Prokuratura Generalna ujawniła szczegóły sprawy karnej dotyczącej byłego zastępcy szefa tej instytucji, Werbyckiego
W sprawie byłego zastępcy prokuratora generalnego Ukrainy Dmytroja Werbyckiego, który stał się bohaterem głośnego skandalu korupcyjnego w związku z domniemanym bezprawnym wzbogaceniem się, toczy się postępowanie karne nr 42024000000000788. Sprawa została wpisana do Jednolitego Rejestru Postępowań Przedprocesowych (JRPP) 18 czerwca 2024 roku – właśnie w okresie jego głośnego zwolnienia z Biura Prokuratora Generalnego.
Informacja ta zawarta jest w oficjalnej odpowiedzi Prokuratury Generalnej na zapytanie serwisu internetowego UA.NEWS.
Jak wynika z otrzymanego dokumentu podpisanego przez kierownika wydziału ds. rozpatrywania wniosków o udzielenie informacji publicznej, śledztwo w sprawie byłego wysokiego urzędnika zostało obecnie przekazane organom ścigania w stolicy. Śledztwo przedprocesowe prowadzi Główne Zarządzenie Policji Narodowej w Kijowie, a nadzór procesowy sprawuje Prokuratura Miejska w Kijowie.

Ponadto w Biurze Prokuratora Generalnego potwierdzono, że sam Dmytro Werbycki próbuje przeprowadzić kontratak i wszcząć postępowania karne. Urząd odnotował cztery oficjalne wnioski byłego urzędnika (dwa w listopadzie 2024 roku i dwa w styczniu 2025 roku), w których skarży się on na rzekome popełnienie przez organy ścigania wykroczeń przeciwko niemu. W szczególności Werbycki domaga się zbadania „ingerencji w działalność funkcjonariusza organów ścigania” oraz „naruszenia prawa do prywatności”. Wszystkie te skargi Prokuratura Generalna przekazała również do Prokuratury Miejskiej w Kijowie w celu przeprowadzenia kontroli.
Przypomnijmy, że Dmytro Werbycki stracił stanowisko zastępcy prokuratora generalnego w czerwcu 2024 roku po szeroko zakrojonym śledztwie programu „Schemy” (Radio Swoboda) oraz kontroli przeprowadzonej przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK), która ujawniła oznaki nielegalnego wzbogacenia się urzędnika na kwotę 29 milionów hrywien. W jego najbliższym otoczeniu wykryto luksusowe mienie, zagraniczne aktywa oraz nieruchomości w osiedlu domków letniskowych „Konik”, które nie są proporcjonalne do oficjalnych dochodów prokuratora. Aby uchronić majątek przed konfiskatą, Werbycki przepisał go nawet na swoją byłą żonę. Później okazało się, że były prokurator uzyskał odroczenie od mobilizacji dzięki studiom dziennym na studiach podyplomowych na „Politechnice Odeskiej”, a kierownictwo uczelni nie chce na razie ujawniać prasie szczegółów dotyczących tych studiów.
Rozprawa doktorska przeciwko korupcji i wynajem mieszkania od przyjaciela: kontrowersyjny Dmytro Werbycki opowiedział, jak ukrywa się przed mobilizacją i sądami
Zamiast stawiać się w sądzie, kontrowersyjny były urzędnik spokojnie pije dziś kawę i buduje karierę polityczną, użalając się przed kamerami dziennikarzy śledczych: „Nie prowadzę luksusowego życia, ale też nie żyję źle”. Co więcej, okazuje się, że luksusowe mieszkanie w stolicy to po prostu akt niesamowitej przyjacielskiej hojności. Komentując śmiesznie niską cenę wynajmu domu w elitarnej dzielnicy domków letniskowych, Werbycki z błyskiem w oku przekonuje dziennikarzy: „Wynajmuję go od mojego przyjaciela. Cóż, to nie jest ulga, to są średnie rynkowe ceny wynajmu domów, hm, w tym regionie. I zostało to ustalone, hm, przez pracowników NAKZ”.
Podczas gdy NABU i NAZK, jak się wydaje, już trzeci rok z rzędu szukają drogi do sądu, były prawnik znalazł niezawodny sposób na uniknięcie mobilizacji – został doktorantem i przygotowuje pracę doktorską. Temat pracy naukowej osoby posiadającej milionowe, nieuzasadnione aktywa jest po prostu kpiąco piękny: „przepisy antykorupcyjne”. Zapewniając, że „całe życie się uczę”, były prokurator, za pięć minut wykładowca, nakreślił już plany na przyszłość: „Chcę dalej pracować na jakimś uniwersytecie i przekazywać dalej swoją wiedzę”. A rzeczywiście jest tam co przekazać — na przykład unikalny schemat tego, jak oficjalnie zarabiać w prokuraturze około 2 000 dolarów, a jednocześnie otrzymywać dodatki od krewnych.
„Cóż, pomagali mi, dawali prezenty na urodziny i to były moje oszczędności… No cóż, matka mogła mi podarować 5 000 dolarów” – oświadcza bez cienia zakłopotania przyszła gwiazda nauki.
Kiedy jednak mowa pada o pochodzeniu rodzinnego kapitału, do akcji wkracza klasyczna, żelbetowa legenda ukraińskiej biurokracji o zamożnych krewnych.
„Mój ojciec był kapitanem statku dalekomorskiego. Myślę, że rozumiecie, ile zarabia kapitan statku dalekomorskiego. Cóż, od 10 000 dolarów miesięcznie” – chwali się Werbycki. Jednak z jakiegoś powodu odmówił pochwalenia się przed kamerą swoim nowym Audi SQ8 za 100 tysięcy zielonych, natychmiast przechodząc do agresywnej obrony:
„Proszę posłuchać, ten samochód jest zarejestrowany na mnie. Możecie to sprawdzić w Internecie. Jeśli chcecie, przyjadę do waszego studia, udzielę wam wywiadu, pokażę wam dokumenty. Pokażcie mi pytania, które chcecie zadać. Odpowiem na nie. Pokażę wam dokument. Przeprowadźcie to obiektywnie. Nie lubię takich prowokacji, jak ta, którą teraz robicie”. Cały ten „antykorupcyjny” sukces Werbycki planuje teraz wykorzystać w wielkiej polityce – stanął na czele okręgowego oddziału partii Julii Tymoszenko. Co prawda, i tutaj logika poszła w odstawkę, bo jak sam powiedział świeżo upieczony członek partii: „Na dzień dzisiejszy, jeśli chodzi o to, czy iść do polityki, czy nie, to nie jestem jeszcze, powiedzmy tak, w pełni gotowy, by to zrobić. Obecnie jestem członkiem partii i pełnię funkcję szefa oddziału w rejonie Hadżibejowskim. Nie, nie sponsoruję partii”.
Na jakich dokładnie warunkach partia „Batkivszczyna” przyjęła pod swoje skrzydła tak kontrowersyjną postać – to pytanie pozostaje otwarte. Na razie Dmytro Anatolijowicz czuje się na tyle pewnie i bezkarnie, że zamiast zasiadać na ławie oskarżonych, sam atakuje organy ścigania: „Obecnie właśnie toczę spór sądowy z NAZK, ponieważ NAZK wyraźnie zaznaczyła w publikacji, że wykryła u mnie nielegalne wzbogacenie się, że stwierdziła składnik przestępstwa oraz że wszystko to zostało nabyte na moje zlecenie”.
Były prokurator aktywnie chwali się swoimi sporami sądowymi na Facebooku, osobiście generując setki udostępnień pod własnymi wpisami, aby stworzyć iluzję poparcia. Jednak społeczeństwu wcale nie jest do śmiechu, ponieważ za fasadą tych absurdalnych usprawiedliwień i partyjnych manipulacji wyraźnie widać smutny fakt: sprawa Werbyckiego może być po prostu banalnie i sztucznie hamowana w kuluarach organów antykorupcyjnych.
Przeczytaj pełną chronologię skandali byłego prokuratora Dymitra Werbyckiego
Czytaj nas na Telegram i Sends