Friedrich Merz. Nawet gdyby zapadła decyzja o wydaleniach, byłaby ona ogłoszona z wyprzedzeniem. Ukraińscy mężczyźni mieliby wtedy możliwość przeniesienia się do innego kraju Europy lub w ogóle do dowolnego państwa na świecie.
Istnieje jednak jeszcze jeden ważny czynnik, który sprawia, że „wielkie wysiedlenie” Ukraińców jest niemal niemożliwe. Nie wynika on z abstrakcyjnych wartości europejskich, lecz z czysto pragmatycznych względów — chodzi o demografię, która bezpośrednio wpływa na gospodarkę.
Obecnie w Europie zakończył się już tzw. drugi etap przejścia demograficznego, a według części analiz kontynent może znajdować się na progu trzeciego. W praktyce oznacza to, że wskaźniki urodzeń, śmiertelności i starzenia się społeczeństwa w UE są niekorzystne. Współczynnik dzietności w Unii Europejskiej spadł w ciągu ostatnich 60 lat o połowę — z 2,62 w 1964 roku do 1,34 w 2024 roku.
W samych Niemczech wynosi on około 1,3. Dla przypomnienia: aby populacja utrzymywała się na stałym poziomie, współczynnik ten powinien wynosić około 2,1 dziecka na kobietę.
Powoduje to poważne problemy systemowe dla Europy. Najważniejszym z nich jest starzenie się społeczeństwa, charakterystyczne dla całego Zachodu. Dzięki postępowi medycyny i wysokiemu poziomowi życia ludzie żyją dłużej, ale jednocześnie rośnie liczba emerytów, co zwiększa obciążenie systemów socjalnych. Im większe wydatki socjalne i liczba emerytów, tym bardziej spowalnia gospodarka.
Europa rozwiązuje ten problem poprzez migrację. Początkowo byli to migranci z Syrii, Libii i innych krajów regionu. Po 2022 roku ogromny wzrost migracji zapewnili Ukraińcy. W pierwszym przypadku pojawił się jednak istotny problem — zmiany struktury etnicznej, kulturowej i religijnej w krajach Europy Zachodniej.
W przypadku Ukraińców takich obaw w dużej mierze nie ma. Co więcej, większość uchodźców to młode kobiety oraz dzieci. Są to zazwyczaj osoby pracowite, kulturowo bliskie Europie, które mogą szybko się asymilować i rzadko naruszają prawo. Dzieci łatwiej przyswajają języki i systemy edukacyjne, szybciej się adaptują. Kobiety w wieku rozrodczym są natomiast na tyle młode, by pracować i rodzić dzieci, które staną się pełnoprawnymi obywatelami UE.
Oczywiście nie każdy uchodźca jest potrzebny gospodarce. Osoby starsze lub niepracujące stanowią obciążenie dla systemu socjalnego, jednak wśród Ukraińców w UE jest ich stosunkowo niewiele. Przykładowo w Polsce aż 77% nowych firm zakładanych jest przez Ukraińców. W czasie wojny zwiększyli oni polski PKB o niemal 3%, co jest bardzo znaczącym wynikiem. W Niemczech wkład Ukraińców w gospodarkę wyniósł około 52 miliardy dolarów według danych za 2025 rok.
Mówiąc prosto: masowe wydalanie takich ludzi oznaczałoby działanie na własną szkodę — zarówno pod względem demografii, jak i gospodarki. Partie skrajnie prawicowe, takie jak Alternatywa dla Niemiec, mogą krytykować obecność Ukraińców, a kanclerz Merz może częściowo wpisywać się w tę retorykę — to jednak element wewnętrznej polityki Niemiec. Tymczasem kraj już teraz wykazuje oznaki recesji i poważnych problemów demograficznych, dlatego rezygnacja z potencjału ukraińskich migrantów byłaby nieracjonalna.

Podsumowując: na chwilę obecną Ukraińcom w Niemczech — niezależnie od wieku i płci — zasadniczo nic nie zagraża. Warto jednak już teraz zastanowić się nad swoją przyszłością, ponieważ program ochrony tymczasowej nie bez powodu ma charakter „tymczasowy”.
Z drugiej strony władze Ukrainy zamiast nalegać na przymusowy powrót obywateli powinny zastanowić się nad przyczynami masowej emigracji — i nad tym, w jakiej rzeczywistości ludzie mieliby chcieć wracać do kraju, gdzie czekają ich wojna, ostrzały, mobilizacja, braki energii zimą oraz trudna sytuacja ekonomiczna.
W praktyce oznacza to, że każdy Ukrainiec w Europie może zaskarżyć taką decyzję w sądzie, wskazując, że w ojczyźnie grozi mu niebezpieczeństwo dla życia. Z dużym prawdopodobieństwem sąd opowiedziałby się po stronie skarżącego.