$ 43.77 € 50.42 zł 11.79
+10° Kijów +8° Warszawa +28° Waszyngton
Mimo blokady Orbána Ukraina otrzyma 90 mld: prezeska MPA Halina Chejło o planach UE finansowania kraju

Mimo blokady Orbána Ukraina otrzyma 90 mld: prezeska MPA Halina Chejło o planach UE finansowania kraju

03 kwietnia 2026 17:10

Niedawno w Bruksela oraz Luksemburg z wizytą roboczą przebywała delegacja Stowarzyszenia Banków Ukraińskich. Podczas wizyty odbyło się szereg ważnych spotkań na wysokim szczeblu z przedstawicielami Parlament Europejski, Komisja Europejska, a także kluczowych instytucji finansowych UE. Omawiano integrację europejską oraz standardy regulacji bankowych w Unii Europejskiej.

Spotkania odbywały się na tle negatywnych informacji: demar­szu premiera Węgier Viktor Orbán, który zablokował pomoc dla Ukrainy w wysokości 90 mld euro, zatrzymania ukraińskich inkasentów przez węgierskie służby, a także eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie.

W jaki sposób te wyzwania wpływają na stosunek UE do Ukrainy? Czy Unia Europejska jest gotowa przełamać weto Orbána i zapewnić Ukrainie wsparcie finansowe? Czy ten kredyt będzie w stanie w pełni pokryć problemy budżetu Ukrainy? I na ile regulacje Narodowy Bank Ukrainy odpowiadają standardom europejskim? O tych i innych kwestiach rozmawialiśmy z uczestniczką delegacji Haliną Chejło — prezeską Międzynarodowego Stowarzyszenia Płatniczego (MPA), wiceprezeską Stowarzyszenia Banków Ukraińskich oraz przewodniczącą Komitetu ds. Finansów Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej (PUIG). Kulisy wizyty — w ekskluzywnym wywiadzie dla UA.News.

image


Kluczowy temat wizyty: integracja europejska
 

Naszym głównym celem było uzyskanie informacji z pierwszej ręki na temat integracji sektora bankowego oraz szerzej — całego sektora finansowego — z systemem finansowym UE.

W ukraińskim sektorze finansowym, według danych Narodowego Banku Ukrainy, około 85–87% norm prawnych i podejść już odpowiada wymogom Unii Europejskiej. Do zakończenia procesu dostosowania pozostało niewiele. Podczas spotkań w Brukseli wskazywaliśmy jednak, że w ukraińskim systemie finansowym często występuje nadmierna regulacja. Tak wysoki poziom kontroli, jak w Ukrainie, w rzeczywistości nie występuje nawet w Unii Europejskiej.

Odbyliśmy spotkanie z kierownictwem Narodowego Banku Belgii oraz przedstawicielami Belgijskiego Stowarzyszenia Finansowego, które zrzesza sektor finansowy. Belgowie zauważyli, że funkcje monitoringu finansowego, zarządzania ryzykiem i compliance mogą być u nich łączone, a w niektórych bankach pracuje zaledwie około dwudziestu osób.

W Ukrainie jest to w zasadzie niemożliwe. Zgodnie z wymogami Narodowego Banku należy przewidzieć oddzielnego pracownika odpowiedzialnego za monitoring finansowy, osobnego specjalistę ds. ryzyka, osobnego ds. compliance, a także konieczny jest audytor wewnętrzny oraz specjalista odpowiedzialny za system zarządzania bezpieczeństwem informacji itd. Obowiązkowe jest również utworzenie rady nadzorczej złożonej z niezależnych członków. Łącznie oznacza to około dwadzieścia osób zajmujących się wyłącznie funkcjami pomocniczymi, niezwiązanymi bezpośrednio z działalnością bankową. W rezultacie funkcjonowanie banków o bardzo małej liczbie pracowników w Ukrainie jest wykluczone — z definicji.

Jeśli chodzi o działalność firm płatniczych w Unii Europejskiej, wymagane jest uzyskanie licencji. Bez niej pełne funkcjonowanie na tym rynku jest niemożliwe, co jest całkowicie oczywiste. Należy jednak pamiętać, że nawet w ramach UE istnieje protekcjonizm — poszczególne państwa chronią własne rynki.

image


Wysoki poziom spotkań
 

Poziom roboczych spotkań z przedstawicielami europejskiego systemu finansowego był naprawdę bardzo wysoki. W Luksemburg spotkaliśmy się z przedstawicielami Europejski Bank Inwestycyjny (EBI) oraz ze Stowarzyszeniem Banków Luksemburskich. Miło było zauważyć, że w skład wielu europejskich organizacji wchodzą również Ukraińcy.

image


Na przykład mieliśmy spotkanie z grupą Europejskiego Banku Inwestycyjnego, która bezpośrednio zajmuje się sprawami ukraińskimi. Oczywiście w tej grupie również byli przedstawiciele pochodzący z Ukrainy. W Stowarzyszeniu Banków Luksemburskich mogliśmy komunikować się w języku ukraińskim, ponieważ spotkanie prowadził starszy doradca tej organizacji ds. technologii cyfrowych i innowacji, który także okazał się Ukraińcem.

image


Z przedstawicielami EBI omawialiśmy możliwość udziału ukraińskich banków w ich programach. Obecnie takich banków jest bardzo niewiele. Oczywiście proces ten napotyka trudności: konieczne jest spełnienie wymogów compliance, a także uwzględnienie ograniczeń dotyczących minimalnych kwot kredytów, które bank może udzielać. Dla niektórych mniejszych banków warunki te są nieosiągalne ze względu na poziom kapitału i inne czynniki. Niemniej liczba banków współpracujących z EBI, choć powoli, nadal rośnie.

image


Podsumowując dyskusję dotyczącą funkcjonowania banków i systemów płatniczych, po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że w Ukrainie występuje nadmierna regulacja. Pomimo zapewnień Narodowy Bank Ukrainy, że wynika to z międzynarodowych standardów i jest obowiązkowe do wdrożenia, okazuje się, że w krajach Unii Europejskiej obowiązują mniej rygorystyczne standardy niż w Ukrainie.

Kredyt w wysokości 90 mld euro

W dniach, gdy nasza delegacja przebywała w Bruksela, podczas posiedzenia Rady Europejskiej rozpatrywano kwestię udzielenia Ukrainie kredytu w wysokości 90 mld euro. Jak już wiadomo, z powodu stanowiska przywódcy jednego z państw decyzja o przyznaniu wcześniej uzgodnionej pomocy finansowej nie została zatwierdzona. Choć początkowo prognozy były raczej pozytywne i omawiano możliwości osiągnięcia tego celu, w tym próby ponownego przekonania Viktor Orbán choćby do „wyjścia na kawę”, ostatecznie się to nie udało.

image


Nasze rozmowy koncentrowały się na tym, w jaki sposób powinno zostać rozdysponowane te 90 mld euro, choć poruszano również kwestie prognoz makroekonomicznych. W trakcie spotkań analizowano instrumenty wsparcia dla krajów kandydujących do Unia Europejska. Deputowany do Parlamentu Europejskiego Damian Boeselager, z którym spotkała się nasza delegacja, zauważył, że wcześniej deficyt budżetu Ukrainy wynosił około 40 mld euro. Z tej kwoty 20 mld pokrywały Stany Zjednoczone, a 20 mld — Unia Europejska. Kolejne 40 mld zapewniali ukraińscy podatnicy. W ten sposób kształtował się cały budżet.

Kwoty te były omawiane w kontekście programu finansowania Ukraine Facility. Jednak nawet wtedy okazywały się niewystarczające, ponieważ znaczna ich część była przeznaczana na obsługę zadłużenia. W obecnych warunkach 90 mld euro na dwa lata również nie pokrywa potrzeb, ponieważ wojna nadal trwa. A skąd wziąć środki na odbudowę?

Eurodeputowany Damian Boeselager zaznaczył, że w ramach wieloletniego budżetu UE na 7 lat dla Ukrainy przewidziano 150 mld euro. Jeśli jednak rozłożyć tę kwotę na kilka lat, okazuje się ona niewystarczająca. W przypadku przystąpienia Ukrainy do UE w obecnym okresie budżetowym konieczne będzie całkowite przedefiniowanie budżetu. Wynika to z faktu, że system podziału środków, zwłaszcza w sektorze rolnym, ulegnie znaczącym zmianom. Nie da się po prostu dodać Ukrainy do istniejącej struktury — trzeba stworzyć nowy budżet dla Europy.

UE poszukuje sposobów finansowania Ukrainy

Podczas spotkania z przedstawicielami dyrekcji Komisja Europejska omawiano, że oprócz wsparcia w wysokości 90 mld euro przewidziano również pomoc państw G7 w formie kredytów ERA (Extraordinary Revenue Acceleration). Chodziło o pakiet o wartości 45–50 mld euro, z czego 18 mld zapewniała Unia Europejska. Środki te zostały w pełni wypłacone w ubiegłym roku, a większość pomocy od innych partnerów już napłynęła. Łącznie było to 38 mld euro. Oczekuje się, że w tym roku zostanie przekazane jeszcze 6 mld, a do uzupełnienia pozostanie niewielka część ze strony Japonii. Było to ostatnie opóźnienie, ale ogólnie proces przebiega dobrze.

Jeśli chodzi o przyznanie 90 mld euro, europejscy przywódcy rozważają wykorzystanie budżetu UE jako gwarancji rezerwowej. Jednak proces decyzyjny jest obecnie utrudniony przez blokadę ze strony Węgier. Jak można przypuszczać, oczekują oni na 12 kwietnia, kiedy odbędą się wybory na Węgrzech, i dalsze działania będą zależeć od ich wyniku.

Poruszono także kwestię wcześniejszych pakietów pomocy makrofinansowej dla Ukrainy z 2022 roku. Początkowo były one zabezpieczane standardowym mechanizmem rezerwowania stosowanym w UE, gdzie około 9% środków odkładano na wypadek ryzyka. Obecnie jednak, biorąc pod uwagę, że UE kredytuje państwo znajdujące się w stanie wojny — co oznacza znacznie wyższe ryzyko dla pożyczkodawcy na rynku kapitałowym — poziom rezerw zwiększono do 70%. W związku z tym zaczęto wykorzystywać gwarancje UE. Rozwiązanie to działa, ale jest niewygodne, ponieważ wymaga przechodzenia procedur z każdym państwem członkowskim osobno.

W Brukseli zapewniono nas, że nawet jeśli UE nie będzie w stanie osiągnąć jednomyślnej decyzji w sprawie przekazania 90 mld euro, istnieją inne opcje. Choć będą one mniej efektywne, Ukraina i tak otrzyma te środki.

Jednocześnie oczekuje się, że pomoc UE pokryje jedynie około dwóch trzecich wydatków, których Ukraina nie będzie w stanie samodzielnie sfinansować w latach 2026–2027, pozostawiając jedną trzecią potrzeb niezaspokojoną. W związku z tym UE aktywnie prowadzi rozmowy z innymi partnerami, aby również włączyli się w pomoc.

Warto podkreślić wstępny podział całego pakietu: 60 mld euro przeznaczono na potrzeby wojskowe, a 30 mld — na wsparcie budżetowe. Dlatego UE stara się współpracować z Ukrainą w zakresie zwiększenia mobilizacji dochodów, poprawy stabilności i jakości wydatków publicznych oraz podniesienia efektywności, przejrzystości i rozliczalności w systemie zarządzania finansami publicznymi. W tych obszarach Ukraina nadal ma poważne problemy.

Unia gospodarcza i jednolity rynek
 

Podczas spotkania z europosłem Damianem Boeselagerem poruszyliśmy kwestię: co jest właściwsze — najpierw przyznać Ukrainie członkostwo w UE, a następnie dostosowywać ją do wymogów, czy też zakończyć proces adaptacji jeszcze przed przystąpieniem?

Boeselager stwierdził, że nie wierzy w możliwość częściowego członkostwa w UE, podkreślając, że Unia to przede wszystkim unia gospodarcza i jednolity rynek. Bez pełnej harmonizacji prawa osiągnięcie realnych efektów politycznego członkostwa jest niemożliwe.

Ponadto zaznaczył, że im szybciej Ukraina stanie się członkiem UE, tym szybciej będzie mogła dołączyć do istniejących mechanizmów obronnych Unii. Warto dodać, że w sektorze obronnym obserwuje się obecnie ogromne zainteresowanie inwestorów technologiami militarnymi, w tym ukraińskimi rozwiązaniami, jednak realnych projektów wciąż jest niewiele.

image


Podkreślano również, że głównym problemem Europy jest luka inwestycyjna między dostępnymi zasobami finansowymi a projektami, w które można inwestować. Europejskie instytucje szacują ją na od 800 mld do 1,3 bln euro.

Mówiąc o globalnej konkurencji, Damian Boeselager zauważył, że Europa utraciła dostęp do tanich zasobów, mierzy się z presją konkurencyjną ze strony Chin, taryfami USA oraz szeregiem innych wyzwań. Aby wzmocnić swoją pozycję, konieczne jest skupienie się na inwestycjach w edukację, innowacyjne technologie, przyciąganie utalentowanych specjalistów, a także zwiększanie mobilności i redukcja barier wewnątrz rynku.

Specyfika europejskiego parlamentaryzmu
 

Za każdym razem, gdy odwiedzam Parlament Europejski, niezmiennie zadziwia mnie powolność jego systemu biurokratycznego. Przy każdej wizycie wymagane są listy danych paszportowych. Pomimo że zorganizowaliśmy wiele delegacji, ani razu nie udało się wejść do budynku za pierwszym podejściem. Cała delegacja jest niby wcześniej zarejestrowana w systemie, ale przepustki wejściowe nie są wydawane. Albo uwzględniono wszystkich uczestników poza jedną osobą — i zaczyna się niekończąca się papierologia.

Bez osoby towarzyszącej w ogóle nie da się tam wejść. Na przykład nasza grupa zmierzała na spotkanie z europosłem i to jego asystent nas odbierał. W systemie widnieliśmy, ale z jakiegoś powodu nie wydano nam przepustek — musieliśmy przejść dodatkową akredytację. Zajęło to ponad pół godziny. Następnie okazało się, że asystent może wprowadzić maksymalnie dziewięć osób, a nas było więcej. I wtedy zaczęła się kolejna epopeja: trzeba było wzywać dodatkowe osoby towarzyszące. Za każdym razem jest to całe wyzwanie i „ból” — dostać się do Parlamentu Europejskiego. A jeśli trzeba tam wchodzić przez kilka dni z rzędu, to za każdym razem jest to nowa historia.

Zapytałam asystentkę jednego z deputowanych: „Jeśli wyrobienie przepustki dla delegacji do Parlamentu Europejskiego jest problemem, to ile czasu zajmuje zwykle uchwalanie ustaw?” Odpowiedziała: „Jeśli dokument trzeba zatwierdzić pilnie, można to zrobić. Ale dla parlamentarzystów odbywa się to niejako na granicy możliwości. Natomiast w standardowej procedurze najszybszy czas to około pół roku. Zdarza się jednak, że proces może trwać nawet osiem lat”.

Zdziwiłam się: „Jak to możliwe? Przecież w ciągu ośmiu lat zmienia się praktycznie wszystko, w tym skład Parlamentu Europejskiego”.

Asystentka wyjaśniła, że ma to swoje plusy i minusy. Czasami bywa tak, że obecna kadencja Parlamentu Europejskiego nie chce przyjąć danej inicjatywy, a następna może ją poprzeć. Zdarza się jednak odwrotnie: obecna kadencja jest gotowa zatwierdzić dokument, ale nie zdąży. Wtedy nowy skład parlamentu może uznać, że inicjatywa nie jest już aktualna i odkłada ją „do szuflady”.

Gdybym sama tego nie usłyszała, trudno byłoby mi w to uwierzyć. Nawet pomijając zagrożenia militarne, istnieją inne wyzwania. Na przykład europejscy urzędnicy dążą do cyfryzacji wielu procesów, aby ograniczyć biurokrację. Jednak w momencie, gdy zakończą opracowywanie i przyjmą odpowiednie akty prawne, te regulacje tracą aktualność — i to całkowicie. Wydaje mi się to bardzo interesujące i znamienne.

„Nomadyczny” system parlamentu: Bruksela i Strasburg
 

Parlament Europejski działa w dwóch głównych miastach: Bruksela oraz Strasburg. Jego funkcjonowanie jest zorganizowane w taki sposób, że każdego miesiąca przez jeden–dwa tygodnie deputowani pracują w Brukseli i tyle samo w Strasburgu. Pozostały czas spędzają w swoich okręgach wyborczych. Mniej więcej tak wygląda ich harmonogram pracy.

Gdy nadchodzi „tydzień strasburski”, cały aparat Parlamentu Europejskiego — w tym deputowani, ich asystenci oraz inny personel — przenosi się na tydzień do Strasburga. Czy można sobie wyobrazić skalę kosztów? Ja zupełnie nie rozumiem takiej potrzeby.

Wyjaśniają to względami historycznymi. Przy wjeździe do Strasburga widnieje napis: „Strasburg — stolica europejskiego parlamentaryzmu”. I miasto nie zamierza rezygnować z tego statusu. To dla nich ważne — to prestiż i źródło dochodów budżetowych. Oczywiście Bruksela również nie odda Parlamentu Strasburgowi. Dlatego ten „wahadłowy” system będzie trwał bez końca.

Niepokój Europejczyków
 

To był chyba mój pierwszy pobyt w Brukseli, kiedy zobaczyłam, że Europejczycy się zaniepokoili. Oni naprawdę są zaniepokojeni. Europa przygotowuje się do wojny. Koncentrują się na obronie, przeznaczają na to budżety. Europejczycy już zrozumieli, że są problemy. Wreszcie to zrozumieli. Pod koniec ubiegłego roku, kiedy byłam w Brukseli, wydawało mi się, że temat Ukrainy przygasł, zgasł całkowicie. Teraz nie można już tak powiedzieć. Myślę, że stało się to na tle zaostrzenia sytuacji na Bliskim Wschodzie.

Europejscy politycy rozumieją, że sytuacja uderza po kieszeni konsumentów, szczególnie przez wzrost cen benzyny. Trump działa nieprzewidywalnie — jego dalsze kroki są niejasne. Zwracał się do Europy z prośbą o wsparcie militarne, ale spotkał się z odmową. Europejczycy przypomnieli, że operacja wojskowa w Iranie nie była z nimi uzgodniona, dlatego nie zamierzają brać w niej udziału. W Brukseli trudno przewidzieć, jak będą rozwijać się wydarzenia na Bliskim Wschodzie w obecnych warunkach.

To, że Donald Trump, można powiedzieć, zachęca Putina, też już zaczęło wszystkich w Europie niepokoić. Teraz już rozumieją, że te gesty dają Putinowi poważne przewagi. Ogólnie zobaczyłam, że Europa naprawdę się zaniepokoiła i przygotowuje się do wojny.

Czytaj także:
Bardzo trudno wyjaśnić europejskim podatnikom, dlaczego ich pieniądze trafiają do kieszeni ukraińskich urzędników: prezeska MPA Halina Chejło o konsekwencjach „Mindyczgate”.

Czytaj nas na Telegram i Sends