Prawie cztery lata pełnoskalowej wojny odcisnęły głębokie piętno na wszystkich sferach życia Ukrainy, wprowadzając do życia społecznego wiele nowych ograniczeń. Jednym z najbardziej widocznych stała się godzina policyjna. Noc sama w sobie jest swego rodzaju „komendantem”, który reguluje obecność obywateli na ulicach i w miejscach publicznych. Gdzieś trwa ona o 1–2 godziny dłużej, gdzieś krócej, jednak istota (niemal) wszędzie jest taka sama: nocą należy przebywać w domu — i kropka.
Obecność godziny policyjnej w naszym życiu stała się na tyle zwyczajna, że zaczęło się wydawać, jakby istniała od zawsze. Tak jednak nie jest: jako masowa i długotrwała praktyka administracyjna w Ukrainie ma ona w rzeczywistości niespełna cztery lata.
Niedawne krytyczne wydarzenia w sektorze energetycznym, w szczególności zmasowane ataki federacji rosyjskiej na obiekty infrastruktury, doprowadziły do ogłoszenia stanu nadzwyczajnego w energetyce. W tym kontekście w Kijowie oraz w niektórych innych regionach znacząco złagodzono, a de facto niemal zniesiono, egzekwowanie godziny policyjnej wobec biznesu i obywateli. Logika jest prosta: biznes (stacje paliw, centra handlowe, apteki czy kawiarnie) może funkcjonować jako punkt niezłomności, gdzie można się ogrzać i naładować urządzenia, a obywatele mają prawo dotrzeć do takich miejsc o każdej porze doby.
Ten precedens stał się katalizatorem, na razie niezbyt aktywnej, ale już obecnej, debaty publicznej: czy godzina policyjna ma dziś w ogóle sens, pod koniec czwartego roku wojny? Czy jest ona rzeczywiście koniecznym środkiem bezpieczeństwa, czy też przekształciła się w anachronizm, który hamuje gospodarkę i ogranicza wolności bez adekwatnych korzyści w wymiarze bezpieczeństwa? Pytanie to nabiera szczególnej ostrości, jeśli przypomnimy sobie, że w Ukrainie istnieje miasto stanowiące dowód alternatywnego podejścia — Użhorod, stolica obwodu, który przez całą wojnę nigdy nie znał godziny policyjnej.
Skąd w ogóle wzięło się zjawisko „godziny policyjnej”, do czego konkretnie jest ono potrzebne i czy Ukraina nie powinna zastanowić się nad potencjalnym zniesieniem tego reżimu administracyjnego? Z tym zagadnieniem wraz z ekspertami zmierzył się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.
Godzina policyjna: istota i kontekst historyczny
Godzina policyjna jako instytucja ma głębokie podstawy historyczne, jednak nie ma potrzeby zagłębiać się w gęste zarośla przeszłości. Wystarczy powiedzieć, że we współczesnym rozumieniu jest to zazwyczaj środek ograniczający o charakterze tymczasowym (!), wprowadzany przez władze państwowe na określonym terytorium w okresach stanu wyjątkowego, stanu wojennego, masowych zamieszek lub klęsk żywiołowych. Jej istotą jest zakaz lub ograniczenie przebywania obywateli w miejscach publicznych bez specjalnych zezwoleń w określonych godzinach, z reguły nocą. Celem jest utrzymanie porządku publicznego, zapobieganie przestępczości, ułatwienie kontroli sytuacji przez służby porządkowe oraz, co szczególnie aktualne w czasie wojny, zmniejszenie ryzyka ofiar wśród ludności cywilnej.
W ukraińskim kontekście era godziny policyjnej rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku wraz z ogłoszeniem stanu wojennego. Stała się ona jednym z pierwszych przejawów nowego, surowego trybu życia. Początkowo była całkowicie uzasadnioną reakcją na absolutnie bezprecedensowe zagrożenie — próbą uporządkowania chaosu pierwszych dni wojny, ochrony ludzi, którzy mogli stać się celem grup dywersyjnych, oraz zapewnienia siłom bezpieczeństwa i obrony maksymalnej swobody działania po zmroku. Wówczas środek ten był słusznie postrzegany przez społeczeństwo jako całkowicie niezbędny, a nawet ratujący życie.
Jednak czas mijał. Front względnie się ustabilizował, społeczeństwo nauczyło się w miarę funkcjonować w warunkach wojny, a godzina policyjna pozostała praktycznie niezmieniona, przekształcając się z tymczasowego środka nadzwyczajnego w stałą i zwyczajną administracyjną rutynę.

Potencjalne zniesienie godziny policyjnej: plusy i minusy
Warto zaznaczyć: obecnie nigdzie oficjalnie nie zniesiono godziny policyjnej, z wyjątkiem Użhorodu, gdzie w zasadzie nigdy jej nie było. W Kijowie oraz w regionach objętych nadzwyczajnym stanem w energetyce wprowadzono jedynie pewne złagodzenia tego reżimu.
Jednak znając realia ukraińskie, to właśnie de facto, a nie de iure, można mówić o jej tymczasowym zniesieniu. Obecnie każdy na ulicy Kijowa może powiedzieć, że zmierza do punktu niezłomności lub wraca do domu po wizycie w takim punkcie. I jak udowodnić, że to nieprawda, a dana osoba po prostu postanowiła wyjść na spacer? Pytanie retoryczne.
W tym kontekście interesujące jest czysto hipotetyczne wyobrażenie sobie, co by się stało w przypadku faktycznego zniesienia godziny policyjnej. Wśród zalet na pierwszym miejscu znajduje się czynnik ludzki — oznaczałoby to psychiczne i fizyczne odciążenie dla milionów obywateli. Możliwość swobodnego poruszania się nocą, zwłaszcza w ciepłej porze roku, jest istotnym elementem normalizacji życia, sposobem walki z wypaleniem oraz długotrwałym stresem, w jakim znajduje się społeczeństwo. Jest to również krok symboliczny, demonstrujący zaufanie do względnej stabilności sytuacji na zapleczu oraz ruch w kierunku odejścia od „totalitaryzacji” naszej codzienności.
Jednak najbardziej znaczące wydają się mimo wszystko korzyści ekonomiczne. Godzina policyjna niemal całkowicie niweluje potencjał tzw. „nocnej gospodarki”. Restauracje, kawiarnie, kluby i inne podobne miejsca są zmuszone zamykać się znacznie wcześniej niż przed wojną, tracąc istotną część przychodów, zwłaszcza w weekendy. Jednocześnie nie jest tajemnicą, że we wszystkich dużych miastach funkcjonują „uprzywilejowane” lokale. Oznacza to, że uczciwi przedsiębiorcy zamykają swoje działalności na noc, podczas gdy ci, którzy „załatwili sprawę”, spokojnie pracują w cieniu. Prowadzi to do spadku wpływów podatkowych, redukcji miejsc pracy oraz problemów całych sektorów, takich jak branża rozrywkowa oraz hotelarsko-gastronomiczna.
Taksówki i usługi dostawcze, na które nocą tradycyjnie istnieje duży popyt, również funkcjonują pod rygorystycznymi ograniczeniami lub wymagają specjalnych zezwoleń, co komplikuje ich działalność i zwiększa koszty. W ogóle wpływ godziny policyjnej na logistykę i przemysł ma charakter krytyczny. Wiele przewozów towarowych planowanych jest na godziny nocne w celu uniknięcia korków, a cykle produkcyjne w zakładach przemysłowych często mają charakter ciągły.
Konieczność wyrabiania specjalnych przepustek dla każdego kierowcy czy pracownika, który musi poruszać się nocą, tworzy bariery biurokratyczne, spowalnia procesy i podnosi koszty działalności biznesu, który i tak funkcjonuje w wyjątkowo trudnych warunkach. Zniesienie godziny policyjnej mogłoby stać się silnym impulsem dla aktywności gospodarczej w regionach zaplecza, dodając co najmniej kilka godzin pracy do ekonomicznego życia miast.
Głównym i w gruncie rzeczy jedynym poważnym argumentem za utrzymaniem godziny policyjnej pozostaje bezpieczeństwo. Noc jest tradycyjną porą rakietowo-dronowych ataków wroga. Na pierwszy rzut oka wszystko brzmi logicznie: mniej ludzi na ulicach i w lokalach — mniej potencjalnych ofiar w przypadku uderzeń. Jednak przy krytycznej analizie argument ten ujawnia swoje istotne słabości.
Po pierwsze, istnieje przykład Użhorodu. Jako miasto wojewódzkie przez całą wojnę nie wprowadziło ono godziny policyjnej. Życie w centrum Zakarpacia pokazało, że brak nocnych ograniczeń wcale nie prowadzi do chaosu, jakiegoś katastrofalnego wzrostu zagrożeń, przestępczości czy innych negatywnych zjawisk.
Po drugie, kwestia bezpieczeństwa jest w ogóle niezwykle bolesna. Mówi się, że dla bezpieczeństwa wszyscy powinni przebywać w domach. Jednak godzina policyjna w żadnym wypadku nie gwarantuje bezpieczeństwa w mieszkaniu! Niemal wszystkie ofiary nocnych ostrzałów zginęły właśnie we własnych domach, w które regularnie trafiają rakiety i drony. Ryzyko uderzenia w lokal nocny, gdzie może przebywać kilkadziesiąt osób, jest bardzo poważne, jednak statystycznie nie przewyższa ono ryzyka trafienia w budynek mieszkalny, w którym ludzi jest w istocie nie mniej, a często nawet więcej. Tym samym argument bezpieczeństwa, choć niezwykle istotny, nie ma charakteru absolutnego.

Opinie ekspertów
Politolog, dyrektor Centrum Stosowanych Badań Politycznych „Penta” Wołodymyr Fesenko przypomina, że obecnie nie chodzi o zniesienie godziny policyjnej, lecz o jej bardziej elastyczny reżim. I to jest słuszne podejście, ten administracyjny tryb należy złagodzić.
„Kiedy tworzono ustawę o stanie wojennym, była ona w istocie kopiowana — z wzorców radzieckich i innych. Była to abstrakcyjna sytuacja, nad którą nikt poważnie się nie zastanawiał. Wszystkie te ograniczenia były zapisane czysto hipotetycznie. A teraz oczywiste jest, że w obecnych warunkach, a zwłaszcza w warunkach takiego kryzysu energetycznego czy zmasowanych ostrzałów — jaka tu godzina policyjna? Potrzebne są dodatkowe środki zapewnienia porządku nocą. I zdecydowanie potrzebny jest bardziej elastyczny format ograniczeń wobec ludności cywilnej. Wszystkie te nocne zakazy miały sens w dawnych wojnach. Dziś mamy inną epokę, inną sytuację, i ograniczenia w przemieszczaniu się ludzi należy znosić. Jestem jednak przekonany, że muszą pozostać ograniczenia dla różnego rodzaju lokali rozrywkowych — w końcu mamy wojnę. To powinien być hybrydowy model: nie tak jak w czasach pokoju. Ale ludzie muszą mieć możliwość zaspokojenia podstawowych, pilnych potrzeb nocą, tym bardziej w takich warunkach” — uważa Wołodymyr Fesenko.
Politolog, kierownik centrum „Trzeci Sektor”, Andrij Zołotariow, podchodzi do sprawy znacznie bardziej sceptycznie. Jego zdaniem godzina policyjna pełni przede wszystkim funkcję korupcyjną i polityczną, a nie bezpieczeństwa.
„W Kijowie obecnie faktycznie zminimalizowano godzinę policyjną, chociaż niemal od samego początku było jasne, że jest to raczej policyjna akcja wymierzona we własnych obywateli niż realne zapewnienie walki z wrogiem, przeciwdziałanie grupom dywersyjnym i tym podobne. Godzina policyjna dawno już stała się ‘korytem’ dla skorumpowanych policjantów i części urzędników. Jednocześnie osoby zamożne, ludzie z koneksjami, całkiem swobodnie mogą poruszać się nawet w czasie jej obowiązywania. Na przykład niektóre usługi taksówkowe działają przez cały czas godziny policyjnej, ale kosztuje to zupełnie inne pieniądze niż w normalnych warunkach. Widzimy, że na Zakarpaciu przez całe cztery lata wojny nie było godziny policyjnej, i można powiedzieć, że potrzeba jej istnienia, z wyjątkiem regionów przyfrontowych, jest bardzo, bardzo wątpliwa. Ale nie po to ją wprowadzano. Był to w istocie policyjny środek ‘tresury’ społeczeństwa, zmuszania go do określonego modelu zachowania. W praktyce do dziś tak to właśnie funkcjonuje: przypomina, że trwa wojna, i ‘wychowuje’ własne społeczeństwo” — stwierdził Andrij Zołotariow.

Podsumowując, kwestia godziny policyjnej w Ukrainie pod koniec czwartego roku wojny wyszła już daleko poza ramy zwykłej procedury administracyjnej. Stała się swoistym wskaźnikiem tego, jak państwo balansuje między bezpieczeństwem a wolnością, między permanentnym reżimem totalnej nadzwyczajności a dążeniem ludzi do normalizacji życia.
Ostateczna decyzja bez wątpienia należy do władz. Powinna ona opierać się na rzetelnej ocenie ryzyk charakterystycznych dla poszczególnych regionów, możliwościach służb bezpieczeństwa oraz systemów ostrzegania. Jednocześnie narasta wrażenie, że godzina policyjna w większej części Ukrainy, zwłaszcza na zachodzie i w centrum kraju — stopniowo i niemal niezauważalnie przekształciła się w przestarzały atawizm, w relikt pierwszych miesięcy wojny. Być może nadszedł czas na stopniowe, zróżnicowane regionalnie przejście do bardziej elastycznych modeli.