$ 42.31 € 49.63 zł 11.79
-1° Kijów +1° Warszawa +1° Waszyngton
Nowe groźby Kremla: co się dzieje i czego się spodziewać

Nowe groźby Kremla: co się dzieje i czego się spodziewać

02 stycznia 2026 18:00

W ostatnich dniach doszło do gwałtownego pogorszenia relacji między Ukrainą a rosją — choć wydawałoby się, że gorzej być już nie może. Obecnie w rosyjskiej przestrzeni informacyjnej (zarówno oficjalnej, jak i wśród tzw. Z-korespondentów wojennych) dominują dwa tematy: rzekomy atak dronów na jedną z rezydencji władimira putina oraz uderzenie w okupowane Horły w noc sylwestrową, w wyniku którego — jak się twierdzi — zginęło 27 cywilów.

Ukraina na najwyższym szczeblu zaprzecza obu oskarżeniom. W sprawie pierwszego incydentu wypowiedział się już prezydent Wołodymyr Zełenski, oświadczając, że żadnego ataku na rezydencję putina nie było. W sprawie drugiego zdarzenia podobne stanowisko przedstawił Sztab Generalny, choć warto zaznaczyć, że niektóre nieoficjalne ukraińskie kanały na Telegramie potwierdzały uderzenie w Horły.

Tak czy inaczej jedno jest oczywiste: rosjanie bardzo intensywnie nagłaśniają te tematy w mediach, kładąc szczególny nacisk na „okrucieństwa ukraińskich nazistów z Sił Zbrojnych Ukrainy” oraz rzekome „dążenie Kijowa do zerwania procesu negocjacyjnego”. Otwarcie mówi się także o „twardej odpowiedzi” rosji na te incydenty, która ma być już przygotowywana.

Co się dzieje, czego mogą spodziewać się Ukraińcy i po co w ogóle to wszystko się robi? Sprawą zajął się komentator polityczny UA.News Mykyta Traczuk.

Atak na rezydencję putina i uderzenie w Horły
 

Warto zauważyć, że w obu tych historiach jest znacznie więcej niejasności niż pewnych informacji. 29 grudnia rosyjskie media i kanały na Telegramie rozpowszechniły wypowiedzi ministra spraw zagranicznych rosji Siergieja Ławrowa o rzekomej próbie ataku ukraińskimi dronami na rezydencję putina „Użyn”, położoną w pobliżu Wałdaju. Informacjom tym towarzyszyły oskarżenia wobec Ukrainy, jakoby „reżim kijowski” próbował w ten sposób zabić rosyjskiego dyktatora.

Prezydent Zełenski natychmiast i kategorycznie zaprzeczył jakimkolwiek związkom z tym incydentem, nazywając go „zwykłym kłamstwem”. Wielu analityków i obserwatorów (w tym także niektórzy rosyjscy) uznaje to wydarzenie za celową prowokację oraz próbę wykorzystania przez rosyjskie władze dowolnego pretekstu do zerwania ewentualnych procesów negocjacyjnych.

Generalnie w tej sprawie wciąż jest bardzo dużo „białych plam”. Całkiem możliwe, że rosjanie sami wymyślili „nalot” na rezydencję putina. Przynajmniej poza Kremlem nikt nie jest w stanie w stu procentach potwierdzić, że coś takiego faktycznie miało miejsce. Amerykański wywiad twierdzi, że Ukraina w nocy z 28 na 29 grudnia rzeczywiście wypuszczała drony nad obwodem nowogrodzkim, jednak nie były one wymierzone w państwową daczę prezydenta rosji.

Argumenty te nie przekonały jednak strony rosyjskiej. Moskwa już zapowiedziała „twardą odpowiedź” wobec Ukrainy, a także „zmianę stanowiska negocjacyjnego”. Co dokładnie kryje się pod tym ostatnim sformułowaniem, Kreml nie sprecyzował.

Jeśli chodzi natomiast o uderzenie w Horły, sytuacja jest bardziej złożona. Istnieją konkretne wizualne dowody na to, że atak na restaurację rzeczywiście miał miejsce. Również niektóre ukraińskie kanały na Telegramie potwierdzały trafienie, twierdząc, że odbywało się tam zgromadzenie „kolaborantów”.

Na poziomie oficjalnym Sztab Generalny stanowczo jednak zaprzecza atakowi. Strona rosyjska z kolei mówi o 27 zabitych cywilach, w tym osobach nieletnich. Niezależne sprawdzenie i weryfikacja tych danych są obecnie niemożliwe. Nie przeszkadza to jednak rosjanom — ustami byłego prezydenta federacji rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa — obiecywać Ukrainie „szybką i nieuchronną zemstę”.

Число жертв атаки дронов на кафе в Херсонской области выросло до 27 — РБК


Kreml obiecuje „odwet”: czego mogą spodziewać się Ukraińcy
 

Sytuacja wyraźnie się zaostrza. W rosyjskiej telewizji nieustannie pokazywane są materiały z Horłów, a „eksperci” omawiają rzekome „zbrodnie nazistów”. Wspomniany wcześniej Dmitrij Miedwiediew porównał uderzenie w kawiarnię w noc sylwestrową do tragedii w Chatyniu, kiedy podczas II wojny światowej prawdziwi, a nie wymyśleni przez rosyjską propagandę nazistowscy okupanci spalili białoruską wieś wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami.

Wynika z tego, że wkrótce należy spodziewać się odpowiedzi ze strony federacji rosyjskiej. Nie jest to teoria spiskowa ani alarmizm, lecz bezpośrednie groźby i zapowiedzi rosyjskich rzeczników. Z reguły na takich „odwetach” cierpi ludność cywilna, dlatego w najbliższych dniach należy szczególnie uważnie reagować na alarmy i śledzić komunikaty grup monitorujących.

Jakie mogą być warianty rosyjskiej odpowiedzi?

Po pierwsze, na myśl przychodzi kolejny, wyjątkowo zmasowany ostrzał Ukrainy — przede wszystkim infrastruktury energetycznej. Od ostatniego takiego uderzenia minęło już około półtora tygodnia. Warto też zauważyć, że w ostatnich dniach odnotowuje się ogólny, gwałtowny spadek liczby ataków na terytorium Ukrainy. Wygląda to na przygotowania, poszukiwanie celów oraz gromadzenie środków rażenia (dronów i rakiet).

Całkiem możliwe jest również użycie szeroko reklamowanej międzykontynentalnej rakiety balistycznej „Oriesznik”, którą władimir putin regularnie się chwali.

Drugi wariant to precyzyjne uderzenie w dzielnicę rządową w Kijowie. Tutaj właśnie „pasuje” wspomniany wcześniej „Oriesznik” jako broń znacznie potężniejsza od wszystkiego, co rosja zwykle wykorzystuje w atakach na Ukrainę. Biuro Prezydenta, Rada Najwyższa, rząd, budynki ministerstw i służb specjalnych — wszystko to stanowiłoby dla Kremla cel symboliczny.

Trzeba jednak rozumieć, że realnie w przebiegu wojny nic by się nie zmieniło, nawet gdyby cała dzielnica rządowa została doszczętnie zniszczona. Zarządzanie państwem od dawna jest zdecentralizowane i może odbywać się z wielu tajnych bunkrów, których w Ukrainie nie brakuje jeszcze od czasów radzieckich. Dla rosji stworzyłoby to jednak silny medialny obraz „odwetu” i „uderzeń w centra decyzyjne”.

Trzeci wariant to ostrzały lub zamachy terrorystyczne z dużą liczbą ofiar. Informowała o tym już m.in. ukraińska Służba Wywiadu Zagranicznego (SZR). Jej zdaniem celem Kremla jest zerwanie procesu negocjacyjnego. Obiektami ataku mogą stać się obiekty kultu religijnego na terytorium rosji lub na okupowanych obszarach Ukrainy. Przewidywane daty to Boże Narodzenie według kalendarza juliańskiego (7 stycznia) oraz dni bezpośrednio przed lub po tym święcie.

Warto zaznaczyć, że ukraińska SZR, w przeciwieństwie do wielu innych służb specjalnych, jest instytucją dość niepubliczną. Oznacza to, że zazwyczaj nie publikuje informacji bez istotnego powodu.

Czwarty wariant jest bardzo prosty: federacja rosyjska może sięgnąć po wszystkie wymienione wyżej środki — po prostu w różnych proporcjach i w różnych terminach. Może więc chodzić o operację kompleksową, obejmującą zarówno zmasowane ostrzały, jak i zamachy lub prowokacje z ofiarami wśród ludności cywilnej.

Wreszcie piąty wariant — użycie broni jądrowej przeciwko Ukrainie. Na szczęście jest to najmniej prawdopodobny i jawnie nieadekwatny, nawet jak na Kreml, scenariusz.


Kluczowy motyw rosyjskich prowokacji
 

U podstaw każdego przestępstwa leży motyw — to fundament całej międzynarodowej kryminalistyki. Można ująć to szerzej: motyw leży u podstaw wszelkich działań, o ile nie są one wynikiem zachowania osoby chorej psychicznie. To samo dotyczy polityki i wojny.

Oczywistym motywem wszystkiego, co dzieje się obecnie, jest zerwanie negocjacji pokojowych i doprowadzenie wojny do określonego punktu eskalacji. Odbywa się to poprzez poważną, wręcz radykalną eskalację. Widzimy wyraźne prowokacje, którym rosyjskie media poświęcają ogromną uwagę. Co więcej, wróg natychmiast oskarża Kijów o „zbrodnie” i „zrywanie procesu pokojowego”, choć wciąż nie jest jasne, co tak naprawdę się wydarzyło, kto co zrobił i czy w ogóle ktokolwiek cokolwiek zrobił.

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie „co się dzieje”. Jedno jest pewne: ponownie zbliżamy się do kolejnego poziomu eskalacji. Siły zainteresowane nasileniem rozlewu krwi i brakiem choćby śladu procesu pokojowego (a „partia wojny” jest zjawiskiem międzynarodowym — jej zwolennicy są obecni zarówno w Ukrainie i rosji, jak i w UE oraz USA) wykonały swój ruch. Dalszy rozwój wydarzeń będzie zależał od mądrości wszystkich stron negocjacji oraz, w szczególności, od reakcji Donalda Trumpa.


Opinie eksperta
 

Politolog, dyrektor Ukraińskiego Instytutu Polityki Rusłan Bortnik uważa, że celem tych prowokacji — niezależnie od tego, czy wydarzenia są realne czy nie, kto je zorganizował lub czy w ogóle zostały zorganizowane — jest próba podważenia pozycji negocjacyjnej Ukrainy.

„Powstaje wrażenie, że strony rzeczywiście zbliżyły się do momentu podejmowania ostatecznych decyzji w kontekście pokojowego uregulowania. I rosja, w ten sposób maksymalnie akcentując określone działania Ukrainy albo organizując prowokacje (bo nie wiemy wiarygodnie, co naprawdę się wydarzyło), próbuje pokazać, że Ukraina nie prowadzi negocjacji w sposób uczciwy. Moskwa stara się stworzyć warunki, w których sama rosja mogłaby wycofać się z części wcześniej złożonych obietnic w ramach procesu negocjacyjnego. Dlatego te wydarzenia są albo organizowane, albo po prostu wykorzystywane, nawet jeśli rzeczywiście miały miejsce, do zresetowania torów negocjacyjnych, które być może zbliżyły się do finałowych rozstrzygnięć. Resetu z rosyjskiej strony. Uważam jednak, że z drugiej strony również jest to możliwe. Teraz mogą nastąpić jakieś radykalne działania, które pozwolą Ukrainie i jej europejskim partnerom mówić o tym, że rosja wycofuje się z negocjacji” — mówi Bortnik.

Zdaniem eksperta wszystko to jest grą pod Donalda Trumpa. Trump występuje w tej sytuacji w roli arbitra i to on będzie decydował, kto prowadzi negocjacje uczciwie, a kto nie, kto chce pokoju, a kto go nie chce, oraz na kogo wywierać presję: na Ukrainę czy na rosję.

„To gra pod Trumpa i próba ze strony rosji, by całkowicie zdyskredytować tory negocjacyjne, zresetować je i uruchomić na nowo. Mieliśmy już podobne przykłady. Zbrodnie w Buczy doprowadziły do załamania i zatrzymania stambulskiego toru negocjacyjnego w 2022 roku, a ukraińska operacja »Pajęczyna« faktycznie wstrzymała negocjacje stambulskie już w 2025 roku. W najnowszej historii rosji są też przykłady wysadzania budynków, które doprowadziły do rozpoczęcia drugiej wojny czeczeńskiej. W ogóle historia ludzkości jest pełna tego rodzaju tragedii i prowokacji, zarówno realnych, jak i wymyślonych, które elity często wykorzystują, aby wycofać się ze swoich słów lub rozpocząć nową falę eskalacji.

Jak rosja będzie »odpowiadać«? Myślę, że będzie starała się pozostać w procesie negocjacyjnym, ale jednocześnie nalegać, aby Stany Zjednoczone zwiększyły presję na Ukrainę i zmusiły Kijów do głębszych kompromisów. Jeśli ta strategia nie zadziała, nie wykluczam, że rosja może uderzyć rakietami typu »Oriesznik« w ważne obiekty logistyczne, infrastrukturalne lub polityczne na terytorium Ukrainy. Albo może rozpocząć nowe ofensywy w nowych regionach Ukrainy, na przykład w obwodzie czernihowskim pod pretekstem konieczności stworzenia »strefy buforowej« przed ukraińskimi atakami. Wreszcie rosja może bardziej aktywnie brać na celownik ukraińskich liderów politycznych, których obecnie oskarża o terroryzm, czyniąc ich kluczowym celem ataków, czego wcześniej nie było” — jest przekonany Rusłan Bortnik.

Podsumowując, jedno jest oczywiste: ktoś jest bardzo zainteresowany zerwaniem procesu pokojowego i kontynuowaniem rozlewu krwi. Nie mniej oczywiste jest to, że federacja rosyjska przygotowuje coś szczególnie złego dla Ukrainy. Może to być bardzo zmasowany ostrzał, nowe prowokacje, zamachy terrorystyczne lub inne działania. Dlatego wszyscy Ukraińcy powinni w najbliższych dniach zachować szczególną czujność wobec alarmów i nie ignorować podstawowych zasad własnego bezpieczeństwa.

Czytaj nas na Telegram i Sends