$ 44.22 € 50.95 zł 11.92
+5° Kijów +11° Warszawa +2° Waszyngton
Czy możliwe jest zablokowanie Telegrama w Ukrainie i czy ma to sens

Czy możliwe jest zablokowanie Telegrama w Ukrainie i czy ma to sens

11 marca 2026 17:42

Świat się zdigitalizował. Prawie każdy posiada smartfon i możliwość dowiedzenia się o wydarzeniach z dowolnego miejsca na świecie. Ludzie komunikują się za pomocą sieci społecznościowych lub komunikatorów. Jednak wraz z cyfryzacją pojawiła się również kwestia bezpieczeństwa. W Ukrainie od wielu lat podnoszony jest temat zablokowania Telegrama — wieloplatformowego komunikatora, który cieszy się ogromną popularnością wśród Ukraińców. Według badania przeprowadzonego przez międzynarodową firmę badawczą Ipsos w dniach 14–28 listopada 2025 roku, 62% Ukraińców wskazało Telegram jako źródło wiadomości i informacji. Wśród ukraińskiej młodzieży wskaźnik ten jest jeszcze wyższy — 84%.

Dyskusja o blokadzie stała się szczególnie aktualna po zamachach terrorystycznych, które miały miejsce pod koniec lutego w Dnieprze, Mikołajowie i Lwowie. Wówczas zginęli policjanci, a Telegram został wykorzystany przez rosję jako narzędzie do werbowania Ukraińców.

Czy zatem Telegram rzeczywiście zostanie zablokowany? Czy Ukraina ma do tego odpowiednie narzędzia? I czy rozwiąże to aktualny problem? Dziennikarze UA.NEWS porozmawiali z ekspertami w tych kwestiach.

Jak Telegram przeszedł drogę od komunikatora do kwestii bezpieczeństwa narodowego
 

Temat blokowania Telegrama funkcjonuje w ukraińskiej przestrzeni publicznej już od dawna. Pojawił się jeszcze w 2017 roku, po zablokowaniu rosyjskich serwisów takich jak VKontakte, Odnoklassniki oraz Mail.ru. Ukraińcy zaczęli szukać alternatywnych sposobów utrzymywania kontaktu w sieci. Telegram stał się jedną z opcji i stopniowo zyskiwał popularność wśród użytkowników w Ukrainie. Już wtedy jednak było jasne, że platforma ma bezpośrednie związki z rosją, ponieważ jej założycielem jest Paweł Durow. Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zwracali uwagę na „rosyjski ślad” w architekturze komunikatora.

Mimo to Telegram nadal umacniał swoją pozycję na ukraińskim rynku. Jeszcze przed rozpoczęciem pełnoskalowej inwazji w komunikatorze pojawiły się chatboty Ukrzaliznyci oraz państwowej aplikacji „Diia”. Osoby publiczne zaczęły aktywnie tworzyć własne kanały na Telegramie i zdobywać tysiące subskrybentów. W aplikacji powstawały także kanały informacyjne, które dziś mają po kilka milionów obserwujących i stanowią dla wielu Ukraińców jedno z głównych źródeł informacji.

image


W 2022 roku rosja rozpoczęła pełnoskalową wojnę przeciwko Ukrainie. Telegram stał się kluczowym kanałem komunikacji wśród społeczeństwa, jednak ukraińskie służby bezpieczeństwa regularnie ostrzegały o ryzykach związanych z tą platformą. W 2024 roku problem zaczęto oficjalnie uznawać na poziomie ukraińskich służb specjalnych. 14 lutego 2024 roku przedstawiciel wywiadu wojskowego HUR Andrij Jusow publicznie stwierdził, że Telegram zawiera szereg realnych zagrożeń dla bezpieczeństwa Ukrainy.

25 marca 2024 roku w Radzie Najwyższej zarejestrowano projekt ustawy nr 11115 dotyczący „regulacji platform wspólnego dostępu do informacji”. Środowisko medialne oraz autorzy projektu (m.in. Mykoła Kniażycki, Mykyta Poturajew, Jarosław Jurczyszyn) bezpośrednio powiązali go z działalnością Telegrama. Projekt przewidywał zrównanie Telegrama z mediami, co zobowiązywałoby platformę do ujawnienia struktury własności oraz wyznaczenia oficjalnego przedstawiciela w Ukrainie. Dwa dni później ówczesny szef wywiadu wojskowego Kyryło Budanow nazwał Telegram „problemem z punktu widzenia bezpieczeństwa narodowego”. Według niego nie chodzi o wprowadzanie cenzury, lecz o techniczną niemożność kontrolowania anonimowych sieci, przez które przeciwnik koordynuje swoją działalność.

Dyskusja nabrała szczególnej ostrości, gdy Telegram zaczął być wykorzystywany jako narzędzie do werbowania wykonawców zamachów terrorystycznych i sabotażu. W latach 2024–2025 organy ścigania odnotowały setki przypadków, gdy poprzez anonimowe czaty nastolatkowie i osoby z wrażliwych grup społecznych wykonywali za pieniądze zlecenia rosji. Wykonawcy podpalali wojskowe samochody, szafy przekaźnikowe na kolei oraz prowadzili obserwację infrastruktury krytycznej.

image


Państwo zdecydowało się reagować stopniowo. W połowie września 2024 roku Narodowe Centrum Koordynacji Cyberbezpieczeństwa przy Radzie Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy wprowadziło ograniczenia dotyczące korzystania z Telegrama. Zakazano używania go na urządzeniach służbowych pracowników instytucji państwowych, wojskowych oraz operatorów infrastruktury krytycznej. Od listopada 2024 roku zakaz zaczęły wprowadzać także niektóre instytucje edukacyjne. W szczególności Kijowski Uniwersytet Narodowy im. Tarasa Szewczenki oraz Ukraiński Uniwersytet Katolicki. Od 1 stycznia 2025 roku do zakazu dołączyła również Akademia Kijowsko-Mohylańska.

Skalę zaangażowania młodzieży w manipulacyjne działania rosji potwierdziła Służba Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU). W kwietniu 2025 roku ujawniono, że 22% osób zwerbowanych do działań dywersyjnych stanowiły osoby niepełnoletnie.

Jednak prawdziwym szokiem okazał się luty 2026 roku. 23 lutego w kraju doszło do dwóch zamachów terrorystycznych. W Mikołajowie eksplozja na terenie stacji paliw raniła 7 policjantów patrolowych. W Dnieprze wybuch uszkodził budynek komisariatu policji. Śledztwo ustaliło, że koordynatorzy obu przestępstw komunikowali się z wykonawcami właśnie przez Telegram.

Dlaczego zamknięcie Telegrama nie wywoła społecznej eksplozji
 

Pomimo opisanych wydarzeń politolog Wołodymyr Fesenko wzywa do bardziej trzeźwej i pragmatycznej oceny realnego wpływu tej platformy na ukraińskie społeczeństwo. Jego zdaniem nie należy przeceniać znaczenia Telegrama jako „fundamentu” naszego ekosystemu informacyjnego. Tym bardziej nie należy oczekiwać społecznego wybuchu w przypadku jego ograniczenia.

„Nie sądzę, aby obecnie istniało bezpośrednie zagrożenie zamknięcia Telegrama. U władzy są ludzie, którzy sami korzystają z Telegrama i wykorzystują go w swoich interesach. Nie widzę realnego przedmiotu do takiej dyskusji. Dyskusja istnieje, ale zamknięcia nie będzie. Ukraińskie społeczeństwo jest zróżnicowane — są w nim zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy zakazu Telegrama” — komentuje ekspert.

Fesenko uważa także, że obawy o utratę zaufania młodzieży są przesadzone. Po pierwsze, Telegram w Ukrainie nie jest monopolistą, ponieważ duża część młodej publiczności już dawno przeniosła swoją uwagę na TikToka i inne platformy wideo. Po drugie, dla większości młodych ludzi polityka nie jest priorytetowym obszarem zainteresowań, dlatego zamknięcie komunikatora nie wywoła masowych protestów.

„Nie należy tworzyć mitu, że Telegram to jedyne lub najszybsze źródło informacji. Kiedyś dominował Viber, dziś powoli odchodzi do przeszłości. Tak samo z czasem odejdzie Telegram — nawet bez żadnych przymusowych zakazów” — zauważa Wołodymyr Fesenko.

image


Jak prawo pozwala karać za fake newsy na Telegramie i konfiskować laptopy administratorów
 

Podczas gdy w debacie publicznej rozważa się, czy potrzebna jest pełna blokada, ukraińskie prawo już oferuje narzędzia do bardziej precyzyjnego i praktycznego reagowania. Adwokat kancelarii „Barristers” Mychajło Boczewar zauważa, że przez długi czas w społeczeństwie panowało przekonanie, iż Telegram jest swego rodzaju „bezpieczną strefą”. Uważano, że za rozpowszechnianie fake newsów, zniesławienia czy ujawnianie tajemnic państwowych autor wiadomości nie ponosi odpowiedzialności.

Jak jednak podkreśla ekspert, obecnie prawo pozwala nie tylko nakładać grzywny na właścicieli kanałów, lecz także wydawać orzeczenia sądowe o całkowitej blokadzie ich zasobów. Z prawnego punktu widzenia administrator kanału Telegram jest rozpowszechniaczem informacji, dlatego musi przestrzegać obowiązującego prawa.

„Naruszenia w zakresie treści kwalifikowane są na podstawie kilku artykułów Kodeksu wykroczeń administracyjnych: rozpowszechnianie fałszywych pogłosek (art. 173¹), naruszenie przepisów o ochronie danych osobowych (art. 188³⁹), naruszenie praw własności intelektualnej (art. 51²) oraz naruszenie przepisów dotyczących informacji, reklamy i mediów (art. 212³). Jedną z najczęstszych podstaw odpowiedzialności administracyjnej jest rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji. Jeśli kanał publikuje kłamliwe lub poniżające treści o danej osobie, może to podlegać art. 173¹ Kodeksu wykroczeń. W praktyce sądy traktują administratorów nawet anonimowych kanałów jako publicznych rozpowszechniaczy informacji i mogą nakładać na nich grzywny” — wyjaśnia ekspert.

image


Adwokat dodaje, że w tej sprawie istnieje już precedens. 27 stycznia sąd rejonowy w obwodzie odeskim pociągnął jedną osobę do odpowiedzialności. Powodem był utworzony kanał Telegram, na którym publikowano zdjęcia uczniów wraz z nieprawdziwymi informacjami na ich temat.

„Nie mniej ważne jest także naruszanie praw autorskich — wykorzystywanie cudzych zdjęć, filmów czy tekstów bez zgody. W takim przypadku, zgodnie z art. 51² Kodeksu wykroczeń administracyjnych, może zostać nałożona grzywna do 5100 hrywien, a w szczególnie rażących przypadkach nawet konfiskata sprzętu, w tym telefonu komórkowego lub laptopa, z którego prowadzony jest kanał” — zaznacza Boczewar.

Jeśli działalność kanału Telegram stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego, państwo może zastosować „ciężką artylerię”.

„Istnieje kilka dróg, którymi ukraińskie organy mogą inicjować ograniczenie dostępu do treści w Telegramie. Najczęściej stosowaną jest wniosek do sądu, w którym poszkodowana osoba (lub instytucja państwowa) prosi o uznanie działań kanału za nielegalne i zobowiązanie dostawców internetu do zablokowania dostępu. Równolegle działają organy ścigania: Służba Bezpieczeństwa Ukrainy, cyberpolicja lub nawet Biuro Prokuratora Generalnego mogą złożyć wniosek do Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony o wpisanie określonych kanałów Telegram lub ich właścicieli na listę sankcyjną albo zwrócić się do sędziego śledczego w ramach postępowania karnego o ograniczenie dostępu do takich kanałów. Daje to już podstawę do blokowania na poziomie krajowym: ograniczenie IP, blokowanie DNS czy zamykanie kont poprzez międzynarodowe zapytania do Telegrama”.

Według adwokata, mimo że Telegram nie posiada biura w Ukrainie, państwo nauczyło się już ograniczać dostęp do niebezpiecznych zasobów. Jednym z najbardziej znanych przykładów jest sprawa przeciwko sieci kanałów nadzorowanych przez rosyjskie służby specjalne. Już w lutym 2023 roku sąd zakazał w Ukrainie popularnych kanałów o nazwach „Rezydent”, „Legitimnyj”, „Kartel” oraz „Spletniца”, zobowiązując dostawców internetu do zablokowania do nich dostępu. SBU udowodniła, że zasoby te prowadziły działalność wywrotową na zlecenie rosji.

„Nie należy zapominać także o własnych mechanizmach Telegrama. Firma regularnie reaguje na zgłoszenia dotyczące kanałów naruszających prawo lub stanowiących zagrożenie. Jeśli chodzi o szantaż, cyberprzemoc, pornografię, fake newsy czy dezinformację wojenną — administrator kanału lub jego treści mogą zostać usunięte. I chociaż Telegram jest prywatną firmą, coraz częściej współpracuje z oficjalnymi instytucjami w warunkach wojny” — dodaje Mychajło Boczewar.

image


Dlaczego „wyłączenie” Telegrama w Ukrainie jest technicznie niemożliwe
 

Pomimo politycznej determinacji i istniejących precedensów prawnych pozostaje kluczowe pytanie: czy technicznie można zablokować Telegram w Ukrainie? Ekspert z dziedziny telekomunikacji Ołeksandr Hłuszczenko twierdzi, że w obecnych warunkach całkowity i szybki zakaz globalnej usługi jest niemożliwy, mimo politycznych deklaracji.

Ukraiński internet był budowany jako zdecentralizowana „sieć pajęcza”, nastawiona na swobodną wymianę ruchu i zdolność przetrwania nawet w krytycznych warunkach. W przeciwieństwie do rosji nie istnieje jeden centralny punkt zarządzania siecią, który można by wyłączyć jednym poleceniem.

„W światowej praktyce istnieje kilka scenariuszy kontroli internetu. Pierwszy to model północnokoreański. Tam sieć jest w praktyce lokalna (intranet), a dostęp do zewnętrznego świata ma tylko wąska grupa wybranych osób. Drugi to model chiński. Chiny poszły drogą tworzenia własnego, izolowanego ekosystemu internetowego. Dzięki silnym lokalnym usługom całkowicie przejęły uwagę użytkowników, a ruch zewnętrzny jest surowo filtrowany przez tzw. Wielki Chiński Firewall. Większości mieszkańców to odpowiada — przyzwyczaili się do lokalnych usług i często nawet nie wiedzą, co dzieje się poza tym systemem.

Trzeci wariant to model rosyjsko-irański. Tam regulacja internetu została wprowadzona dopiero w trakcie jego rozwoju. rosja obrała szczególną drogę po tym, jak osiem lat temu nie udało jej się zablokować Telegrama. Dla operatorów mobilnych wprowadzono tzw. „białe listy”. Gdy mobilny internet jest wyłączany, dostęp pozostaje tylko do ograniczonej liczby zasobów, a reszta po prostu przestaje istnieć. Dla dostawców internetu przewodowego stworzono własny rejestr nazw domen. Zwykle gdy wpisujesz nazwę strony, serwer DNS podaje jej adres IP. W rosyjskim rejestrze setek popularnych domen po prostu nie ma. Jeśli w rosji spróbujesz wejść na YouTube.com bez VPN, system odpowie, że taki zasób nie istnieje”.

Ołeksandr dodaje, że rosja zainwestowała miliony dolarów w swoją infrastrukturę internetową. U każdego rosyjskiego dostawcy internetu lub w każdym centrum danych znajduje się specjalny kompleks sprzętowo-programowy zwany DPI (Deep Packet Inspection), znany również jako systemy SORM. Przepuszczany jest przez niego cały ruch internetowy — jest on monitorowany, filtrowany, blokowany lub spowalniany bezpośrednio na poziomie dostawcy. W Ukrainie taka infrastruktura cenzury nie istnieje. Jej stworzenie wymagałoby ogromnych inwestycji finansowych, przede wszystkim ze strony dostawców internetu. Instalacja takiego sprzętu oznaczałaby w praktyce wejście kraju na drogę cyfrowej dyktatury.

image


Ekspert wspomniał także o alternatywnym rosyjskim komunikatorze o nazwie Max:

„rosjanie promują własną alternatywę pod nazwą Max (opracowaną przez VKontakte). Rosyjscy użytkownicy są tam w praktyce przymusowo kierowani, ponieważ w tym komunikatorze państwo ma absolutną kontrolę. Aplikacja może bez wiedzy właściciela pobierać z telefonu galerię zdjęć, kontakty, geolokalizację, instalować lub usuwać aplikacje, przesyłać dane oraz sprawdzać, jakie inne programy znajdują się na urządzeniu. Na serwerach VKontakte wiadomości nie są szyfrowane — są całkowicie dostępne dla służb specjalnych”.

Ołeksandr zauważa, że obecnie w ukraińskiej przestrzeni informacyjnej często pojawiają się hasła o zakazie Telegrama, jednak politycy nie przedstawiają konkretnych instrukcji, jak taki zakaz miałby wyglądać w praktyce.

„Pojawiają się propozycje stworzenia komunikatora na bazie aplikacji Diia jako alternatywy dla Telegrama. W praktyce byłaby to próba pójścia tym samym rosyjskim scenariuszem, o którym wspominałem. Tak, stworzenie takiego komunikatora jest prawdopodobnie możliwe. Ale wymagałoby czasu, ogromnych pieniędzy i budowy odpowiedniej infrastruktury. Najważniejsze pytanie brzmi jednak: co ludzie mieliby tam robić? Aby użytkownicy korzystali z komunikatora, musi on być interesujący, funkcjonalny i oferować realną wartość dla odbiorców”.

Ekspert dodaje, że alternatywne komunikatory, takie jak WhatsApp czy Viber, nie są w stanie zastąpić Telegrama, ponieważ technicznie znacznie od niego odstają.

„Viber i WhatsApp w swojej istocie pozostają komunikatorami, podczas gdy Telegram ewoluował w pełnoprawną sieć społecznościową z funkcją mikroblogowania. To swoisty superaplikacja, w której można tworzyć kanały, duże społeczności i prowadzić własny strumień informacji. Użytkownicy czują się tam komfortowo i dlatego tam pozostają. Wystarczy wejść na TGStat i zobaczyć najpopularniejsze kanały w różnych krajach. Nawet w Iranie, który obecnie walczy o prawo do niebycia państwem autorytarnym, kanały polityczne mają miliony subskrybentów, a obok nich istnieją ogromne społeczności poświęcone technologiom, VPN i serwerom proxy. Żadna inna aplikacja nie oferuje dziś takiej wielofunkcyjności. I chodzi tu wyłącznie o technologię i możliwości dla użytkownika, a nie o to, jakie państwa, służby czy agenci stoją za platformami technologicznymi”.

image
Zamiast blokować komunikator ekspert proponuje rozwijanie kompetencji cyfrowych użytkowników. Jego zdaniem w Ukrainie powinna dominować kultura zerowego zaufania wobec informacji w internecie. Ludzie powinni jasno rozumieć, że oficjalne instytucje nigdy nie będą komunikować się przez anonimowe konta.

„Powiedzmy wprost: zespół twórców Telegrama pochodzi z rosji i nie mamy gwarancji, że rosyjskie służby specjalne nie kontrolują komunikatora. Platforma ma dwie kluczowe cechy, które czynią ją idealnym narzędziem do manipulacji. Pierwsza to całkowita anonimowość (nikt nie wie, kto stoi za kontem), a druga to brak realnej moderacji (firma nie ma biur ani działu wsparcia, do którego można się zgłosić i uzyskać reakcję).

Jeśli w WhatsAppie czy Viberze na nielegalne treści można otrzymać reakcję administracji, to w Telegramie najczęściej jej nie będzie. Jednak nawet w rosyjskim komunikatorze Max, który jest kontrolowany przez państwo i w którym mogą rejestrować się wyłącznie mieszkańcy rosji i Białorusi, oszuści uruchomili wirusa o nazwie „Mamut” (tak oszuści nazywają ofiarę, którą „strzygą” z pieniędzy). W rezultacie całkowita kontrola państwa nie uchroniła rosjan przed oszustwami w tej samej aplikacji. To pokazuje, że problem nie tkwi w platformach, lecz w ludziach.

Dlatego nacisk powinien być położony nie na zakazy, lecz na cyfrową higienę. Każdy powinien znać zagrożenia i korzystać z podstawowych narzędzi ochrony. To uwierzytelnianie dwuskładnikowe, hasło do chmury, zrozumienie działania platform cyfrowych i świadomość, jakie dane można im powierzać, a jakich nie. To podstawowa higiena i brak zaufania wobec świata cyfrowego — co oznacza, że przez Telegram nie powinno się przesyłać wrażliwych informacji, dokumentów czy danych osobowych, a wszystkie podejrzane linki lub oferty należy sprawdzać, ponieważ większość z nich to próby phishingu. Te elementarne zasady mogą powstrzymać większość zagrożeń” — wyjaśnia Ołeksandr.

Ekspert jest przekonany, że systematyczne informowanie i edukowanie obywateli może znacząco osłabić działania przeciwnika. Jeśli Ukraińcy będą dobrze rozumieli logikę działania oszustów i rekruterów, środki wydawane przez wroga na werbowanie ludzi stracą skuteczność i staną się zbyt kosztowne.

„Na przykład w Telegramie możesz otrzymać wiadomość: „Jestem żołnierzem w okopie na linii frontu, mam złamaną nogę. Zarejestruj mój Starlink w centrum usług administracyjnych, oto dane. Pomóż. A w zamian dostaniesz 200 dolarów na kartę albo portfel kryptowalutowy.” Powinieneś od razu zrozumieć, że to zwykła manipulacja. To próba oszustwa i wciągnięcia cię w przestępstwo. W takiej sytuacji jest tylko jedna właściwa reakcja: zrobić zrzuty ekranu rozmowy i poinformować odpowiednie służby. Można też przekazać dane terminala Starlink służbom specjalnym, a pieniądze — przeznaczyć na wsparcie Sił Zbrojnych Ukrainy. Oczywiście z odpowiednim udokumentowaniem własnych działań i intencji przestępców”.

Ołeksandr Hłuszczenko podkreśla również, że próby zamknięcia użytkowników w sztucznych ograniczeniach będą skłaniać ich do szukania sposobów obejścia blokad. Jest to niekończący się „wyścig zbrojeń”, w którym technologie zawsze będą o krok przed regulacjami.

image


Czy usuwać Telegram, czy nadal z niego korzystać?
 

Eksperci są zgodni, że zablokowanie Telegrama nie jest możliwe ani z technicznego, ani z politycznego punktu widzenia. Główne wyzwanie polega natomiast na tym, aby państwo i społeczeństwo znalazły własny sposób walki z wrogimi pułapkami, nie kopiując metod stosowanych przez rosję.

Ukraina stoi dziś przed wyborem: albo budować mur ograniczeń, albo zmieniać i rozwijać społeczeństwo, które będzie zdolne przeciwstawić się wszelkim zagrożeniom hybrydowym.

Ostatecznie jednak wybór należy do każdego użytkownika. Najważniejsze jest pamiętać, że każdy polubienie, udostępnienie czy zaufanie anonimowej wiadomości może stać się elementem czyjejś kampanii informacyjnej. Sprawdzajcie informacje i dbajcie o bezpieczeństwo w internecie.

Czytaj nas na Telegram i Sends