$ 43.27 € 50.86 zł 12.04
-9° Kijów -8° Warszawa +4° Waszyngton

Rosyjski ślad w polskim fintechu? Sygnalista ujawnia kulisy nagłej decyzji nadzoru

UA NEWS 29 stycznia 2026 18:11
Rosyjski ślad w polskim fintechu? Sygnalista ujawnia kulisy nagłej decyzji nadzoru

Wsparta unijnymi dotacjami firma z Tarnowskich Gór, mogła umożliwiać Rosjanom obejście blokady nałożonej na ich kraj przez Zachód. Ujawniamy kulisy odebrania licencji polskiemu fintechowi Quicko, który zdaniem sygnalisty stał się elementem rosyjskiej machiny do omijania sankcji. W tle decyzji KNF pojawia się stablecoin A7A5 i bank kontrolowany przez Kreml.

21 stycznia 2026 roku Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) w trybie natychmiastowym odebrała licencję Krajowej Instytucji Płatniczej fintechowi Quicko. To "opcja atomowa", która nie zdarza się często na polskim rynku. Proces ten trwa zwykle miesiącami. Tym razem nadzorca zadziałał błyskawicznie. Dlaczego?

Oficjalny komunikat KNF mówił, że decyzja urzędu była podyktowana "brakiem ostrożnego i stabilnego zarządzania". Według naszych informacji pod tą lakoniczną formułką mogą kryć się (świadome lub nie) powiązania z rosyjskim systemem płatności stworzonym, aby omijać międzynarodowe sankcje.

Rozwój infrastruktury Quicko był finansowany m.in. z publicznych pieniędzy. Spółka zrealizowała projekt "Wdrożenie innowacyjnego systemu do obsługi kartowych i internetowych płatności" o łącznej wartości 1,35 mln zł, z czego 800 tys. zł stanowiło bezzwrotne dofinansowanie z funduszy UE. Zdaniem sygnalisty, który odkrył sprawę, to ten system mógł być wykorzystany do omijania SWIFT.

Zegarki Huawei i Netflix w Moskwie?

Decyzja KNF o odebraniu licencji Quicko uderza m.in. w polskich użytkowników smartwatchy Huawei, korzystających z płatności zbliżeniowych, które obsługiwał fintech. Oprócz tego spółka świadczyła swoje usługi wielu legalnie działającym firmom. Według otrzymanych przez nas informacji na liście klientów Quicko mógł znaleźć się też jednak podmiot, który umożliwiał Rosjanom wymianę rubli i subskrybowanie usług zablokowanych w ich kraju takich jak ChatGPT, Netflix, Google Cloud czy Midjourney. 

Sygnalistą, który złożył w tej sprawie zawiadomienie do polskich organów, był Andry Lebedev, dyrektor estońskiego fintechu Swipelux. Jak ujawnił w rozmowie z Bankier.pl, początkiem historii, która doprowadziła go do Quicko, była rutynowa procedura weryfikacji klienta, mająca miejsce w jego firmie w ubiegłym roku.

Do Swipelux zgłosili się wtedy przedstawiciele projektu A7A5. Mimo pozornie "czystej” dokumentacji, dział compliance Lebedeva odrzucił klienta ze względu na podejrzaną strukturę i wolumeny obrotu sugerujące powiązania z rosyjskim rządem. Intuicja ekspertów z Estonii potwierdziła się pół roku później, gdy na projekt oficjalne sankcje nałożył OFAC (komórka Departamentu Skarbu USA odpowiedzialna za nakładanie i egzekwowanie sankcji gospodarczych wobec państw, spółek i organizacji).

Rosyjska kryptowaluta do omijania sankcji

A7A5 to stablecoin (kryptowaluta mająca zachowywać wartość określonej tradycyjnej waluty) powiązany z kursem rosyjskiego rubla, który w niecały rok od premiery w styczniu 2025 roku obsłużył transakcje o wartości przekraczającej 100 mld dolarów. Według analityków Elliptic, aktywo to stanowi fundament zaawansowanego systemu omijania sankcji przez Kreml.

Oficjalnie emitentem stablecoinów A7A5 jest zarejestrowana w Kirgistanie spółka Old Vector LLC. Badacze "Elliptic" ustalili, że za projektem w rzeczywistości stoi jednak rosyjska firma A7 LLC, której głównymi udziałowcami są podmioty bezpośrednio powiązane z rosyjską machiną państwową:

            •           Promswiazbank (PSB) - rosyjski państwowy bank obsługujący sektor obronny, objęty pełnymi sankcjami. To właśnie w PSB zdeponowane są ruble stanowiące pokrycie stablecoina A7A5 w stosunku 1:1.

            •           Ilan Shor - skazany za oszustwa finansowe i objęty sankcjami za działalność na rzecz Rosji mołdawski oligarcha.

Celem powstania A7A5 było ułatwienie płatności transgranicznych rosyjskim podmiotom. W drugiej połowie 2025 roku jego twórcy uruchomili serwis StablePay jako nową inicjatywę mającą na celu zwiększenie użyteczności ich stablecoina. Mechanizm działania tej usługi opiera się na prostym schemacie:

            1          użytkownik doładowuje wirtualną kartę debetową za pomocą tokenów A7A5,

            2          zasilona karta pozwala mu opłacać subskrypcje w zagranicznych serwisach, które oficjalnie odcięły dostęp dla użytkowników z Federacji Rosyjskiej.

Tu wracamy do Quicko.

Niebezpieczne związki polskiego fintechu?

Po odrzuceniu propozycji biznesowej ludzi związanych z A7A5 oraz późniejszym nałożeniu sankcji na ten projekt, Andry Lebedev przez dłuższy czas nie interesował się tym tematem. Jak powiedział naszej redakcji, niedawno postanowił jednak sprawdzić z ciekawości, czy rosyjski stablecoin jest nadal aktywny. 

- Byłem zdumiony, widząc ich w "pełnej chwale", reklamujących możliwość wpłat i wypłat rosyjskich rubli. Zaciekawiło mnie: kto jest dostawcą, który to zasila? Kto nie przestrzega amerykańskich sankcji i aktywnie współpracuje z taką firmą? To poszukiwanie doprowadziło mnie bezpośrednio do Quicko - mówi Lebedev. 

Na przekazanym naszej redakcji nagraniu sygnalista krok po kroku przedstawił proces, który doprowadził go do spółki z Tarnowskich Gór. System StablePay instruuje użytkownika, jak zasilić kartę kryptowalutą (np. poprzez stablecoiny), aby następnie dokonać płatności w euro lub dolarach.

Podczas procesu autoryzacji płatności (Mastercard ID Check), na ekranie pojawia się logo podmiotu LifeUp. To ta marka bezpośrednio obsługuje transakcję od strony użytkownika. Stanowi "front shop" - maskę mającą ukryć realnego beneficjenta. Na stronie LifeUp w stopce znajduje się informacja o banku wydającym karty (BIN provider). Podany w tym miejscu NIP należy do Quicko.

Quicko zaprzecza. "Nie działamy w Rosji”

Z prośbą o komentarz zwróciliśmy do zarządu spółki z Tarnowskich Gór. Prezes Grzegorz Mencel w przesłanym oświadczeniu kategorycznie odciął się od zarzutów.

"Spółka przyjęła do wiadomości komunikat KNF z dnia 21.01.2026 r. i analizuje bieżącą sytuację. Do komunikatu KNF podeszliśmy z należytą powagą oraz odpowiedzialnością. W spółce zostały uruchomione stosowne procedury na zaistniałą okoliczność. Jednocześnie podkreślamy, że środki użytkowników są zabezpieczone i zostaną w pełni rozliczone zgodnie z zaleceniami KNF.

Wszelkie twierdzenia, jakoby infrastruktura lub karty Quicko były wykorzystywane na terytorium Federacji Rosyjskiej lub w celu omijania obowiązujących sankcji, są nieprawdziwe” - czytamy w odpowiedzi prezesa Quicko na pytania Bankier.pl.

Warto zauważyć, że w dobie cyfrowych finansów naruszanie sankcji nie musi dotyczyć konkretnego terytorium ani wynikać ze świadomej woli współpracy. Może być efektem niedostatecznej weryfikacji partnerów biznesowych (KYB). Jeśli polski fintech udostępnił swoją infrastrukturę marce LifeUp, nie zauważając, że stanowi ona "front" dla sankcjonowanego stablecoina A7A5, w oczach nadzoru jest to jednak równie obciążające.

Prośby o komentarz w sprawie i dodatkowe pytania skierowaliśmy do Komisji Nadzoru Finansowego oraz Głównego Inspektora Informacji Finansowej. KNF przekazał nam, że nie może udzielić dodatkowych informacji ponad te, które podała w komunikacie. GIIF odmówił odpowiedzi wskazując na tajemnicę finansową.

Polska i Litwa tylnym wejściem dla rosyjskiego kapitału

Jak wskazuje Andry Lebedev opisany przez nas przypadek może być częścią szerszego zjawiska. Według sygnalisty w kręgach zawodowych tajemnicą poliszynela jest, że polska jednostka analityki finansowej i organy licencyjne mają trudności z wprowadzeniem rygorystycznych kontroli zgodności w porównaniu z innymi jurysdykcjami. O tym, że polskie organy nie są wyposażone w odpowiednie narzędzia do wykrywania tego typu przestępstw, słyszymy również od innego źródła związanego z branżą.

- Wiele firm działających na polskich licencjach obsługuje płatności dla sektorów wysokiego ryzyka, w tym nielegalnego hazardu, stosując tzw. "miscoding" (maskowanie typu transakcji) oraz ułatwia szeroko pojęte pranie pieniędzy. Osobiście początkowo sądziłem, że problem ogranicza się do polskich firm krypto (w Polsce nie jest to nawet działalność licencjonowana, a jedynie rejestrowana), ale okazuje się, że dotyczy to również instytucji płatniczych i EMI (instytucje pieniądza elektronicznego), takich jak Quicko - mówi Lebedev.

Nasz rozmówca stwierdza kategorycznie, że jego zdaniem ogólna skuteczność obecnego reżimu sankcyjnego jest bliska zeru.

- Nadal zbyt łatwo jest wykorzystywać stablecoiny do wyprowadzania pieniędzy z Rosji, ponieważ istnieją dostawcy gotowi wymieniać te tokeny na euro lub dolary bez należytej staranności w sprawdzaniu źródła pochodzenia środków. Większość tych dostawców pochodzi z Polski lub Litwy - podkreśla dyrektor Swipelux. 

Według Lebedeva przyczyną jest arbitraż regulacyjny. Jak wyjaśnia, w Estonii lub Niemczech aby uzyskać licencję, trzeba wydać około 250 000 euro, zatrudnić lokalny personel i przejść rygorystyczną weryfikację ("fit and proper"), która trwa do roku. To sprawia, że "koszt błędu" jest ogromny, a firmy boją się utraty licencji. 

Od naszego rozmówcy słyszymy, że w Polsce lub na Litwie proces ten można było przejść w tydzień, kosztem zaledwie 5 000 euro. Zdaniem Lebedeva w obu krajach powstało przez to środowisko sprzyjające firmom typu "krzak" i stały się one linią najmniejszego oporu dla prania pieniędzy wspierających rosyjską machinę wojenną.

- W tym konkretnym przypadku Quicko zostało wykorzystane przez rosyjskie firmy do działania tak, jakby sankcje po prostu nie istniały. Pozwoliło im to utrzymać model "business as usual" pomimo globalnych restrykcji. Jestem pewien, że nie jest to odosobniony przypadek - poza radarem prawdopodobnie działa w ten sam sposób znacznie więcej firm - kwituje Andry Lebedev.

Czytaj nas na Telegram i Sends