„Krywonos powinien być podejrzewany już dawno temu” – Wołodymyr Bojko o NABU, SAPO i korupcji w rządzie
14 września 2026 15:55W przededniu jak Prokurator Generalny Rusłan Krawczenko poinformował o podejrzeniu wobec dyrektora NABU Semena Krywonosa, w UA.News rozmawialiśmy z jednym z najbardziej znanych ukraińskich sygnalistów i dziennikarzy śledczych, Wołodymyrem Bojką. Ironia polega na tym, że część historii, w związku z którymi Krywonos ostatecznie usłyszał zarzuty, Bojko przywoływał właśnie w tym wywiadzie.
Chodzi o historię fikcyjnej adopcji dziecka, która — według wersji śledztwa — miała pomóc Krywonosowi uniknąć kary, a także o postępowanie karne dotyczące żądania 120 tys. dolarów za przydzielenie działki w obwodzie obuchowskim. Obie historie od lat funkcjonowały w przestrzeni informacyjnej, ale teraz wybrzmiały znacznie głośniej. Dlatego rozmowa, która początkowo miała dotyczyć nowego sezonu politycznego, śledztw korupcyjnych oraz perspektyw NABU i SAP jesienią i zimą, okazała się nieco inna. Tym bardziej że Bojko mówi bez dyplomacji i szczególnie nie przebiera w słowach — bezpośrednio wskazuje ludzi, schematy i przyczyny, dla których jego zdaniem ukraiński system antykorupcyjny od dawna działa inaczej, niż zwykło się to tłumaczyć społeczeństwu.
Rozmawialiśmy o przyszłych głośnych podejrzeniach, konflikcie między NABU, SAP i Prokuraturą Generalną, historiach związanych z Semenem Krywonosem i Ołeksandrem Kłymenkiem, możliwym udziale wysokich rangą urzędników Biura Prezydenta, wyciekach materiałów z postępowań karnych, korupcji w wojsku oraz sprawie Witalija Szabunina. A także o tym, gdzie — zdaniem Bojki — przebiega granica nietykalności ukraińskich urzędników.
Podkreślmy raz jeszcze: rozmowa odbyła się dosłownie dzień przed ogłoszeniem podejrzenia wobec Krywonosa. Dlatego niektóre słowa wypowiedziane w niej o dyrektorze NABU dziś brzmią w zupełnie innym kontekście.
Dalej — bezpośrednia wypowiedź Wołodymyra Bojki.
Nowy sezon polityczny na tle wojny: czego oczekiwać jesienią i zimą
Zauważę, że nowy sezon polityczny rozpoczyna się w kraju, na którego terytorium już piąty rok trwa pełnoskalowa wojna. Właściwie mamy więc dwie Ukrainy — jedna otwiera sezony polityczne, a druga walczy.
Wróg jest już 5 km od Słowiańska (DeepState podaje, że 12 km, ale trzeba uwzględnić miejscowość Semeniwka, która również należy do Słowiańska — od niej do przeciwnika jest 5 km), miastem przyfrontowym stał się nie tylko Kramatorsk (nie wspominam już o Konstantynówce, Drużkiwce i Łymanie), ale również Zaporoże i Pawłohrad. Tymczasem 700-tysięcznej armii rosyjskiej przeciwstawia się, według moich obliczeń, 120–150 tys. ukraińskich wojskowych, z czego faktycznie na linii starcia znajduje się nie więcej niż 30 tys., kolejnych około 100 tys. służy w sztabach, służbach tyłowych i Wojskowej Służbie Porządkowej, a reszta „walczy” tak, jak Żadan, Butusow, Kipiani, Wakarczuk, a do niedawna „walczyli” Szabunin i Szerembej.
Liczba postępowań karnych dotyczących dezercji zbliża się do pół miliona, mobilizacja zamieniła się w pompę do wysysania pieniędzy z ludności, do jednostek wojskowych trafia nie więcej niż jedna trzecia przymusowo zmobilizowanych (z reguły są to osoby w wieku przedemerytalnym wykonujące zawody robotnicze, osoby bezdomne i mieszkańcy wsi) — reszta ucieka po drodze. Po pierwsze, nikt nie zamierza umierać dla dobrobytu uczestników „sezonów politycznych”, a po drugie, we wrześniu 2019 roku na Ukrainie zlikwidowano wojskowy wymiar sprawiedliwości. Obecnie nie ma organu, który miałby odpowiadać za utrzymanie porządku w Siłach Zbrojnych Ukrainy i innych formacjach wojskowych — nie należy więc dziwić się, że niektóre jednostki wojskowe przekształciły się w zorganizowane grupy przestępcze.
Jeśli zaś chodzi o skandale korupcyjne, to po „aferze kasetowej” z lat 2000–2002, kiedy ujawniono nagrania rozmów potajemnie dokonanych w gabinecie prezydenta Kuczmy, samo pojęcie „skandalu” na Ukrainie zostało zdewaluowane. W wyniku ostatnich skandali również nie dowiedzieliśmy się niczego nowego.
Głośne podejrzenia nie oznaczają walki z korupcją
Za czasów Janukowycza skazano byłych premiera i ministra spraw wewnętrznych, urzędującego szefa Państwowej Komisji ds. Regulacji Rynków Usług Finansowych oraz urzędujących wiceministrów. Pamiętam, jak Janukowycz mówił: „W żadnym wypadku nie dopuszczę do tego, aby korupcjoniści kierowali polityką. Będę wypalał to zjawisko rozpalonym żelazem”. Podobne słowa wielokrotnie słyszeliśmy później zarówno od prezydentów, jak i prokuratorów generalnych, dwóch dyrektorów NABU i dwóch szefów SAP. Ale co to ma wspólnego z walką z korupcją?
Jeśli chodzi o Stefanishynę, pierwszy raz postawiono jej zarzuty jeszcze w 2019 roku, kiedy pracowała jako doradczyni w kancelarii prawnej „Illiaszew i Partnerzy”. Oznacza to, że kiedy w czerwcu 2020 roku Rada Najwyższa zagłosowała za powołaniem Stefanishyny na stanowisko wicepremier, Olha Witalijiwna już miała status podejrzanej. W 2023 roku sprawa przeciwko Stefanishynie i byłemu ministrowi sprawiedliwości Łukasz została skierowana przez prokuratora SAP do sądu. Dlatego tutaj trzeba mówić nie o zasługach NABU, lecz o moralności i świadomości prawnej ludzi, którzy powołali podejrzaną na wysokie stanowisko państwowe, a następnie, już w charakterze oskarżonej, wysłali ją jako ambasadorkę do Stanów Zjednoczonych.
Dymisja prokuratora generalnego i jego zastępczyni: czy NABU rzeczywiście zabrało się za korupcjonistów
Pierwszym prokuratorem generalnym, który stracił stanowisko w wyniku skandalu korupcyjnego, był Światosław Piskun — Kuczma zwolnił go w październiku 2003 roku po, powiedzmy, przygotowaniu artyleryjskim przeprowadzonym przez Olhę Kolinko, przewodniczącą Komitetu Koordynacyjnego ds. Walki z Przestępczością Zorganizowaną i Korupcją przy Prezydencie Ukrainy. Olha Mychajliwna opowiedziała wówczas wiele o źródłach niezarobkowych dochodów Światosława Mychajłowycza, ale prawdziwą przyczyną dymisji nie była wysoka świadomość prawna Kuczmy, lecz flirt Piskuna z opozycją, jego wyraźna niechęć do wysłania Tymoszenko za kratki, pomoc przedsiębiorstwom Poroszenki w konflikcie z organami podatkowymi oraz zatrzymanie Pukacza pod zarzutem zniszczenia dokumentacji służbowej zawierającej informacje dotyczące śledzenia Gongadze.
Przypadki dymisji zastępców prokuratora generalnego uwikłanych w skandale korupcyjne również zdarzały się wielokrotnie. Gdy tylko prokuratorem generalnym został Wiktor Pszonka, w ciągu 15 minut zwolniono wszechmocnego Wiktora Kudriawcewa, o którego machlojkach krążyły legendy. Innym przykładem jest sprawa sprzed ponad dwóch lat, kiedy NABU wywołało skandal korupcyjny wokół zastępcy prokuratora generalnego Werbickiego, ujawniając informacje, że Werbicki mieszka w domu wartym pół miliona dolarów, kupionym sześć razy taniej, a jego partnerka nabyła nieruchomości i samochód Porsche o łącznej wartości 48 mln hrywien. Ujawniono również mieszkanie i działkę kupione przez Werbickiego w Turcji.
W związku z podejrzeniem nielegalnego wzbogacenia zastępcy prokuratora generalnego Werbickiego NABU zarejestrowało postępowanie karne, ale do dziś nie ma żadnego rezultatu. I nie będzie. Bo złe języki twierdzą, że cały ten skandal dyrektor NABU Krywonos i szef SAP Kłymenko zorganizowali wyłącznie po to, aby otrzymać od Werbickiego pomoc materialną. Złe języki wymieniają nawet nazwisko osoby, za pośrednictwem której Werbicki miał tę pomoc przekazywać — rzekomo był to szef Specjalistycznej Prokuratury Ekologicznej Prokuratury Generalnej Borys Indychenko, którego ojciec, również Borys Indychenko, kieruje najbardziej tajnym wydziałem NABU o nazwie D2.
Głośne postępowania karne, którymi NABU i SAP przez ostatni rok wstrząsają przestrzenią informacyjną, nie mają nic wspólnego z walką z korupcją. W ten sposób Krywonos i Kłymenko ratują siebie przed więzieniem. Szef SAP wprost opowiada w wywiadach o powodach swojego konfliktu z prokuratorem generalnym Krawczenką, który jeszcze zeszłego lata przygotował pisemne zawiadomienia o podejrzeniu wobec dyrektora NABU i szefa SAP. Obecnie obserwujemy więc finał walki między Krawczenką z jednej strony a Krywonosem i Kłymenką z drugiej.
Podejrzenia wobec Krywonosa i Kłymenki: dlaczego nigdy nie zostały im wręczone
Wszystko jest oczywiste. Nikt przecież nie zaprzecza, że starszy detektyw NABU Magamedrasułow prowadził nielegalny biznes i dzielił się dochodami z Kłymenką (są przyjaciółmi) i Krywonosem. Kiedy zawodowi „aktywiści społeczni”, którzy własnymi ustami obsługują najbrudniejsze schematy korupcyjne, krzyczą, że „sprawa Magamedrasułowa” jest sfabrykowana, chodzi wyłącznie o to, do którego kraju starszy detektyw NABU dostarczał konopie uprawiane przez jego ojca: SBU twierdzi, że na nagraniu rozmowy telefonicznej słychać, jak Magamedrasułow mówi o Dagestanie, czyli Rosji, a „aktywiści” wrzeszczą, że Magamedrasułow handlował z Uzbekistanem.
Były też inne epizody — na przykład organizowanie przez Magamedrasułowa wraz z deputowanym Rady Najwyższej z frakcji OPZŻ Christenką schematu wymuszeń, w ramach którego żądali pieniędzy od deputowanego kijowskiej rady miejskiej Słonczaka w zamian za odstąpienie od pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej. Oczywiście część dochodów starszego detektywa NABU trafiała „na górę” — do Krywonosa i Kłymenki.
Dlaczego podejrzeń wobec Krywonosa i Kłymenki nie przedstawiono wtedy
Powody są dwa. Po pierwsze, niezdolność prokuratora generalnego Krawczenki i SBU do zorganizowania postępowania przygotowawczego zgodnie z prawem. Handlować sprawami mogą, „kryć” oszukańcze call center czy przemyt — również. Ale żeby coś porządnie śledzić, głowa musi być zajęta nie tylko kwestiami osobistego wzbogacenia.
Gdyby w Prokuraturze Generalnej była choć jedna rozsądna osoba mająca wpływ na podejmowanie decyzji, „sprawa Magamedrasułowa” byłaby prowadzona zgodnie z prawem, a nie tak, jak to widzieliśmy. Po co, pytam, było przedstawiać Magamedrasułowowi zarzut zdrady państwa? Nawet jeśli rzeczywiście sprzedawał konopie w Dagestanie, jest to wyłącznie przestępstwo korupcyjne, nic więcej.
Zarzut zdrady państwa wymyślono wyłącznie po to, aby zapewnić bezalternatywne aresztowanie Magamedrasułowa. Szef SBU Maliuk był przekonany, że gdy tylko starszy detektyw NABU znajdzie się za kratami, złoży zeznania przeciwko Krywonosowi i Kłymence. I kto po tym nazwie Maliuka rozsądnym człowiekiem? Drugie pytanie: gdzie patrzyli prokurator generalny Krawczenko i jego pierwszy zastępca Chomenko, który nadzorował działalność SBU?
Krawczenko i Maliuk powinni byli nie urządzać absurdalnych konferencji prasowych, lecz spokojnie i w pełnej zgodności z prawem prowadzić śledztwo w „sprawie konopi”, nie wymyślając tego, czego nie było.
Rozsądni ludzie również nigdy nie inicjowaliby ustawy ograniczającej uprawnienia NABU i SAP. Zamiast tego w najkrótszym możliwym czasie doprowadziliby do sądu te postępowania karne, które w ciągu ostatnich 10 lat zostały zarejestrowane wobec byłego dyrektora NABU Sytnyka. Za czasów prokuratora generalnego Łucenki w Inspekcji Generalnej Prokuratury Generalnej Ukrainy prowadzono postępowanie karne w sprawie zakupu przez Sytnyka mieszkania w Browarach za pieniądze, które miał otrzymać jako łapówkę od obywatelki Winokurowej za umorzenie sprawy karnej dotyczącej oszustw gruntowych w obwodzie obuchowskim. W sprawie zebrano wszystkie dowody i przygotowano projekt zawiadomienia o podejrzeniu. Sytnyk, dowiedziawszy się o tym, pojechał nocą do domu Poroszenki i uzgodnił, że prokurator generalny Łucenko zamknie tę sprawę w zamian za to, że Sytnyk zamknie postępowanie karne dotyczące nielegalnego wzbogacenia Jurija Witalijowycza.
I chociaż w sprawie Sytnyka upłynął już termin przedawnienia odpowiedzialności karnej, należało przedstawić mu zarzut i skierować sprawę do sądu w celu jej umorzenia z powodu upływu terminu. Wtedy cały kraj zobaczyłby, że były dyrektor NABU jest łapówkarzem, detektywi NABU przekonaliby się, że prokurator generalny ma twarde zamiary walki z korupcją i nie wykonywaliby nielegalnych poleceń Krywonosa. Nie mam wątpliwości, że w takim przypadku byli detektywi NABU poszliby stadnie do OGP, aby współpracować ze śledztwem.
A kto przeszkodził w postawieniu zarzutów Sytnykowi i byłemu szefowi NAKC Nowikowowi w „sprawie Szabunina”? To przecież oni w latach 2022–2023 wysyłali pisma do jednostki wojskowej A7376 z prośbą o oddelegowanie żołnierza Szabunina do NAKC. A dlaczego nie jest prowadzone postępowanie karne wobec detektywa Biriukowa, który przekazał Szabuninowi materiały postępowania karnego dotyczącego Sytnyka i Nowikowa w sprawie nadużycia stanowiska służbowego na korzyść żołnierza Szabunina?
Dopiero potem można byłoby zająć się Krywonosem i Kłymenką, którzy postawili sprzedaż spraw na taśmę produkcyjną i zajmują się wymuszaniem pieniędzy od podejrzanych, między innymi poprzez zawieranie z prokuratorem porozumień o przekazywaniu środków do prywatnych fundacji Sternenki i Czmutа w zamian za uniknięcie kary.
Ale nikt tego nie zrobił, bo Sternenko jest biznesmenem przy Biurze Prezydenta, a z jego rachunków korzystają nie tylko szefowie NABU i SAP, ale również zastępcy szefa SBU.
Fikcyjna adopcja, ziemia i stare sprawy karne Krywonosa
Ukraina jest państwem feudalnym, w którym władza nie jest podzielona na niezależne gałęzie. Prokuratura Generalna jest jedynie jednym z departamentów Biura Prezydenta, dlatego prokuraturą w rzeczywistości nie kieruje prokurator generalny, lecz minister dworu i osoba monarsza. To oni decydują, kogo ukarać, komu odpuścić i komu jaki środek zapobiegawczy zastosować. Nawiasem mówiąc, w sierpniu 2025 roku Zełenski bezpośrednio na posiedzeniu Sztabu zabronił stosowania środka zapobiegawczego wobec Szabunina, który jest obecnie sądzony za oszustwo i uchylanie się od służby wojskowej. Dlatego feudalny wymiar sprawiedliwości z definicji nie może działać zgodnie z prawem — jego zadaniem jest spełnianie monarszych zachcianek.
Gdyby w Biurze Prezydenta byli rozsądni ludzie, zamiast pisać ustawę ograniczającą uprawnienia NABU i SAP zajęliby się medialnym zniszczeniem Krywonosa i Kłymenki. Wystarczyłoby ujawnić w zachodnich mediach szczegóły sprawy karnej, w której Krywonos został pociągnięty do odpowiedzialności karnej w 2009 roku, a przede wszystkim szczegóły tego, jak uniknął więzienia, korzystając z amnestii. Ponieważ amnestia obejmowała oskarżonych i podsądnych mających na utrzymaniu małoletnie dzieci, oskarżony Krywonos miał fikcyjnie adoptować chłopca Maksyma, płacąc jego matce 500 hrywien. Następnie w 2019 roku w postępowaniu sądowym unieważnił swoje ojcostwo, powołując się na badanie DNA.
Nie wspominam już o postępowaniu karnym prowadzonym w 2014 roku wobec Krywonosa, który wówczas był szefem służby rejestracyjnej Obuchowskiego Miejsko-Rejonowego Zarządu Sprawiedliwości, pod zarzutem usiłowania przyjęcia 120 tys. dolarów korzyści majątkowej za przydzielenie działki. W ogóle Semen Jurijowycz jest tak barwną postacią, że można o nim opowiadać godzinami i się nie znudzi. Na przykład o tym, że rodzina Krywonosa — jego żona, siostra żony, a nawet teściowa — obsługiwała krzyworoskie ugrupowanie przestępcze „Dwadciatiwskie”, którego jednym z liderów jest Eduard Samotkał, poszukiwany przez NABU. To właśnie na żonę i teściową Krywonosa zarejestrowane były firmy Samotkała, którego NABU bezskutecznie poszukuje za granicą.
Ale wszystkich tych informacji Biuro Prezydenta woli nie rozpowszechniać. I nie jest to dziwne — wraz z żoną Krywonosa w interesach Samotkała uczestniczyła również jej siostra, która jest żoną obecnego szefa Kijowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej Tymura Tkaczenki.
Jeśli chodzi o szefa SAP Kłymenkę, jest on figurantem tak zwanego „Swinorczukgate”. Przypomnę tło sprawy: w latach 2016–2017 dyrektor NABU Sytnyk, jego chrześniak Kałużyński (wówczas detektyw NABU, później Kałużyński stanął na czele Głównego Wydziału Detektywów NABU), detektywi Borysenko i Łytwynenko za pośrednictwem „tajnego agenta NABU” Szewczenki pomagali synowi pierwszego zastępcy sekretarza RBNiO Hładkowskiemu (znanemu również jako Swynarczuk) okradać „Ukroboronprom”. Biznes „Swynarczuków” polegał na sprzedawaniu „Ukroboronpromowi” przemycanych części do sprzętu wojskowego za pośrednictwem fikcyjnej firmy „Optimumspecdetal”. Udział kierownictwa NABU w tym biznesie polegał na sprzedawaniu przedsiębiorcom zaświadczeń, że ich firma „Optimumspecdetal” nie nosi znamion fikcyjności.
Otóż szefem wydziału NABU, w którym to wszystko się działo, był Kłymenko — obecny szef SAP. Rola „tajnego agenta NABU” Szewczenki sprowadzała się do przekazywania NABU „prowizji” i prezentów kupowanych przez „Swynarczuków” — na przykład telefonów nowego modelu. Nawet ekspres do kawy w recepcji Sytnyka został kupiony za pieniądze pochodzące z okradania „Ukroboronpromu”.
W marcu 2019 roku ówczesny szef SAP Chołodnycki zarejestrował postępowanie karne w sprawie udziału pracowników NABU w okradaniu „Ukroboronpromu”, które skierował do Państwowego Biura Śledczego. W ramach tego postępowania zastępca prokuratora generalnego zdążył postawić zarzut detektywowi NABU Zawhorodniemu, a śledczy DBR przygotowali projekty zarzutów wobec szefa Głównego Wydziału Detektywów NABU Kałużyńskiego i detektywa Łytwynenki. Jednak po tym, jak prokuratorem generalnym został aktywista „Centrum Przeciwdziałania Korupcji” Riaboszapka, postępowanie zostało umorzone.
Gdyby w Prokuraturze Generalnej decyzje podejmowała rozsądna osoba, postanowienie o umorzeniu postępowania w „sprawie Swynarczuków” dawno zostałoby uchylone, a obecnemu szefowi SAP Kłymence, prokuratorowi SAP Łytwynence oraz byłym detektywom Zahorodniemu, Borysence i Kałużyńskiemu przedstawiono by zarzuty.
Dlatego Krywonos i Kłymenko, gdy tylko zobaczyli całkowitą bezradność swoich przeciwników, przeszli do ofensywy. Dla pogrążonych w korupcji dyrektora NABU i szefa SAP jedyną gwarancją nietykalności jest powołanie na stanowisko prokuratora generalnego zaufanej osoby spośród detektywów NABU lub prokuratorów SAP. Program minimum to zastraszyć przyszłego prokuratora generalnego, aby zajmował się wyłącznie własnymi korupcyjnymi schematami i nie przeszkadzał „bojownikom z korupcją” w nabijaniu kieszeni.
NABU, SAP i walka o wpływy: co naprawdę kryje się za głośnymi postępowaniami
Oczywiście pan Kropywa ozdobiłby sobą każdy areszt śledczy. Szkoda tylko, że była pierwsza zastępczyni prokuratora generalnego Maria Wdowyczenko wywinęła się, składając wniosek o zwolnienie z prokuratury — jestem nie tylko przekonany, że Maria Serhijiwna od dawna ma „więzienie zapisane w gwiazdach”, ale niedawno opisywałem również jej służbowe dokonania przy próbie przejęcia ziemi.
Ale korzyść dla społeczeństwa nie polega na tym, żeby zwolnić ze stanowisk kilku skorumpowanych prokuratorów, lecz przede wszystkim na tym, żeby zamknąć oszukańcze call center. A one jak działały — tak działają. Tylko teraz nie płacą już haraczu Kropywie — i to cała różnica.
Najważniejsze dla społeczeństwa jest to, aby ta walka była wzajemna. Aby skorumpowani pracownicy NABU ujawniali skorumpowanych prokuratorów i odwrotnie. Bo jeśli któraś z tych dwóch grup zmonopolizuje przepływy korupcyjne, Ukraina jako państwo bardzo szybko przestanie istnieć wskutek katastrofy wojennej i gospodarczej.
Strzelanina na Berezniakach między HUR a SBU — wojna o oszukańcze call center?
To zdecydowanie nie jest pierwsza strzelanina między wysokimi dostojnikami. Przypomnę, że w grudniu 2015 roku żołnierze Centrum Operacji Specjalnych „A” SBU szturmowali tajne mieszkanie HUR na Oboloni. W wyniku strzelaniny zginął zarówno tajny współpracownik HUR Ołeh Mużczyl, jak i funkcjonariusz CSO „A” SBU Andrij Kuzmenko. W lipcu 2020 roku pracownicy SBU zatrzymali w Kijowie, na Pozniakach, Andrija Bajdałę — szefa grupy dywersyjno-rozpoznawczej HUR, któremu przedstawiono zarzut nielegalnego posiadania broni. W marcu 2022 roku pracownicy 5. Zarządu Departamentu Kontrwywiadu SBU zastrzelili tajnego współpracownika HUR Denysa Kirejewa. A więc nic nowego — wszystko jak zawsze.
O przestępczym biznesie walczących ze sobą wysokich rangą stron można opowiadać długo. Ale, o ile rozumiem, tym razem przyczyną starcia była postawa byłego szefa HUR i obecnego szefa Biura Prezydenta Budanowa, który blokuje mianowanie pełnoprawnym szefem SBU swojego wieloletniego wroga Ołeksandra Pokłada — byłego szefa tego samego 5. Zarządu DKR SBU, który skrócił życie Kirejewa. Aby uczynić Budanowa bardziej ugodowym, potomkowie Dzierżyńskiego porwali wojskowego HUR — obywatela Rosji Stepana Hryhorowycza Kapłunowa, który wie wiele o biznesie Budanowa.
Aby zrozumieć, kim są wojskowi HUR, zaznaczę, że tego Kapłunowa wraz z dwoma wspólnikami — Ołeksandrem Lewonowiczem Ładykiem i Denysem Ołeksandrowyczem Tkalyczem — od lutego 2020 roku sądzi Sąd Rejonowy Dniprowski w Kijowie za bandytyzm i nielegalny obrót narkotykami. W maju 2025 roku postępowanie zawieszono z powodu mobilizacji oskarżonych. Jednak 27 sierpnia 2026 roku jeden ze wspólników Kapłunowa, który obecnie fikcyjnie figuruje w Gwardii Narodowej jako instruktor rozpoznania, został aresztowany przez Sąd Miejski w Chmielnickim za wymuszenie.
Po tym, jak Kapłunow podczas przesłuchań złożył zeznania na Kyryła Ołeksijowycza, potomkowie Dzierżyńskiego zawieźli Kapłunowa do tajnego mieszkania HUR przy ulicy Jurija Szumskiego. Ale tam czekała już na nich zasadzka — oddział HUR odbił Kapłunowa. Jednym słowem, zwykłe bandyckie porachunki.
Budanow, Mudra i granica nietykalności wysokich rangą urzędników
Nawet te protokoły czynności operacyjno-rozpoznawczych, które zostały odszyfrowane i dołączone do wniosku o zastosowanie środka zapobiegawczego wobec Mudrej i Mykytasia, w zupełności wystarczą, aby wysłać Budanowa do aresztu śledczego. Mam te protokoły i obecnie stopniowo publikuję je na swoim kanale Telegram.
Najzabawniejszy epizod to ten, w którym Mudra opowiada Mykytasiowi, jak Budanow, mianowany w styczniu 2026 roku szefem Biura Prezydenta, po raz pierwszy wypłacał jej nieoficjalne wynagrodzenie. Tyle że nie w kopercie — taka suma nie zmieściłaby się w kopercie — lecz włożył pieniądze do czapki. Za czasów Jermaka Mudra otrzymywała „na szpilki” co miesiąc 30 tys. dolarów, oprócz oficjalnej pensji pracowników Biura Prezydenta. Po mianowaniu Budanowa szefem Biura Prezydenta Mudra zgodziła się zmniejszyć kwotę do 20 tys. dolarów. Ale Budanow o tym zapomniał i przy pierwszej wypłacie włożył Mudrej do czapki 30 tys. dolarów.
Mudra, jako uczciwa osoba, po przeliczeniu pieniędzy i odkryciu pomyłki poszła do Budanowa, aby zwrócić nadwyżkę. Ale Kyryło Ołeksijowycz, będąc dżentelmenem, powiedział, żeby Mudra zatrzymała dodatkową „dziesiątkę”, a w następnym miesiącu wypłaci jej nie 30, lecz 20 tys. dolarów. Wszystko to zostało zarejestrowane przez NABU, a relacja Mudrej o „Kirile” została nawet przekazana do WAKS przy wyborze środka zapobiegawczego, jednak w materiałach NABU pracownik Biura Prezydenta o imieniu „Kiril” lub „Kiril Aleksiejewicz” figuruje jako „nieustalona przez śledztwo osoba spośród pracowników Biura Prezydenta Ukrainy”.
Dzieje się tak dlatego, że obecnie Krywonos i Kłymenko nie mają żadnej potrzeby pociągania Budanowa do odpowiedzialności karnej. Ponieważ ci skorumpowani dostojnicy nie zajmują się walką z korupcją — dbają wyłącznie o własne interesy finansowe, a Budanow im nie przeszkadza. Co innego, jeśli zechcą zamienić neutralnego Budanowa na lojalnego Tatarowa. Przynajmniej od dawna słyszę, że Krywonos wraz ze swoim trubadurem Szabuninem chodzą po ambasadach i opowiadają, że w Biurze Prezydenta jest tylko jeden prawdziwy menedżer i porządny człowiek — Ołeh Jurijowycz Tatarow, którego należy mianować szefem Biura Prezydenta.
Budanow może również otrzymać podejrzenie, jeśli będzie kandydował w kolejnych wyborach prezydenckich. Dla Krywonosa i Kłymenki strategiczną kwestią jest doprowadzenie do prezydentury człowieka, który zagwarantuje im nietykalność. Obecnie za takiego kandydata uważany jest Mychajło Fiodorow. Jeśli tylko Budanow również spróbuje kandydować, dowie się, kim jest pracownik Biura Prezydenta o imieniu „Kiril Aleksiejewicz”, występujący w protokołach niejawnych czynności śledczych.
Czy śledztwo antykorupcyjne może dotrzeć do prezydenta
Urzędujący prezydent nie może być podmiotem postępowania karnego. Zgodnie z częścią 5 artykułu 216 Kodeksu postępowania karnego Ukrainy detektywi NABU prowadzą postępowania przygotowawcze w sprawach przestępstw określonych w konkretnych artykułach Kodeksu karnego, jeśli przestępstwo zostało popełnione przez Prezydenta Ukrainy, którego kadencja się zakończyła. Oznacza to, że osoba monarsza musi najpierw zostać w jakiś sposób pozbawiona władzy. Konstytucja przewiduje zresztą taki sposób odsunięcia prezydenta od władzy jak impeachment, ale biorąc pod uwagę, że Ukraina jest monarchią absolutną, a Konstytucja pełni wyłącznie dekoracyjną i obrzędową funkcję, żadnego impeachmentu być nie może.
Krywonosowi i Kłymence nie jest jednak potrzebne postępowanie karne przeciwko Zełenskiemu — protokoły NŚRD są im potrzebne wyłącznie do szantażu. Na przykład obecnie żądają od Zełenskiego wniesienia do Rady Najwyższej wniosku o powołanie Kłymenki na prokuratora generalnego.
„Wycieki” z NABU jako narzędzie politycznego szantażu
Aby zgodnie z prawem prowadzić postępowanie karne, funkcjonariusze organów ścigania nie potrzebują żadnych „wycieków”. Jeśli jednak NABU urządza publiczne spektakle i za pośrednictwem własnych korespondentów, którzy z jakiegoś powodu nazywają siebie „dziennikarzami”, publikuje materiały postępowania przygotowawczego, oznacza to, że w ten sposób dyrektor NABU kogoś szantażuje — albo w celu uzyskania pieniędzy za zamknięcie sprawy (jak miało to miejsce w przypadku byłego zastępcy prokuratora generalnego Werbickiego), albo w celu uzyskania korzystnej decyzji politycznej.
Od dawna wiadomo, w jaki sposób na polecenie Krywonosa z NABU wynoszone są i przekazywane „aktywistom” materiały postępowań karnych. Na przykład kiedy starszy detektyw NABU Biriukow w lipcu 2025 roku skopiował i przekazał Szabuninowi materiały postępowania karnego prowadzonego w NABU na podstawie mojego zawiadomienia, ustaliłem nie tylko z dokładnością co do minuty, jak to się odbywało, ale również doprowadziłem do zarejestrowania w DBR postępowania karnego w sprawie ujawnienia danych postępowania przygotowawczego.
W styczniu 2026 roku DBR umorzyło sprawę Biriukowa, ale sąd, na podstawie mojej skargi, uchylił postanowienie o umorzeniu jako niezgodne z prawem. Żadne śledztwo jednak nie jest prowadzone. Wszystko to jest skutkiem tego, że na Ukrainie od wielu lat nie ma prokuratora generalnego — czyli osoby odpowiedzialnej za przestrzeganie porządku prawnego w państwie. Ostatnim był Bohdan Wasylowycz Ferenc, który w kwietniu–lipcu 1998 roku pełnił obowiązki prokuratora generalnego.
Korupcja w wojsku: dlaczego wojskowi boją się mówić o dowódcach
Takie oświadczenia Ministerstwa Obrony nie wywołują niczego poza śmiechem. Już we wrześniu 2019 roku uchwalono ustawę likwidującą jedyny organ zapewniający choćby minimalne utrzymanie porządku prawnego w Siłach Zbrojnych Ukrainy i innych formacjach wojskowych — prokuraturę wojskową. Projekt ustawy przygotował nieżyjący już Portnow — likwidacja prokuratury wojskowej była idée fixe Andrija Wołodymyrowycza. Po raz pierwszy doprowadził do tego za czasów Janukowycza, w 2014 roku prokuraturę wojskową przywrócono, ale po inauguracji Zełenskiego Portnowowi udało się wprowadzić do Prokuratury Generalnej własny zespół — Riaboszapkę, Kaskę, Czumaka — i za pośrednictwem ówczesnego szefa Biura Prezydenta Bohdana przepchnąć zmiany w ustawie „O prokuraturze” dotyczące likwidacji prokuratury wojskowej. Dlatego obecnie wszystkie skargi wojskowych Ministerstwo Obrony przesyła dowódcom jednostek, na których wojskowi się skarżą — do rozpatrzenia. Innego wariantu po prostu nie ma.
Nawet jeśli jednak prokuratura wojskowa zostanie przywrócona, nie będzie miała możliwości zapobiegania naruszeniom prawa. W Ukrainie nadzór nad przestrzeganiem prawa przez podmioty prawa publicznego — w szczególności urzędników i wojskowych — został z inicjatywy tego samego Portnowa i przy pomocy zawodowych „aktywistów społecznych” zlikwidowany jeszcze w październiku 2014 roku. Z tej okazji do Rady Najwyższej przyjechał Proszенko, który wezwał deputowanych do poparcia projektu ustawy o likwidacji nadzoru prokuratorskiego, ponieważ — jak twierdził — była to ustawa prezydencka. Petro Ołeksijowycz zapomniał tylko podać nazwisko prezydenta, który ją wniósł — projekt został opracowany przez Portnowa i wniesiony do Rady Najwyższej przez Janukowycza w listopadzie 2013 roku.
Fikcyjna służba Szabunina i ci, którzy mogli zapewniać mu nietykalność
Nie tylko piszę o fikcyjnej służbie Szabunina. Przede wszystkim jestem wnioskodawcą w postępowaniu karnym zarejestrowanym w związku z uchylaniem się od służby wojskowej przez Szabunina, żołnierza powołanego w ramach mobilizacji, oraz popełnieniem przez niego oszustwa. Od 29 listopada 2025 roku akt oskarżenia wobec Szabunina i byłego dowódcy batalionu, podpułkownika Juszkо, jest rozpatrywany przez Sąd Rejonowy Peczerski. Zostałem wpisany na listę świadków, którzy mają zostać przesłuchani przez sąd.
Obecnie do sądu skierowano tylko jeden epizod: zgodnie z opisem sprawy żołnierz 207. samodzielnego batalionu Szabunin przez pięć miesięcy nie pojawiał się w swojej jednostce wojskowej, mieszkał w domu i prowadził działalność gospodarczą. Na wypadek kontroli co miesiąc przekazywał dowódcy batalionu pisma podpisane przez swoich przyjaciół — szefa NAKC Nowikowa i zastępcę szefa NAKC Sytnyka — z prośbą o oddelegowanie żołnierza Szabunina do NAKC w celu odbywania służby wojskowej. Na podstawie tych pism podpułkownik Juszkо wydawał rozkazy o fikcyjnych oddelegowaniach, a także wypłacał Szabuninowi uposażenie wojskowe, a nawet dodatkowe wynagrodzenie za wykonywanie zadań bojowych.
Pozostałe epizody nie są badane — chodzi o samowolne opuszczenie przez Szabunina miejsca służby, fikcyjne oddelegowania do innych instytucji cywilnych, na przykład do charkowskiego i mikołajowskiego centrum pomocy humanitarnej, gdzie Szabunin miał rzekomo odbywać służbę, a także o wykorzystanie świadomie sfałszowanego zaświadczenia o udziale w działaniach bojowych. Tymczasem śledztwo dotyczące tego jedynego epizodu, który trafił do sądu, przez ponad rok było blokowane przez Biuro Prezydenta. Powód ujawnił się, gdy udało się „zhakować” telefon Szabunina — jest on bliskim przyjacielem byłego zastępcy szefa Biura Prezydenta Andrija Smyrnova, którego obecnie WAKS sądzi za nielegalne wzbogacenie. Ponadto nietykalność Szabunina miał zapewniać minister obrony Rustem Umierow, którego schematy korupcyjne Szabunin i jego współpracowniczka Daria Kaleniuk obsługiwali własnymi ustami.
Takich jak Szabunin w armii są dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy. Ludzie fikcyjnie figurują jako odbywający służbę wojskową, otrzymują uposażenie, a nawet status uczestnika działań bojowych, ale mieszkają w domu, prowadzą spokojne życie i płacą dowódcom za możliwość uchylania się od służby. Na przykład w 207. samodzielnym batalionie OT, oprócz Szabunina, fikcyjnie służyło jeszcze ponad 20 „żołnierzy”, w tym trzykrotnie skazany za kradzieże mieszkaniowe „aktywistа” Szerembej. Nikt jednak niczego nie bada. Na podstawie mojego zawiadomienia dotyczącego Szerembeja postępowanie karne zarejestrowano jeszcze 9 maja 2024 roku — jak się okazało, tego „wojownika” ani dowódca drużyny, ani dowódca plutonu nigdy na oczy nie widzieli. Do dziś w tej sprawie nie przeprowadzono ani jednej czynności śledczej.
A wszystko dlatego, że tak zwani „aktywiści społeczni” są ogniwem w korupcyjnych machlojkach. Nie tylko kradną międzynarodową pomoc, którą zachodni partnerzy przekazują Ukrainie, ale również obsługują schematy skorumpowanej ukraińskiej władzy. Jednocześnie w porozumieniu z władzą urządzają publiczne spektakle z krytyką korupcjonistów, do których sami należą.
Jaka sprawa mogłaby dowieść, że NABU i SAP rzeczywiście stały się niezależne
Takich spraw są dziesiątki: to postępowanie karne dotyczące nadużycia stanowiska przez szefa NAKC Nowikowa i zastępcę szefa NAKC Sytnyka na korzyść żołnierza 207. samodzielnego batalionu OT Szabunina, postępowanie karne dotyczące grupy przestępczej złożonej z Rzecznika Praw Obywatelskich Ukrainy Łubinca, szefa jego sekretariatu Wierwiejki i szefa Państwowej Służby Łączności Specjalnej Potija, a także postępowanie karne wobec byłego zastępcy prokuratora generalnego Werbickiego i inne. Wszystkie te postępowania są zarejestrowane w NABU, ale nie są prowadzone, ponieważ zostały „sprzedane i przepite”. Są też setki spraw, które umorzono — wobec zastępcy szefa Biura Prezydenta Tatarowa, byłego deputowanego Diejdeja oraz sędziów i prokuratorów, którzy uczynili go „niekaranym”, a także tak zwana „sprawa plecaków Awakowa”, nielegalnie zamknięta przez NABU na żądanie ambasady amerykańskiej.
Przez 11 lat istnienia NABU organ ten ani razu nie przeszedł przewidzianego ustawą audytu, jest całkowicie pozbawiony kontroli. Jeśli prokuratura, policja i DBR przynajmniej częściowo, choćby od czasu do czasu, wykonują funkcje społecznie użyteczne, między innymi dzięki publicznej krytyce i elementom kontroli parlamentarnej, to NABU działa wyłącznie na rzecz wzbogacenia dwóch osób — dyrektora NABU i szefa SAP. W związku z tym można nie mieć wątpliwości, że żadnych pozytywnych zmian w działalności NABU nie będzie.
Kto stanie się kolejną antykorupcyjną sensacją jesieni 2026 roku
Nikt nie wie, jaka sprawa może stać się podstawą kolejnego „skandalu antykorupcyjnego”, w tym również dyrektor NABU, ponieważ postępowania karne Krywonos i Kłymenko prowadzą w zależności od sytuacji politycznej i własnych potrzeb. Na przykład w październiku–grudniu 2025 roku NABU nagle „obudziło się” w sprawie Julii Tymoszenko, w styczniu 2026 roku przeprowadzono przeszukania w jej gabinecie oraz gabinecie deputowanego Rady Najwyższej Serhija Własenkо, a Tymoszenko przedstawiono podejrzenie dotyczące zamiaru złożenia jakimś nieznanym deputowanym propozycji korzyści majątkowej — rzekomo zamiar ten wyraziła w rozmowie z osobą, której NABU nie ujawnia i która najwyraźniej działała pod kontrolą NABU w celu sprowokowania przestępstwa.
To nagłe zainteresowanie NABU Tymoszenko i Własenkiem tłumaczy się tym, że w czerwcu 2025 roku powołano Tymczasową Komisję Śledczą Rady Najwyższej Ukrainy ds. badania możliwych przypadków korupcji lub przestępstw związanych z korupcją w organach ścigania, sądach i organach sądownictwa, na której czele stanął deputowany Własenkо. TSK miała zająć się badaniem korupcyjnych działań kierownictwa NABU i SAP, co poważnie przestraszyło Krywonosa, którego TSK wielokrotnie wzywała na swoje posiedzenia, ale ani razu się na nich nie pojawił.
Aby zneutralizować TSK, do Tymoszenko wysłano prowokatora, w gabinecie Własenkо w biurze partyjnym przeprowadzono przeszukanie, po czym Julia Wołodymyriwna i Serhij Wołodymyrowycz zrozumieli, czego się od nich wymaga — TSK sporządziła jakiś formalny raport i zakończyła działalność.
Jeśli zestawić daty czynności śledczych w innych głośnych postępowaniach — dotyczących Mindicza, Mudrej i innych — z datami wydarzeń politycznych, nietrudno dostrzec oczywistą korelację. Dlatego zgadywanie, kto będzie następny w kolejce po podejrzenie od NABU, jest stratą czasu. Uczciwych ludzi w ukraińskiej polityce niemal nie ma, a tego, kogo Krywonos i Kłymenko wybiorą na ofiarę, przewidzieć się nie da, ponieważ będzie to zależeć albo od zdolności figuranta do podzielenia się niezarobkowymi dochodami, albo od tego, czy postępowanie karne będzie można wykorzystać do politycznego zniszczenia przeciwnika.
Czytaj nas na Telegram i Sends