$ 42.68 € 49.93 zł 11.86
-1° Kijów -10° Warszawa +16° Waszyngton
„Zostałem wyznaczony winnym”: były zastępca szefa Dniepropietrowskiej OWA Orłow — o politycznym zleceniu i kaucji w wysokości 22 milionów

„Zostałem wyznaczony winnym”: były zastępca szefa Dniepropietrowskiej OWA Orłow — o politycznym zleceniu i kaucji w wysokości 22 milionów

05 stycznia 2026 18:58

Sprawa bez ustalenia faktu wręczenia łapówki, bez udokumentowanych strat i bez określonych poszkodowanych, za to z tzw. „agentem-prowokatorem” w centrum oskarżenia.

Były zastępca szefa Dniepropietrowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej (OWA), adwokat Wołodymyr Orłow, jest podejrzewany o żądanie 200 tys. dolarów za pomoc w uzyskaniu dzierżawy działki leśnej o powierzchni 19 hektarów. Według śledztwa chodziło o wniosek prywatnej spółki, która planowała wykorzystać ten teren do działalności rekreacyjnej.

Sam Wołodymyr Orłow stanowczo zaprzecza postawionym mu zarzutom, twierdząc, że nie doszło do otrzymania żadnych środków finansowych oraz że mogło dojść do prowokacji. W wywiadzie dla UA.News szczegółowo opowiedział o okolicznościach sprawy i własnym stanowisku.

Główna niesprawiedliwość i „łapówka”, której nie było
 

Główna niesprawiedliwość w mojej sprawie polega na tym, że sądzą mnie za wymuszenie łapówki, która nigdy nie istniała. To nie są tylko moje słowa — potwierdza to nawet pismo samego NABU. Na wniosek moich obrońców Biuro odpowiedziało, że na tę „operację” w ogóle nie zostały przeznaczone żadne środki. To znaczy, że nie było ani pieniędzy, ani faktu ich przekazania, ani samej korzyści majątkowej.

Co więcej, sama postać wnioskodawcy budzi ogromne wątpliwości. To człowiek, którego znałem od 12 lat i uważałem za znajomego, a który okazał się osobą o skrajnie niejednoznacznej reputacji. Ołeksij Honczar — w aktach mojej sprawy figuruje pod nazwiskiem Torop. Jak się okazało, wcześniej był również Karpienką i Szewczenką. Jest obywatelem rosji, który, jak wyszło na jaw już po rozpoczęciu czynności procesowych, miał poważne problemy z prawem w swoim kraju: odsiedział sześć lat za oszustwo i jest tam poszukiwany.

W Ukrainie również czekają go procesy za podobne przestępstwa — w sądach toczą się obecnie dwa akty oskarżenia dotyczące oszustw na kwoty 1 miliona i 800 tysięcy dolarów. Czyni go to całkowicie zależnym od organów ścigania i idealnym narzędziem do prowokacji.

O manipulowaniu pomocą dla Sił Zbrojnych Ukrainy
 

Na początku wszystko wyglądało bardzo szlachetnie. Ołeksij Honczar, twierdząc, że służy jako karabinowy na kierunku czasiwjarowskim, przyszedł do mnie z szeregiem próśb. Jak później się okazało, była to fikcja, ale wtedy uwierzyłem i pomagałem jego „jednostce” — samochodami, sprzętem walki radioelektronicznej, żywnością.

Później przyszedł z, moim zdaniem, dziwną prośbą dotyczącą wydzielenia działki ziemi. Ważne jest, by zrozumieć: nie leżało to w ogóle w zakresie moich kompetencji w administracji — bezpośrednio zajmował się tym szef administracji.

Kiedy „agent” zorientował się, że ode mnie otrzymuje wyłącznie odmowy, zaczął manipulować: rzekomo „przekażmy jakieś pieniądze, żeby załatwić sprawę przez szefa”. Ponieważ znaliśmy się od wielu lat, początkowo próbowałem delikatnie kończyć te rozmowy, mówiąc „zastanowię się” lub „wrócimy do tego później”, ale nigdy do tego nie wracałem.

Za trzecim czy czwartym razem odpowiedziałem maksymalnie jasno: „Nie interesuje mnie to, więcej z tym do mnie nie przychodź”. Następnym razem spotkaliśmy się… na sali sądowej. Honczar występował jako wnioskodawca w mojej sprawie.

Prowokacja przestępstwa
 

Już w trakcie procesu dowiedziałem się, że Honczar rzekomo działał w interesie konkretnego przedsiębiorstwa, które chciało uzyskać tę działkę. Jestem przekonany, że była to stuprocentowa prowokacja.

Proszę spojrzeć na chronologię: Honczar zgłosił się do mnie w maju, a detektywi NABU pojawili się dopiero pod koniec października. Gdybym rzeczywiście żądał pieniędzy, organy ścigania powinny były zatrzymać mnie „na gorącym uczynku” w momencie ich przekazywania. Ale oni wiedzieli, że nie zamierzałem brać żadnych pieniędzy.

Dlatego próbowali stworzyć inną pułapkę. Dwukrotnie przynoszono mi projekt rozporządzenia o przydziale ziemi dokładnie w tych momentach, gdy szef administracji, nawet przebywając w budynku, nagle „wyjeżdżał w delegację”, a ja jako pełniący obowiązki miałem podpisać dokument. Oba razy zwracałem te papiery, podkreślając, że to nie leży w zakresie moich obowiązków.

Jestem przekonany, że te pułapki były przygotowywane przez detektywów NABU wspólnie z przedstawicielami administracji obwodowej oraz tym „etatowym” oszustem.

O „ofertach handlowych”
 

Przez cały okres mojej pracy nigdy nie składano mi „ofert handlowych”. Biznes zwracał się jedynie o pomoc w granicach prawa. Dlaczego więc wybór padł na mnie?

Mam silne przekonanie, że w tej sprawie wyraźnie widać interesy ówczesnego szefa Dniepropietrowskiej OWA, Serhija Łysaka.

Od początku 2024 roku wielokrotnie mówił mi w prywatnych rozmowach, że rzekomo „interesuje się mną NABU” i że „chcą mojego zwolnienia”. Odpowiadałem wprost: „Nie trzymam się stanowiska. Jeśli jest takie polecenie — odejdę”.

Od początku wojny prawie nie byłem na urlopach, cały czas pracowałem. W lipcu sam złożyłem rezygnację z własnej woli. I dopiero dwa miesiące po odejściu ze stanowiska przyszli do mnie z przeszukaniami.

O absurdalności zarzutów i gigantycznych kaucjach
 

Jako adwokat widzę pełny absurd w sformułowaniach: „nieustalone osoby”, „nieustalony czas”, „nieustalone straty”.

Nawet właściciele i prawnicy przedsiębiorstwa, w którego interesie rzekomo działał „agent”, potwierdzili w sądzie, że o sprawie dowiedzieli się z mediów już po przeszukaniach. W ogóle nie wiedzieli, że ten Honczar-Torop działał w ich imieniu.

Mimo to system działa na zniszczenie. Najpierw żądano ode mnie kaucji w wysokości 15 milionów hrywien, a apelacja podniosła ją do 22,7 miliona. I to przy braku jakichkolwiek strat i przekazanych pieniędzy. To właśnie jest „wyznaczanie winnego” zamiast rzetelnego śledztwa.

O reputacji publicznej
 

Co teraz dzieje się z tym „agentem”? Został przesłuchany, i nie jest już potrzebny postępowaniu. Widuję go w Kijowie: spokojnie chodzi po restauracjach, czuje się pewnie. Jest pod ochroną NABU.

Na początku postępowania próbowano go nawet utajnić, aby, jak sądzę, wykorzystywać go w podobnych prowokacjach przeciwko innym urzędnikom lub biznesmenom. Już figuruje jako wnioskodawca w sprawie szefa Państwowej Administracji Sądowej Ołeksija Salnikowa — to jego „praca”.

Oczywiście taka sprawa uderza w reputację. Gdy media rozpowszechniają informację, że jesteś „przestępcą”, 90% ludzi przyjmuje to jak aksjomat. To powoduje dyskomfort. Ale aktywnie relacjonuję każde posiedzenie sądu na swojej stronie na Facebooku. Ci, którzy chcą zapoznać się z faktami, widzą, że ta sprawa jest szyta grubymi nićmi.

Do detektywów i zleceniodawców
 

Nie mam żadnych komunikatów ani próśb do detektywów czy prokuratorów. Oni doskonale wszystko rozumieją. Wiedzą, że sprawa jest sfabrykowana, wiedzą, na czyje zlecenie została przygotowana i kto był wykonawcą. Po prostu realizują zadanie polegające na prowokacji.

Jestem w 100% pewien, że w tej historii widać ślad Serhija Łysaka, a czas wszystko ustawi na swoim miejscu. Kiedy sąd ogłosi wyrok, będę mógł udzielić jeszcze bardziej szczegółowych komentarzy na temat tego, jak i dlaczego do tego doszło.

Czytaj nas na Telegram i Sends