$ 43.17 € 51.01 zł 12.08
-17° Kijów -11° Warszawa +5° Waszyngton
„Energetyczne zawieszenie broni”: dlaczego w rzeczywistości wygląda na to, że w ogóle go nie było

„Energetyczne zawieszenie broni”: dlaczego w rzeczywistości wygląda na to, że w ogóle go nie było

03 lutego 2026 17:31

W nocy z poniedziałku na wtorek, 3 lutego, federacja rosyjska przeprowadziła kolejny zmasowany atak na Ukrainę. Wróg wystrzelił ponad 70 rakiet (manewrujących i balistycznych), a także około 450 bezzałogowych statków powietrznych. Celem uderzeń — jak to miało miejsce również w ostatnim czasie — były obiekty energetyczne w Kijowie, Charkowie, Dnieprze oraz innych regionach kraju. Warto zaznaczyć, że obecnie średnia temperatura w państwie wynosi około minus 25 stopni, a zgodnie z konwencjami ONZ z 1948 roku celowe tworzenie warunków życia nie do pogodzenia z istnieniem, na przykład zimna, może zostać zakwalifikowane jako ludobójstwo.

W tym kontekście jedną z najciekawszych wiadomości minionego tygodnia jest tzw. „energetyczne zawieszenie broni” między Ukrainą a rosją, które, jak wszystko na to wskazuje, oficjalnie zakończyło się dziś w nocy. O tymczasowym moratorium na uderzenia w obiekty energetyczne poinformowano dopiero w ubiegły czwartek, 29 stycznia, a ostateczne potwierdzenie pojawiło się w piątek, 30 stycznia. I choć strony miały się rzekomo umówić na tydzień, w praktyce obowiązywało ono w najlepszym wypadku 4–5 dni — w zależności od interpretacji.

Wszystko wskazuje na to, że zakaz ataków na infrastrukturę energetyczną był zaskoczeniem dla Kijowa — i to na najwyższym szczeblu. Zachodnie media pisały, że prezydent Zełenski oraz jego najbliższe otoczenie dowiedzieli się o „energetycznym zawieszeniu broni” w taki sam sposób jak wszyscy inni: z publicznych wypowiedzi prezydenta Trumpa — i byli tym wyraźnie zaskoczeni. Na chwilę obecną nie wiadomo jednak, czy informacje te są prawdziwe.

Tak czy inaczej, energetyczne zawieszenie broni bez wątpienia już się zakończyło, nie przetrwawszy nawet tygodnia. Ogólnie rzecz biorąc, wokół tego wydarzenia w historii wojny rosyjsko-ukraińskiej pojawia się coraz więcej pytań — i z każdym dniem jest ich coraz więcej. Coraz bardziej wygląda na to, że de facto żadnego zawieszenia broni w ogóle nie było, a cała ta historia to historia wielkiego „nic”.

Co tak naprawdę wydarzyło się wokół ataków na infrastrukturę energetyczną, jaki ma to związek z procesem pokojowym i dlaczego coraz wyraźniej wygląda na to, że cały temat tymczasowego moratorium na ataki na obiekty energetyczne był jedynie głośnym pretekstem medialnym, za którym kryła się pustka? Zagadnienie to analizował komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.

Ataki federacji rosyjskiej na energetykę: główny atut Kremla
 

Na początku należy odpowiedzieć na kluczowe pytanie: po co w ogóle rosja celowo zamraża ukraińskie miasta, pozostawiając miliony ludzi bez podstawowych dóbr cywilizacyjnych? Odpowiedź nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Niektórzy eksperci tłumaczą to tym, że w ten sposób zakłócana jest logistyka Sił Zbrojnych Ukrainy, ograniczana jest praca zakładów zbrojeniowych, cierpi gospodarka, rosną wydatki oraz następuje tzw. „zmęczenie sprzętu” itd. Wszystko to jest prawdą, lecz tylko częściowo. W skali globalnej tak masowe uderzenia nie mają większego sensu, tym bardziej że logistyka od dawna została zdecentralizowana, a przemysł zbrojeniowy funkcjonuje na liniach rezerwowych.

Kluczowy powód, dla którego putin z zaciętością godną lepszego zastosowania nadal niszczy ukraiński sektor energetyczny, polega na tym, że jest to jego główny, a być może jedyny, atut (poza bronią jądrową), a zarazem najpoważniejszy instrument nacisku na ukraińskie społeczeństwo.

Sukcesy frontowe federacji rosyjskiej, niestety, istnieją i trudno z nimi polemizować. Jednak patrząc szerzej, mapa działań bojowych nie ulega zasadniczym zmianom. Podobnie jak kilka lat temu (a w szerszej perspektywie — tak jak w 2014 roku), kluczowym obszarem walk pozostaje Donbas, którego rosja wciąż nie zdołała w pełni opanować. Jednocześnie miliony zwykłych obywateli cierpią z powodu braku ogrzewania, wody i energii elektrycznej. W sektorze energetycznym obowiązuje stan nadzwyczajny, a Kijów znajduje się wręcz na granicy zapaści — niektórzy starsi ludzie umierają już we własnych mieszkaniach z powodu zimna. Oznacza to, że w wojnie przeciwko narodowi ukraińskiemu putin rzeczywiście osiągnął znacznie więcej niż w bezpośrednich starciach z Siłami Zbrojnymi Ukrainy.

Російські удари по енергетиці: зима в низці регіонів почалася зі  знеструмлень ➜ ZMINA


Energetyczny „gest dobrej woli” ze strony Kremla
 

I właśnie na tym tle Kreml nagle wykonuje „gest dobrej woli”: rzekomo zgadza się tymczasowo wstrzymać uderzenia w sektor energetyczny po osobistej prośbie Donalda Trumpa. Ale po co miałby rezygnować ze swojego głównego atutu? Odpowiedź jest prosta: nikt z niczego nie rezygnował.

Rzecznik putina, Dmitrij Pieskow, dopiero w piątek, 30 stycznia, potwierdził istnienie zawieszenia broni, oświadczając, że potrwa ono do kolejnego zaplanowanego spotkania w ramach procesu negocjacyjnego w Abu Zabi (ZEA) — czyli do 1 lutego. W ten sposób rosja chciała „nadać pozytywny impuls procesowi pokojowemu”, jak cynicznie nazwano to na Kremlu. Później jednak okazało się, że rozmowy zostają przesunięte na 4–5 lutego. Wygląda na to, że w ten sposób Ukraińcy i Amerykanie próbowali przedłużyć tymczasowe wstrzymanie ognia wobec infrastruktury energetycznej. Niestety, ten manewr się nie powiódł.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na jeden interesujący fakt: wcześniej środowiska eksperckie zauważyły dziwną „rosyjsko-niesynchronizowaną” narrację w wypowiedziach stron. rosja dawała do zrozumienia, że energetyczne zawieszenie broni będzie obowiązywać do 1 lutego. Ukraina natomiast wskazywała, że w jej rozumieniu powinno ono trwać mniej więcej do 5–6 lutego. Prezydent Zełenski w ostatnich dniach nawet faktycznie próbował „łagodzić ostre krawędzie”, komentując sporadyczne uderzenia w obiekty energetyczne na terenach przyfrontowych.

„W ciągu doby doszło do nowych rosyjskich ostrzałów obiektów energetycznych w przyfrontowych i przygranicznych wspólnotach, jednak celowych uderzeń… w infrastrukturę energetyczną nie było” — oświadczył prezydent 2 lutego.

A dosłownie wczoraj wieczorem sam Donald Trump wystąpił z oświadczeniem, w którym przypomniał, że osobiście poprosił putina, aby przez tydzień nie uderzał w Kijów i inne miasta, ponieważ w Ukrainie panują bardzo niskie temperatury. Amerykański przywódca zaznaczył, że zawieszenie broni obowiązuje — i że to już jest „przynajmniej coś dobrego”. Jednak już w nocy z 2 na 3 lutego, zaledwie kilka godzin po słowach prezydenta USA, doszło do kolejnego zmasowanego ostrzału, który pozbawił prądu, wody i ogrzewania miliony Ukraińców — od Charkowa po Dniepr i Kijów.

Warto przyjrzeć się temu dokładniej. Średnio federacja rosyjska przeprowadza zmasowane ataki na ukraińską energetykę mniej więcej raz na 1–2 tygodnie. W „dniach ciszy” Moskwa ocenia wyrządzone szkody oraz gromadzi potencjał rakietowo-dronowy.

Ostatni duży atak miał miejsce 24 stycznia. Następny — 3 lutego. Minęło więc 11 dni, czyli dokładnie około półtora tygodnia. Jest całkiem możliwe, a nawet bardzo prawdopodobne, że w tych dniach rzekomego „zawieszenia broni” rosja i tak nie planowała ostrzeliwać Ukrainy. Jednak w kontekście rzekomo osiągniętych ustaleń zostało to zaprezentowane demonstracyjnie, jako „gest dobrej woli” przed negocjacjami.

Zauważmy również, że w tych dniach w Ukrainie wyraźnie się ociepliło, a w samym Kijowie temperatura miejscami wzrastała do 0 lub +1 stopnia. Jednocześnie już od soboty ponownie zaczęły się silne mrozy, które osiągnęły swoje apogeum właśnie we wtorek. I to właśnie w nocy z poniedziałku na wtorek federacja rosyjska przeprowadziła kolejny atak.

Powstaje więc paradoksalna sytuacja. Wyobraźmy sobie, że rano planowaliście wypić kawę, a gdzieś po południu — jak zwykle spokojnie napić się herbaty. I nagle zaczynają do was dzwonić sąsiedzi, prosząc, a nawet błagając, abyście pod żadnym pozorem nie pili rano herbaty. Ironia polega na tym, że i tak nie mieliście takiego zamiaru, planowaliście wypić kawę, a nie herbatę, ale sąsiedzi nie muszą o tym wiedzieć. Z łatwością więc „pójdziecie im na rękę” i wykonacie „gest dobrej woli”, a oni jeszcze pozostaną wobec was wdzięczni. Dokładnie tak samo wyglądała sytuacja z tym „energetycznym zawieszeniem broni”.

Україна в ОБСЄ: Росія готує нові удари по енергетиці


Ataki na energetykę a proces negocjacyjny: czy istnieje związek
 

Jak już wspomniano powyżej, biuro prasowe Kremla w miniony piątek oświadczyło dosłownie, co następuje: rosja zgodziła się na energetyczne zawieszenie broni po to, aby „nadać pozytywny impuls negocjacjom”. To ładnie brzmiące, lecz całkowicie pozbawione treści sformułowanie — i oto dlaczego.

Wszystkie strony procesu dyplomatycznego nadal trwają przy swoich maksymalistycznych stanowiskach. Moskwa domaga się przekazania jej całego Donbasu jako warunku zakończenia działań bojowych i ostrzałów. Zełenski oświadcza, że nie odda ani centymetra terytorium i nalega na zawieszenie broni wzdłuż linii frontu — na co rosja się nie zgadza. Amerykanie próbują zbliżyć te stanowiska, jednak, sądząc po licznych doniesieniach insiderskich, również domagają się od Ukrainy wycofania się z Donbasu, aby wojna mogła się zakończyć. Jednocześnie Stany Zjednoczone nie dążą do podpisania gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy ani do udziału w jej powojennej odbudowie — dopóki Zełenski, ponownie, nie wycofa wojsk z obwodu donieckiego.

W tym kontekście nadzieje na przełom w Abu Zabi w dniach 4–5 lutego w istocie przypominają nadzieje na to, że putin jutro umrze. Czy jest to możliwe? Tak, ponieważ prezydent federacji rosyjskiej jest, delikatnie mówiąc, osobą w podeszłym wieku. Ale czy to się stanie? Prawdopodobieństwo jest raczej niskie, a szczere liczenie na taki scenariusz oznacza oszukiwanie samego siebie i innych, pozostając w niewoli różowych iluzji zamiast zmierzyć się z surową rzeczywistością.

Tak samo jest z negocjacjami. „Cud” dyplomatycznego przełomu jest zawsze możliwy i nie należy go całkowicie wykluczać. Jednak mało prawdopodobne jest, aby nastąpił on w najbliższym czasie. A to oznacza, że ostrzały upadającej ukraińskiej energetyki trwają już teraz i z pewnością będą kontynuowane w przyszłości — właśnie w momentach najniższych temperatur i krytycznej podatności systemu, ku niestety milionom Ukraińców wyczerpanych zimnem i codziennym upokorzeniem życia bez podstawowych warunków bytowych.

Ворог завдав удару по енергетиці Полтавщини - ЗМІСТ


Podsumowując, istnieją wszelkie podstawy, by twierdzić, że historia wokół energetycznego zawieszenia broni była niczym więcej niż głośnym pretekstem informacyjnym, za którym nie kryło się nic realnego. Był to symulakrum — czyli kopia bez oryginału w rzeczywistości. Trump po raz kolejny stworzył sobie wizerunek rozjemcy, „nakłaniając” putina, by przez kilka dni nie dręczył Ukraińców zimnem. putin natomiast, który i tak nie zamierzał tego robić właśnie w tych dniach, „wielkodusznie się zgodził”, wznawiając ataki dokładnie wtedy, kiedy, jak się wydaje, od początku planował. Głośna medialnie historia, za którą kryje się jedynie pustka — oto najlepsze podsumowanie „energetycznego zawieszenia broni”.

Czytaj nas na Telegram i Sends