«Dlaczego mielibyśmy zgadzać się na coś, czego nikt nam nawet nie oferował?» — tak politolog Mychajło Szejtelman odpowiada na popularny pomysł oddania Donbasu Rosji w zamian za pokój. Ukraina jest stale zmuszana do odpowiadania na pytanie, co jest gotowa oddać Rosji, zamiast pytać, co Rosja jest gotowa zrobić, aby zakończyć wojnę. Szejtelman jest przekonany: dopóki u władzy jest Władimir Putin, wynegocjowanie prawdziwego pokoju jest niemożliwe, a zmiana rosyjskiego reżimu to wspólna sprawa Ukrainy i rosyjskiej opozycji.
Wojna zmienia również samą Ukrainę. Zaluzny, zdaniem Szejtelmana, nie jest już bezwarunkowym liderem wśród potencjalnych kandydatów na prezydenta. Budanow może go pokonać w drugiej turze, za Fiodorowem kształtuje się jego własna, młoda widownia, a sam Zełenski być może w ogóle nie weźmie udziału w nadchodzących wyborach. Z kolei o fotel prezydencki będzie rywalizować «Madjar», chociaż sam Robert Browdi nie ogłosił swojego startu w wyborach. Na razie.
Dlaczego wybory podczas wojny są niemożliwe pod względem prawnym i faktycznym? Jak Majdan stał się jednym z głównych przejawów unikalnego ukraińskiego ustroju społecznego? O tym — izraelski publicysta i politolog mieszkający w Kijowie, Mychajło Szejtelman, w wywiadzie dla UA.NEWS.
Unikalny model ustroju społecznego — zarządzanie poprzez Majdan
Mychajło Szejtelman uważa, że w ciągu 35 lat niepodległości Ukraina ukształtowała unikalne cechy, których nie ma w innych krajach. Wśród nich wymienia aktywne społeczeństwo obywatelskie, wolontariat i zdolność społeczeństwa do bezpośredniego wpływania na władzę.
«Ukraina stopniowo wyodrębnia swoje unikalne cechy. Właśnie prowadziłem badania. Był Dzień Niepodległości Izraela. Tego dnia opublikowano tam tekst, który bardzo szybko rozprzestrzenił się w sieciach społecznościowych: dziennikarz wymienił 78 osiągnięć Izraela w ciągu 78 lat niepodległości. I zaproponowałem taki pomysł na Ukrainie: «Drodzy Ukraińcy, może my też zbierzemy 35 osiągnięć Ukrainy na 35-lecie?» Dzięki temu przeczytałem setki historii na ten temat. Dzisiaj właśnie nagrywałem filmik o tych 35 osiągnięciach. Mowa przy tym dokładnie o tym, co udało się osiągnąć w okresie niepodległości. Ze wszystkiego, chyba najsilniej wyróżnia się ustrój społeczny Ukrainy. Takiego ustroju nie ma nigdzie indziej. W istocie jest to możliwość w pewnym stopniu zarządzania poprzez Majdan. Unikalna historia.
Wiadomo, że ma dawne korzenie — kozackie i tak dalej. Ale dzisiaj na świecie żaden kraj nie jest zarządzany w ten sposób. To jednocześnie ryzyko i ogromna szansa. Po drugie — Ukraina jest krajem dla ludzi o najbardziej aktywnej postawie obywatelskiej. Równie ciekawe osiągnięcie. Ta historia z wolontariatem, historia stworzenia armii od dołu, a nie od góry. To, co naprawdę się wydarzyło i dzięki czemu na pierwszym etapie udało się odeprzeć rosyjską agresję, również jest unikalne. A dalej nagle okazuje się, że Ukraińcy, którzy przez wieki gromadzili pewne umiejętności, teraz nagle je wszystkie ujawnili. Na przykład wśród tych, którzy przysyłali mi te 35 punktów, był taki: zawsze słynęliśmy z latania. Potrafimy latać. Mamy samoloty, u nas urodził się Sikorski. I zobaczcie, w czym teraz zwyciężamy? Dronami teraz zwyciężamy. Naprawdę okazaliśmy się w tym silni. Albo kozackie czajki, pamiętacie? A tu u nas dron «Sea Baby» faktycznie robi to samo, co kozacka czajka: jest bardzo zwrotny i zdolny do zadawania ciosów potężnej flocie dużych okrętów.
Czyli jest to kraj, który z jednej strony zdołał wymyślić najbardziej nowoczesny system zarządzania, a z drugiej — zdołał ze swoich tradycyjnych korzeni wyciągnąć to, co najcenniejsze i zastosować to teraz. Wojna dosłownie naświetliła wszystkie unikalne cechy, w pozytywnym sensie, które mają Ukraińcy».
Młodzież wychodzi na ulicę — i staje się siłą polityczną
Szejtelman jest przekonany: młodzież, która wyszła na protesty w obronie Mychajła Fiodorowa, bardzo dobrze wpisuje się w ukraiński model ustroju społecznego. To nie tylko grupa studentów domagająca się konkretnej nominacji, ale nowa widownia polityczna, która zaczyna zaznaczać swoją obecność.
«Pierwsze pytanie — dlaczego Fiodorow tak i nie wyszedł do ludzi — naturalnie można zadać tylko Fiodorowowi. Nie wiem. Nie mogę tego wiedzieć za Fiodorowa. Jest politykiem i podejmuje decyzje, co robić, a czego nie robić. A młodzi ludzie, którzy wychodzili na mityngi, mają pełne prawo również brać udział w zarządzaniu krajem, tak samo jak wszyscy inni. Tak, są osobną grupą społeczną. Młodzież to osobna grupa społeczna. Dziś mało kto publikuje rankingi, ale sam przeprowadziłem u siebie ankietę.
Wiadomo, że nie jest ona bardzo reprezentatywna, ale udział wzięło ponad 40 tysięcy ludzi. I oto Fiodorow ma około 15% rankingu prezydenckiego. Ma swoją określoną widownię — jest ona młodsza niż średnia. I to jest normalne, ponieważ w swoim czasie Zełenskiego również częściej wybierała młodzież niż starsze pokolenie. A teraz przyszli nowi ludzie, czyli już Zełenski stał się przedstawicielem starszego pokolenia, a Fiodorow stanął na czele, a przynajmniej próbuje stanąć na czele tego protestu nowego pokolenia przeciwko starszemu. W swoim czasie Zełenski stał na czele protestu przeciwko staremu establishmentowi, tak Fiodorow dziś przychodzi i nazywa establishment starym systemem i tak dalej.
Dlaczego młodzież uznała, że wie, kto będzie lepszym ministrem obrony? Jak widać, nikt nie zaczął mianować ministra obrony na podstawie życzeń ludzi stojących na ulicy. Ale czy w ogóle ich posłuchano? Tak. Syrski został odwołany między innymi pod presją. Wcześniej Prezydent powiedział: «Dobrze byłoby dla mnie odwołać obu, ale to niemożliwe». A nagle okazało się, że możliwe. I Syrskiego odwołano. Jestem przekonany, że stało się to pod presją ludzi na ulicy. A dalej, pod tą samą presją, Fiodorowowi proponowano inne stanowiska w rządzie. Proponowano? Proponowano. Dlatego wszyscy ci ludzie na mityngach zostali wysłuchani. To nie oznacza, że w dosłownym sensie wszystko zostanie wykonane, jeśli ludzie wyjdą na Majdan. Najważniejsze, aby zostali wysłuchani i żeby się z nimi liczono. To, co mówiła młodzież teraz, moim zdaniem, zostało maksymalnie uwzględnione».
Wybory podczas wojny: «To nie jest po prostu przyjść i postawić krzyżyk»
Problem polega nie tylko na tym, czy technicznie możliwe jest zorganizowanie głosowania podczas wojny. Mychajło Szejtelman wyjaśnia, że pełnowymiarowe wybory prezydenckie to znacznie szerszy proces, obejmujący udział kandydatów, debatę publiczną, pracę mediów oraz możliwość startu i głosowania dla wojskowych i obywateli za granicą.
«Pierwszą historię o tym, że u nas niby mają odbyć się jakieś wybory, podniosła administracja prezydenta Trumpa. Nie będziemy teraz wspominać, co tam mówił Putin o wyborach. To osobna historia. Ale administracja Trumpa pierwsza to nagłośniła przez Keitha Kellogga. Generał Kellogg około roku temu, wiosną, powiedział: na Ukrainie trzeba przeprowadzić wybory. Potem Trump, który zauważył, że Zełenski ma 4% zaufania, więc trzeba przeprowadzić wybory. Czyli w ciągu ubiegłego roku wywierano na nas stałą presję w sprawie wyborów. Przez Witkoffa, Kushnera, naciskał Trump, odpowiednio na prośbę Putina. To właśnie Putin opowiadał Witkoffowi i Kushnerowi, że mamy nielegalny rząd i trzeba przeprowadzić wybory. Ale Ukraina, moim zdaniem, dyplomacja i kierownictwo polityczne udowodniły i uzasadniły, przede wszystkim dla administracji amerykańskiej, że obecnie jest to niemożliwe. Przy czym nikt nie zaczął odmawiać, mówiąc: nie chcemy i nie będziemy, bo według prawa u nas nie wolno. Tak, nie wolno, nie jest to przewidziane, ale byliśmy elastyczni, byliśmy gotowi. Ukraińskie kierownictwo polityczne zaoferowało Ameryce i Europie: jeśli możecie zagwarantować nam bezpieczeństwo wyborów, to jesteśmy gotowi je przeprowadzić. Bezpieczeństwo oznacza zawieszenie broni na okres wyborczy. Okres wyborczy to 60 dni. Co zrobił Trump? Czy zdołał to zrobić? Nie zdołał. Czy Europa zdołała? Nie zdołała. O czym więc mowa? Jakie wybory mogą być dzisiaj?
Kiedy Putin krzyczy: przeprowadźcie wybory, my tego dnia nie będziemy strzelać — on po prostu nie wie, czym są wybory. On, jak większość Rosjan, myśli, że wybory to głosowanie. Przyjść i postawić krzyżyk. Ale wybory to zgłaszanie kandydatów, spotkania z wyborcami, debaty, podróże po kraju. Rosjanie o czymś takim nie wiedzą, bo u nich wyborów nie ma i nigdy nie było. Czy może być tak, że ogień ustanie? Żeby wojna ustała, potrzeba dwóch miesięcy! Kiedy przemawiał pan Fiodorow, powiedział: musimy wymyślić, jak zapewnić głosowanie dla wojskowych i dla uchodźców. Aby mogli głosować. Ale przepraszam, to tylko połowa historii. Trzeba zapewnić, aby wojskowi mogli brać udział w wyborach jako kandydaci, a nie tylko głosować. Aby uchodźcy mogli kandydować, a nie tylko głosować. A co w tym celu muszą zrobić wojskowi? Jeśli człowiek chce kandydować, musi odejść z frontu i jeździć po różnych miastach, agitując na swoją rzecz, wyjaśniając swoje stanowisko, zbierając swój sztab wyborczy i tak dalej. Rozumiemy przecież, zresztą to nie tylko moje rozumienie, że po wojnie najprawdopodobniej większość składu np. parlamentu będą stanowić ci, którzy walczyli. Niekoniecznie zawodowi wojskowi, ale ci, którzy walczyli. Jest na nich zapotrzebowanie w społeczeństwie — na weteranów, na tych, którzy walczyli, na ochotników, na członków obrony terytorialnej i tak dalej.
A kiedy mówimy o uchodźcach — kim oni są? To żony weteranów. U wielu z nich mężowie zginęli na froncie. Zapewne, kiedy ich mężowie obronili niepodległość Ukrainy, one też chciałyby zaproponować swoją kandydaturę do parlamentu, na przykład. Czy mogą to zrobić podczas wojny? Nie, nie mogą. Dlatego do wyborów potrzebujemy, aby ludzie mogli brać w nich udział, a nie po prostu zagłosować w komputerze, postawić krzyżyk. Nie na tym polega sens demokracji. Ale na tym, aby była pełnowymiarowa dyskusja, pełnowymiarowe media — nie jeden kanał, ale wszystkie media otwarcie pracujące i mogące otwarcie omawiać wszelkie pytania, co podczas wojny jest oczywiście niemożliwe.
Nie ma precedensów wyborów podczas wojny. Wszyscy, którzy opowiadają, że tak bywa — kłamią. Mówią, że w Izraelu przeprowadzają wybory podczas wojny — to nieprawda. Kiedy w Izraelu rozpoczęła się wojna przeciwko Hamasowi w 2023 roku, po tym, jak 7 października Hamas zaatakował Izrael, odwołano tam wybory samorządowe w całym kraju, tak jak u nas wybory do rad lokalnych. Odwołano je i przeniesiono na późniejszy termin. W historii Izraela po raz trzeci z powodu wojny odwołuje się wybory».
Zaluzny nie jest już jedyną alternatywą dla Zełenskiego
Krajobraz polityczny w ciągu ostatniego roku znacząco się zmienił. O ile w latach 2024–2025 Walery Zaluzny był głównym rywalem Wołodymyra Zełenskiego, o tyle teraz, według oceny Szejtelmana, w potencjalnym wyścigu prezydenckim pojawiło się od razu kilka silnych postaci. Wśród nich — Kyryło Budanow, «Madjar» i Mychajło Fiodorow.
«Zaluzny jako jedyny konkurent Zełenskiego — to byłaby prawda, gdybyśmy rozmawiali w 2024 roku. A teraz są badania socjologiczne, które pokazują zupełnie inny obraz. Ale po kolei. Po pierwsze: jeśli wybory odbędą się właśnie po wojnie, czyli nie w trakcie, lecz po, to wcale nie jest pewne, że Zełenski zamierza w nich wziąć udział. Mówił: jeśli wybory będą podczas wojny, to weźmie udział, a jeśli po — nie jest pewien. I nie ma żadnych podstaw, by sądzić, że wystartuje. Dlaczego właściwie miałby w nich brać udział? Jeśli zechce — oczywiście. Ale uważam, że raczej nie wystartuje, niż wystartuje.
Teraz dalej. W latach 2024–2025 rzeczywiście najwyższy ranking spośród wszystkich oprócz Zełenskiego miał Zaluzny. Czasami w niektórych sondażach Zaluzny wyprzedzał Zełenskiego, w innych — Zełenski Zaluznego. Ale w tym roku obraz bardzo się zmienił. Ponieważ Zaluzny — to już moja analiza — najprawdopodobniej wygłosił kilka nieostrożnych wypowiedzi. Najbardziej wyrazista — wypowiedź, w której oskarżył Zełenskiego o to, że ten źle prowadził wojnę, a on sam prowadził ją prawidłowo w 2023 roku. Wydaje mi się, że to nie spodobało się przyszłemu wyborcy. Widziałem negatywną reakcję na ten temat. Plus jego nieostrożne wypowiedzi po angielsku, kiedy zaczął mówić. Wszyscy zobaczyli, że nie włada językiem zbyt dobrze, będąc ambasadorem i mieszkając już od dwóch lat w Anglii. To zmniejszyło jego ranking i autorytet.
Przeprowadziłem taki eksperyment, zapytałem: «A jeśli Zełenski nie bierze udziału w wyborach, kto wchodzi do drugiej tury?» Według mojej ankiety wchodzą Zaluzny i Budanow. Ale kto wygrywa w tej parze? Taką socjologię przeprowadziłem tylko ja, nikt inny tego nie robił. I wiecie, Budanow wygrywa z Zaluznym w drugiej turze z ogromną przewagą. A przecież on też jest generałem, rozumiecie? Teraz, jeśli spojrzeć na top kandydatów, to oprócz Zełenskiego — którego rozważajmy bardzo umownie, obok Zaluznego, gdzieś z większymi, gdzieś z mniejszymi, gdzieś z mniej więcej takimi samymi rankingami, jest już kilka osób. To Budanow, «Madjar» i Fiodorow. Za Fiodorowem stoi już młodzież. Dlatego historia jest bardzo podzielona. Kto z nich zaprezentuje się lepiej do końca wojny, ten zostanie prezydentem. Zwycięstwo nie jest gwarantowane nikomu z nich. No, «Madjar», dobrze, on na razie nie mówił, że zamierza startować. Ale Budanow, Fiodorow i Zaluzny wyraźnie będą brać udział».
Dlaczego mielibyśmy zgadzać się na coś, czego nikt nam nawet nie oferował
Ekspert polityczny kategorycznie odrzuca pomysł oddania Rosji Donbasu w zamian za zakończenie wojny. Jego zdaniem Ukraina jest faktycznie popychana do wyrażenia zgody na warunki, których Rosja sama nigdy nie proponowała.
«Dlaczego? Po co uznawać? Jest prawo międzynarodowe, według którego obwody doniecki i ługański są częściami Ukrainy. Po co mielibyśmy cokolwiek uznawać? Po pierwsze, a co oznacza «wojna się skończy»? Po drugie, co oznacza «oddać»? Takiej procedury nie ma nawet od strony prawnej. Obwody doniecki i ługański są częściami Ukrainy na podstawie Deklaracji o suwerenności państwowej i Deklaracji niepodległości Ukrainy. To, co się mówi — to konsekwencja pomysłu anulowania Deklaracji niepodległości, czyli znoszenia samego faktu niepodległości. Innych sposobów na zrzeczenie się terytorium Ukrainy nie ma. Wszystkie te terytoria należą do Ukrainy na podstawie Deklaracji niepodległości i Karty Narodów Zjednoczonych. Nie możemy naruszyć Karty NZ i nie możemy naruszyć Deklaracji niepodległości. Nawiasem mówiąc, błędem jest myślenie, jakoby było to gdzieś zapisane w Konstytucji. To u Rosjan przepisuje się Konstytucję, a u nas bazą jest Deklaracja niepodległości.
Po drugie: kto właściwie powiedział, że jeśli odda się komuś terytorium, to wojna się skończy? Nam opowiadał to tylko Witkoff, prawda? Nikt więcej. A czy my wierzymy Witkoffowi? Myślę, że nie. Od nikogo ani razu nie słyszałem, że wojna się skończy, jeśli Ukraina zrezygnuje z Donbasu na rzecz Rosji. Putin ani razu nie powiedział, że się skończy. Po prostu ani razu! Wielokrotnie powtarzał, że potrzebuje całej Ukrainy. W wywiadzie dla Tuckera Carlszona wprost powiedział, że chce otrzymać cały lewy brzeg Ukrainy, włącznie z Kijowem. To są słowa Putina. To samo powtórzył w maju tego roku. Dlatego nikt nie obiecywał nam pokoju w zamian za oddanie terytoriów — takiej propozycji po prostu nie ma. To raz Witkoff okłamał Trumpa, że taka propozycja istnieje. Nie wiem, czy uwierzył Putinowi, czy nie, ale faktem jest, że Putin nigdy czegoś takiego nie powiedział. Dlaczego mielibyśmy zgadzać się na coś, czego nikt nam nawet nie oferował?
Posłuchajcie, idąc dzisiaj przez Majdan obok Pomnika poległych żołnierzy. Tego spontanicznego, ludowego, gdzie jest mnóstwo flag, chorągiewek i zdjęć poległych Bohaterów. Idzie starsza para i babcia mówi do swojego męża: «Co za koszmar, po co w ogóle zaczynali tę wojnę?» Rozumiecie, co ludzie mają w głowach w piątym roku wojny?! Osoba mieszkająca w Kijowie retorycznie pyta: «Po co w ogóle zaczynali tę wojnę?», jakbyśmy to my ją zaczęli. Obok szły młode dziewczyny, które natychmiast zaczęły sprowadzać tę babcię na właściwą drogę i wyjaśniać, że wojnę rozpoczęła Rosja. Dlatego to, co mówią przeciętni ludzie na ulicy czy w domu w kuchni — to niczego nie oznacza. Są prawa, jest Konstytucja, jest Deklaracja niepodległości, jest parlament, jest dyplomacja, jest Karta NZ. A ludzi, rozumiem, po prostu łatwo oszukać».
Rosja może zakończyć wojnę w jeden dzień. My nie możemy, a oni mogą
Zmęczenie Ukraińców wojną jest aktywnie wykorzystywane przez propagandystów — w tym przedstawicieli rosyjskiej opozycji. Mychajło Szejtelman podkreśla, że w Rosji stale dyskutuje się o tym, co powinna zrobić Ukraina, zamiast pytać, co powinna zrobić Rosja, aby zakończyć wojnę.
«Ludzie cierpią, ludzie są pod uderzeniami, pod niekończącymi się ostrzałami. Oczywiście ciężko nam się żyje. A ile jest ofiar — u wielu bliscy zginęli na wojnie: u kogoś syn, u kogoś mąż. Jest nam bardzo ciężko. I na tym grają różni propagandyści i «życzliwi». Przy czym, wiecie, bardzo często bawią się tym przedstawiciele tak zwanej rosyjskiej opozycji, którzy opowiadają: dlaczego nie mielibyście oddać Donbasu — przecież to niby ustanowi pokój. Oto czym bawi się Aleksiej Wieniediktow. Rosyjski dziennikarz, polityk, jak chcecie, tak go nazywajcie. Przeprowadza ankietę: czy Zełenski powinien oddać Donbas dla pokoju? Jak w ogóle może przeprowadzać taką ankietę? Jak by zareagował, gdybyśmy przeprowadzili ankietę: «Czy Putin powinien oddać Japonii Wyspy Kurylskie, a nam — Kubań?»
Dlaczego w ogóle ci ludzie nie pytają, co powinien zrobić Putin, tylko siedzą i dyskutują, co powinien zrobić Zełenski. Zamiast powiedzieć: «Putin powinien zrobić to i to». Dosłownie w przeddzień Dnia Niepodległości specjalnie przeprowadziłem u siebie na Telegramie ankietę z bardzo prostym i zwięzłym pytaniem. Pytaniem, które, jak mi się wydaje, byłoby stosowne zadać temu samemu Wieniediktowowi: «Czy Putin powinien wycofać wojska rosyjskie ze wszystkich okupowanych terytoriów, włącznie z Krymem i Donbasem, aby zakończyć wojnę i ustanowić pokój?» I wiecie, u mnie na Telegramie 98% uważa: powinien. Wydaje mi się, że Rosjanie powinni właśnie takie ankiety przeprowadzać. To przecież ich prezydent! Może warto, żeby przeprowadzali ankiety o swoim prezydencie, a nie o naszym? O swoich decyzjach, a nie o naszych?
Słuchałem dyskusji, która również wprowadza w błąd naszych obywateli: siedzą niby rosyjscy opozycyjni profesorowie mieszkający w Europie, a dyskusja nazywa się «Jak zatrzymać wojnę?». Ziekawiło mnie: profesorowie zaraz opowiedzą, oni wiedzą, zaraz wyjaśnią! A oni siedzą i rozważają: «Cóż, Ukrainie opłaca się oddać kilka swoich regionów…» Rozumiecie? Rozważają nie to, jak zatrzymać wojnę i co muszą zrobić, aby ich kraj zaprzestał agresji. Ale to ich kraj może zatrzymać wojnę w jeden dzień! Jeśli Rosja wycofa wojska z okupowanych terytoriów, nie będziemy kontynuować wojny. Rozumiecie to, prawda? Jak tylko ostatni rosyjski żołnierz opuści Krym, Ukraina nie będzie strzelać mu w plecy: wszyscy poszli — do widzenia. Czyli oni mogą zatrzymać wojnę w dowolnym dniu. My nie możemy, a oni mogą. Ale oni z jakiegoś powodu ani razu o tym nawet nie mówią. Oto co jest przerażające».
Dopóki nie usuniemy rosyjskiego reżimu, będziemy mieli wojnę
Szejtelman nie zgadza się z tezą, że Ukraina będzie musiała po prostu przyzwyczaić się do życia w warunkach ciągłej wojny, jak — według popularnego porównania — Izrael. Jego zdaniem kluczowa różnica polega na tym, że Izrael zdołał ustanowić pokój z krajami, które zmieniły do niego stosunek. Z Rosją, jest przekonany, stanie się to możliwe dopiero po zmianie reżimu.
«W Izraelu wszystko nie jest takie jednoznaczne. Kiedy Izrael pojawił się na świecie i zdobył niepodległość 78 lat temu, wypowiedziały mu wojnę jednocześnie wszystkie kraje arabskie — po prostu wszystkie zaatakowały naraz. Odparł atak raz, drugi, trzeci. Wtedy niektóre z krajów arabskich nagle zrozumiały, że walczyć z Izraelem nie trzeba, lecz trzeba żyć w pokoju. I to nie jest tak, że Izrael cały czas żyje w stanie wojny ze wszystkimi. Izrael ustanowił pokój z Egiptem już w 1979 roku, z ogromnym krajem arabskim ze stu milionami mieszkańców. Potem ustanowił pokój z Jordanią — sąsiednim krajem, z którym Izrael ma najdłuższą granicę. Z nimi pokój trwa! Potem, za pierwszej kadencji Trumpa, ustanowiono pokój z Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Bahrajnem, Sudanem i Marokiem. Czyli Izrael stopniowo ustanawia pokój z krajami, gdzie do władzy dochodzą mniej więcej nieludożercze reżimy. Z kim Izrael znajduje się w stanie wojny? Z Syrią, gdzie jeszcze od czasów Assada u władzy są ludożercy, z Irakiem, który budował Saddam Husajn, oraz z Iranem, gdzie wiemy, co się dzieje.
Jedynym sposobem dla nas na życie w pokoju jest zmiana reżimu w Federacji Rosyjskiej. Izrael doczekał się zmiany reżimów w innych krajach, zademonstrował swoją siłę i doczekał się, aż będą na to gotowe. I wszystko się udało! W Egipcie w ciągu ostatnich prawie 50 lat były rewolucje, zmieniały się władze i prezydenci, ale pokój pozostaje. Z Jordanią pokój pozostaje: Izraelczycy jeżdżą do Jordanii — proszę bardzo, wsiadł i pojechał. Chociaż walczyli! Dlatego z Rosją pokój jest teraz niemożliwy. Za Putina nie będzie pokoju i nie będzie żadnego traktatu pokojowego. Wszystkie te próby ustanowienia pokoju z Putinem to profanacja. On przecież nie zaczął wojny po to, by podpisywać pokój. Gdyby chciał podpisać pokój, nie zaczynałby wojny. Dlatego opowiadanie, że on chce pokoju, że trzeba z nim zawrzeć pokój — to próby na korzyść ubogich. Trzeba usunąć reżim w Rosji. I to jest wspólna sprawa Ukrainy i rosyjskiej opozycji. Dlaczego tak dużo o niej mówię? Ponieważ ci ludzie również muszą dołożyć do tego swoich starań. Społeczność międzynarodowa musi zdusić obecny rosyjski reżim: zdusić sankcjami, brakiem pieniędzy, głodem wreszcie.
Przecież upadł reżim radziecki, który był dokładnie sto razy bardziej stabilny niż putinowski, po prostu sto razy bardziej zakorzeniony! Niemniej jednak spadek cen ropy, ogłoszenie Związku Radzieckiego «imperium zła», embargo na dostawy technologii, poprawka Jacksona-Vanika — to wszystko robiło swoje i Związek Radziecki upadł. Teraz dokładnie to samo trzeba robić. Wielu z tych rzeczy się dokonuje, choć niewystarczająco. Zobaczcie, co stało się z rosyjską gospodarką. Oto przykład: wskaźnik urodzeń w Rosji w ubiegłym roku był najniższy w całej historii kraju! Więc w Rosji wszystko zmierza do wielkiego krachu. A my, dopóki nie zniszczymy rosyjskiego reżimu, będziemy mieli wojnę. Być może z krótkimi przerwami, ale niczym więcej. Natomiast kiedy zniszczymy rosyjski reżim, z nową rosyjską władzą, mam nadzieję, że nie będzie to jeden kraj, ale kilka, na przykład z Kubaniem, będziemy mogli się dogadać. Dlaczego nie?»
O ile procent zbliżyliśmy się do pokoju? O zero
Na koniec rozmowy Mychajło Szejtelman poddał w wątpliwość również zadeklarowany przez Zełenskiego «korytarz możliwości» na zakończenie wojny do jesieni 2027 roku. Jego zdaniem prezydent doskonale rozumie, że przy obecnym rosyjskim reżimie nie ma realnych przesłanek do pokoju, ale jest zmuszony publicznie mówić o perspektywie negocjacji.
«Myślę, że nic w tym korytarzu nie widzi. Właśnie tak — nic. Ponieważ Zełenski to trzeźwo myślący człowiek, wie wszystko. Zna Putina, sam wysyłał propozycje, sam otrzymywał odpowiedzi. On w tym sensie wie nawet więcej niż my. Widzieliśmy jego list do Putina, w którym proponował najkorzystniejsze warunki, jakie w ogóle można sobie wyobrazić. Przecież co proponowano Rosjanom? Zatrzymać wojnę na linii frontu. Czyli pod ich okupacją zostaliby nasi obywatele, nasze terytoria — tymczasowo, to jasne, ale by zostali. Jeszcze korzystniejszych warunków Rosjanom przecież nigdy nie zaproponujemy.
A zatem, dopóki żyje Putin, dopóki żyje jego reżim — żadne negocjacje pokojowe do niczego nie doprowadzą. Ale taką Zełenski ma pracę: jest prezydentem Ukrainy i ma obowiązek, biorąc pod uwagę to, kto jest dziś u władzy w Ameryce, mówić takie rzeczy. Po prostu ma obowiązek! Inaczej przestaną sprzedawać nam broń, przestaną dostarczać dane wywiadowcze. Zauważcie, Europejczycy nie wymagają od nas negocjacji z Rosją i ani razu nie wymagali. Zresztą do przyjścia Trumpa nikt od nas nie wymagał negocjacji z Putinem. Co się zmieniło wraz z przyjściem Trumpa? W lutym 2025 roku powiedział: «Wszystko, natychmiast negocjacje, zawierajcie układ». Minęło dokładnie półtora roku od tamtej pory. O ile procent zbliżyliśmy się do pokoju? Moja odpowiedź: o zero procent!
Jeśli w ciągu półtora roku to się nie udało, to dlaczego tym samym ludziom miałoby się udać teraz? Dzisiaj jest po prostu apogeum tego wszystkiego: w Dzień Niepodległości Ukrainy mieli do nas przyjechać Steve Witkoff i Jared Kushner. Ustanowiciele pokoju. Dzisiaj dziennikarze, powołując się na swoje źródła, opowiedzieli, że specjalni wysłannicy prezydenta USA przestraszyli się przyjazdu i odłożyli wizytę z powodu ciągłych ostrzałów Kijowa. To nasi pośrednicy, tak zwani! Witkoff i Kushner — ludzie, którzy mówili, że Putin chce pokoju, z tego co pamiętam. Czyli wiedzą, że Putin chce pokoju, ale boją się przyjechać do Kijowa! Do nas nie bali się przyjechać prezydenci i premierzy sześciu krajów, a ci dwaj przestraszyli się o swoje życie — przestraszyli się, że zabije ich człowiek, który «chce pokoju». I to są ci, którzy odpowiadają za negocjacje pokojowe z Rosjanami! Czy możemy oczekiwać od nich pozytywnego rezultatu? Myślę, że nie. Nie, nie możemy».
Czytaj nas na Telegram i Sends