„Przekroczyliśmy punkt, z którego nie ma już odwrotu”: były prokurator SAP Bronewicki o dymisji Kravczenki i mafii call center
15 września 2026 17:06„Zamiast specjalistów – idioci i pracownicy tymczasowi, zamiast pracy – ładne obrazki generowane przez sztuczną inteligencję”. Były prokurator SAP Stanisław Bronewicki szczerze opowiada o tym, dlaczego ukraiński system administracji państwowej idzie na dno. O porażkach kadrowych, rozpadzie prokuratury, braku pamięci instytucjonalnej oraz o tym, dlaczego władze powinny wreszcie „wysiąść z ciepłej wanny” i porozmawiać ze społeczeństwem jak dorośli.
Co tydzień w kręgach władzy rozbrzmiewają głośne skandale korupcyjne: „Kanclerz”, „Królowa”, „Forrest Gump”, a gdzieś w ukryciu „Cesarz”. Prokuratura Generalna „chroniła” branżę call center, które już dawno zmieniły profil działalności z obsługi Rosjan na obsługę obywateli Ukrainy i UE.
Według danych NABU i SAP, organizacją tego procederu oskarża się urzędnika Prokuratury Generalnej Siergieja Kropiwę („Kanclerz”), a budowa tego imperium w zadziwiający sposób zbiegła się w czasie z mianowaniem Rusłana Kravczenki, którego dosłownie dzień wcześniej odwołano ze stanowiska w wyniku głosowania w Radzie Najwyższej.
O katastrofie kadrowej, iluzorycznych raportach dla mediów społecznościowych oraz punkcie bez powrotu, po którym władze powinny wyjść z „ciepłej kąpieli” i porozmawiać z krajem jak dorośli — po raz kolejny, i to nie po raz ostatni, rozmawialiśmy z prokuratorem SAP (lata 2020–2024), a obecnie śledczym Stanisławem Bronevickim. Poniżej — bezpośrednia wypowiedź prawnika.
Sprawa Midas: próba ognia w postaci tysięcy godzin nagrań audio
Tej jesieni — przede wszystkim — dobiegnie końca śledztwo w sprawie Midas. 10 listopada upływa termin postępowania przygotowawczego, a do tego czasu strona oskarżenia musi zakończyć czynności procesowe i przekazać materiały stronie obrony do zapoznania się.
Pierwszy i najważniejszy wynik. Dlaczego ma on tak zasadnicze znaczenie? Ponieważ na początku śledztwa w sprawie Midas zarówno kierownictwo NABU, jak i kierownictwo SAP głośno i publicznie mówiło o tysiącach godzin nagrań audio. I oto wreszcie strona obrony będzie miała możliwość wysłuchania tych tysięcy godzin – nie kilku kilkudziesięciu minut wyodrębnionych osobno, ale całego zbioru rozmów.
Jeśli tak się nie stanie, jeśli strona obrony nie otrzyma całości, będzie to bardzo poważna pomyłka strony oskarżenia. Adwokaci będą bowiem, co jest całkowicie logiczne, domagać się pełnych nagrań. To właśnie ten przypadek, w którym NABU i SAP, słowami swoich szefów, same zaprowadziły się w ślepy zaułek.
Sprawa „Kartagina”: czystka w Biurze Prokuratora Generalnego i ślad w Ternopilu
Drugim ważnym wątkiem jest aktywny etap sprawy „Kartagina”. W tym przypadku należy zasadniczo mówić właśnie o wyniku prawnym, a nie politycznym.
Na razie obserwujemy jedynie konsekwencje polityczne w postaci dymisji prokuratora generalnego Kravchenko. Równolegle trwają czystki kadrowe wśród urzędników niższych szczebli oraz na szczeblu regionalnym. Stanowisko opuszcza pierwsza zastępczyni prokuratora generalnego Maria Wdowiczenko, która kierowała tymi samymi obszarami i „windami”, co Kropiwa. Zwolniono urzędników prokuratury obwodowej w Czerkasach – zastępcę kierownika Maksyma Tompela oraz jego partnerkę Didycz, która jest jednocześnie rodową siostrą kanclerza Kropivy. W urzędzie skarbowym w Ternopilu przeprowadzono przeszukania u dyrektorki i jej zastępców w sprawie uzyskania nielegalnych korzyści przez trzy przedsiębiorstwa.
Epizod z Ternopila jest szczególnie interesujący, ponieważ ze źródeł w kręgach związanych z Karfagenem wiadomo o dawnych bardzo bliskich powiązaniach między Kravczenkiem a szefową ternopilskiej służby podatkowej. Na opublikowanych „nagraniach” znajdują się odpowiednie informacje, dlatego detektywi z NABU udali się właśnie tam z przeszukaniami i nie było to wcale przypadkowe.
Czego tak naprawdę społeczeństwo oczekuje od sprawy „Karthago”
Jeśli śledztwo zakończy się jedynie głośnymi dymisjami Kravczenki, Wdowiczenki i ich otoczenia, będzie to oznaczało jedno: śledztwo wszczęto wyłącznie dla uzyskania tymczasowego efektu politycznego. A społeczeństwo chce realnych rezultatów w walce z czarnym rynkiem oszukańczych call center. Organy ścigania muszą jasno podać łączną liczbę takich obiektów, z których co miesiąc pobierali haracz urzędnicy Biura Prokuratora Generalnego, oraz ujawnić nazwiska rzeczywistych właścicieli tej branży. W końcu taka sieć to nie tylko kilka osób z telefonami, ale ogromne pomieszczenia, drogi sprzęt, cały system rekrutacji z działami HR, operatorzy pierwszego kontaktu oraz wykupywanie wyciekłych baz danych na czarnym rynku.
Ponadto w schemat zaangażowana jest rozbudowana infrastruktura finansowa. Mowa tu o setkach „pośredników”, którzy udostępniają swoje karty bankowe do transferu skradzionych środków, banki, które udają, że nie zauważają podejrzanych transakcji, organy nadzoru finansowego oraz inne organy ścigania, które przez lata równolegle pobierały daninę z tego biznesu.
Jeśli cała zbrodnia polegała na tym, że pracownicy prokuratury brali pieniądze za „ochronę”, to te call center kupowały sobie możliwość swobodnego działania. Dlatego organy ścigania muszą nie tylko ujawnić mafię prokuratorską, która czerpała zyski z tego procederu, ale całkowicie zlikwidować samą sieć call center, pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy przekazywali pieniądze Kanclerzowi-Kropiwowi, oraz podać dokładne kwoty haraczu wyciąganego przez cały okres działalności tej struktury. To 5,7, 10 milionów dolarów. Nie znamy dokładnej kwoty, ale doskonale rozumiemy, że chodzi tam naprawdę o kolosalne sumy.
Nie tylko OGP: do funkcjonowania call center potrzebna jest zmowa wszystkich organów ścigania
Do działania oszukańczych call center zasoby jednej prokuratury są zdecydowanie niewystarczające. W tym systemie muszą być zaangażowane banki, Państwowy Monitor Finansowy, służba podatkowa i inne organy ścigania. W milczeniu „zielone światło” muszą dać absolutnie wszyscy, ponieważ każda z tych struktur dysponuje pełnym zestawem narzędzi, aby natychmiast zatrzymać lub zablokować taką działalność jako ryzykowną. Urząd skarbowy, dostrzegając podejrzaną aktywność setek jednoosobowych przedsiębiorców składających zerowe deklaracje w ogromnych wynajmowanych biurach, ma obowiązek natychmiast powiadomić Biuro ds. Zwalczania Prania Pieniędzy (BEB). Państwo dysponuje wszelkimi możliwościami identyfikacji takich schematów już na początkowym etapie.
Dlatego przekonanie, że w tej branży działa wyłącznie prokuratura, jest iluzją. Prokuratura wkracza dopiero na etapie postępowania przygotowawczego, gdy sprawa już istnieje, a prokuratorzy informują „chroniony” biznes o konkretnej miesięcznej opłacie. Aby jednak sieć nie była wstrząsana ciągłymi wizytami to Nationalnej Służby Bezpieczeństwa, to BEB, to urzędników skarbowych, wszyscy muszą być zaspokojeni. Zreformowana BEB, DBR, policja i, całkiem prawdopodobnie, Służba Bezpieczeństwa Ukrainy – wszystkie te instytucje były częścią tego systemu. Prokuratura natomiast koordynowała to wszystko, korzystając ze swoich uprawnień nadzorczych nad wszystkimi strukturami siłowymi. To ona samodzielnie decydowała, gdzie przeprowadzać przeszukania, a gdzie nie. Z inicjatywy Kropivy przeszukania przeprowadzano właśnie w „niepożądanych” centrach obsługi telefonicznej, które odmawiały płacenia.
„Szef za mną”: dlaczego Kropiwa nie mógł działać bez wiedzy prokuratora generalnego
Kropiwa zajmował stosunkowo skromne stanowisko zastępcy szefa departamentu współpracy międzynarodowo-prawnej Prokuratury Generalnej. W rzeczywistości jednak wszystko sprowadzał do siebie, faktycznie kierował działaniami innych funkcjonariuszy organów ścigania i otwarcie występował w imieniu prokuratora generalnego. Jedynie jedna osoba w kraju mogła powierzyć urzędnikowi tak nieodpowiednie i nadmiernie rozbudowane uprawnienia — sam prokurator generalny.
Gdyby Kropiwa działał samodzielnie jako „samozwańczy przywódca”, szefowie innych służb (na przykład Policji Narodowej) natychmiast zadzwoniliby do prokuratora generalnego ze skargą i żądaniem, by ten okiełznał lub zwolnił podwładnego. System jest zbyt hermetyczny, nie da się ukryć działań na taką skalę. Rusłan Kravczenko, który po mianowaniu do Biura Prokuratora Generalnego ściągnął tam Kropiwę (ten wcześniej pracował w cyberpolicji i Odesskiej Administracji Obwodowej), nie tylko wiedział o tej działalności. Bez jego zgody i wsparcia rozprzestrzenienie się tego rodzaju „koszmaru” w call center na skalę ogólnokrajową byłoby fizycznie niemożliwe. Prokurator generalny więc nie tylko był o tym poinformowany — był w pełni „w temacie”.
Puste koperty i inne dowody: co udowodni winę kierownictwa OGP
W codziennym życiu społeczeństwo rozumie, że kierownictwo prokuratury było zarówno „w temacie”, jak i „w grze”. Podczas przeszukań w mieszkaniu prokuratora generalnego znaleziono nawet puste koperty, które z prawnego punktu widzenia nie stanowią dowodu. Organ prowadzący dochodzenie przedprocesowe ma obowiązek jednoznacznie udowodnić fakt uzyskania nielegalnej korzyści, ustalić dokładne kwoty, źródła ich pochodzenia oraz przedstawić sądowi niepodważalne materiały, a nie wyłącznie puste koperty, przy których każdy akt oskarżenia się rozpadnie.
Działalność call center nasiliła się od początku pełnej inwazji, często pod przykrywką „działalności przeciwko RF” i pomocy dla armii. Obecna aktywizacja organów antykorupcyjnych oraz publiczne inicjatywy prezydenta z 2 września dotyczące likwidacji tych sieci wskazują, że sytuacja dotarła do najwyższego szczebla politycznego, gdzie od organów ścigania w końcu wymaga się zamknięcia tego rozdziału korupcji.
„Kartagina” domaga się wyroków
Skala wzbogacenia się Kanclera-Kropivy jest oszałamiająca. Tylko z materiałów sądowych wynika, że krążyły tam ogromne kwoty: bliscy krewni otwierali konta warte miliony, a majątek i nieruchomości były wykupywane na jego „Muzę” – Elżbietę. Przestępczy schemat opiewa na miliony.
Śledztwo powinno ustalić rzeczywiste rozmiary i przynieść wynik procesowy. Wtedy będzie to finał w ramach prawa karnego, a nie tylko polityczna rozprawa, jak w przypadku zastrzelenia Kravczenki i zamknięcia sprawy na tym etapie. Jeśli śledztwo zostało wszczęte wyłącznie w celu usunięcia prokuratora generalnego, do którego szefowie organów antykorupcyjnych żywią szczególną „miłość” po zeszłorocznym ataku na Urząd Antykorupcyjny oraz głosowaniach nad głośnymi projektami ustaw, granica między postępowaniem karnym a polityką zostanie całkowicie zatarta.
Śledztwo w sprawie Mudryj i Mykitas wkroczyło już w fazę aktywną. Wobec kluczowych oskarżonych stosuje się środki zabezpieczające, a Mudra od miesiąca przebywa w areszcie. Nie należy jednak oczekiwać szybkiego zakończenia sprawy jesienią: czynności procesowe będą trwały długo, pojawią się nowe, interesujące wątki, choć organom ścigania należy dać możliwość spokojnej pracy bez przedwczesnego ujawniania poufnych informacji.
Fenomen Muzy: podejrzenie o legalizację
Formalnie historia Elżbiety Iwachnenko wygląda jak banalne otrzymywanie kosztownych prezentów. Jednak z charakteru ich rozmów wynika, że dziewczyna zdawała sobie sprawę z nie do końca „czystego” pochodzenia środków, które były wydawane na jej podróże, majątek i samochody. Ponadto na jej nazwisko zarejestrowano jednoosobową działalność gospodarczą, za pośrednictwem której gotówka była wprowadzana do obiegu cywilnego.
Jednak mówienie o procesie jest jeszcze przedwczesne – postawiono jej jedynie zarzut pomocnictwa w legalizacji nielegalnych dochodów. Prokuratorom czeka trudne zadanie: muszą udowodnić nie tylko przestępcze pochodzenie środków, ale także istnienie u dziewczyny bezpośredniego zamiaru właśnie ich legalizacji. Jak dotąd z materiałów z posiedzeń sądowych nie wynika bezpośredni zamiar, a cała sprawa coraz bardziej przypomina utrzymywanie kochanki.
Najprawdopodobniej śledztwo stosuje taktykę wymuszania ugody. Podczas ustalania środka zabezpieczającego Iwachnenko osobiście oświadczyła, że zaraz po zatrzymaniu prokurator nakłaniał ją do złożenia zeznań. Detektywi najwyraźniej liczą na uzyskanie zeznań przeciwko Kropiwowi i byłemu prokuratorowi generalnemu, biorąc pod uwagę ich wspólne wyjazdy do Hiszpanii. O zamiarze „złamania” podejrzanej świadczy również nieproporcjonalna kaucja w wysokości 20 mln hrywien. Nierównowaga jest oczywista: 24-letniej dziewczynie wyznaczono taką samą kwotę, jak znaczącym osobom na poziomie Mudrowej, podczas gdy w przypadku Stefanišiny kaucja wyniosła zaledwie 6 mln hrywien. Taką nieproporcjonalną kwotę ustalono świadomie — aby poprzez pobyt w areszcie zmusić Iwachnenko do zeznań.
Dlaczego władze nagle wypowiedziały wojnę centrom obsługi telefonicznej
Zsynchronizowanie publicznych oświadczeń i działań antykorupcjonistów we wrześniu wydaje się zasadniczo znamienne. Najpierw prezydent wysuwa inicjatywę dotyczącą zaostrzenia odpowiedzialności za działalność oszukańczych call center i proponuje nowe projekty ustaw, a już dwa dni później NABU i SAP rozpoczynają głośną realizację sprawy „Kartagina”. Takie zbieżność wydarzeń w czasie wskazuje na prawdopodobny wyciek informacji o przygotowaniach do operacji specjalnej prowadzonej przez antykorupcjonistów. Bankowa faktycznie wykonała ruch wyprzedzający, aby przejąć inicjatywę i zademonstrować społeczeństwu niepohamowaną chęć walki z tą branżą.
Teza, że call center rzekomo działają w interesie Sił Zbrojnych Ukrainy, ponieważ „nękają” rosyjski sektor finansowy, jest świadomą manipulacją i próbą usprawiedliwienia zwykłego wzbogacania się. Z czasem branża ta przeniosła swoją działalność na rynki europejskie, amerykańskie oraz do krajów WNP. Oznacza to, że oszuści zaczęli atakować właśnie naszych międzynarodowych partnerów. Na szczycie tej piramidy zawsze znajdowały się pieniądze, a nie pomoc dla armii. Co więcej, znaczna część zdefraudowanych środków pochodzących z korupcji, które pierwotnie miały rosyjskie pochodzenie, przez lata była rozdzielana wśród ukraińskich urzędników i funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa w postaci nielegalnych korzyści za niezakłócone funkcjonowanie tego systemu.
Degradacja prokuratury: pion totalnej korupcji
Obecny stan organów prokuratury świadczy o głębokiej degradacji systemowej. O ile wcześniej do powołania do Prokuratury Generalnej wymagano co najmniej 5-letniego stażu pracy w jednostkach terytorialnych i obwodowych w celu zdobycia doświadczenia, o tyle obecnie na stanowiska kierownicze w aparacie centralnym trafiają przypadkowe osoby, które wcześniej cieszyły się wątpliwą reputacją w wielu strukturach. Zamiast pełnić funkcje konstytucyjne, urzędnicy faktycznie przekształcili tę instytucję w narzędzie skoordynowanego „ochroniarstwa” oraz wyłudzania pieniędzy od nielegalnych przedsiębiorstw.
Dowodem całkowitej kontroli nad przepływami finansowymi jest obecna praktyka, zgodnie z którą o wszelkich przeszukaniach planowanych przez jednostki rejonowe lub obwodowe na terenie całej Ukrainy należy z wyprzedzeniem informować przełożonych w Biurze Prokuratora Generalnego. Ma to na celu wyłącznie ostrzeżenie „odpowiednich” osób i kolejną monetyzację wpływów. Zlikwidowanie śledztwa i ogólnego nadzoru pod pretekstem reform europejskich nie pozbawiło systemu korupcji, a jedynie ostatecznie sprowadziło działalność organów ścigania do prywatnego wzbogacania się.
Kryzys zarządzania sektorowego
Głównym problemem obecnej hierarchii władzy jest niezdolność do publicznego przyznania się do własnych błędów kadrowych. Zamiast mianować specjalistów z danej dziedziny, którzy dogłębnie rozumieją specyfikę branży, kluczowe stanowiska od lat przyznawane są na zasadzie osobistej lojalności lub zakulisowych powiązań. Branżami powinni kierować profesjonaliści: energetyką – energetycy, służbą zdrowia – wyspecjalizowani urzędnicy medyczni, a prokuraturą – wykwalifikowani prokuratorzy. Tymczasem próby reformowania systemów organów ścigania i sądownictwa, trwające nieprzerwanie od 2014 roku z udziałem zewnętrznych aktywistów bez doświadczenia w rzeczywistym budowaniu państwa, doprowadziły jedynie do pogłębienia chaosu i utraty podstawowej funkcjonalności.
Logika mianowania „swoich” ludzi bez uwzględnienia ich kompetencji jest nonsensem, który nie ma miejsca w obszarach krytycznych dla państwa. Żadnemu kierownictwu nie przyszłoby do głowy, aby mianować na stanowisko Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych cywilnego dziennikarza lub prokuratora, ponieważ armią powinna kierować osoba doskonale znająca się na sprawach wojskowych. Jednak w sektorze cywilnym i organach ścigania podejście typu „jest z naszego kręgu, więc jakoś się nauczy” stało się normą. Świadczy to o głębokim kryzysie instytucjonalnym, w którym specjalistyczną wiedzę ostatecznie wyparła lojalność i chęć osób pełniących tymczasowe funkcje do utrzymania się na stanowiskach. Świadczy to również o filozofii osób pełniących tymczasowe funkcje: objąć stanowisko, jak najszybciej osobiście się wzbogacić, wyprowadzając milionowe majątki, i pozostawić po sobie całkowitą ruinę. W rezultacie instytucje ulegają zniszczeniu z powodu braku systemowej wizji, a każdy kolejny kierownik jedynie powiela korupcyjny schemat swojego poprzednika.
Wezwanie do dojrzałej dyskusji: jak wyjść z kryzysu egzystencjalnego
Społeczeństwo dostrzega rzeczywisty stan rzeczy i nie akceptuje już prób usprawiedliwiania kadrowych porażek. W obliczu zagrożenia egzystencjalnego i ciągłych ataków wroga na infrastrukturę cywilną i wojskową władze mają obowiązek przejść do uczciwej, dojrzałej rozmowy z obywatelami. Konieczne jest otwarcie przyznanie się do nagromadzonych błędów kadrowych, zaprzestanie praktyki mianowania nieefektywnych lojalistów oraz zaangażowanie w zarządzanie krajem prawdziwych specjalistów.
Społeczeństwo jest gotowe na sprawiedliwe zaciskanie pasa, ale pod warunkiem, że dla wszystkich będą obowiązywały równe zasady, a rządzący zrezygnują z czerpania zysków z wojny. Utrzymanie systemu pod podwójną presją agresji zewnętrznej i wewnętrznej korupcji jest możliwe jedynie poprzez powrót do uczciwego zarządzania państwem, w którym na czele strategicznych instytucji staną profesjonaliści zdolni do podejmowania odpowiedzialnych decyzji.
Czytaj nas na Telegram i Sends