$ 44.55 € 51.75 zł 11.99
+23° Kijów +23° Warszawa +30° Waszyngton
Sześć lat bez tradycyjnej klasy: jak nauka zdalna, wojna i NMT zmieniły ukraińskie szkolnictwo

Sześć lat bez tradycyjnej klasy: jak nauka zdalna, wojna i NMT zmieniły ukraińskie szkolnictwo

01 września 2026 17:16

«Gdyby ten uczeń przyszedł do klasy — nie dostałby swoich 12 punktów. A tak niektóre dzieci, które miały 5–6, nagle zaczęły dostawać 9–10. Czy stały się mądrzejsze w swojej wiedzy? Nie. Po prostu wzrosły im oceny». 

Tetiana K. opisuje jedną z konsekwencji nauczania zdalnego. Nauczycielka języka ukraińskiego i literatury z ponad 10-letnim stażem, pracuje w jednej ze szkół w obwodzie sumskim, gdzie ze względu na sytuację bezpieczeństwa nauka stacjonarna dla wielu dzieci jest po prostu niemożliwa. I nie tylko w obwodzie sumskim, ale w większości szkół na Ukrainie lekcja przed monitorem stała się zwykłą formą nauki. 

Tetiana zgodziła się opowiedzieć o tym, co dzieje się ze szkołą podczas nauki zdalnej, pod warunkiem zachowania anonimowości, bez obowiązkowego «błogosławieństwa» lokalnego wydziału edukacji, który przyzwyczajony jest do raportowania o «w pełni zabezpieczonym procesie edukacyjnym». Proces edukacyjny rzeczywiście trwa. Ale rzeczywistość, o której opowiadają pedagodzy ze zwykłej szkoły, bardzo różni się od sprawozdań urzędników. Według Tetiany, w ciągu ostatnich sześciu lat nauczyciele nauczyli się pracować online znacznie lepiej niż na początku pandemii. Ale wraz z tym zmieniły się same dzieci i ich stosunek do nauki.

«Wyślijcie zadanie na Viberze» i ChatGPT 

Kiedy w 2020 roku z powodu COVID szkoły nagle przeszły na nauczanie zdalne, nikt nie miał gotowego algorytmu. 

«Kiedy w 2020 roku z powodu COVID wszystko nagle zamknięto, to był szok dla wszystkich. W jednej chwili powiedziano nam: wszyscy przechodzą na tryb zdalny. Co to jest, dokąd poszliśmy, kto co robił? Nikt niczego nie rozumiał: 65-letnia nauczycielka z telefonem z klawiaturą, rodzice bez wykształcenia pedagogicznego, dzieci, którym trzeba wytłumaczyć całki. Wtedy próbowaliśmy przetrwać: wysyłaliśmy zadania na Viberze, nagrane na dyktafon wyjaśnienia reguł, jakieś filmy z YouTube», — wspomina Tetiana. 

W ciągu sześciu lat, od pierwszych kwarantann po pełnoskalową inwazję, ewakuacje, alarmy i blackouty, nauczanie zdalne przeszło kolosalną ewolucję. Pojawiły się Google Classroom, lekcje wideo, platformy edukacyjne. Nauczyciele nauczyli się montować lekcje i szukać wartościowych treści. Ale wraz z tym uczniowie szybko zrozumieli jeszcze jedną cechę nauczania zdalnego: dobre oceny można otrzymać nawet bez zrozumienia materiału. 

«Dziecko siedzi w domu, nikt go pilnie przy tablicy nie pyta. A obok mama, starszy brat lub siostra, w zakładkach na monitorze — Google, gotowe zadania, a teraz i ChatGPT. Uczniaczek napisał, mama wysłała — masz 12 punktów. Których raczej by nie otrzymał przy osobistej obecności na lekcji stacjonarnej. Wcześniej dziecko pisało wypracowanie i było parę stron. Czasami kilkoro dzieci oddawało identyczne prace i pisało się im: ściągnięte, przepisz. A teraz ChatGPT — to po prostu wspaniałe. Ile razy go zapytasz, za każdym razem daje inny wariant wypracowania». Nauczycielka znajduje się w dziwnej sytuacji: zna realny poziom ucznia, ale udowodnienie, że pracy nie napisał on sam, jest często niemożliwe. 

«Uczysz to dziecko od piątej klasy, a ono już kończy dziewiątą. Rozumiesz, że dziecko nie potrafi sklecić dwóch słów, jest bardzo niepiśmienne. A wypracowanie — idealne. Rozumiesz, skąd się wzięło, ale za rękę nie złapałaś i niczego udowodnić nie możesz». 

Tak na Ukrainie ukształtowało się całe pokolenie nastolatków, których podstawowa edukacja przypadła na Zoomy, zadania online, odwoływanie lekcji pod hasłem «poczekać na rodziców w schronie szkolnym». Dzieci nauczyły się szukać algorytmów, aby mieć dobre wyniki, ale w rzeczywistości katastrofalnie straciły na podstawowych umiejętnościach.

«Dzieci smutnie nie czytają»: kiedy program żyje własnym życiem 

Problem polega nie tylko na tym, twierdzi Tetiana, że dzieci nauczyły się ściągać. Tracą zdatność do pracy ze złożonymi tekstami i długiego utrzymywania uwagi. 

«Czy czytają literaturę podczas wakacji? Już właściwie nie. Dzieci teraz bardzo, bardzo smutnie czytają. Mówię im po ludzku: "Dzieci, w 7 klasie mamy wspaniałego "Ivanhoe", przeczytajcie latem, bo zimą przy innych zadaniach i lekcjach będzie wam trudno czytać jeszcze dużą powieść. Jednostki czytają. Reszta mówi: "Jeśli przeczytam latem — do zimy zapomnę". I co mam mu w wrześniu postawić? Dwóję za to, że nie przeczytał latem? Czytają już potem, w ciągu roku, albo przerabiają streszczenia», — wzdycha pedagog.

Straty edukacyjne, których nie widać w świadectwie 10 czy 11 punktów w dzienniku elektronicznym wcale nie oznacza, że dziecko naprawdę przyswoiło materiał. Jeśli zadanie zostało wykonane za pomocą ChatGPT, z podpowiedziami rodziców lub po prostu ściągnięte z internetu, w rezultacie jest tylko dobra ocena. Wiedzy od tego nie przybywa. Jak poważny jest to problem, pokazują wyniki międzynarodowego badania PISA-2022. 

Ukraińscy 15-latkowie stracili najwięcej właśnie w umiejętności czytania i rozumienia tekstu. Nie chodzi o to, czy dziecko potrafi składać słowa w zdania. Umiejętność czytania to zdolność rozumienia złożonego tekstu, odnajdywania w nim głównej myśli, odróżniania faktu od subiektywnej opinii autora, wyciągania wniosków i krytycznej oceny informacji. Według wyników PISA, ukraińscy nastolatkowie odstają pod tym względem od średniego poziomu krajów OECD o orientacyjnie 2,5 roku nauki. Liczby z oficjalnych monitoringów Państwowej Służby Jakości Edukacji (DSZO) potwierdzają ten wniosek. Podczas testowania uczniów klas 6–8 z języka ukraińskiego okazało się: znaleźć fakt lub przypomnieć sobie regułę potrafi ponad 65–70% dzieci. Ale trzeba przeanalizować podtekst lub sformułować własne wnioski, z zadaniem radzi sobie tylko co czwarte. 

Z matematyką sytuacja jest gorsza — dzieci znają wzory, ale gubią się w zadaniach tekstowych i geometrii, które wypadły na okres «rwanej» nauki. Przy tym DSZO odnotowała zależność: uczniowie na nauczaniu stacjonarnym wykonują złożone zadania testowe o 15–20% lepiej od tych, którzy latami siedzą online. A najgorsze результаты prezentują dzieci, których nauka sprowadziła się do trybu asynchronicznego — samodzielnego opracowywania rozdziałów bez żywego omówienia z nauczycielem. Nauczanie zdalne jest tu częścią problemu. 

Na Ukrainie często przebiega ono według schematu: nauczyciel wrzucił materiał do Google Classroom lub Viber, dał numery ćwiczeń, a dziecko musi samo we wszystkim się rozeznać i na czas oddać pracę. Dla starszego ucznia taki model może jeszcze zadziałać. Dla dziecka w wieku 10–14 lat — to arcytrudne zadanie, bo nie ma możliwości natychmiastowego dopytania pedagoga. Znacznie łatwiej znaleźć gotową odpowiedź w sieci. W rezultacie dziecko nie uczy się rozwiązywać zadań ani myśleć, lecz efektywnie szukać prawidłowych szablonów.

Co jeszcze traci się przez naukę zdalną

 Na przykład zdolność do długiego koncentrowania się na jednym zadaniu. Kiedy nauka odbyва się między alarmami bombowymi, przerwami, telefonem, wideo i wiadomościami, skupienie się na dużym tekście lub trudnym zadaniu staje się trudniejsze. Tak samo dziecko musi uczyć się pracy z innymi: omawiać zadania, spierać się, wyjaśniać swoje stanowisko, umawiać się. W klasie dzieje się to samo z siebie, podczas wspólnej pracy, odpowiedzi przy tablicy, kontaktów z rówieśnikami. 

W trybie online znaczna część tego znika. Kolejny problem — samodzielność. Jeśli podczas nauki obok stale jest mama, starszy brat, Google, gotowe rozwiązania czy ChatGPT, dziecko szybko się przyzwyczaja: jeśli nie wiesz — nie musisz dochodzić do tego sam, możesz po prostu znaleźć gotowe rozwiązanie. Stąd mamy normalne oceny w dzienniku, ale brak realnej wiedzy. Który staje się widoczny, gdy dziecko nie może już podglądnąć w Google ani poprosić kogoś o zrobienie zadania za nie. Na przykład podczas NMT (Narodowego Testu Multiprzedmiotowego) lub przy wstępie na uniwersytet.

Ekspercki obuch w głowę: Szkoła jako taśmociąg do NMT 

Profesor, pedagog, były dyrektor Ukraińskiego Centrum Oceny Jakości Edukacji (UCOJO) Ihor Likarczuk uważa, że dzisiejsza szkoła coraz bardziej skupia się na przygotowaniu do jednego testu — NMT. Profesor jest pewien, że przedmioty i umiejętności, które nie są potrzebne do testu wstępnego, schodzą na drugi plan.

 «Szkoła przestała być świątynią wiedzy i przekształciła się w centrum przygotowań do NMT, — konstatuje Ihor Likarczuk. — Nastąpiła całkowita fetyszyzacja NMT i w tym niemała «zasługa» Ministerstwa Edukacji oraz organów zarządzających. Spójrzcie na wiadomości: ci, którzy zdali NMT na maksimum, są nagradzani premiami, stypendiami, nazywani «gwiazdeczkami». Ale powiedzmy szczerze: jeszcze w 2008 roku, kiedy wprowadzano ZNO (Zewnętrzne Niezależne Testowanie), socjologia pokazywała, że 70% uczniów przygotowywało się z korepetytorami. Dziś ten wskaźnik jest jeszcze wyższy. Więc kogo nagradzamy i z czego jesteśmy dumni? Z możliwości finansowych rodziców, którzy wynajęli korepetytorów?» Przy tym ekspert podkreśla, że problem dotyczy nie tylko szkół państwowych. Podaje przykład absolwenta jednego z drogich prywatnych liceów w Kijowie, który opowiedział dziennikarzom, że ostatnie dwa lata nauki faktycznie były poświęcone przygotowaniu do NMT.

«Na początku lata czytałem wywiad z absolwentem jednego z najprestiżniejszych prywatnych liceów w Kijowie, który zdał NMT z dwóch przedmiotów na 200 punktów. Kiedy dziennikarka zapytała go o naukę w tej placówce za ogromne pieniądze, szczerze odpowiedział: «Ostatnie dwa lata przygotowywano nas wyłącznie do NMT. A ponieważ potrzebowałem języka ukraińskiego, historii i matematyki, to fizyki, biologii i chemii w ogóle się nie uczyliśmy». Człowiek otrzymał dokument o pełnym wykształczeniu średnim, w którym twierdzi się, że przyswoił standard państwowy. Ale przecież tak nie jest. NMT to tylko zewnętrzny egzamin wstępny na uczelnie, a nie podsumowanie pracy całego systému szkolnego».

Zdalna nauka: nowa forma czy stare lekcje przez ekran

 Doktor nauk pedagogicznych ma również zastrzeżenia do tego, jak na Ukrainie zorganizowano nauczanie zdalne. Jego zdaniem, przez lata pandemii i pełnoskalowej wojny prawdziwa edukacja zdalna na Ukrainie tak naprawdę się nie pojawiła. 

«To, co u nas nazywa się «zdalną nauką», to banalно przeniesienie systemu klasowo-lekcyjnego do telefonu lub laptopa. Z tymi samymi lekcjami, planem na 45 minut, wyjaśnieniami i kontrolą. To dość bezmyślne przeniesienie starej formy do cyfry. To samo, co nazwać starego «Zaporosżca» najnowszym samochodem: od naszej nazwy nie stanie się on supernowoczesnym autem. Prawdziwa edukacja zdalna na całym świecie działa inaczej. To wartościowy kurs dydaktyczny i zorganizowana przez nauczyciela praca własna, a nie 6 godzin z rzędu przed ekranem. Dziecko nie powinno ciągle siedzieć na Zoomie. Ministerstwo Edukacji przez lata COVID-u i wojny powinno było stworzyć solidną narodową platformę do nauczania zdalnego — na wzór tego, jak działa Prometheus czy kursy wiodących uniwersytetów świata. A nie zmuszać nauczycieli do zwykłego prowadzenia wykładów przez połączenie wideo». 

Konsekwencją takiego podejścia stało się właśnie ukształtowane pokolenie pozbawione fundamentalnej wiedzy i zdolności do samodzielnego myślenia: «Wychowujemy dzieci, które nie są zdolne do samodzielnej nauki. Dla których szkoła przestała być centrum rozwoju umysłowego. Jak wcześniej nazywaliśmy szkołę? Świątynią wiedzy. A jak nazywamy teraz? Miejscem, gdzie karmią, świadczą «usługi edukacyjne» lub po prostu przetrzymują dzieci — prawie przemocą, bo trzeba sprawozdawać frekwencję. Miejscem, gdzie dzieci się rozwesela, ale na pewno nie świątynią wiedzy. Pamiętacie główny przekaz ubiegłorocznej sierpniowej konferencji Ministerstwa Edukacji? «Przygotowanie do życia w zmieniającym się świecie». Czyli przygotowanie istoty zdolnej do przystosowania się do jakichkolwiek warunków. Jakie zwierzę w przyrodzie przystosowuje się do wszystkiego? Kameleon. Oto macie odpowiedź, kogo przygotowujemy. W ciągu ostatnich pięciu lat praktycznie przestano u nas говорить o tym, że szkoła ma przygotowywać obywatela Ukrainy — zdolnego do obrony państwa, jego odbudowy i walki o jego niepodległość. Potrzebujemy ukraińskiej szkoły narodowej, w której panować będzie triada: obywatel Ukrainy, wiedza i umiejętności praktyczne». 

Ale problem polega nie tylko na tym, czego uczy się dzieci, ale i na tym, kto ma je uczyć. Ukraińskie szkoły jednocześnie zmagają się z brakiem pedagogów i starzeniem się kadr.

Kto ma pracować w szkole: młodzież nie idzie, starsi nie dają rady 

Wszystko się zgadza, coraz trudniej znaleźć nauczycieli, szczególnie przedmiotów ścisłych i przyrodniczych. W wielu szkołach jednego specjalistę trzeba dzielić między kilka placówek. Nauczyciel fizyki lub chemii może pracować jednocześnie w trzech, czterech lub nawet pięciu szkołach, aby zebrać odpowiednią liczbę godzin i otrzymać w miarę normalną pensję. Ale główny problem polega nie tylko na tym, że dziś brakuje pedagogów. Młodzież nie spieszy się, by ich zastąpić.

 Według danych serwisu «Wstup.Oswita.ua», fizyka i astronomia podczas rekrutacji znalazły się wśród najmniej popularnych kierunków: łącznie złożono na nie mniej niż tysiąc podań. Jeszcze bardziej wymowna jest sytuacja z przyszłymi nauczycielami fizyki. W Kijowie, gdzie takich specjalistów kształcą dwa uniwersytety, na odpowiednie programy edukacyjne złożono tylko 14 podań. W rezultacie na studia przyjęto zaledwie dwie osoby — jedną na miejsce budżetowe i jedną na płatne. 

«A w Kijowie na nauczyciela fizyki wstąpiły tylko dwie osoby, dwie! I wy opowiadacie нам o reformach edukacji, o NUSz (Nowej Ukraińskiej Szkole), o jakości, o wszystkim… Każda reforma zaczyna się od szacunku do ludzi. A szacunek do ludzi zaczyna się od szacunku do zapłaty za ich pracę. Inaczej będziemy mieć dwóch nauczycieli fizyki, trzech nauczycieli chemii na całą Ukrainę. Koniec. Oto macie reformy edukacji. Doprowadzono edukację do dna», — oświadczył na TikToku prorektor ds. dydaktyczno-metodycznych Prywatnej Wyższej Szkoły «Uniwersytet Europejski», profesor Serhij Jahodziński. 

Nauczyciele z 30-letnim stażem zaznaczają, że w szkołach obcina się godziny podstawowych przedmiotów (na przykład w 9 klasie zamiast trzech godzin fizyki zostawia się dwie), chociaż to właśnie nauki ścisłe kształtują zdolności obronne państwa. A pedagodzy-emeryci przyznają: pracują dalej za 14 tysięcy hrywien tylko dlatego, że nie ma ich kto zastąpić — młodzież do szkoły nie idzie z zasady.

Zetki na to nie piszą się: 5 tysięcy za wypalenie 

Praktykująca nauczycielka Tetiana K. uważa, że jest tu jeszcze jeden problem: młode pokolenie po prostu nie zgadza się na warunki, które w swoim czasie przyjmowali jej rówieśnicy. 

«Millenialsi to pokolenie «cierpiętników». My 20 lat temu z latarką szukaliśmy tego miejsca pracy w szkole, zgadzaliśmy się na wszystko. Ale kiedy millenialsi w szkole się skończą, zetki na to się już nie piszą. Albo coś musi się kardynalnie zmienić, albo szkoły pozostaną puste. Dziecko na 4. roku uniwersytetu pedagogicznego lub zaraz po studiach przychodzi do szkoły. Dostaje swoje 18 godzin etatu, wychowawstwo — i ma za to 5–6 tysięcy hrywien pensji. Przy tym rodzice patrzą krzywo, bo jest «jakaś młoda i podejrzana», dzieci dokazują po swojemu, dyrekcja we wszystko wtyka nos. I na koniec każdego miesiąca dostajesz swoje 5 tysięcy. A dodatek za «prestiżowość» w ciągu ostatnich 10 lat skurczył się z 20% do 1%. Bardzo zabawnie czyta się na wydruku: «prestiżowość zawodu — 150 hrywien». Dojechaliśmy. Jeśli duże miasto jeszcze dopłaca ze swojego budżetu, to rada wiejska tego nie zrobi — oni te pieniądze przekładają tak, jakby oddawali z własnej kieszeni. Do końca roku ta młoda nauczycielka myśli: «A na cholerę mi to?». Przyjaciółka w barze ma 15 tysięcy za три dni w tygodniu, zeszytów nie sprawdza i żadna mamuśka nie dzwoni z pretensjami z powodu swojego «pucusia». Znam niemało młodych dziewcząt, które przychodziły z gorącą chęcią do pracy, wrzucały fotki «ja z moimi maluchami», oczy im się paliły. Po roku-dwóch te oczy gasły i po prostu odchodziły. Bo przeżyć za 5 tysięcy się nie da».

A kim zostaniesz, jak urośniesz? Dość wymowne jest również to, jak same dzieci widzą swoją przyszłość. Tetiana mówi, że zawód nauczyciela czy lekarza, o których marzyli przedstawiciele jej pokolenia, dziś nie są popularne. 

«Jak kiedyś marzyliśmy, by być lekarkami i nauczycielkami — tego już nie ma, — podsumowuje Tetiana. — Dzieci marzą, by być blogerami albo mówią: «Pojadę do Polski zarabiać». Chłopcy masowo chcą być tirowcami. Robiłam ankietę w swojej 9 klasie, przekonywałam: «Chłopcy, trzeba się przecież uczyć!». A on mi odpowiada: «Eee, po co mi to wszystko? Będę tirowcem i będę miał normalną pensję». I ja stoję, mrugam oczami i rozumiem, że ten chłopiec będzie miał pensję pięć, a nawet dziesięć razy większą ode mnie. Między nauczycielkami krąży taki popularny żart z internetu, który całkowicie odpowiada prawdzie: «W szkole była prymuską, skończyła uniwersytet, została nauczycielką i zrozumiała, że pracować w szkole można tylko pod условием, jeśli znalazłaś swojego ulubionego dwójkowicza, który teraz utrzymuje ciebie i wasze dzieci».

Co jest nie tak z systemem — i co do tego mają nauczyciele 

Ale były dyrektor Ukraińskiego Centrum Oceny Jakości Edukacji (UCOJO) Ihor Likarczuk jest przekonany: nie ma co przerzucać odpowiedzialności za problemy edukacji na nauczycieli. Sami pedagodzy pracują w systemie, który od lat nie rozwiązuje kwestii wynagrodzeń, obciążenia pracą i kadr. «Jeśli chodzi o nauczycieli — dajmy im spokój. Nie ma złych armii, są źli dowódcy. Doprowadziliśmy nauczyciela do stanu, gdy w szkole zostają tylko najwytrwalsi, a młodzież tam w ogóle nie idzie, — podkreśla Ihor Likarczuk. — Według moich danych z bazy EDEBO, w całej Ukrainie chęć zostania nauczycielami fizyki wyraziło zaledwie 15 osób! Za moje 52 lata pracy w edukacji nie pamiętam takiej liczby ogłoszeń o deficycie kadr. Nauczyciel w tej sytuacji nie jest winny. Jeśli jemu i dyrektorowi codziennie mówi się: «Wasi absolwenci nie zdobyli 200 punktów, to znaczy, że źle pracujecie», a media tworzą absurdalne rankingi szkół na podstawie wyników testów — co do tego ma pedagog? Musimy dziękować tym nauczycielom, którzy w ogóle jeszcze zostali».

«Straty edukacyjne» i to, co naprawdę wiedzą dzieci 

Profesor Likarczuk sceptycznie odnosi się do samego pojęcia «straty edukacyjne». Jego zdaniem, pod tym terminem często mówi się o zwykłych lukach w wiedzy, które istniały w szkole od zawsze. «Sformułowanie «straty edukacyjne» nigdy mnie nie interesowało, bo nie rozumiem, czym różnią się one od zwykлых luk w wiedzy, o których pisał już Konstanty Uszyński pod koniec XIX wieku. Luki były, są i będą zawsze. Żaden człowiek na świecie nie może idealnie opanować całego programu i znać absolutnie wszystkich wzorów, reguł i utworów. Sformułowanie «straty edukacyjne» wymyślono po to, aby orbitalni «eksperci», konsultanci, menedżerowie projektów i organizacje pozarządowe mogli otrzymować granty od zachodnich partnerów, podnosić falę informacyjną i poprawiać swój status materialny. Usunąć luki można tylko wtedy, gdy uczeń sam zechce je zamknąć. Jeśli dziecko ma dążenie, znajdzie sposób: teraz jest masa zasobów i żaden normalny nauczyciel nie odmówi uczniowi, który przyjdzie z prośbą o wyjaśnienie materiału». Osobno Ihor Likarczuk krytykuje format zadań NMT. Jego zdaniem, część z nich sprawdza nie tyle rozumienie przedmiotu, co zdolność szybkiego rozpoznania właściwej odpowiedzi. «Na czym jeszcze polega prymitywizm współczesnego podejścia? Spójrzcie na zadania NMT z historii: często pokazują tam marnej jakości portret i pytają, kto to jest, — zaznacza Likarczuk. — Jestem nauczycielem historii z wykształcenia. Kiedy patrzę na te obrazki, chce mi się przeklinać. Czy ważne jest po prostu odgadnięcie twarzy? Ważne jest rozumienie procesu historycznego i roli tej osobistości w nim! To samo w literaturze. Co zmienia to, czy dziecko wie z portretu, jak wygląda Łesia Ukrainka czy Marko Wowczok, jeśli nie rozumie ich roli w ukraińskim procesie literackim i państwowotwórczym? Albo jeśli o Iwanie Dziubie na lekcjach historii wspomną, ale na teście po prostu poproszą o rozpoznanie jego zdjęcia. To niezwykle prymitywne podejście, którego nie było nawet w szkole radzieckiej».

Co zmieniać: nie kopiować cudzych modeli, ale budować własny 

Zdaniem Ihora Likarczuka, ukraińska edukacja potrzebuje nie kolejnej osobnej reformy, ale spójnego systemu dostosowanego do ukraińskich warunków. 

«Nasza współczesna edukacja to odłamki radziecczyzny zmieszane z bezmyślnym zapożyczaniem pojedynczych zagranicznych praktyk. Pojeździli po świecie, zobaczyli coś i mówią: "To już trzeba wdrażać u nas!" Zawsze podaję analogię: w Afryce rosną piękne palmy, ale jeśli je wykopujemy i posadzimy na Ukrainie — nie będą rosły. Jeśli policzyć, ile naszych pedagogów jeździło do Finlandii czerpać doświadczenia — zapewne co dwudziesty tam był. I co udało się wdrożyć? Nic. Bo tam jest zupełnie inny mentalność, inne nastawienie państwa do edukacji, inne nastawienie rodziców». Kolejny problem, gdy pojedyncze rozwiązania wdraża się bez zrozumienia, jak mają działać w całym systemie: «Nasze zaściankowe podejście: gdzieś ktoś coś wymyślił i poszło». Podczas gdy Ukraina potrzebuje własnego modelu edukacji, który uwzględni ukraińskie doświadczenie, a jednocześnie będzie zorientowany na europejskie podejścia. «Potrzebujemy ukraińskiego narodowego systemu edukacji, który będzie zorientowany na ogólnoeuropejskie tendencje rozwoju, uwzględni nasze krajowe doświadczenie funkcjonowania systemu — i przedsowieckie, i sowieckie. I najważniejsze: nasz absolwent musi być obywatelem Ukrainy, gotowym obronić i odbudować państwo. Potrzebujemy szkoły, w której będzie triada: obywatel Ukrainy, wiedza i umiejętności praktyczne». 

Osobno pedagog mówi o nauczaniu zdalnym. Po prostu przeniesienie zwykłej lekcji do Zooma — nie wystarczy. Musi być wartościowy kurs dydaktyczny, a nie codzienne lekcje wideo. Uczeń powinien znaczną część materiału przerabiać samodzielnie, ale z wsparciem nauczyciela. Spotkania online mogą przy tym odbywać się kilka razy w tygodniu lub nawet rzadziej — w zależności od przedmiotu. Nauka zdalna nie powinna oznaczać sześciu godzin przed ekranem. Część pracy dziecko może wykonywać z książką, zeszytem, mapami, tekstami i innymi materiałami. Komputer w takim systemie to przede wszystkim środek komunikacji i dostępu do kursu edukacyjnego. I nauczyciel nie ma przekształcać się w prezentera telewizyjnego, który po prostu czyta jedną lekcję wideo za drugą. Jego zadaniem jest zorganizowanie nauki, wyjaśnienie trudnych tematów, dostrzeżenie, gdzie dziecko ma problemy, i dać mu informację zwrotną. Do tego, uważa Likarczuk, Ukraina od dawna potrzebuje narodowej platformy do nauczania zdalnego — mniej więcej na zasadzie kursów online Prometheus czy uniwersyteckich platform edukacyjnych. 

Inny problem — motywacja samych uczniów: «Do edukacji zdalnej potrzebna jest znacznie większa odpowiedzialność i motywacja ucznia. Gdyby zniesiono odpowiedzialność rodziców i powiedziano uczniom klas 9–10, że można nie chodzić do szkoły, 70 procent po prostu przestałoby tam chodzić, bo teraz tylko przecierają там spodnie. Więc nauczania zdalnego u nas na razie nie ma. Jest tylko klasyczna "grecka nauka szkolna" przeniesiona do smartfona czy laptopa».

Co dalej 

Nowy rok szkolny znów rozpoczyna się w warunkach, gdy szkoły muszą jednocześnie rozwiązywać kwestie bezpieczeństwa, formatu nauki i jakości edukacji. W Kijowie pierwszy tydzień roku szkolnego planuje się rozpocząć w formato stacjonarno-zdalnym. Jednocześnie szkoły muszą być gotowe na zmianę modelu nauczania w zależności od sytuacji bezpieczeństwa. Wśród wariantów rozważanych w stolicy są zajęcia w schronach dla młodszych uczniów, nauczanie mieszane i zdalne, a także praca na drugą zmianę. Konkretny model będzie określać każda szkoła z uwzględnieniem swoich możliwości oraz schronu, a rodzice będą mogli wybierać spośród zaproponowanych wariantów. Czyli nauczanie zdalne, które było wymuszonym rozwiązaniem najpierw z powodu pandemii, a potem stało się częścią wojennej rzeczywistości, nigdzie nie znika. Głównym pozostaje również to samo pytanie — co dokładnie otrzymają dzieci w rezultacie: realną wiedzę i umiejętności czy kolejny zestaw ocen w dzienniku elektronicznym. 

Redakcja UA.News skierowała już odpowiednie zapytania do Ministerstwa Edukacji i Nauki Ukrainy oraz Kijowskiej Miejskiej Administracji Wojskowej, aby wyjaśniть, jak dokładnie organizowany będzie proces dydaktyczny w nowym roku szkolnym, jak oceniane będą jego rezultaty i jakie środки przewidziano w celu pokonania strat edukacyjnych spowodowanych pandemią, wojną i długotrwałym nauczaniem zdalnym.

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację