$ 44.67 € 52.16 zł 12.12
+18° Kijów +16° Warszawa +28° Waszyngton
„Test mołdawski”: dlaczego Rosja zaczęła atakować przejścia graniczne

„Test mołdawski”: dlaczego Rosja zaczęła atakować przejścia graniczne

25 sierpnia 2026 17:23

W ostatnich dniach armia rosyjska po raz pierwszy od ponad czterech i pół roku trwającej wojny na pełną skalę przeprowadziła serię ataków na międzynarodowe przejścia graniczne na zachodniej granicy Ukrainy. Chodzi o przejścia graniczne „Reni” i „Tabaki”, które zostały zaatakowane kolejno w dniach 20–21 sierpnia. Następnie, w nocy z 24 na 25 sierpnia, Rosjanie zaatakowali przejście graniczne „Vulcanesti”

Wszystkie trzy obiekty znajdują się na granicy ukraińsko-mołdawskiej. Pomimo tego, że ataki były wymierzone wyłącznie w ukraińską infrastrukturę przejść granicznych, sam fakt ataku na międzynarodowe przejście graniczne stanowi już nową rzeczywistość, która przenosi wojnę na kolejny (kolejny) niebezpieczny poziom. Ponadto, biorąc pod uwagę, że jest to już trzeci atak w ciągu kilku dni, pojawiają się całkiem poważne podstawy, by mówić o systematycznym charakterze tych ataków. 

Do tej pory zachodnie granice, a zwłaszcza same przejścia graniczne, były uważane za jedne z najbezpieczniejszych miejsc w kraju. Teraz ta iluzja legła w gruzach. Dlaczego Rosja atakuje przejścia graniczne, na czym polega istota nowej taktyki i czy wróg ograniczy się wyłącznie do Mołdawii? Analityk polityczny UA.News Mykyta Trachuk wraz z ekspertami zgłębiał tę kwestię.  

Co wydarzyło się na przejściach granicznych i dlaczego mówi się o systematyczności

 

Formalnie ataki na przejścia graniczne można traktować jako atak na obiekty infrastruktury granicznej. Jednak z punktu widzenia prawa międzynarodowego i bezpieczeństwa sprawa jest znacznie bardziej złożona. Przejście graniczne stanowi bowiem wspólną strefę odpowiedzialności dwóch państw. Uderzenie w ten punkt, nawet jeśli trafi tylko w część ukraińską, automatycznie stwarza zagrożenie dla terytorium sąsiedniego kraju. 

W przypadku Mołdawii Rosjanie, jak się wydaje, świadomie wybrali taką taktykę: uderzać wyłącznie po stronie ukraińskiej, minimalizując ryzyko bezpośredniego trafienia na terytorium Mołdawii. To sprytny ruch: z jednej strony chodzi o zademonstrowanie siły i pewnego stopnia „bezczelności”, z drugiej jednak o to, by nie dać powodu do eskalacji i oskarżeń o atak na sąsiednie państwo. 

Jeśli jednak spojrzeć na te trzy ataki łącznie, nie wydają się już przypadkowe. To system i swego rodzaju „testowanie” nowej taktyki. Rosja świadomie wybrała do „testu” właśnie granicę z Mołdawią – krajem, który nie jest członkiem ani UE, ani NATO. Ma to zasadnicze znaczenie. Kreml nie odważył się jeszcze rzucić wyzwania granicom z Rumunią czy Polską, ponieważ wiązałoby się to z bezpośrednim kontaktem bojowym z terytorium Sojuszu. Natomiast posterunki graniczne na granicy z Mołdawią wydają się Moskwie dogodnym celem: Kiszyniów nic nie zrobi, nawet gdyby chciał. 

Jeśli takie ataki będą trwały – a o ich prawdopodobieństwie otwarcie mówią ukraińscy eksperci – będzie to oznaczało, że Rosja celowo rozszerza zasięg presji gospodarczej. Kluczowa przyczyna takich ataków leży bowiem właśnie w sferze gospodarki. 

image

 

Front gospodarczy: po co atakować granicę

 

Najbardziej oczywistym wyjaśnieniem jest chęć utrudnienia życia ludności cywilnej przekraczającej granicę. Jeśli jednak spojrzeć na sytuację z szerszej perspektywy, staje się jasne, że chodzi o znacznie bardziej globalny cel. 

Rosja już od ponad miesiąca blokuje ukraiński eksport morski — kluczowy kanał wywozu zboża, metalu i innych produktów. Równolegle wróg systematycznie atakuje infrastrukturę rzeczną Dunaju, próbując unieruchomić porty dunajskie i terminale przeładunkowe. Co pozostaje? Transport samochodowy i kolejowy.

Właśnie dlatego obiekty „Ukrzaliznyci” od dłuższego czasu są przedmiotem ciągłych ataków. Rosyjskie rakiety i drony regularnie uderzają w podstacje trakcyjne, tory, zajezdnie, węzły logistyczne, zwykłe pociągi i pociągi podmiejskie itp. Logika jest prosta: pozbawić Ukrainę możliwości eksportu i importu towarów, zdławić gospodarkę, zmusić biznes i państwo do życia w warunkach permanentnego kryzysu logistycznego. 

Ataki na drogowe przejścia graniczne to kolejny krok w tym samym kierunku. Jeśli porty są zablokowane, kolej znajduje się pod ciągłym ostrzałem, a teraz także przejścia samochodowe na zachodniej granicy stają się niebezpieczne, Ukraina znajduje się w sytuacji niemal całkowitej izolacji handlowej.

To nie tylko taktyka wojskowa, ale także konkretny element wojny gospodarczej na wyczerpanie. Kreml próbuje pokazać, że żaden kanał łączności Ukrainy ze światem zewnętrznym nie jest bezpieczny (w pewnym sensie, niestety, tak właśnie jest). Ataki na przejścia graniczne nie mają na celu zniszczenia infrastruktury wojskowej, lecz stworzenie atmosfery całkowitej niepewności dla przedsiębiorców, przewoźników, eksporterów i importerów. Każda ciężarówka stojąca w kolejce na granicy, każdy zamknięty punkt graniczny – to utracone pieniądze, zerwane kontrakty, wzrost kosztów logistyki itp. I właśnie do tego dąży Rosja.

Poza tym nie należy oczywiście zapominać o zadaniach czysto wojskowych. Przez zachodnie granice przebiega logistyka obronna Sił Zbrojnych Ukrainy: z Europy trafia do nas uzbrojenie, amunicja, towary podwójnego zastosowania itp. Moskwa oczywiście dąży do zablokowania całego tego przepływu. W ten sposób realizowana jest kompleksowa strategia wywierania zarówno ekonomicznej, jak i wojskowej presji na Ukrainę. 

Новый КПП будет создан на границе Республики Молдова и Румынии


Czy Kremlowi uda się osiągnąć swój cel?

 

Pomimo całej powagi sytuacji warto trzeźwo oceniać perspektywy Federacji Rosyjskiej. Tak, ataki na trzy przejścia graniczne na granicy z Mołdawią to precedens, którego nie można ignorować. Dwa z nich wznowiły już działalność, co świadczy o zdolności strony ukraińskiej do szybkiego reagowania na uszkodzenia. 

Najważniejsza jest jednak skala problemu. Na zachodnich granicach Ukrainy funkcjonuje około 75 przejść granicznych różnego typu: samochodowych, kolejowych, pieszych, mieszanych itp. Zdecydowana większość z nich znajduje się na granicy z krajami NATO — Polską, Rumunią, Słowacją i Węgrami. Aby całkowicie unieruchomić tę infrastrukturę, Rosja musiałaby wykonać setki precyzyjnych uderzeń. A każde takie uderzenie wzdłuż granicy z krajem należącym do Sojuszu to gra z ogniem. 

Trafienie na terytorium kraju NATO, rany, a nawet śmierć polskiego lub rumuńskiego strażnika granicznego (a są to przecież oficjalni żołnierze) mogą sprowokować nieoczekiwaną reakcję. Kreml wyraźnie to rozumie. Dlatego scenariusz, w którym Rosja rozpocznie masowe bombardowanie przejść granicznych z Polską lub Rumunią, wydaje się obecnie mało prawdopodobny – przynajmniej w najbliższej przyszłości. Na razie celem pozostają wyraźnie przejścia graniczne z „bezbronną” Mołdawią. 

Nie należy jednak całkowicie wykluczać możliwości dalszej eskalacji. Rosyjska machina wojenna ma skłonność do stopniowego podnoszenia stawki. Jeśli „test mołdawski” okaże się dla Moskwy udany, a reakcja międzynarodowa okaże się niewystarczająco stanowcza (co najprawdopodobniej tak właśnie będzie), nie można wykluczyć, że kolejnym krokiem będą ataki na poszczególne obiekty na granicach z Rumunią lub Polską. 

Byłoby to logiczną kontynuacją tej samej strategii: najpierw sprawdzić reakcję na warunkowo bezpiecznym obszarze, a następnie stopniowo rozszerzać strefę rażenia. Najprawdopodobniej jednak Moskwa postara się zaatakować wyłącznie ukraińską infrastrukturę przejść granicznych, nie naruszając obiektów państw europejskich. 

На українсько-польському кордоні відкрили новий пункт пропуску


Opinie ekspertów 
 

Ekspert wojskowy UIP, emerytowany pułkownik Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Oleg Starikow uważa, że mamy do czynienia z zaplanowaną operacją Rosji, która w najbliższym czasie szybko nabierze tempa. 

„Wszystkie dostępne sygnały wywiadowcze – nie tylko na froncie, ale także w życiu politycznym Rosji – wskazują, że Kreml podjął ostateczną decyzję o kontynuowaniu wojny aż do osiągnięcia wszystkich celów wyznaczonych na początku inwazji. Na linii frontu w strefie taktycznej Kreml najpierw przeprowadził otoczenie bojowe, a następnie operacyjne, osiągając w ten sposób pewne wyniki. Następnie zaczęto to stosować na kierunkach operacyjnych: Pokrowsk, Mirnohrad, aglomeracja Słowiańsko-Kramatorska. Jeśli natomiast chodzi o samą operację strategiczną, Rosjanie rozpoczęli działania mające na celu blokadę transportu kolejowego, samochodowego oraz morskiego na Morzu Czarnym. Atakują nie tylko Odesską Flotę Parową, ale także flotę dunajską. Kolejny etap to przejście do działań lądowych: odcięcie Ukrainy od lądowych szlaków logistycznych wzdłuż zachodniej granicy. 

Zaczynają od południa, od Mołdawii, a następnie będą posuwać się na północ. W ten sposób planują zablokować całą granicę lądową, która łączy Ukrainę z europejskimi partnerami. W ten sposób Rosjanie chcą rozwiązać problem na linii frontu, uniemożliwiając zachodnim partnerom dostarczanie Ukrainie uzbrojenia i różnych innych towarów. Myślę, że wszystko to nastąpi szybko. Zadanie blokady lądowej zostanie najprawdopodobniej zrealizowane do końca września – początku października. I tak, należy spodziewać się ataków na wszystkie przejścia graniczne. Jednak przede wszystkim zagrożone są duże przejścia graniczne: kolejowe, samochodowe itp. Pytanie brzmi: jak zareagują zachodni partnerzy? W ogóle. Porozmawiają i uspokoją się. Reakcja ograniczy się co najwyżej do działań informacyjnych i nic więcej” — jest przekonany Oleg Starikow. 

Ekspert wojskowy Oleg Żdanow twierdzi, że Rosja za wszelką cenę chce zablokować dostawy sprzętu i uzbrojenia do Ukrainy. Jest to dla niej sprawą życia i śmierci. Dlatego zaczynają atakować przejścia graniczne na zachodnich granicach. 

„Spójrzcie na Biłgoród-Dniestr: prawie cała logistyka została tam zniszczona. Kiedy przekierowaliśmy ją przez inne przejścia graniczne — zaczęli atakować właśnie te przejścia… Myślę, że Rosjanie będą posuwać się dalej na północ wzdłuż granicy, atakując przejścia graniczne z innymi krajami. Warto jednak zauważyć, że przejść granicznych jest wiele, a rosyjski wywiad nie na darmo zarabia na chleb. Nie wszystkie spośród niemal setki przejść granicznych zostaną zaatakowane. Tylko te, przez które przebiega główny strumień towarów — właśnie tam będą miały miejsce ataki. Na niektórych niewielkich drogowych przejściach granicznych ciężarówki z uzbrojeniem nie przejadą, tam dojdzie do paraliżu. Raczej nie należy się tam spodziewać ataków. Najprawdopodobniej będą wybierać poszczególne przejścia graniczne i uderzać w nie punktowo” – uważa Oleg Żdanow. 

Кордон з Молдовою – На кордоні з Молдовою призупинив роботу один з пунктів  пропуску | головний сайт про політиків Слово і Діло


Podsumowując, ataki na przejścia graniczne z Mołdawią to nie tylko kolejny epizod wojny, ale kolejny sygnał. Rosja pokazuje, że jest gotowa rozszerzać próby ekonomicznego dławienia i presji militarnej na Ukrainę, czyniąc celem nawet te obiekty, które do niedawna uważano za całkowicie bezpieczne. Głównym celem jest nie tyle zniszczenie konkretnego punktu granicznego, co stworzenie atmosfery całkowitego zagrożenia dla całej infrastruktury granicznej i logistycznej. Jest to cios wymierzony w gospodarkę, Siły Zbrojne Ukrainy, biznes oraz ludzi, którzy muszą przekraczać granicę, i tak dalej.

Jednak na razie mówienie o całkowitej izolacji lądowej Ukrainy jest przedwczesne. Zachodnia granica to prawie sto przejść granicznych. Ryzyko przypadkowego ataku na terytorium Sojuszu jest czynnikiem powstrzymującym, którego Kreml raczej nie jest gotowy zignorować, przynajmniej na razie. 

Jednocześnie granica z Mołdawią pozostaje słabym punktem i właśnie tam najprawdopodobniej należy spodziewać się kolejnych ataków. Władze i partnerzy międzynarodowi powinni już teraz zastanowić się, jak zabezpieczyć ten odcinek i zapobiec całkowitej blokadzie lądowej Ukrainy. 

Czytaj nas na Telegram i Sends

Pobierz naszą aplikację